piątek, 29 lipca 2016

TRENING W DOMU BEZ SPRZĘTU: ABS

Bez zbędnego przedłużania - dziś trening brzucha w warunkach domowych.
Wiem, że na ten wpis sporo osób czekało, dajcie znać, jak wykorzystacie!


Wcześniej ukazały się już trening pleców i trening pośladków. Dziś ABS a następnym razem - nogi!
Wszystko w zakładce ''Treningi'' :)


Przed każdym treningiem obowiązkowo co najmniej 10 minut rozgrzewki.
Ten zestaw ćwiczeń możecie połączyć z innymi zestawami, zrobić razem z kardio - to już zależy od Was :)

PRZERWY MIĘDZY ĆWICZENIAMI - 10-15 sekund.
Wszystkie ćwiczenia robimy maksymalnie spinając mięśnie brzucha, cały czas je kontrolując, lepiej zrobić wolniej, a dokładniej i nie odpuszczamy! To niesamowicie ważne. Pamiętajmy też o odpowiednim oddychaniu.


1. KLASYCZNE SPIĘCIA BRZUCHA - nie robimy pełnych brzuszków, ale ''jedynie'' spinamy mięśnie brzucha. Na górze warto sekundkę przytrzymać i maksymalnie dopiąć te mięśnie.
Nie pracujemy szyją ani rękami! Palić ma brzuch! 4x30 powtórzeń



2&3. SERIA ŁĄCZONA - UNOSZENIE NÓG DO PIONU ŁĄCZONE Z PODCIĄGANIEM NÓG DO KLATKI - najpierw wykonujemy 1 powtórzenie unoszenia nóg, następnie powoli je opuszczamy i podciągamy do klatki, a następnie wracamy do pozycji wyjściowej. UWAGA! Nóg nie odkładamy na podłogę. Co ważne, w tych ćwiczeniach delikatnie odrywamy pupę od podłogi - wtedy brzuch maksymalnie pracuje, a nie biodra. Wykonujemy 4x10 powtórzeń (1 powtórzenie to uniesienie nóg do pionu, opuszczenie, podciągniecie do klatki i powrót do pozycji wyjściowej).


4. SPIĘCIA BRZUCHA Z NOGAMI W POZYCJI ŻABKI - podobnie jak 1 ćwiczenie, ale zmiana ułożenia nóg sprawia, że brzuch pali całkowicie inaczej :) 4x20 powtórzeń


5. MOUNTAIN CLIMBER - przede wszystkim zadbajcie o to, żeby, kiedy podciągamy naprzemiennie nogi do klatki, angażować brzuch, a nie bujać całym ciałem.
4x60 powtórzeń (30 na nogę)


6. TRZYMANIE POZYCJI PLANK - przede wszystkim pamiętajmy, że ciało ma być w jednej linii, barki w jednej linii z łokciami, brzuch napięty, głowa przedłużeniem tułowia. 4x60-90 sekund






Co myślicie o tym treningu? :)


Czekam na Wasze opinie!

P.S. Przepraszam za te ozdobniki - nie mogłam się powstrzymać! :))




 
 SNAPCHAT: fitujemy
e-mail: natalianalepa@o2.pl
Pozdrawiam, 
Natalia <3

wtorek, 26 lipca 2016

Podsumowanie redukcji! KONIEC MASY VS KONIEC REDUKCJI. MOTYWACJA

Cześć i czołem!
Dziś mam dla Was wpis w większości zdjęciowy. Nadszedł czas na podsumowanie redukcji!
Redukcję zaczęłam po długim okresie robienia masy, w połowie marca 2016.
I teraz, na koniec lipca, mogę stwierdzić, że czas kończyć redukcję!
Efekty - cóż, sami oceńcie. Ja muszę przyznać, że efekt końcowy przeszedł moje oczekiwania.

WAGA na koniec okresu masy - 67 kg.
Obecnie - 55 kg.
Wymiarów nie podaję, gdyż nie mierzę się. Ale zdjęcia najlepiej pokażą prawdę.
Mam nadzieję, że ten wpis zmotywuje wszystkich niedowiarków i leniuchów!

PRZED ROZPOCZĘCIEM REDUKCJI (połowa marca, waga 67 kg):

 
W okresie masowania, zdecydowanie zbudowałam kawał mięsa, który był mi potrzebny, ale także, co było naturalne, złapałam sporo tłuszczu. To był najcięższy okres dla mojej psychiki w życiu.
Czułam się okropnie, wielokrotnie chciałam zrezygnować. Jednak cały czas powtarzałam sobie wtedy, że to po prostu ''krok w tył, żeby zrobić dwa kroki do przodu'' - i taki jest ten sport.
Schodziłam z prawie 3000 kcal dziennie, najpierw do 2000 kcal, następnie do około 1800 kcal. 
5 treningów siłowych w tygodniu, następnie zmieniłam wraz z postępowaniem redukcji, na 4 treningi siłowe oraz 2 razy w tygodniu interwały na orbitreku na czczo.

REDUKCJA (początek czerwca, waga 59 kg):


Waga już sporo zeszła, czułam się świetnie, żadnych zjazdów energii. Kaloryczność w połowie redukcji zmieniłam na około 1700 kcal dziennie.
W dni nietreningowe około 1650 kcal. Treningi siłowe 4 razy w tygodniu, interwały 2 razy na orbitreku po 20 minut. W tym momencie zaczęłam współpracę z trenerem. 

KONIEC REDUKCJI (koniec lipca, waga 55 kg):




Co jadłam, dlaczego - cały czas pokazywałam na swoim instagramie, więc wystarczy tam zajrzeć, jeśli mnie nie obserwujecie tam :)

Przede wszystkim cieszę się, że po tej redukcji naprawdę nie straciłam dużo mięsa - oczywiście, trochę mięśni spadło, ale to jest całkowicie naturalne. W niektórych ćwiczeniach zmniejszyła się też trochę siła, ale mam też inny plan treningowy, cele, więc ciężko jest mi to tak porównywać.

REDUKCJA ABSOLUTNIE UDANA!
Ostatni raz robiłam w życiu taką ostrą masę jak ostatnia, więc pewnie już szybko takiej mocnej redukcji robić nie będę musiała...a szkoda, bo było fajnie! Zero spadków sił, samopoczucia, energii, zawrotów głowy... - taka redukcja to jedyna zdrowa opcja!
Dlatego nie jestem za dietami typu 1200 kcal - lepiej wolniej, a zdrowo i na zawsze!
Mi i tak waga szybko spadała, co było za pewne spowodowane, że nigdy w życiu nie ważyłam 
aż 67 kg i  na mój organizm było to dużo, więc szybko i chętnie wracał do swojej naturalnej, najlepszej dla niego wagi. Kochany organizm, wystarczy go słuchać :)

Aktualnie jeszcze nie wiem, na jaki bilans będę wchodzić. Na pewno powoli będę wracać do swojego zapotrzebowania, bilansu zerowego, ale czy później zdecyduję się na utrzymanie czy na lekką masę, to się jeszcze zobaczy. Na pewno chciałabym mocno poprawić barki, które są moją piętą achillesową.
Ale wszystko na spokojnie, z głową, już bez niepotrzebnego pośpiechu, zalewania się :)



I co?! DA SIĘ? DAAA!!!


