środa, 29 czerwca 2016

ProsperLabs: Ginseng i Green Coffe - Recenzja

Dziś...znów recenzja - miałam przyjemność testować kolejne produkty firmy ProsperLabs i muszę podzielić się wrażeniami :) Tym razem Ginseng i Green Coffe!
Firma jest specjalistą od suplementów z naturalnych składników i za to ją uwielbiam :)


KOREAN GINSENG - żeń szeń, który jest szczególnie polecany osobom narażonym na stres, przemęczonym oraz wszystkim aktywnym fizycznie. Nie jest żadną nowością, że żeń szeń poprawia wydolność organizmu i dobrze wpływa na witalność, a nawet ma działanie antyoksydacyjne.
Zdecydowanie jest to jeden z SUPERFOODS. Dodatkowo poprawia koncentrację i pamięć, wspomaga odporność fizyczną i psychiczną! Więc zalet nie ma końca.
Zdecydowanie polecam też osobom, które nie śpią dostatecznie dobrze i długo, czują przemęczenie
i mają stresującą pracę. U mnie był to świetny ''dodatek do życia'' przy okazji egzaminów na koniec semestru, które wyciągają z człowieka całą energię :)

GREEN COFFEE - kiedyś słyszałam, że wszystko co zielone, musi być zdrowe. Chyba trochę w tym prawdy :) Zielona kawa to ostatnio jeden z absolutnych hitów. Nie dziwię się!
Zdecydowanie pomaga w redukcji - wspomaga metabolizm, pobudza spalanie tkanki tłuszczowej, powstrzymuje wchłanianie cukrów, poprawia trawienie. Dla mnie idealny suplement :)
Poza tym niweluje działania wolnych rodników. To chyba moja kolejna perełka! :)
Zielonej kawy na pewno bym nie wypiła, dlatego forma tabletek jest supersuper wygodna :)
Obok PIPERYNY to mój drugi NAJNAJulubieńszy suplement! :)

OCHÓW i ACHÓW nie będę ukrywać :) Kto jest już na moim blogu trochę dłużej ten wie, jak bardzo kocham takie suplementy, które czerpią z natury! :)


Już  myślę o kolejnych suplementach tej firmy...jakie polecacie? :)



 
 SNAPCHAT: fitujemy
 
e-mail: natalianalepa@o2.pl
 
Pozdrawiam, 
Natalia <3

niedziela, 26 czerwca 2016

''Potęga Podświadomości'' Joseph Murphy - recenzja książki

Recenzji KSIĄŻKI nie o tematyce FIT, jeszcze na moim blogu nie było, ale kiedyś musi być ten pierwszy raz! W zeszłym tygodniu pokazywałam na swoim snapchacie, że czytam książkę ''Potęga Podświadomości'' i jako, że jest to dość znany tytuł, pojawiły się liczne pytania, co o niej myślę.
Dlatego postanowiłam stworzyć o niej oddzielny wpis, bo myślę że warto. Pamiętajcie proszę, że recenzowanie książek to nie moja profesja, więc za wszystkie błędy, powtórzenia itp. - wybaczcie :)
Jeśli jesteście zainteresowani, zapraszam! :)


Myślę, że warto na wstępie powiedzieć kilka słów o autorze.
Joseph Murphy (1898-1981) założył w Los Angeles własny kościół, gdyż jego poglądy były sprzeczne z większością wyznań chrześcijańskich. Proklamował optymizm i nadzieję.
Był orędownikiem ruchu Nowej Myśli. Ruch ten głosił, że odkryjemy tajemnicę, jak zdobyć to, czego pragniemy, tylko kiedy zrozumiemy prawo, które kiedyś Bóg zapisał w ukrytej formie. W nas.
Poglądy doktora Murphy'ego zyskały bardzo wielu zwolenników. Ze swoimi wykładami podróżował po całym świecie. Z jego wypraw właśnie pochodzą różne historie zawarte w książce.

Muszę powiedzieć, że od samego początku podchodziłam do tej książki bardzo...sceptycznie.
Już po pierwszej stronie wiedziałam, że nie jest to typowy poradnik pozytywnego myślenia.
Sam fakt, że została napisana przez doktora religioznawstwa, filozofii i prawa, założyciela własnego kościoła, z góry sprawił, że traktowałam ją poważnie.
Ot, nie pierwsza lepsza książka z motywacyjnymi tekstami.
To się sprawdziło - sam autor traktuje ją bardzo poważnie.

Przez pierwsze 21 stron czytamy tylko o tym, jaka ta książka jest cudowna, wspaniała, jak bardzo nam pomaga i jest nieoceniona. Na początku pomyślałam, że to chyba dobrze, że autor docenia swoje własne dzieło, ale po X stronach tego ''samozachwytu'' miałam już dość i wydawało mi się to wszystko bardzo mocno przesadzone.

