czwartek, 31 grudnia 2015

Postanowienia na 2016 rok

Nowy rok=nowe możliwości! Właśnie z takim nastawieniem wchodzę w 2016 rok.
Ten rok był dla mnie niezwykłym okresem zmian, nowości...ale o tym napiszę w podsumowaniu roku, które pojawi się na dniach :)


Zanim zaczniemy zapisywać datę z 6 na końcu, myślę, że warto założyć sobie pewne cele.
Niektórzy śmieją się z postanowień noworocznych, twierdząc, że i tak nikt w nich nie wytrwa, ja jednak myślę i jestem pewna (!) że może być inaczej.

Nie chodzi mi o to, żeby każdy został sezonowcem i już 2 stycznia wykupił karnet na siłownię, na którą przez miesiąc pójdzie dwa razy. Ale może jeśli potrzebujesz dobrego kopa motywacji, nowy rok nim jest? :)

Warto swoje cele, postanowienia, marzenia na 2016 rok zapisać - w ten sposób o nich nie zapomnimy :)

MARZENIA=CELE!

MOJE CELE NA 2016 ROK:

1. Kontynuować treningi, jak teraz. Treningowo nie mogę sobie nic zarzucić, jedynie może troszkę więcej kardio po treningu siłowym robić :) Na pewno chciałabym bardziej rozbudować nogi, pośladki, barki i bicepsy. A na lato ładnie zredukować, żeby móc cieszyć się swoją możliwie najlepszą formą w życiu :)

2. Dalej pilnować zdrowej diety, robić cheaty, dzięki którym moja głowa jest spokojna i jeść to, co mi smakuje. No może będę dalej się starać przekonać do ryb, żeby w końcu je polubić!

3. Na wakacje zwiedzić nowe miejsce (prawdopodobnie Zakynthos!) i znów się zakochać w kolejnym zakątku świata (tak jak w Bodrum). Chciałabym też na kilka dni pojechać do Warszawy, bo byłam w niej tylko raz i to przez dwa dni (ale za to na obradach Sejmu jako pani poseł!), a myślę, że stolicę trzeba znać :)
Poza tym, planuję wreszcie na dłużej odwiedzić mojego brata we Francji, który mieszka dwie godziny od Saint Tropez i przeżyć wyprawę życia.

4. Spędzać więcej czasu z moimi rodzicami - niestety, przez szkołę, naukę i treningi nie mam praktycznie w ogóle czasu wolnego, więc nie mogę być z nimi tyle, ile bym chciała.
A także więceeeej być z moją miłością i przyjaciółmi! <3

5. Rozwijać jak najlepiej mojego bloga i instagrama - mój mały świat! Naprawdę pozwala mi to się odciąć na chwilę od całego świata :)

6. Jak najlepiej zakończyć tę klasę liceum. Na semestr mam średnią około 5,1 i na koniec roku też chciałabym być zadowolona, więc bardzo się staram o to :)

7. Wrócić do rysowania - kiedyś to była moja ogromna pasja, ale jakoś zapomniałam o tym i czasami mi tego bardzo brakuje.




Siedem postanowień...sami oceńcie czy to dużo czy mało.
A jakie są Wasze? :) A może lepiej nie zdradzać, żeby nie zapeszać? :)



Mój instagram: www.instagram.com/fitujemy 



Kontakt: e-mail: natalianalepa@o2.pl



Pozdrawiam, 
Natalia <3

wtorek, 29 grudnia 2015

Naleśniki z puszki - Fitness Authority So Good! z Twarogiem

Ponieważ inspiracji na zdrowe śniadania nigdy za dużo, dziś mam dla Was recenzję naleśników białkowych
z firmy Fitness Authority So Good! z Twarogiem, choć ''naleśniki'' to może za dużo powiedziane, bo jest to po prostu puszka proszku, z którego owe placki robimy :)


Sama jakoś nigdy nie byłam przekonana do takich gotowych produktów, ale ponieważ dostałam to jako prezent, bardzo udany z resztą, byłam bardzo szczęśliwa, że mogę to przetestować.