 
 SNAPCHAT: fitujemy
e-mail: natalianalepa@o2.pl
Pozdrawiam, 
Natalia <3


sobota, 23 lipca 2016

Trening pleców w domu

Dziś kolejna odsłona moich propozycji treningów w domu. Ostatnio na instagramie pytałam Was,
na jaką partię ćwiczenia chcielibyście zobaczyć - najwięcej głosów było za treningiem pleców, więc właśnie one będą dziś królować! :) Wiem, że nie każdy ma możliwość chodzenia na siłownię czy zakupu sprzętu do domu, dlatego tej serii poświęcam dużo serducha :)

Do wykonania tego treningu nie jest potrzebny żaden dodatkowy sprzęt.
Ja użyłam obciążeń w postaci butelek wody - myślę, że taka opcja nikomu nie sprawi problemu :)
Jeśli chcecie aby Wasz trening był dłuższy, ten zestaw ćwiczeń na piękne, mocne plecy, możecie dowolnie łączyć z innymi zestawami.

Ten trening polecam wszystkim chcącym wzmocnić mięśnie pleców, ładnie je wyrzeźbić, ale także wszystkim, którzy mają z plecami problemy, takie jak garbienie się, częste bóle pleców, skoliozę:) Gwarantuję, że wzmocnienie mięśni pleców daje bardzo dużo realnych korzyści!

Ciężko jest pokazać odpowiednią technikę ćwiczeń na zdjęciu - ale wystarczy, że wpiszecie na youtube nazwę ćwiczenia i wtedy wszystko zobaczycie na filmikach :) Warto też ćwiczyć przy lustrze, wtedy możemy kontrolować technikę naszych ćwiczeń.

Przed każdym treningiem - minimum 10 minut rozgrzewki!
Przerwy między kolejnymi seriami ćwiczeniami  - max 45 sekund.


1. WIOSŁOWANIE JEDNORĄCZ W POCHYLENIU TUŁOWIA - tutaj dodatkowym obciążeniem jest u mnie butelka. Jedną ręką podpieramy się o np. łóżko czy krzesło.
Pracujemy w pełnym zakresie ruchu, na dole maksymalnie rozciągamy mięsień, a na górze maksymalnie spinamy. Pracujemy mięśniami pleców a nie ręki! Robimy powoli, cały czas jak najmocniej kontrolując i napinając pracujące mięśnie.
4 serie x 20 powtórzeń na rękę


2. WIOSŁOWANIE HANTLAMI (BUTELKAMI) W OPADZIE TUŁOWIA - czyli ćwiczenie bardzo podobne do ćwiczenia numer 1, ale wykonujemy je dwoma rękoma na raz.
Tutaj też pamiętajmy o maksymalnym rozciąganiu mięśnia i spinaniu.
Podczas robienia wyobrażajmy sobie te pracujące mięśnie pleców - bardzo to pomaga.
4 serie x 20 powtórzeń


3. ODWODZENIE Z TYŁU NAD GŁOWĘ - butelki umieszczamy za pośladkami, następnie unosimy ręce w taki sposób, żeby dłonie, łokcie i barki znalazły się w jednej płaszczyźnie i odwodzimy ręce zza głowę. Pamiętajcie, żeby nie ciągnąć nadgarstkami - nie wykręcajmy ich!
Ręce cały czas starajmy się ściągać do tyłu, nie mają one wychodzić do przodu.
4 serie x 15 powtórzeń

4. ODWODZENIE RAMION W BOK W OPADZIE TUŁOWIA - zdjęcia niestety nie mam, ale wystarczy zajrzeć na google czy youtube :) Tutaj wystarczy naprawdę mały ciężar, a już możemy świetnie poczuć pracujące mięśnie. Zwracam uwagę, żeby nie bujać całym tułowiem, ale starać się jak najmocniej separować ruch.
4 serie x 20 powtórzeń


5. NIETOPEREK - nazwa nietypowa, bo każdy to ćwiczenie nazywa inaczej :)
Ćwiczenie to opiera się na 3 fazach: 
1. Unosimy klatkę kilka centymetrów nad matę- ręce cały czas wyprostowane przed głową, a biodra nie odrywają się ani na moment!
2. Ściągamy ręce w taki sposób, żeby dłonie z obciążnikami znalazły się na linii barków, maksymalnie spinając łopatki.
3.Wracamy rękoma nad głowę, ażeby w pełni je wyprostować i dopiero po tym odkładamy je na matę.
Dosłownie 1-2 sekundki ręce znajdują się na macie i z powrotem je unosimy.
4 serie x 20 powtórzeń

6. ODWROTNE SPIĘCIA NA PLECY - czyli tak jak w ćwiczeniu numer 4, leżymy na macie, ale tutaj ręce układamy wzdłuż ciała. Spinamy maksymalnie plecy, odrywając klatkę piersiową z maty
i przenosząc dłonie nad pośladki. Dół brzucha, biodra nie powinny się odrywać!
Przytrzymujemy na górze 1-2 sekundy, następnie powoli, kontrolowanym ruchem wracamy na matę i wykonujemy kolejne powtórzenia. Nie szarpiemy przy unoszeniu ciała, ruch ma być łagodny, gładki!
4 serie x 20 powtórzeń

7. PLANK czyli DESKA na łokciach - czyli najlepsze ćwiczenie na wszystko :) Na zakończenie treningu pleców idealne!
4 serie x 60-90 sekund

Jeśli po tym zestawie kończycie już swój trening, pamiętajcie o rozciąganiu! :)




Co myślicie o tym treningu? :) Dajcie znać jak wypróbujecie! :)


 
 SNAPCHAT: fitujemy
 
e-mail: natalianalepa@o2.pl
 
Pozdrawiam, 
Natalia <3

środa, 20 lipca 2016

ROZMIAR BRZUCHA - RANO VS WIECZÓR

Problemy z płaskim brzuchem - temat numer 1 wiadomości, które dostaję :)
Co zrobić, żeby brzuch przez cały dzień wyglądał ładnie - płasko, tak jak przed śniadaniem?
Dziś właśnie o tym, więc zapraszam! :)


 Zdjęcie po lewej - robione rano. Zdjęcie po prawej - po dużym obiedzie.
Dlaczego zaznaczam, że DUŻYM? Bo porcja naprawdę była spora. Praktycznie pod każdym zdjęciem jakiegokolwiek posiłku, jakie wstawiam na swój instagram, dostaję komentarze typu:
''Ale duża porcja!'', ''Gdzie ty to wszystko zmieścisz?'', ''Chyba bym pękła!''.
Nie ukrywam - lubię sobie dobrze pojeść, zazwyczaj jem z największych talerzy, moja porcja musi być duża - inaczej się nie najadam. Moje przykładowe porcje znajdziecie poniżej.