Książka jest ciekawie podzielona - zaczynamy od teorii, wyjaśniania terminów i prób tłumaczenia nam, jak działa podświadomość, wiara, jaką siłę mają nasze myśli i ogólnie cały sposób myślenia.
A kończymy na emeryturze - dlaczego ma być ona wspaniałym okresem, jak się z niej cieszyć.
To chyba miał być zabieg pokazania, że książka ma być dla każdego. Może się udał, może nie.
W każdym dziale przytoczone są historie ludzi (autor twierdzi, że wszystkie są prawdziwe), którzy przychodzili na wykłady Murphy'ego, a później zainspirowani jego słowami, zmieniali swoje życie.
Dodatkowo wplatane są cytaty z Biblii, ale raczej sam ten fakt nie powinien nas dziwić.
Raczej ich zastosowanie i interpretacja.

Nie będę tutaj streszczać każdego rozdziału książki, bo nie o to chodzi.
W każdej części rzecz tyczy się dwóch rzekomo całkowicie różnych ''rzeczy'' - świadomości
i podświadomości. UWAGA! Te określenia mają służyć pokazaniu dwuistości naszego umysłu.
Autor podaje dokładnie, że równie dobrze możemy to określać jako: umysł żeński i męski;
umysł zależny i niezależny; stan czuwania i stan uśpienia oraz kilka innych jeszcze.
Ja w tym większego sensu nie widzę.

Ciężko więc było mi czytać o filozofii poglądu, który nie do końca potrafiłam zrozumieć, a może po prostu się z nim zgodzić. O poglądach religijnych i interpretacji tekstów biblijnych też nie będę mówić, bo to sprawa raczej indywidualna.

Powiem szczerze, że po 50 stronie myślałam już tylko : ''O Jezu, o Boże, ja już nie mogę!''.
Ale wiedziałam, że muszę wytrwać, żeby później móc szczerze ocenić :)
Momentami czułam się, jakbym miała zaraz wstąpić do jakieś sekty, zmienić wyznanie.
Autor milion razy powtarza, jak wielki sekret nam powierza, jak szalenie ważne jest w życiu przeczytanie tej książki. Że sposobu, który nam przedstawia, używa każdy, kto w życiu osiągnął sukces - artyści, naukowcy, politycy.

A o co chodzi w tym sposobie? Mówiąc w kilku słowach - w życiu dzieje się to, co myślisz, co wprowadzasz do swojej podświadomości. Bo podświadomość wprowadza w życiu to, co podsuwa jej świadomość. Mam wrażenie, że najtrudniejsze może być zrozumienie tego mechanizmu. Jednak po części tę filozofię popieram - pozytywne myśli przyciągają pozytywne zdarzenia, a negatywne myślenie tylko nam z życia odbiera, pogarsza nasze życie. Poza tym, zrozumienie tego mechanizmu
a praktykowanie tego to jeszcze coś innego.
Autor zaleca zwracanie się do swojej podświadomości np. kilka razy dziennie w sposób ''Nieskończona Potęga Mojej Podświadomości sprawi...'', ''Nieskończona Inteligencja, która wie wszystko i zawsze''. Ja jednak wolę się do swoich myśli zwracać bez tego zbędnego wstępu.

Niesamowicie podobały mi się przytaczane historie ludzi, którzy po wykładach doktora, zmieniali swoje życie. Autor oczywiście podkreśla, że wszystkie są prawdziwe.
Niektóre wydają się być realistyczne, ale niektóre...cóż.
Jedna kobieta poszła na zakupy i zobaczyła piękną skórzaną walizkę, jednak nie miała pieniędzy.
W głowie jednak obiecała sobie, że będzie ją kiedyś stać na nią i kiedyś sobie kupi. Powtarzała to w myślach kilka razy (oczywiście w odpowiedniej oprawie), żeby wprowadzić to do swojej podświadomości. Jeszcze tego samego wieczoru miała randkę ze swoim narzeczonym i dostała od niego duży prezent. I co tam było? Oczywiście ta walizka! :)

Takich historii jest w książce sporo. Jednak jedna jest dość szczególna.
Jeden mężczyzna miał ciężko chorą córkę. Przez całe życie powtarzał, że pozwoliłby sobie odciąć prawą rękę, żeby jego córka wyzdrowiała. I co? I miał wypadek samochodowy podczas którego stracił tę prawą rękę. I córka ozdrowiała!

Więc uważajcie co mówicie i myślicie! ;)


Podsumowując - myślę, że z książką warto się zapoznać, chociażby żeby po prostu poznać ten ponoć bestsellerowy tytuł. Można z niej wyciągnąć kilka ciekawych wniosków, nawet jeśli, a ja tak mam, nie zgadzamy się z całokształtem poglądów tego nurtu.
Ale temu, że pozytywne myślenie to pozytywne życie, chyba nikt nie będzie się z sprzeciwiał :)



Czytaliście tę książkę? :) Co o niej myślicie?




Mój instagram: www.instagram.com/fitujemy
 SNAPCHAT: fitujemy
 
e-mail: natalianalepa@o2.pl
 
Pozdrawiam, 
Natalia <3


piątek, 24 czerwca 2016

6PAK NUTRITION I LIGHT WHEY: kokosowe i tropikalne I BCAA

Dziś, z tego co czytałam w wiadomościach, długo wyczekiwana przez Was recenzja kilku produktów z firmy 6PAK NUTRITION. ''Sixpaka'' znają chyba wszyscy, którzy interesują się tematami suplementów. Dziś właśnie chciałabym napisać swoją opinię o ich białku o smaku kokos oraz o smaku tropikalnym oraz o BCAA, smak cytryna-kaktus.