Skład:
Płatki owsiane naturalne, mąka owsiana, maślanka, koncentrat białka serwatkowego, twaróg w proszku (zawiera mleko), albumina jaja kurzego w proszku, żółtko jaja kurzego w proszku, liofilizowane kawałki owoców 2,5%, substancja spulchniająca (wodorowęglan sodu), aromat, proszek do pieczenia, sól, substancja słodząca (sukraloza)

Sam skład nie jest zły, samego cukru w nim nie ma, ani syropu glukozowo-fruktozowego.
Produkt zawiera i maślankę twaróg w proszku, a ja nabiału od pół roku na co dzień unikam, co jest dla mnie ogromnym minusem.

Ja mam smak jagodowy i jest on absolutnie przepyszny. Zapach z naleśników niesie się po całym domu!

Samo wykonanie jest banalnie proste - 3 miarki proszku (miarka jest załączona do puszki) mieszamy z 75 ml wody i odstawiamy na 3-5 minut, po tym czasie smażymy porcjami.
Mi co prawda nie wyszły takie przykładowe jak na opakowaniu, były raczej krzywe i niestety bardzo szybko się spiekały, więc jadłam ciemnobrązowe, ale smaku to absolutnie nie psuło.
Smażyłam na średnim ogniu na oleju kokosowym.


Jedna porcja takich placków to 287 kcal, 23,3g białka,  33,7g węglowodanów i 5,8g tłuszczy.


Myślę, że może być to dobry produkt dla wszystkich, którzy chcą raz na jakiś czas zjeść dobre placki na śniadanie, a nie chce się im ich robić - wykonanie tych zajmuje 5 minut! :)



Co myślicie o produktach tego typu? Używacie? :)





Kontakt: e-mail: natalianalepa@o2.pl


Pozdrawiam, 
Natalia <3

niedziela, 27 grudnia 2015

Przesadziłeś przez święta? Jak wrócić do formy po świętach?

Świąteczne jedzenie to rzecz, która spędza sen z powiek bardzo wielu osobom.
Przez te kilka dni mieliśmy bardzo wiele okazji do pochłaniania zbyt dużej ilości jedzenia.
I teraz pojawia się pytanie - co zrobić, aby szybko wrócić do formy?


 Przede wszystkim, jak to się mówi, nie panikuj!
Jeśli przez cały rok raczej pilnujesz diety, kalorii, odżywiasz się odpowiednio, dwa czy trzy dni świąt nie sprawią, że się zatłuścisz. Faktycznie, jeśli możesz cieszyć się z widocznego abs, po świątecznym jedzonku może być on mniej widoczny. Najczęściej wynika to z faktu, że zmagazynowaliśmy wodę,co jest normalne w przypadku spożywania wysoko przetworzonych produktów, np. ciastek, ciast, czy produktów, których nie spożywamy na co dzień, w naszej normalnej diecie.

Przez te kilka świątecznych dni bardzo często towarzyszy nam uczucie ciężkości - smażone ryby, krokiety,
pierogi i większość wigilijnych dań to produkty ciężkostrawne, tłuste, więc nasz układ trawienny jest niezwykle mocno obciążony. Zazwyczaj jest potrzebne kilka dni, aby wszystko wróciło do normy.

Dodatkowo, przez święta zjadamy też dużo większe objętościowo posiłki, co powoduje, że nasz brzuch wygląda jak balon, pojawiają się kłopotliwe wzdęcia. Źle zbilansowane posiłki są też przyczyną takich objawów jak przelewanie się w brzuchu, bulgotanie.

 Jak widać, okres świąt nie służy dobrej formie.
Jednak jest to kilka dni! Po świętach, kiedy wrócimy do ''akcji'' - zdrowej, zbilansowanej diety, treningów, zazwyczaj wystarczy nam kilka dni, tydzień, żeby ciało wróciło do pożądanej formy.