I co? I jakoś mój brzuch lepiej reaguje na takie porcje, niż na ilości jedzenia jak dla wróbelka.
Dlatego uważam, że wielkość porcji to rzecz bardzo indywidualna. Poza tym, ja wiem ile np. ryżu czy mięsa mam zjeść - dokładam jedynie warzyw, które uwielbiam. A to przecież samo zdrowie!

Dlatego niech nikt mi nie wciska, że tylko rozmiar porcji się liczy. Oczywiście, faktycznie możemy mieć brzuch jak balon po zjedzeniu dwóch kilogramów truskawek czy wypiciu dwóch litrów wody na raz, ale raczej nikt z nas nie robi tak, prawda? Sami najlepiej czujemy, kiedy powinniśmy przestać jeść posiłek. Ale porcja do zjedzenia za dwoma machnięciami widelca - to nie dla mnie.

Pamiętajcie, że warzyw warto jeść stosunkowo dużo i jeśli po zjedzeniu np. kaszy z mięsem na obiad, dalej czujemy ssanie - to właśnie warzywami warto dojeść. Błonnik w nich zawarty to składnik nietrawiony przez nas, ale przyspiesza perystaltykę, czyli ruchy robaczkowe jelit - pomaga w przesuwaniu treści pokarmowych w jelitach i ułatwia wydalanie. A właśnie treści tkwiące w naszych jelitach, mogą powodować, że nasz brzuch będzie nieestetycznie wydęty.

Bardzo ważną kwestią, ważniejszą niż rozmiar porcji, jest to, CO JEMY.
Jestem pewna, że większość z nas, jeśli nie każdy, po zjedzeniu całej pizzy na raz, zapadnie w tak zwaną ciążę spożywczą. Ale może tak być nawet po zjedzeniu niewinnie wyglądającego, małego batonika - tłuszcze utwardzone, cukier, więcej cukru...wszystko zacznie wariować w naszym brzuchu, pojawią się wzdęcia. Największym wrogiem ''płaskości'' brzucha są właśnie najczęściej:
napoje gazowane, wysoko przetworzona żywność, niekorzystne połączenia pokarmów, ale często także często nabiał i jego pochodne. Jeśli cierpimy na alergię, nietolerancję lub nadwrażliwość na daną grupę produktów spożywczych, ich spożywanie także powinniśmy ograniczyć do minimum,
a najlepiej całkowicie o nich zapomnieć. Nasze zdrowie, samopoczucie i brzuch na pewno nam podziękują :)
Nie mogę powiedzieć, co każdy powinien i może jeść - to bardzo osobiste kwestie i z góry nikt nie może tego wiedzieć, ale to co tutaj piszę, to takie podstawowe fakty i powtarzające się schematy :)

Odpowiednie odżywianie to klucz do posiadania ładnego brzucha.
Kilka trików i rzeczy, które polecam:

1. Śniadania białkowo-tłuszczowe - już od kilku miesięcy decyduję się na takie śniadania zamiast michy owsianki. O ich korzyściach pisałam już na blogu kilka razy, ale jest to m.in. brak ciążowego brzucha po śniadaniu i uczucie lekkości od samego rana.

2. Nie róbmy z siebie chodzących cystern - to, że mamy wypić dziennie minimum 2 litry wody, nie znaczy, że mamy to zrobić za jednym razem! Nawet szklanka wody na raz to sporo. Najlepiej ją ''popijać'' po łyku, ale regularnie. Za dużo płynów na raz nie jest ani zdrowe, ani korzystnie nie wpływa na płaskość brzucha.

3. Pij zielone i ziołowe herbaty - wspomagają one trawienie, szczególnie po tłustych posiłkach.

4. Dbaj o odpowiednie, regularne wypróżnianie - treści zalegające w naszych jelitach niestety powodują wzdęcia, ale też nawet bóle głowy i złe samopoczucie!

5. Wzmacniaj brzuch ćwiczeniami, zadbaj o racjonalny poziom tkanki tłuszczowej w organizmie -czyli ćwicz, jedz zdrowo i ciesz się tym :)



JEDNAK! Pamiętajcie, że nie zawsze można od siebie wymagać najlepszej formy.
Różne fazy cyklu u kobiet, zmiany w diecie, stres, zmiany pogody - na nasze samopoczucie i na właśnie nasz wygląd może wpływać bardzo wiele czynników.
Wręcz naturalne jest to, że wraz z upływem dnia, zaczynamy trzymać trochę wody w organizmie.
I nie ma w tym nic złego! Więc nie popadajmy z drugiej strony w paranoje i nie doszukujmy się rzeczy, których nie ma :)



Mam nadzieję, że wpis będzie przydatny! :)

 
 SNAPCHAT: fitujemy
 
e-mail: natalianalepa@o2.pl
 
Pozdrawiam, 
Natalia <3


poniedziałek, 18 lipca 2016

Moje ulubione książki!

Nie wiem czy taki tytuł wpisu jest przyciągający...ale w dzisiejszym wpisie chciałabym Wam pokazać kilka moich ulubionych propozycji z książek.
 I nie chodzi mi tu o książki z "FIT STAJLEM'' - a po prostu o te perełki, do których zawsze chętnie wracam. Coś i dla młodszych i dla starszych na pewno się znajdzie, więc zapraszam! :)
Kolejność będzie zupełnie przypadkowa, bo nie mam najulubieńszej książki. Zmienia się to razem
z moim nastrojem, potrzebami - czasami mam ochotę poczytać coś romantycznego, a czasami dosłownie mam już dość jakichkolwiek wątków o miłości. Ale kto tak nie ma? :)


''Kto czyta książki, żyje kilka razy'' - czy jakoś tak brzmiało to powiedzenie. I absolutnie się z nim zgadzam :) Książki to wspaniały sposób, żeby oderwać się od rzeczywistości, przeżyć przygodę, zapomnieć o problemach na trochę - a wszystko w bezpiecznym fotelu czy łóżku. I w dodatku nic nas to nie kosztuje, żadne pieniądze nie są potrzebne! (no chyba że książki zawsze kupujemy sami)
Kryminał, przygoda, fantastyka, romans - nie ważne! Ważne, żeby czytać. Wzbogacamy tym także swoje słownictwo - ja widzę same zalety :)