Jeśli jesteście ciekawi, zapraszam!


Różowe szejkery i opaski na rękę - OOO TAK! <3

Jeśli chodzi o białko, zawsze bardzo ważne są dla mnie jakość i smak.
To białko w składzie zdecydowanie nie ma żadnych ''syfów'', które są dodawane do bardzo wielu.
Zawsze dopiero po ocenieniu składu, decyduję się na wybór białka.
Co do smaków - tutaj niestety jestem bardzo wybredna. Wszelkie chemiczne, sztuczne, zbyt słodkie  po prostu mnie odrzucają i wymęczają. Tutaj stał się cud. Smak kokosowy stał się moim absolutnym hitem, ale nie tylko moim. KAŻDY, komu dałam do spróbowania, był zachwycony.
Jak już pisałam na swoim instagramie, nawet mój tato (człowiek raczej starej daty) zaczął podbierać mi tego kokoska i robić sobie szejki! Niestety, dlatego baaardzo szybko mi znika. Smak tropikalny jest w porządku, ale w moje gusta już tak bardzo nie trafia. Zdecydowanie bardziej orzeźwiające, więc na lato i upały powinno się sprawdzić super.
Białko spokojnie daje się wymieszać i świetnie syci. W mojej aktualnej diecie białko piję dwa razy dziennie, więc bardzo zwracam na to uwagę i to się naprawdę świetnie sprawdza.


BCAA z tej firmy zaś to mój ulubieniec już od dawna. Kiedyś kupiłam sobie smak liczi-winogrono
 i dosłownie piłam je prawie nałogowe. Lepsze niż jakikolwiek smak soku.
Tutaj dostałam smak kaktus-cytryna i też był bardzo dobry. Świetna opcja na gorące dni, kiedy takie orzeźwiające produkty po treningu dosłownie ratują życie. Ja spożywam je w czasie treningu, wymieszane z carbo i glutaminą. To dla mnie idealny sposób żeby całkowicie zabić obrzydliwy
smak glutaminy :P Biorę cały szejker (tak, ten piękny różowy) rozrobionych suplementów na trening i naprawdę taka mieszanka dodaje potrzebnej energii. No i jest suuper smaczna :)





Lubicie tę firmę? Znacie ich produkty? :)



Mój instagram: www.instagram.com/fitujemy
 SNAPCHAT: fitujemy
 
e-mail: natalianalepa@o2.pl
 
Pozdrawiam, 
Natalia <3

wtorek, 21 czerwca 2016

UŚMIECHNIĘTA DZIEWCZYNA JESTEM ~ WROCLOVE

Takiego wpisu nigdy nie było tutaj :) Tym razem nie będzie treści, informacji...będzie za to kilka zdjęć z przepięknego rynku we Wrocławiu. Jestem w tym mieście codziennie, tutaj żyję, uczę się.
Do centrum jadę ze swojej miejscowości 15 minut, a czekając na powrotny autobus praktycznie już widzę rynek. Pomimo tego wiem, że nigdy mi się on nie znudzi! Byłam już na rynku w niejednym wielkim polskim mieście, ale ten mój, wrocławski, wygrywa z nimi wszystkimi!
Jeśli nie byliście nigdy we Wrocławiu, gorąco polecam!

Ja wyciągnęłam po szkole moją przyjaciółkę na zdjęcia. Kiedyś często robiłyśmy sobie takie sesje.
Martyna robi przepiękne zdjęcia. Tym razem było to bardzo na szybko, telefonem.
Ale taki SPONTAN jest najlepszy! :)
Zakochiwać się we własnym mieście na nowo za każdym razem - bezcenne uczucie.


Przy tym zdjęciu trochę było kombinowania (żałuję, że nie mam fotoszopa!).
Niestety oryginał mi się nie zapisał, wstawiam więc przerobione.
Fontanna na rynku jest przepiękna :)



Próbowałyśmy zrobić zdjęcie jak zeskakuję z fontanny - niestety, nic ciekawego nie wyszło.



Tutaj pewnie patrzyłam na jakieś niezdrowe jedzenie :)


Zawsze warto zajrzeć też w przejścia między kamieniczkami - takie cuda tam są :)






A następnym razem już bardziej treściwie, obiecuję! :)


 SNAPCHAT: fitujemy
e-mail: natalianalepa@o2.pl
Pozdrawiam, 
Natalia <3

niedziela, 19 czerwca 2016

3 miesiące redukcji - efekty i co dalej?

Lubię takie wpisy jak dzisiaj :)
Małe podsumowanie redukcji, plany, co dalej. Jeśli jesteście ciekawi, zapraszam!


EFEKTY:


Myślę, że powyższe zdjęcie mogłoby mówić samo za siebie. Jestem w drodze! Redukcja to dla mnie droga, droga do osiągnięcia sylwetki, wycięcia, takiego, jakie chcę. Ale ta droga też jest dla mnie przyjemna, bo efekty są i to najwspanialsza motywacja.