Polecam wtedy trenować na naprawdę ''najwyższych obrotach'' - w końcu musimy coś zrobić z energią, którą zjedliśmy przez święta! Dorzucić może kilka sesji kardio (ale oczywiście bez przesady), żeby wraz z potem pozbyć się nadmiaru wody z organizmu. U mnie w tej sprawie świetnie sprawdza się też jedzenie selera, np. w formie frytek :)
Dodatkowo, polecam wypijać dziennie kilka herbat zielonych i ziołowych, które wspomagają trawienie i usuwanie toksyn z organizmu.
I pilnować, aby wszystkie zdrowe nawyki dalej na co dzień z nami zostawały.
Mówię tutaj m.in. o piciu codziennie rano i przed snem szklanki ciepłej wody z cytryną, która pomaga zmniejszyć zakwaszenie organizmu.
Myślę, że warto także pomyśleć o małym detoksie, który w tym okresie zimowym niezwykle podniesie naszą odporność - świetnym pomysłem jest wypijanie codziennie rano, np. do śniadania, koktajlu z ogórka, natki pietruszki, szpinaku, jarmużu, troszkę soku z cytryny.
Kalorii on nie ma praktycznie wcale, a działa cuda! 



Mam nadzieję, że pomogłam! :)





Kontakt: e-mail: natalianalepa@o2.pl



Pozdrawiam, 
Natalia <3

czwartek, 24 grudnia 2015

Wesołych Świąt!

Nadszedł ten najbardziej magiczny czas w roku...święta!
Kto ich nie kocha?! Ja uwielbiam i zawsze Wigilia należy do moich ulubionych wieczorów w ciągu roku.

Pytacie się, czy będę przestrzegać diety przez te kilka dni...odpowiadam szczerze - NIE!
Będę jadła przy stole to, na co będę miała ochotę. Nie chcę się ślinić nad talerzami na widok samych pyszności i zamiast cieszyć się tymi chwilami, obsesyjnie myśleć, że nie mogę nic zjeść.
To jest nasz wieczór! Spędźmy go tak, jak lubimy.
Ja spędzę z wielką familią, a każdy lubi jeść, więc na pewno będę im dorównywać! :)

Każdemu życzę, aby spędził te dni po swojemu. Żebyśmy mogli odpocząć, nabrać sił na kolejne wyzwania.
Dać odpocząć głowie. Poukładać sobie wszystko na nowo, jeśli jest taka potrzeba.
I żebyśmy mogli cieszyć się tymi dniami!!! Bo taka magiczna atmosfera nie jest codziennością.

Życzę nam wszystkim dużo dystansu do samych siebie. Bo jeśli potrafimy na coś spojrzeć trochę inaczej, nie tylko krytycznie, wszystko wygląda piękniej! :)

I duuużo zdrowia i sił...bo zdrowie jest bardzo ważne! A sił, żeby móc cieszyć się życiem na co dzień.


Wesołych Świąt!








E-mail: natalianalepa@o2.pl


Pozdrawiam, 
Natalia <3

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Jak dojść do wymarzonej sylwetki?

Na pytanie zawarte w tytule tego wpisu, odpowiedź próbuje znaleźć bardzo wiele z nas.
I dzisiaj chciałabym się z Wami podzielić moimi kilkoma złotymi zasadami, które odpowiadają na to pytanie, a których nauczyłam się z własnego doświadczenia. Co nie znaczy, że ja już doszłam do swojego wymarzonego ciała. Choć jestem z siebie bardzo zadowolona :)




5 CENNYCH RAD, JAK DOJŚĆ DO WYMARZONEJ SYLWETKI: 

1. Kiedy Ci się nie chce i kiedy masz lenia, to najlepszy czas, żeby iść na mocny trening - wtedy leń zniknie, naprawdę! :) A jeśli mi nie wierzysz - spróbuj! Nic nie ryzykujesz, nic nie stracisz...
To jest taka zasada, że jeśli w tym momencie najbardziej na świecie nie chce Ci się odejść od TV i iść pobiegać, to właśnie to powinieneś zrobić. Ćwiczmy swoje charaktery i swoją siłę woli! :)
Satysfakcja wtedy też największa jest.