Może i nie jest to odkrycie Ameryki, może jestem w tym przypadku nudna, monotematyczna, ale co mam poradzić, że tak uwielbiam Harry'ego? Wszystkie siedem części przeczytałam chyba z 20 razy, do ich fragmentów wracałam (i wracam!) bardzo często. Kiedy potrzebowałam zająć czymś umysł, odstresować się - otwierałam w przypadkowym miejscu i zaczytywałam się.
Ci, którzy tylko oglądnęli filmy i są zachwyceni już nimi samymi - nie wiedzą nawet co tracą.
Baaardzo rzadko się zdarza, według mnie, żeby film był tak dobry jak książka. Tutaj też filmy bardzo dużo tracą w stosunku do książki. Harry Potter to była jedna z pierwszych poważniejszych przygód mojego dzieciństwa i mam też do niego dlatego ogromny sentyment :)

Sentyment mam też do książek ''Peggy Sue i duchy''. Te chyba nie są już tak znane jak Harry Potter (chyba na pewno), ale kiedyś też się w nie zaczytywałam. Treści dokładnie każdego tomu z serii nie pamiętam, ale wiem, że momentami bywało strasznie (jak czytałam to miałam może z 11/12 lat), momentami bardzo śmiesznie a jeszcze czasami niesamowicie zaskakująco. Ogólnie chodzi o to, że Peggy Sue widzi postacie (duchy?), których inni nie widzą i tylko ona może je powstrzymać.
''Dzień niebieskiego psa'', ''Sen demona'', ''Motyl przepaści'' - tak nazywają się kolejne części.
Teraz mam wrażenie, że jestem jednak troszkę za stara na nie, pewnie inaczej bym je przeżywała,
ale jeśli ktoś z Was, moi kochani czytelnicy, nie musi się martwić tym jakże starym wiekiem, albo ma np. młodsze rodzeństwo - zdecydowanie warto się zainteresować tymi książkami!
Autor nazywa się Brussolo Serge.


Agata Christie - według mnie w pełni zasłużyła na tytuł ''Brytyjskiej Królowej Kryminałów'', jak bardzo często jest nazywana. Jej książki nie są długie, zazwyczaj około 200-250 stron. Te krótsze, mające po 100-150 stron to kwestia jednego wieczoru. Z resztą, te dłuższe też - uwierzcie mi, że są tak wciągające, że ciężko oderwać się choćby na pójście do toalety. Przeczytałam już bardzo dużo książek tej autorki - te ze zdjęcia to tylko moja skromna kolekcja. Na szczęście, w bibliotece miałam duży wybór kryminałów Christie. Miałam, ponieważ została mi już tylko jedna, której nie przeczytałam. Bardzo często te książki w kieszonkowych wydaniach możemy dostać na różnych promocjach w księgarniach, a nawet w Biedronce, za 10 zł. Opłaca się!
Jeśli nigdy nie mieliście styczności z tą autorką - polecam zacząć od klasyki, czyli ''Morderstwo w Orient Expressie''. Zakończenia w jej książkach zawsze sprawiają, że mam ochotę krzyczeć ''Christie, znowu mnie oszukałaś wredna, sprytna babo!''. Zobaczcie i sami się przekonajcie :)
Nie jestem w stanie określić, która była najlepsza, która najgorsza - wszystkie są całkowicie inne i na swój sposób wspaniałe. Moimi perełkami są chyba właśnie ''Morderstwo w Orient Expressie'',
''Dom zbrodni'', ''I nie było już nikogo'', ''Śmierć na Nilu'', ''4:50 z Paddington''.



Książek polskich autorów niestety zbyt wiele nie przeczytałam. Te ze zdjęcia to kolejne książki mojego wieku młodszego (?). Felix, Net i Nika to trójka przyjaciół których przygody są hm...naprawdę przygodowe! Wreszcie coś się dzieje, ale czasami są to przypadki wręcz jak z dobrego horroru. Na pewno nie jest to coś typowego, czego wszędzie jest pełno. Rafał Kosik - absolutnie jeden z moich ulubionych autorów polskich. Pamiętam, jak kilka lat temu dostałam właśnie
''Felix, Net i Nika oraz Trzecia Kuzynka'' i specjalnie wybierałam wieczór na czytanie tej książki, żeby poczuć tę atmosferę. Dosłownie idealny horror dla młodzieży. Ale nie tylko!

W temacie polskich autorów - myślę, że czasami warto się zainteresować także klasyką, topowymi dziełami. Nie wiem jak Wy, ale ja bardzo lubię powieści Henryka Sienkiewicza. Może i czyta się je długo, może i są pełne trudnych wyrazów, archaizacji, stylizacji, a tematy nie są łatwe, nie nadają się do popołudniowej kawki, to i tak są to dzieła nad dziełami. ''Krzyżacy'' i ''Quo Vadis'' - gwarantuję, że warto się wczytać, poświęcić na to kilka dni (może i tygodni), bo emocje i wiedza jakie po tym zostają są bezcenne.


Przed chwilą było o ciężkiej literaturze to teraz coś bardzo luźnego. Odmóżdżacze to chyba najlepsze określenie :) Wiem, że ''50 twarzy Grey'a'' to temat niesamowicie kontrowersyjny. Z jednej strony wielbicielki, z drugiej krytycy. No ale nie zawsze mamy ochotę na coś tak absorbującego naszą uwagę, energię jak epopeje narodowe. Czasami człowiek ma ochotę przeczytać o problemach perwersyjnego biznesmena - no a może nie? Trochę jak w greckim starożytnym teatrze.
Skoro są tragedie, to czasami trzeba też trochę komedii. A że przy takiej komedii nie przeżyje się katharsis - co z tego? Nie chcesz czytać - nie czytaj. Chcesz czytać - czytaj. Proste!
A to, że książki nie są napisane idealnym słownictwem, nie stanowią wzoru językowego - jakoś można to przełknąć.

