wtorek, 27 grudnia 2016

Gdzie dobrze zjeść we Wrocławiu #2 - Stara Pączkarnia na Świdnickiej

Ostatnio trochę mnie mniej tutaj (zaznaczam, że TUTAJ, bo zarówno na instagramie mnie dość sporo, jak i, łagodnie mówiąc, w rzeczywistości ''troszkę'' mnie więcej - no ale zima w końcu:), jednak staram się robić wpisy po prostu pożyteczne, może dość ciekawe (czasami, trochę, mam nadzieję!) i nie ''na odwal''. A ponieważ dawno nie było nic o miejscach z dobrym jedzeniem,
to dziś o  prawdziwej perełce na mapie mojego ukochanego Wrocławia.

Być na wrocławskim (cudownym) rynku i przejść obojętnie obok Starej Pączkarni na ulicy Świdnickiej to dla mnie rzecz niemożliwa, jeśli spotykam osoby, które tak robią, to dla mnie znak,
że po prostu nie wiedzą, co czynią, albo bardzo mocno się odchudzają.

Cała miejscówka to tylko okienko, w którym możemy kupić absolutnie najlepsze pączki na świecie.
Mieści się na ulicy Świdnickiej 24, więc lokalizacja idealna. Bardzo doceniam to, że cały proces produkcji pączków możemy zobaczyć przez szyby, więc nie ma w tym żadnej ściemy.
Jak łatwo zlokalizować pączkarnie? Bo zawsze sporej kolejce! W godzinach szczytu wręcz ogromnej, ale że kupienie pączusia nie trwa długo, tłumy ludzi nie są problemem.


Może i pączki nie są wymyślnym daniem, ale ja zdecydowanie je po prostu kocham.
Jeśli mam jakąś jedzeniową słabość, to zdecydowanie są nią pączki (no dobra, zaraz przy maśle orzechowym). I mogłoby się wydawać, że raczej ciężko zrobić ''złego'' pączka.
Jednak, jako wielka koneserka pączków, próbowałam ich już w wielu miejscach.
Zazwyczaj były strasznie tłuste, gorzkie, suche, twarde albo po prostu ''nieidealne''.
Te ze Starej Pączkarni są trochę krzywe, bo na pewno nie są idealnie okrągłe, ale to im chyba tylko dodaje uroku. Ciasto jest IDEALNE i to za każdą wizytą się potwierdza. Nie za tłuste, w środku mięciutkie, ale z wierzchu lekko...chrupiące (?), brakuje mi słowa, ale jest dokładnie takie,
jakie być powinno! A najlepsze jest to, że dostajemy je jeszcze ciepłe, z rozpływającym się nadzieniem. Dla mnie bajka :) Cena nie wygórowana, bo 2,50 zł za sztukę.

Mamy też do wyboru kilka smaków nadzienia. Niektóre dość nietypowe, jak kiwi, inne bardzo typowe, jak po prostu jabłko z cynamonem. Próbowałam już na pewno większości, jak nie wszystkich i muszę przyznać, że jestem wierna klasyce, bo wersje ze zwykłą marmoladą różaną, czekoladą, karmelem albo właśnie jabłkiem z cynamonem są według mnie najlepsze.
A że, tak jak pisałam wcześniej, dostajemy je jeszcze ciepłe, to już w ogóle smak powala.

Także, jeśli kiedyś będziecie w tych okolicach, a lubicie takie przysmaki i możecie sobie na nie pozwolić, zdecydowanie polecam! Zimą ciepły pączek upolowany na rynku brzmi bajecznie,
ale latem na małą rozpustę równie dobrze się sprawdzały :)


Następny wpis planuję dodać już niedługo i będzie to podsumowanie roku 2016!
Mam nadzieję, że będzie to coś wartego przeczytania :)

Do usłyszenia!

5 komentarzy:

  1. Lubię czasami zjeść pączki, ale jestem dość wybredna. Może kiedyś jak odwiedzę Wrocław to spróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wrocław jest bajeczny, szkoda że tak daleko, ale byłam tam niedawno. Na pączkarnie nie trafiłam, ale może wiosną :-)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj chętnie bym zjadła takiego pączka <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak tylko znów będę we Wrocławiu to muszę tam pójść! <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie byłam w tej poczkarni, ale polecam Słowika w Katowicach :D

    OdpowiedzUsuń