Pierwsze zdjęcie jest z momentu, kiedy zaczęłam redukcję, czyli około połowa marca.
Waga po okresie masowania wynosiła około 67 kg.
Zdjęcie po lewej to zdjęcie z teraz, połowy czerwca. Aktualna waga to około 58/59 kg.
A więc w czasie redukcji już udało mi się zrzucić 8-9 kg.
Wymiarów nie jestem w stanie podać - nie mierzę się. Waga też nie jest dla mnie najlepszym wyznacznikiem, liczy się dla mnie przede wszystkim to, co widzę w lustrze i jak się czuję.

Wiem, że jeszcze trochę mi zostało redukcji. Nie jestem w stanie powiedzieć, ile dokładnie.
Być może będą to dwa, a może i cztery miesiące. Wagowo nie jestem w stanie powiedzieć,
ile kilogramów jeszcze planuję zrzucić. Wydaje mi się jednak, że poniżej 55 kg nie będę schodzić.
Wszystko na spokojnie, bez niepotrzebnego stresu.

Jeśli chodzi o samopoczucie w czasie redukcji - aż sama jestem zdziwiona, jak dobrze się trzymam:)
Zdecydowanie masa była dla mnie trudniejszym okresem. Teraz nie jest może łatwo, są liczne ograniczenia i rygory, ale nie myślę o nich w ten sposób. A widok, jak ciało reaguje na moje starania, to wspaniała motywacja do dalszej, bardzo ciężkiej ale też nagradzającej pracy :)
Pamiętajcie, że najważniejsze to mieć konkretny cel i dążyć do niego. Ja cały czas w głowie go wizualizuję, więc NON STOP się nakręcam do działania.

DIETA I TRENINGI W CZASIE REDUKCJI:

Dieta
Moja dieta stopniowo obniżała kalorykę. Na masie jadłam ponad 2500 kcal dziennie, na redukcji początkowo zeszłam do około 1800 kcal, następnie, po około miesiącu, obniżyłam do około 1700 kcal w dni treningowe i 1650 kcal w dni nietreningowe. Tego schematu trzymałam się już później cały czas. Rozkład makroskładników wtedy był następujący: 55 g tłuszczu, 150 g białka i reszta węglowodany. Przykładowe posiłki cały czas pokazywałam i pokazuję na swoim instagramie.
Białko czerpałam głównie z mięsa z piersi indyka, gotowanych jajek i odżywki białkowej.
Tłuszcze głownie z jajek, orzechów, awokado i masła orzechowego.
Węglowodany zaś z ryżu basmati, kaszy jaglanej, wafli ryżowych, płatków owsianych.

W czasie redukcji zmieniłam też swoje nawyki śniadaniowe i wprowadziłam śniadania
białkowo-tłuszczowe, które zdecydowanie mi służą i już zostały u mnie na stałe.

Dodatkowo, dbałam i dbam cały czas o odpowiednią suplementację.
Oprócz suplementów wspomagających regenerację organizmu (bcaa, glutamina), przed treningiem zawsze biorę przedtreningówkę.
Bardzo dbam także o produkty, które wspomagają trawienie i przyspieszają metabolizm (KLIK:)

Co do cheat meali, czyli oszukanych posiłków - w ciągu redukcji zrobiłam ich na razie chyba
około 4. Nie robię ich teraz regularnie, a np. rzucam sobie, że zrobię cheat za miesiąc i tego się trzymam. Nie mam nawet na nie jakieś szczególnej ochoty :)

Treningi
Początkowo stosowałam plan podobny jak w okresie budowania masy, wykonywałam wtedy 5 treningów siłowych w tygodniu - znajdziecie go tutaj KLIK :)
Do tego od początku redukcji dodałam interwały na orbitreku dwa razy w tygodniu, zazwyczaj na czczo, jedynie po wypiciu suplementów (bcaa i glutaminy).
Po miesiącu jednak treningi siłowe ograniczyłam do 4 w tygodniu, przy tym dalej wykonywałam 2 razy w tygodniu interwały, raz na czczo, raz przed kolacją.


CO DALEJ:

W tym tygodniu rozpoczęłam współpracę z trenerem i zaczęłam stosować ułożoną przez niego dietę
i plan treningowy. Na razie nic więcej nie będę zdradzać, nic nie jestem jeszcze w stanie powiedzieć:)




Mam nadzieję, że tym wpisem uda mi się kogoś zmotywować i pokazać, że naprawdę można wiele zdziałać nawet w 3 miesiące! :)



 SNAPCHAT: fitujemy
 
e-mail: natalianalepa@o2.pl
 
Pozdrawiam, 
Natalia <3


piątek, 17 czerwca 2016

Przewlekłe zaparcia - Przyczyny i jak sobie z tym radzić?