Zostanę jeszcze chwilę w temacie romansów. Ale teraz zdecydowany kontrast, bo coś bardzo poważnego, literatura piękna, dramat wojenny. Nie wiem czy tytuł ''Jeździec Miedziany'' wyda się komukolwiek znany, ale nazwisko autorki - Paulina Simons - już chyba trochę bardziej.
Autorka - rewelacyjna. ''Jeździec Miedziany'' to tytuł pierwszej książki z trylogii o losach Aleksandra i Tatiany. 1941 rok, Rosja zaatakowana przez hitlerowskie Niemcy, drobna dziewczyna z Leningradu i przystojny, wysoki żołnierz? Brzmi świetnie, smakuje jeszcze lepiej. Tutaj fantastyczne postacie pokazane są na tle wydarzeń prawdziwych, więc też świetna jest ta książka ze względu na źródło informacji historycznych. Druga część nosi tytuł ''Tatiana i Aleksander'', a ostatnia część trylogii - ''Ogród Letni''. Mogę się do czegoś bardzo szczerze przyznać - jeszcze nigdy nie wylałam tylu łez podczas czytania książki. Pamiętam, jak mój tato stał nade mną i dziwił się, po co to czytam, skoro tak strasznie płaczę. Po co? Bo to przepiękną, emocjonująca i bardzo prawdziwa książka!
Pozycja absolutnie obowiązkowa u wszystkich. Jeśli miałabym wymienić jedną ulubioną książkę, to właśnie ta seria przychodzi mi jako pierwsza do głowy :)
Polecam też inne dzieła tej autorki. ''Droga do raju'' - kolejna świetna propozycja tej autorki.
Trzy dziewczyny, zawrotna akcja. I mnóstwo emocji oczywiście.
Mam nadzieję, że w te wakacje jeszcze poczytam książki tej autorki :)


Lekki akcent na zakończenie wpisu :) Kto nie czytał ''Mikołajka'' w młodości...-jest w ogóle ktoś taki? Ja kiedyś dostałam właśnie taką książkę o jego przygodach - świetne, zabawne historie, lekkie i przyjemne. Do poczytania w autobusie albo do śniadania na dobry dzień :)
''Jaśki'' to przyjaciele naszego Mikołajka. Sześciu braci, z których każdy nazywa się Jan. Mnóstwo kłopotów, problemów i humoru :) Takie książki to, nawiązując do poprzedniego fragmentu wpisu, właśnie taka komedia z teatru greckiego. Lekko, zabawnie, można się oderwać od szarej rzeczywistości, pośmiać i zobaczyć, że inni to dopiero mają kłopoty w życiu! :)

Czy ktoś tego powiedzonka nie zna? Ile w nim prawdy!





A Wy jakie książki lubicie? Mamy jakieś wspólne ulubione? :)





 
 SNAPCHAT: fitujemy
 
e-mail: natalianalepa@o2.pl
 
Pozdrawiam, 
Natalia <3



czwartek, 14 lipca 2016

MOCNY Trening pośladków w domu!

Zgodnie z obietnicą, dziś moja kolejna propozycja treningu pośladków. Tym razem wersja do wykonania w domu, bo wiem, że nie każdy chce i ma możliwość chodzić na siłownię. A więc wszelkie wymówki, idą teraz w zapomnienie! :)
Na pewno sprawdzi się on zarówno dla początkujących (wtedy może być wersja bez obciążenia), jak i bardziej zaawansowanych - wtedy dodajcie obciążenia, a na pewno każdy poczuje pośladki :)

Gwarantuję Wam, że poczujecie pięknie mięśnie pośladków. Ale jest kilka warunków!
Po pierwsze - ćwiczenia wykonuj idealnie technicznie. Lepiej jest robić troszkę wolniej, ale zrobić wszystkie serie i powtórzenia bardzo dokładnie, cały czas  napinając i kontrolując całe ciało.
Po drugie - cały czas spinaj pośladki! Non stop myśl o pracy pośladków.
I po trzecie - wszędzie gdzie się da, staraj się dołożyć dodatkowe obciążenia. Czy to w postaci plecaka, czy torby treningowej. A przy liftach, odwodzeniach polecam używać gumy do ćwiczeń, która jest stosunkowo niedrogim gadżetem, zajmuje mało miejsca i jest bardzo uniwersalna,
a naprawdę może bardzo pomóc urozmaicić treningi i sprawić, by mięśnie jeszcze bardziej pracowały. Ja pokazuję tutaj też wersję z obciążnikami na kostkach - ja posiadam dwa po 2,5 kg.
I jeszcze kiedyś jak ćwiczyłam w domu, baaardzo dobrze spisywały się one właśnie przy treningu pośladków. Jeśli robicie treningi w domu i obciążenie własnego ciała to czasami dla Was po prostu
za mało, zdecydowanie warto w nie zainwestować.

Przed treningiem oczywiście rozgrzewka, 10-15 minut. Krążenia, wymachy i część albo na maszynie typu rowerek/orbitrek albo szybkiego marszu. Ten trening opiera się na dużej liczbie serii
i powtórzeń - duża objętość treningu rekompensuje brak możliwości wykonywania treningu z większym obciążeniem czyli tak jak na siłowni. Gwarantuję, że taka ilość serii naprawdę pozwoli mocno poczuć pracujące pośladki :)
Przerwy między kolejnymi seriami i ćwiczeniami maksymalnie 20-30 sekund.


1. Przysiady z obciążeniem - ja jako obciążenie wybrałam tutaj po prostu plecak. Do plecaka możemy włożyć np. kilka butelek wody. Uwierzcie mi, że konkretne obciążenie potrafi zdziałać cuda, a nawet kilkanaście kilogramów w plecaku to już coś! Podstawy dobrego przysiadu:
plecy proste, patrz przed siebie, nie zawijaj miednicy, rotacja zewnętrzna stóp, nie skręcaj kolan do środka. Schodzimy nisko, na tyle ile możemy to wykonać bez zawijania miednicy.
Na górze mocno spinamy pośladki, robimy wydech. - 5 serii x 30 powtórzeń


2. Unoszenie bioder z obciążeniem - tutaj też jako dodatkowe obciążenie pokazuję plecak. Kładziemy go w takim miejscu, żeby nie czuć dyskomfortu. Z wydechem unosimy pośladki do góry, maksymalnie spinamy i w spięciu trzymamy 3 pełne sekundy - dopiero po tym schodzimy na dół.
Najlepiej nie odkładać całkowicie pupy na matę, a zatrzymać ją 1 cm nad matą.
Szybko wracamy na górę, trzymamy 3 sekundy w maksymalnym spięciu i powoli schodzimy na dół.
5 serii x 30 powtórzeń


3. Wypychanie zgiętej nogi - do tego ćwiczenia polecam użyć obciążników na kostki, gumy zaciągniętej na stopę albo nawet małej butelki wody włożonej za kolano. Najważniejszą rzeczą tutaj jest to, żeby nie gibać całym ciałem, ale jak najbardziej separować ruch - pracować ma pośladek, a nie cały tułów! Maksymalnie spinamy pracujący pośladek.
5 serii x 15 powtórzeń na nogę (nogi naprzemiennie robimy)


4. Unoszenie prostej nogi - ćwiczenie podobne do poprzedniego, ale tutaj pracujemy nogę całkowicie prostą, maksymalnie ją napinając - od pośladka, po samą piętę. Dodatkowe obciążniki na kostkach albo korzystanie z gumy - bardzo dobrze wspomagają. UWAGA! Po każdym uniesieniu nogi, pulsujemy tą nogą 2-3 sekundy u góry, jak najmocniej napinając pośladek.
5 serii x 15 powtórzeń na nogę (nogi naprzemiennie robimy)