Niestety teraz trochę rzadziej pojawiały się wpisy na moim blogu, co niestety wynika z małej ilości wolnego czasu, jednak  będę starała się w dalszym ciągu dodawać co najmniej dwa wpisy w tygodniu :) Czasami trochę krótsze, z mniejszą ilością informacji, a czasami bardziej rozbudowane.
I taki dłuższy wpis będzie właśnie dzisiaj. W zasadzie mogę już pomijać ''luźne'' posty na blogu, ponieważ bardzo dużo wstawiam na swojego instagrama i tam też dużo spraw opisuję.
Jednak dziś coś, co na pewno przyda się niejednej osobie. Dlaczego mówię, że NA PEWNO?
Bo dokładnie codziennie dostaję po kilka/kilkanaście pytań o te ''sprawy''.
Jak widzicie po tytule, chodzi o temat przewlekłych zaparć.
UWAGA! Nie jest to według mnie żaden temat tabu - chętnie piszę o tym post, bo jeśli mogę tym komuś pomóc, to na pewno warto taki napisać!



Zaczynamy :)

Przede wszystkim, należy sobie wyjaśnić czym są przewlekłe zaparcia.
Dla jednych może to oznaczać wypróżnianie się niedostatecznie często, co powoduje nieprzyjemne konsekwencje, dla drugich utrudnione wypróżnianie, kiedy nie odczuwamy ''pomocy'' naszych jelit, treść kału nie chce się przesuwać.
Przewlekłe zaparcia - to nie są jednorazowe sytuacje, ale towarzyszące osobie bardzo często, utrudniające normalne funkcjonowanie.

Mogą mieć one (a właściwie nie mogą, ale MAJĄ!)  bardzo przykre dla nas konsekwencje.
Ciągłe uczucie ciężkości, dyskomfortu (zarówno fizycznego jak i psychicznego), brzuch wyglądający jak balonik i silnie bolący, problemy natury gastrycznej (o bardzo nieprzyjemnym zapachu), bóle odbytu (!) przybieranie na wadze, apatia, złe samopoczucie i ból głowy!
 

Przyczyn może być kilka, postaram wymienić się wszystkie, aby umożliwić rozpoznanie:

Na tle psychicznym i nerwowym - z tego co zauważyłam, jedne z najczęstszych przyczyn.
O co chodzi? Często w ciągu dnia jesteśmy tak zabiegani, że nie ma kiedy pomyśleć o ''dwójce'', albo nawet pomimo tego, że już z samego rana czujemy parcie, stwierdzamy, że szkoda czasu i załatwimy to wieczorem na spokojnie. To ogromny BŁĄD! To toalety powinniśmy iść od razu, kiedy poczujemy napieranie. Wiele osób ma już tak ustawiony rytm dnia, że zawsze o tej samej, konkretnej godzinie muszą iść do łazienki, np. codziennie o 7 rano po śniadaniu. Jeśli rano za bardzo się śpieszysz i uważasz, że nie masz na to czasu, warto wstać np. 10 minut wcześniej i mieć ''spokój''.
Niestety, często w czasie szkoły i pracy, nie możemy pozwolić sobie wyjść do toalety. Dlatego najlepiej jest te sprawy załatwiać w domu, kiedy wiemy, że na pewno nikt i nic nam nie przeszkodzi.
Często u osób, które mają problemy z wypróżnianiem, pojawia się przewrażliwienie na tym punkcie.
Nadmiernie o tym myślą, podchodzą do tego nerwowo i się stresują. To na pewno nie pomaga.
Warto wtedy zacząć powoli uczyć się nawyku chodzenia do toalety , np. właśnie rano po śniadaniu.
I jeśli się nie ''uda'' - nie przejmować się, tylko kolejnego dnia powtórzyć tę czynność.
Zdarzają się też sytuacje, kiedy problemy z wypróżnianiem są spowodowane przewlekłym stresem np. w związku z pracą. Warto wtedy pomyśleć, jak możemy sobie poradzić z tym stresem :)

Nieodpowiednia dieta - niektórzy mogą od razu pomyśleć o błonniku w diecie, ale nie tylko on może być przyczyną. Oczywiście, odpowiednia ilość błonnika jest niesamowicie ważna. Zarówno jego niedobór jak i nadmiar mogą powodować przykre konsekwencje. Dla każdego dobra ilość błonnika w diecie może być troszkę inna. Jednak jeśli w naszej codziennej diecie dbamy o jedzenie warzyw, owoców, pełnoziarnistych produktów, o ilości błonnika możemy być raczej spokojni.
Jednak nie tylko błonnik się liczy. Należy przyjrzeć się całemu naszemu menu, wraz ze sposobem jedzenia. Posiłki powinny być spożywane spokojnie, powoli, dokładnie przeżuwamy.
A jeśli chodzi o to, co jemy - nasze posiłki powinny być zróżnicowane no i oczywiście zdrowe :)
Dbajmy o odpowiednią ilość wszystkich makro i mikro składników. Tak, właśnie tak.
Często nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo, choćby odpowiednia ilość tłuszczy w diecie, może wpływać na procesy zachodzące w naszym organizmie. Odpowiednia, dla każdego inna, ilość białka w diecie, węglowodanów - wszystko ma przeogromny wpływ.
Dlatego tak szalenie ważne jest to, co co jemy. I zawsze będę to powtarzać :)
Jednak jedzenie to nie tylko: węglowodany, tłuszcze, białka. Powinno ono dostarczać nam także witamin, soli mineralnych, kwasów tłuszczowych w odpowiednich ilościach.
Może się to wydawać niesamowicie trudne, jak zadbać o to wszystko. Ale mogę obiecać, że jedząc zdrowo, zróżnicowanie, na pewno będzie to możliwe. Można także postarać się o odpowiednią suplementację, jednak nie mogę tu nic konkretnego polecić, bo dla każdego coś innego może być potrzebne. W wybraniu potrzebnych suplementów, pomoże zrobienie podstawowych badań krwi,
co polecam robić regularnie :)
Winowajcą często bywają nietolerancje i alergie pokarmowe, z których niestety często nie zdajemy sobie sprawy. Z badań krwi także możemy się dowiedzieć, czego powinniśmy unikać.
Jednak przekonamy się o tym także sposobem ''domowym'', czyli obserwując zachowanie naszego organizmu, po wykluczaniu poszczególnych grup pokarmów. Częstymi alergenami są nabiał, gluten, orzechy, białka jaj, ale nie tylko. Oczywiście, nie mówię już, jak bardzo ważne jest usunięcie z diety produktów wysoko przetworzonych, które baaardzo często mogą powodować przykre zaparcia, a jeśli jemy je często, to przewlekłe zaparcia mogą nam towarzyszyć cały czas!


JAK SOBIE PORADZIĆ Z PRZEWLEKŁYMI ZAPARCIAMI? :

1. Sprawdź, czy nie leży to w Twojej ''głowie''.
2. Zawsze staraj się znaleźć czas na wizytę w toalecie - wolisz choćby wstać chwilę wcześniej czy cały dzień później się męczyć?
3. Nie śpiesz się, nie stresuj. Nerwowość nie pomoże.
4. Staraj się wyrobić odpowiednie nawyki, np. właśnie porannej wizyty w toalecie.
5. Przyjrzyj się bardzo szczególnie swojej diecie. I jeśli nie jest odpowiednia, zmień ją!
6. Możesz zadbać o odpowiednią suplementację, może to bardzo pomóc.

Warto także zrobić choćby podstawowe badania krwi i badania na podstawowe alergeny.

Jeśli pomimo wszystkich starań, zmian, po dłuższym czasie nie widzisz efektów, koniecznie udaj się do lekarza i powiedz mu szczerze o swoim problemie. Być może konieczna będzie wizyta i podjęcie leczenia u specjalisty.


Muszę także powiedzieć o kilku produktach, które zdecydowanie pomagają uregulować wypróżnianie:

1. Siemię lniane - prawdziwa skarbnica witamin i zdrowych tłuszczy, ale także jedno z moich ulubionych źródeł błonnika i ''rozruszacz'' jelit (dodatkowo idealnie działa na włosy, skórę i paznokcie!). Bardzo polecam kisiel z siemienia: 1 łyżeczkę siemienia lnianego mielonego zalewamy do połowy szklanki gorącą wodą i intensywnie mieszamy, żeby nie utworzyły się grudki.
Dolewamy zimnej wody, żeby od razu wypić. Polecam pić 1-3 razy dziennie, ale pamiętajmy,
że jest kaloryczne i należy je uwzględnić w dziennym bilansie.

2. Zielona herbata - zdecydowanie podkręca ona metabolizm i podobnie w dobry sposób ''rusza jelita'' :)

3. Kawa - oczywiście nie wyrób kawopodobny, ale czarna, bez cukru. Świetnie wspomaga układ trawienny, rozbudza do pracy, ale pamiętajmy, żeby nie być za dużo. MAX 3 filiżanki dziennie, gdyż wypłukuje ona magnez z naszego organizmu!

4. Naturalne, roślinne suplementy. Po prostu koniecznie chcę Wam tu pokazać kilka moich ulubionych produktów z mojej absolutnie najbardziej ulubionej firmy ProsperLabs.
Wszystkie, które brałam, mogę gorąco polecić.
Tutaj szczególnie chciałabym pokazać Piperynę oraz GreenCoffe, które sprawiły, że zawsze czuję się lekko i na dobre znikł mi balonik z brzucha:)
Recenzja Piperyny - KLIK :).
A recenzja GreenCoffe już niebawem!





Mam nadzieję, że wpis będzie pomocny! :)




 SNAPCHAT: fitujemy
 
e-mail: natalianalepa@o2.pl
 
Pozdrawiam, 
Natalia <3

poniedziałek, 13 czerwca 2016

NIE(FIT) : TORT z naleśników ze szpinakiem!

Ostatnio przepisy na blogu najlepiej mi wychodzą :) dlatego dziś mam dla Was kolejny.
Tym razem coś nie ''fit'', albo bardziej ''fit'' w zależności jakich składników konkretnie użyjemy.
Ja to robiłam na obiad dla rodziców, ponoć baaaaaaaardzo im smakowało i już chcą powtórkę :)
Na instagramie pojawiło się wiele próśb o ten przepis, więc wrzucam! I wybaczcie, że nie wszystko jest idealnie ''fit'', jest nabiał, mąka pszenna.
Gdybym robiła dla siebie wiele składników bym zmieniła i jeśli chcecie coś naprawdę 100% zdrowego, to do zrobienia naleśników użyjcie mąki np. gryczanej, pomińcie śmietanę i ser.