5. Unoszenie nogi do boku - obciążenie dodatkowe także jak najbardziej wskazane. Kolano delikatnie odrywamy od maty i do końca serii już nie dotykamy nim maty. Unosimy nogę do boku. Bardzo ważne jest separowanie ruchu - ma on wyjść z pośladka, a nie ma to być sam skręt w biodrach.
Nogę na górze trzymamy 2-3 sekundy. Dopiero wtedy powoli opuszczamy nogę.
5 serii x 15 powtórzeń na nogę  (nogi naprzemiennie robimy)


6. Unoszenie prostej nogi w leżeniu na boku - tutaj obciążenie na kostki super się sprawdzi, albo guma założona nogi. Nogę napinamy po same pięty. Nie gibiemy całym ciałem, pracuje jedynie noga. Po uniesieniu jej przy pierwszym powtórzeniu, odkładamy ją dopiero po wykonaniu ostatniego powtórzenia - noga cały czas ma być w powietrzu w czasie wykonywania powtórzeń.
Szybciej unosimy go góry, wolniej opuszczamy na dół, cały czas kontrolując ruch.
5 serii x 20 powtórzeń na nogę


7. Unoszenie obydwu nóg w leżeniu na brzuchu - jedno z moich ulubionych ćwiczeń :)
Kładziemy się płasko na macie/kocu. Ruch polega na unoszeniu obydwu nóg na raz, przy czym nie odrywamy wtedy góry ciała od maty. Cała praca ma się odbywać w pośladkach. Nie pracujemy kolanami! Spinamy oczywiście jak najmocniej pośladki, unosimy nogi i przytrzymujemy na górze 2-3 sekundy, cały czas jak najmocniej wczuwając się w pracę mięśni pośladków. Następnie ruchem kontrolowanym odkładamy nogi na matę. Ale nie odpoczywamy! Tylko od razu przechodzimy do kolejnego ruchu.
5 serii x 20 powtórzeń


Po treningu pamiętajcie o rozciąganiu! 10 minut obowiązkowo :)

P.S. Jeśli myślicie, że łatwo jest samemu robić sobie zdjęcia to zobaczcie, jakie czasami są tego efekty! :)






Dajcie znać, czy skorzystacie! :)



 
 SNAPCHAT: fitujemy
e-mail: natalianalepa@o2.pl
Pozdrawiam, 
Natalia <3

poniedziałek, 11 lipca 2016

Liczy się postęp a nie perfekcja


Dziś jeden z tych wpisów o bardziej...głębokim przesłaniu? Chyba tak można to określić.


Na swojego instagrama i bloga wrzucam codziennie zdjęcia - swojego jedzenia, z sali treningowej, czy wreszcie swojej sylwetki. Pod każdym pojawiają się komentarze, które zachwalają moją formę, albo konkretne części ciała, najczęściej te, na które większość kobiet zwraca największą uwagę.
Dostaję też wiadomości z pytaniami typu: ''co zrobić żeby mieć taki brzuch jak ty?'' ''ja też chce mieć takie nogi, co robić?'' itp.

Zapominamy jednak bardzo często, że to co widzimy na instagramie czy jakichkolwiek innych portalach społecznościowych, jest tak przedstawione, żeby nam się podobało.
Wyobraźcie sobie, że widzicie zdjęcie jakiejkolwiek dziewczyny w niekorzystnym świetle, w naturalnej, przygarbionej pozie, z wydętym brzuchem, małym tyłkiem.
A teraz wyobraźcie sobie zdjęcie idealnie uśmiechniętej dziewczyny, w świetle które podkreśla tylko zalety jej sylwetki, zaś nie widać rzekomych mankamentów typu fałdki na brzuchu.
Wiadomo, na które bardziej zwrócimy uwagę. Takie zdjęcie uśmiechniętej dziewczyny, z wypracowaną sylwetką, zdecydowanie większą część osób zmotywuje do treningu czy niezjedzenia pizzy. Ale z drugiej strony pojawiają się myśli i zastanawianie, dlaczego my tak nie wyglądamy, dlaczego nasz brzuch nie jest TAK PŁASKI, pupa TAK OKRĄGŁA itd.

Takie miłe komentarze dotyczące naszego wyglądu, formy, są oczywiście bardzo bardzo miłe.
I motywujące. Ale proszę pamiętajcie - zazwyczaj w takich zdjęciach najważniejsze jest odpowiednie światło, napięcie mięśni, wciągnięcie brzucha.

Wiele razy słyszałam: ''ty nie musisz się martwić o swoją sylwetkę''. Naprawdę?
Bardzo często, choćby przy przeglądaniu zdjęć różnych dziewczyn na różnych stronach, też sobie myślę, że mają świetną sylwetkę i że ja nie będę nigdy chyba nie będę miała takich barków czy brzucha...Ale wtedy od razu przychodzi moment opamiętania. ''Ja będę miała lepsze! Bo sama je wypracuję!'' - i będą to najlepsze barki, jakie mogę JA mieć. Bo nie będę miała dokładnie takich samych jak ktoś. Każdy z nas jest inny przecież.
Ale możecie mi wierzyć, że też czasami czuję ukłucie zazdrości i zastanawiam się, dlaczego przy tych wszystkich ciężkich treningach, diecie, licznych wyrzeczeniach, dalej nie wyglądam jak X.
No bo nie jestem X. Jestem Natalia :)

Te dziewczyny, które dodają zdjęcia swoich pięknych sylwetek, też przecież musiały na nie zapracować. I być może na zdjęciach wyglądają one na idealne, ale rzeczywistość zazwyczaj jest zdecydowanie inna.

Bo w tej naszej drodze, każdego z osobna, nie liczy się to, żeby wyglądać jak ktoś inny, kto wydaje się nam być idealny. Ale to, żeby z każdym dniem stawać się lepszą wersją siebie.
''Obudź się z determinacją, idź spać z satysfakcją!'' - chyba bardzo znajome motto, ale jakie prawdziwe. To daje uczucie spełnienia. A nie bezsensowne dążenie do wymyślonej przez nas rzekomo idealnej wagi, czy idealnego obwodu w talii.