Ilości składników nie podaję, bo wszystko robiłam na żywioł i każdy może dostosować to do siebie:)

Zaczynamy od usmażenia naleśników, tutaj każdemu polecam wykonywać swoim sprawdzonym sposobem, ja takie pszennne zawsze robię na ''oko'' ;)

Oprócz naleśników potrzebujemy:
-szpinak
-pierś kurczaka mielona
-czosnek
-śmietana
-ser feta
-ser żółty
-jajka
-sól, pieprz, gałka muszkatałowa

Przygotowujemy nadzienie. Szpinak dusimy na patelni z czosnkiem i przyprawami oraz mieloną piersią kurczaka. Kiedy mięso jest już dobrze uduszone, dorzucamy trochę sera feta i zalewamy kilkoma łyżkami śmietany. Wtedy też ogień zmniejszamy do minimum.
Szykujemy też jajka sadzone. Ja ich użyłam, żeby jeszcze wzbogacić smak zapiekanki :)
Naczynie żaroodporne wykładamy naprzemiennie: naleśnik, szpinak, starty żółty ser, naleśnik, szpinak..... Ja właśnie na dole dołożyłam też trzy jajka sadzone :)
Na ostatnim naleśniku układamy tylko starty żółty ser i wstawiamy do piekarnika.
Ja przez pierwsze 25 minut piekłam w temperaturze 180 stopni, na ostatnie 5 minut dodałam termoobieg i podkręciłam do 200 stopni, żeby ser się ładnie zarumienił.

Smacznego :)






e-mail: natalianalepa@o2.pl
Pozdrawiam, 
Natalia <3

czwartek, 9 czerwca 2016

Pyszna gotowana kapusta - bardzo proste i niskokalorczyne!

Dziś kolejny suuuperszybki ''przepis'' :) Na coś co uwielbiam i szczególnie teraz, na redukcji, kiedy podaż kalorii nie jest zbyt wysoka, często wykorzystuję. Szczerze mogłabym jeść to codziennie i nie znudzi mi się :) Mam nadzieję, że przyda Wam się taki prosty pomysł! :)
Jest to jeden z najlepszych ''zapychaczy'' podczas odchudzania, na ciągły głód.


GOTOWANA KAPUSTA Z MARCHEWKĄ I KOPERKIEM:
-główka kapusty
-2 średnie marchewki
-garść koperku
-szczypta soli i pieprzu

Kapustę siekamy na drobno, marchewkę obieramy i ścieramy na tarce o grubych oczkach.
Wrzucamy to wszystko do garnka z wodą i gotujemy do miękkości.
Dodajemy posiekany koperek. Zazwyczaj warzywa są miękkie już chwilę po tym, jak woda zaczyna wrzeć. Odcedzamy warzywa i dodajemy przyprawy według uznania.



Smacznego!




e-mail: natalianalepa@o2.pl



Pozdrawiam, 
Natalia <3

poniedziałek, 6 czerwca 2016

Śniadania białkowo-tłuszczowe: dlaczego i kilka propozycji!

Dziś wpis o temacie należącym do tych kontrowersyjnych. Śniadania białkowo-tłuszczowe.
Jeśli jesteście ciekawi, zapraszam!


Jeszcze trochę ponad miesiąc temu nie wyobrażałam sobie poranka bez owsianki. Idealne płatki na ciepło, z ulubionym mlekiem roślinnym i jakimś owocem, czasami dodatkami typu orzechy.
Owsianki po prostu kocham, nawet takie bez dodatków, z samym mlekiem sojowym.

Jednak zauważyłam, że coraz więcej osób chwali sobie śniadania białkowo-tłuszczowe.
Postanowiłam spróbować i tak już od prawie miesiąca je testuję.
I muszę przyznać jedno - są świetne!

Dlaczego rano lepiej postawić na białko i tłuszcze niż na węglowodany?
To wszystko ma związek z tym, co się dzieje w naszym organizmie.
Każdy człowiek ma swój ustalony rytm dobowy. Nocą odbywają się inne procesy i w dzień inne, różne hormony różnie działają. I tzw. hormon stresu - kortyzol, najwyższy poziom osiąga rano, niedługo po przebudzeniu. Niestety, nadmierny poziom kortyzolu ma przykre dla nas skutki.
Podwyższa on stężenie cukru we krwi i choć insulina owy cukier ma za zadanie zbijać, to jedząc dodatkowo śniadanie węglowodanowe, jeszcze bardziej powodujemy wzrost insuliny.
A tu występuje prosta zasada - duży wzrost, mocny spadek. Wtedy po takim śniadaniu szybko możemy poczuć ssanie w żołądku, nagłą potrzebę zjedzenia czegoś słodkiego i ogólną apatię.
Śniadania białkowo-tłuszczowe takiego efektu nie powodują.
To ich największy plus. Teraz przechodzimy do kolejnych :)