A Wy co o tym myślicie? :)



 
 SNAPCHAT: fitujemy
 
e-mail: natalianalepa@o2.pl
 
Pozdrawiam, 
Natalia <3

środa, 6 lipca 2016

Staniki sportowe - jakie polecam i jakich nie polecam

Cieszę się, że wreszcie udało mi się ten wpis dodać :) Było o niego wiele próśb - i dziś je spełniam :)
Moje ulubione staniki na trening? A które się nie sprawdziły? Zapraszam do lektury



Odpowiedni stanik sportowy to według mnie jedna z najkonieczniejszych rzeczy podczas treningu.
Zapewnia nam komfort podczas wykonywania ćwiczeń, trzyma piersi ''na miejscu'', co szczególnie posiadaczkom bardziej obfitego biustu może na co dzień przysparzać kłopotów.
Pamiętajmy, że w ten sposób chronimy nasze piersi!
Oprócz tego, jest on oczywiście stylowym dodatkiem haha :) Przede wszystkim powinien być dobrze dobrany pod względem rozmiaru, sztywności, ułożenia miseczek no i oczywiście kolor dla nas też jest ważny! :) Do różnych rodzajów aktywności, mogą się okazać lepsze inne staniki. Ja pokazuję takie dość uniwersalne, ale nie jest tajemnicą, że ćwiczę na siłowni i właśnie tam mają się one dla mnie sprawdzać. Jeśli chodzimy na jogę, stanik może mieć np. mniejszą sztywność, jeśli biegamy - powinien absolutnie mocno trzymać nasz biust.
Pamiętajmy! Nawet jeśli ćwiczymy w domu, stanik też jest konieczny! Być może nie troszczymy się wtedy o swój wygląd, ale ze względu na bezpieczeństwo!!! :)



Teraz czas na małą prezentację staników i opinię o każdym z nich :)


1. Pokazuję ten jako pierwszy, ponieważ jest jednym z moich ulubionych :)
Kupiłam go w TK MAXX za około 60 zł, ale pochodzi z firmy NEW BALANCE.
Nie wiem, ile kosztuje w sklepie zwyczajnie, ale z tego, co widziałam, w większości Tk Maxx możemy takie dostać i to w wielu kolorach. Jest z miękkiego materiału, najwygodniejszy na świecie, a przy tym naprawdę dobrze wszystko trzyma. Ładnie podkreśla kształt biustu, miseczki po wielu praniach (mam go od ponad roku!) nie straciły kształtu. Zdecydowanie polecam!


2. Powyższy różowy pochodzi z New Yorkera, kosztował około 60 zł i jest bardzo podobny do tego pierwszego :) Był troszkę tańszy, wydaje mi się, że teraz w okresie promocji jeszcze taniej można je złapać. Kształt taki jak tego z New Balance - mój ulubiony, idealnie podkreślający :) Nic się przez niego nie przebija, mocno trzyma. Radzę jednak uważać, bo kolor różowy (nie wiem jak inne)  mocno farbuje skórę, kiedy się spocimy i niestety kolor też zostaje na ręczniku i koszulce po treningu. Ale spokojnie daje się to sprać z rzeczy :) Mam go już też od wielu miesięcy, ale to barwienie nie ustało - nie wiem dlaczego.


3. Ten model to chyba najbardziej popularny model od NIKE. Ja go kupiłam już chyba prawie dwa lata temu! Na promocjach można go złapać za 60 zł około, zależnie od sklepu.
Ja aktualnie w ogóle go nie noszę, bo zrobił się dla mnie za ciasny. Niestety, kompletnie mi nie podpasował. Niewygodny, guma mocno mnie uwiera i stanik strasznie ''splaszcza'' biust, przez co nie czuję się w nim dobrze. Kolejny minus to brak miseczek, przez co stanik przebija. I to nie jest u mnie kwestia rozmiaru, bo mierzyłam też większe,i w każdym wyglądam i czuję się tak samo.


4. Ten stanik utwierdził mnie w przekonaniu, że nie lubię staników z Nike. Kolejny strasznie splaszczający, niewygodny stanik. Przez takie ''ułożenie'' biustu czuję się w nim bardzo dziwnie.
Niestety, tutaj znowu winny jest brak miseczek. Bardzo mocno przebija.
Ale jest zaleta - zameczek na środku wygląda bardzo zgrabnie :)


5. Nie wiedziałam, że jest sens pokazywać ten stanik - kupiłam go w sh, firma nieznana, więc raczej nie powiem, gdzie można go dostać. Jednak stwierdziłam, że warto taki krój też pokazać :)
Mimo wycięcia, jest zadziwiająco wygodny! Ma sztywne miseczki i naprawdę świetnie trzyma.
Może nie jest już taki miękki i wygodny jak dwa pierwsze, ale w skali wygodności jest jako trzeci :)
No i bardzo ciekawy wzór - takiego jeszcze w sklepach nie widziałam :)


6. Ten ostatni mam już od...hm, bardzo dawna :) Pochodzi z Decathlonu i kosztował chyba
 około 20 zł. Jeśli szukacie stanika we właśnie w miarę niskiej cenie, ten mogę z ręką na sercu polecić :) Miękki, ale dobrze trzyma. Ma miseczki usztywniane, więc nic się nie przebija.
Dodatkowo, ma naprawdę bardzo ładne wycięcie i wszystko wygląda w nim bardzo zgrabnie.
I pomimo wielokrotnych prań, nic się z nim nie dzieje, guma dalej mocno trzyma, stanik nie zmienił kształtu. Za taką cenę? Super :)






Mam nadzieję, że wpis się przyda!!! :)



 
 SNAPCHAT: fitujemy
 
e-mail: natalianalepa@o2.pl
 
Pozdrawiam, 
Natalia <3

poniedziałek, 4 lipca 2016

Hello Slim - pełne 3 miesiące stosowania!

Nie raz, nie dwa, pokazywałam Wam teatox Hello Slim. Pisałam o efektach zarówno na swoim instragramie (i to kilka razy), jak i pojawiła się już na blogu recenzja - KLIK.

Postanowiłam, że powiem Wam o efektach pełnego teatoxu, po trzech miesiącach!
Chcę także zaznaczyć, że to według mnie jeden z nielicznych teatoxów, który bazuje na najlepszych składnikach i to zadecydowało, że wybrałam właśnie TEN. W czasie tych trzech miesięcy dostałam kilka propozycji testowania teatoxów z innych firm - każdej odmawiałam, bo w herbatach
Hello Slim jestem na prawdę szczerze zakochana i nie chciałam nawet myśleć o innych :)


W pierwszej recenzji pisałam już, na czym polega TEATOX. Takie oczyszczenie organizmu to, według mnie, świetna opcja dla wszystkich dbających o sylwetkę i dobre samopoczucie.
Dla mnie te kilka miesięcy były bardzo znaczące - przede wszystkim: przeszłam na redukcję,
a takie oczyszczanie naprawdę jest pomocne. Oczyszczamy organizm z toksyn, nadmiaru wody.

Dodatkowo składniki herbaty są tak dobrane, by: w wersji porannej - podkręcić metabolizm, rozbudzić nas, dodać energii; w wersji na noc - uspokoić organizm, ułatwić zasypianie, wspomóc trawienie. I składniki herbat są całkowicie naturalne :)

Wiem, że wiele z Was skusiło się na ten TEATOX po tym, jak przyznałam, że pomógł mi zlikwidować ''balonik'' z brzucha, uczucie ciężkości, problemy z bulgotaniem w brzuchu.
I wiem, że nie tylko mi pomógł, bo dostaję dużo wiadomości zwrotnych :)

Jest to jedna z przyjemniejszych - ŁAGODNIEJSZYCH form DETOXU, gdyż  nie wyobrażam sobie np. przez tydzień pić jedynie soki (na czym wiele detoxu polega), ale taki teatox, którego herbaty są przepyszne, jest przyjemny, niekłopotliwy...no i efektywny!