Na początku myślałam, że w ogóle nie będą mi smakować.
Jednak przypomniała mi się moja miłość do jajek i właściwie mogłabym je jeść teraz codziennie :)
Takie moje śniadanie to właśnie zazwyczaj jajka - albo w formie jajecznicy, albo, i tak jest najczęściej, gotowane. Gotowane jaja przygotowuję poprzedniego wieczoru, żeby rano zaoszczędzić czas. Do tego zawsze warzywa - takie jakie mam pod ręką i na jakie mam ochotę.
Jajecznicę polecam smażyć na oleju kokosowym, można dodać do niej też mięso, dobrej jakości wędliny. Najzdrowsze są żółtka w jak najmniej zmienionej formie - płynne, a więc postarajmy się robić jajecznicę też nie najmocniej wysmażoną :)

Inną świetną opcją jest zrobienie czegoś pysznego z awokado.
Zarówno może być to coś wytrawnego, jak i na słodko.
Z wytrawnych potraw ja polecam jajko zapiekane w awokado (wydrążamy pestkę z połowki awokado i w tę dziurę wlewamy jajko, sypiemy ulubione przyprawy i do piekarnika w 180 stopni na 20-25 min.). Na słodko zaś można stworzyć swoją ulubioną wersję nutelli, którą ja kocham.
Ja szczególnie lubię miksować awokado z kakao, wodą i odżywką białkową czekoladową.

Odżywka białkowa właśnie też może okazać się bardzo przydatna. Z jej pomocą możemy stworzyć pyszne poranne szejki, ale też dodać jej np. do omleta.

Źródłem zdrowych tłuszczy są też różnego rodzaju orzechy, więc z nimi również możemy kombinować :) Albo z masłem orzechowym (MNIAM!)!

Jeśli chcecie pokombinować, polecam też różne pasty jajeczne, mięsne, rybne...wybór należy do nas :)

Tak więc smakowo te śniadania wypadają naprawdę świetnie! Można tworzyć bardzo wiele kombinacji i nigdy się nie znudzi :)

Kolejny, wielki PLUS to fakt, że naprawdę sycą.
Na początku bałam się, że kompletnie się nimi nie najem. Jednak owsianka super zapychała z rana. Te śniadania nie zapychają, a powiedziałabym,
że idealnie sycą. Nie czuję po nich ciężkości w brzuchu, brzuch jest płaski tak jak przed śniadaniem.
I od razu po zjedzeniu jestem gotowa biec na pociąg, nie muszę czekać, aż ułoży mi się w brzuchu.
Kiedyś często po zjedzeniu owsianki, kiedy musiałam szybko biec na pociąg, w drodze łapały mnie kolki, a teraz taki problem w ogóle nie występuje.
Oprócz tego, że sycą szybko to i NA DŁUGO. Naprawdę po takim śniadaniu bite 3 godziny nie jestem głodna. A po owsiance, kiedy mijały trzy godziny, byłam bardzo głodna. A wcześniej już baaardzo burczało mi w brzuchu (głośno!). Teraz burczenie w brzuchu kompletnie odeszło
w niepamięć :)


I teraz kilka moich propozycji na śniadania białkowo-tłuszczowe! :)
Jeśli śledzicie mnie na instagramie, to na pewno większość z nich jest Wam znana :)












A Wy co myślicie o takich śniadaniach? :)



e-mail: natalianalepa@o2.pl

piątek, 3 czerwca 2016

Nowy trening barków - SUPERMOCNY TRENING NA BARKI!

Tym razem mam dla Was wpis z kolejnym moim treningiem. Aktualnie zmieniam trochę plan treningowy i po kolei testuję i układam nowe treningi.
Dziś pora na barki i muszę powiedzieć, że po pierwszym takim treningu pierwszy raz od bardzo dawna czułam takie DOM'sy w barkach!
Więc jeśli nie macie pomysły jak przećwiczyć barki...spróbujcie! :)
W tym treningu stawiam na dużą liczbę serii i powtórzeń, oczywiście z możliwie największymi ciężarami. Taki trening na mięśnie barków jest idealny :) Dużo jest serii łączonych, żeby w pełni wykorzystać czas na treningu. Od razu chcę zaznaczyć, że ćwiczenia są dobrane do mnie - najbardziej koncentruję się na tych aktonach, które mam najsłabiej rozwinięte, nie wykonuję też ćwiczeń, które z różnych względów mi nie odpowiadają. :)


OGNISTE BARKI:
-Wyciskanie hantli nad głowę w siedzeniu łączone z unoszeniem hantli na boki -
5 serii po 8 powtórzeń (I ćwiczenie) i 12 powtórzeń (II ćwiczenie)
-Wyciskanie żołnierskie na suwnicy łączone z unoszeniem sztangi w przód 5 serii po 12 i 12
-Odwodzenie rąk w leżeniu na brzuchu na ławce dodatniej łączone z wyciskaniem na ławce lekko dodatniej 5 serii po 10 i 10
-Arnoldki 5 serii po 10

Po tym wykonuję jeszcze trening bicepsów i tricepsów.
Niby mało, a pali! :)



Dajcie znać, czy skorzystacie! :)




e-mail: natalianalepa@o2.pl


Pozdrawiam, 
Natalia <3