I po tych trzech miesiącach - wszystkie dobre efekty się utrzymują!
Nawet kiedy już herbaty mi się skończyły. Jestem pewna, że jeszcze nie raz do tego teatoxu wrócę :)
Ale tego pysznego smaku herbat już mi brakuje niestety.


Czy polecam? TAK!
Czy na trzy miesiące? TAAAK!
Czy było warto? ZDECYDOWANIE! :)




Próbowaliście już tego teatoxu? :)




 
 SNAPCHAT: fitujemy
e-mail: natalianalepa@o2.pl
Pozdrawiam, 
Natalia <3

sobota, 2 lipca 2016

20 FAKTÓW O MNIE! (KTÓRYCH NA PEWNO NIE WIECIE)

Aż nie chce mi się wierzyć, że dodaję taki wpis :) Ale zawsze musi być ten pierwszy raz!
Obiecałam, że na blogu będzie więcej także takich luźniejszych postów i dziś właśnie taki.
Kilka razy byłam na niego namawiana...i wreszcie się skusiłam :)
20 FAKTÓW O MNIE to tag, który uwielbiam oglądam i czytać też u innych. Postaram się jednak, żeby nie były to takie oczywiste fakty, ale te bardziej nietypowe, śmieszne i po prostu dziwne :)
Mam nadzieję, że Wam się spodoba! :)


1.  Bardzo wiele osób myśli, że jestem jedynaczką, bo mieszkam sama z rodzicami.
I robią wielkie oczy, kiedy dowiadują się, że mam 5 braci i siostrę! Jest to, co prawda, przyrodnie rodzeństwo i są duużo starsi ode mnie, ale to dalej rodzeństwo :)

2. Od dzieciństwa największym moim idolem był....właśnie mój brat! Paweł, który jest żołnierzem w Legii Cudzoziemskiej. Niesamowicie mnie to fascynowało i dalej fascynuje!
No i fakt, że mieszka we Francji.:)

3. Zawsze chciałam zwiedzać świat i miałam pretensje do rodziców, że nigdzie mnie nie zabierają. Dopiero (dla mnie wtedy było to DOPIERO;) po 6 klasie podstawówki pojechałam gdzieś dalej,
do Hiszpanii.

4. Jestem strasznym pracusiem i wiem, że czasami zdecydowanie z tym przesadzam i nie umiem wyluzować. Może kiedyś się nauczę :)

5. Kocham biologię i w tym kierunku zamierzam się kształcić na studiach.

6. Nienawidzę koloru zielonego i pomarańczowego. Być może wynika to z tego, że kiedyś mama takie kolory wybrała do mojego pokoju :P

7. Z jedzenia najbardziej uwielbiam pizze, naleśniki, krokiety i pączki - mały grubasek mentalny ze mnie :)

8. Za to nigdy przenigdy nie lubiłam ryb (ŻADNEJ!). Dopiero niedawno zaczęłam się zmuszać trochę do tuńczyka i łososia. Ale przestałam.

9. Najbardziej na świecie boję się...ropuch, żab i wszystkich podobnych!
Na swoje usprawiedliwienie mogę tylko powiedzieć, że mój kochany dziadek, który był rolnikiem, miał dokładnie to samo, więc to po nim odziedziczyłam :)

10. Kocham różowe rzeczy! Czasami mam wrażenie że z tych upodobań do księżniczkowych rzeczy, nigdy nie wyrosnę. Wszystko co słodkie i urocze mnie przyciąga :)

11. Kiedyś miałam straszne kompleksy, niczego w sobie nie lubiłam. Uważałam np. że mam za szeroki nos (''kartofel'') i kiedy nikt nie widział, zakładałam sobie na nos klamerkę na pranie bo wierzyłam, że tak go wyszczuplę!

12. Jestem strasznym molem książkowym! Nie mam ulubionego gatunku, wszystko jest zależne od mojego nastroju, np. przez ostatnie niecałe dwa tygodnie przeczytałam z 10 kryminałów :)

13. Moi rodzice i moja rodzina to dla mnie wszystko. W hierarchii wartości zawsze będą na 1 miejscu :)

14. Nie jestem typem imprezowym. Zamiast do klubu, wolę iść na trening, oglądnąć film z tatą albo poczytać coś ciekawego. Jedynym momentem, kiedy zaczynam bawić się w ''clubbing'' są wakacje...

15.....bo od 3 lat na wakacje jeździłam ze swoją kuzynką. ZAWSZE były to wakacje życia. Dwa razy byłyśmy w Turcji, a w zeszłym roku na Krecie. Nie mogę dokładnie opowiadać nikomu o naszych przygodach (''co dzieje się w Turcji, zostaje w Turcji''), ale i tak mam wrażenie, że gdybym to powiedziała, to i tak nigdy nikt by mi nie uwierzył :)

16. W ogóle nie oglądam horrorów, bo po prostu się boję. Kiedyś przez +/- dwa lata miałam straszne problemy ze spaniem, potrafiłam nie spać po kilka godzin w ciągu nocy i przy zaświeconym świetle tylko patrzeć się w sufit.

17. Za dzieciaka oglądałam mnóstwo kreskówek i seriali i do dziś je uwielbiam. Moje ulubione to Odlotowe Agentki, Scooby Doo, Witch, Chojrak Tchórzliwy Pies, Hannah Montana i jeszcze wiele innych. Kocham do nich wracać :)

18. Kiedyś kolekcjonowałam chyba dosłownie wszystko. Teraz stawiam na minimalizm i większości rzeczy się pozbywam.

19. Mam dwóch chrześniaków, a właściwie jedną chrześnicę i jednego chrześniaka.
Emma to moja bratanica, a Amonek to synek mojej kuzynki :)

20. Jestem straszną płaczką. Mam wrażenie, że to mój odruch obronny - tak jak niektórzy krzyczą czy się denerwują, tak ja płaczę. W gimnazjum szczególnie nie lubiłam jednej nauczycielki i kiedy tylko słyszałam jak ona się bezpodstawnie drze na wszystkich (tak, dosłownie, drze) to od razu miałam łzy w oczach. A po powrocie do domu wypłakiwałam oczy rodzicom :)
Stare czasy na szczęście!






Co myślicie o tym wpisie? Mamy jakieś podobne cechy? :)




 
 SNAPCHAT: fitujemy
 
e-mail: natalianalepa@o2.pl
 
Pozdrawiam, 
Natalia <3