2. Wtedy kiedy jest najciężej, jest najlepiej - jeśli trening jest naprawdę bardzo ciężki, a Tobie się tak nie chce, już sam sobie wmawiasz, że nie dasz rady, ale wiesz, że musisz dać, w myślach już Ci się pojawiają brzydkie słowa, pot zalewa Ci oczy - trening naprawdę działa. Oczywiście, wszystko z rozsądkiem! :)

3. Odpowiednia dieta i treningi MUSZĄ iść w parze - żeby działały, nie można pomijać jednego ani drugiego, razem dają najlepsze i najtrwalsze efekty. Oczywiście, wszystko układamy pod własny cel.

4. Przede wszystkim należy słuchać swojego organizmu - nasze ciało to bardzo mądra ''maszyna'' i jeśli nie podoba mu się coś, co robimy, od razu wysyła nam sygnały, które tylko musimy zauważać.
W taki właśnie sposób najlepiej jest dopasowywać dietę do siebie - patrząc na swój organizm, bo jeśli po czymś czujemy się ciężko, przelewa nam się w brzuchu, mamy wzdęcia - takie jedzenie wyraźnie nam nie pasuje, być może jest zbyt ciężkie.

5. Tak samo ważna jak trening, jest regeneracja - dlatego trenowanie codziennie po kilka godzin, nigdy nie jest dobrym pomysłem. Mięśnie rosną jak odpoczywają, trening ma je jedynie stymulować. 
Koniecznie wysypiajmy się, jeśli chcemy później przez cały dzień mieć dużo energii.


+DODATKOWE 6 - DAJ SOBIE CZAS! DO KAŻDEGO EFEKTY PRZYCHODZĄ W INNYM CZASIE, NIE ZNIECHĘCAJ SIĘ! 


Mam nadzieję, że wpis się przyda! :)



Kontakt: e-mail: natalianalepa@o2.pl



Pozdrawiam, 
Natalia <3

sobota, 19 grudnia 2015

Czy należy ćwiczyć przy miesiączce?

Ćwiczenia przy miesiączce to czasami temat bardzo sporny. Jak to jednak naprawdę jest?
Zapraszam na dzisiejszy wpis!


Od razu należy powiedzieć, że każda z nas może inaczej przechodzić miesiączkę.
Należy jednak pamiętać, że nie jest to choroba, choć nie rzadko czujemy się wtedy gorzej.
Złe samopoczucie, nerwowość, wybuchowość, osłabienie, a także ból brzucha, kolki, skurcze podbrzusza.
To tylko niektóre czynniki towarzyszące nam w tych dniach. Jednak dla kobiet trenujących, np. na siłowni, mogą być one szczególnie niewygodne - przecież wtedy, nawet na tydzień, wypada się z planu treningowego! Tak więc, czy okres przeszkadza w ćwiczeniach?

To zależy, jak się wtedy czujemy, bo raczej wcześniej wymienione nieprzyjemne objawy, nie dotyczącą nas wszystkie ne raz. To jest kwestia bardzo indywidualna, bo jeśli nie przechodzimy tych dni z dużym bólem, a jedynie reagujemy bardziej nerwowo, czy też mamy złe samopoczucie, albo przesadnie wybuchamy - trening może nam pomóc rozładować napięcie i poprawić humor, jak zawsze.
Jeśli jednak w czasie miesiączki mamy bardzo obolałe podbrzusze, skurcze jelit, wykonanie dobrego treningu może okazać się niemożliwe. A robienie czegoś ''na odwal'' nigdy nie jest dobrym pomysłem.
Wtedy jednak polecałabym, jeśli nie chcemy rezygnować z aktywności na kilka dni, wykonywanie spokojnych ćwiczeń rozluźniających, np. układów z jogi czy delikatnego pilatesu.
Raczej nie będziemy biły wtedy swoich rekordów w przysiadach czy na bieżni, ale przecież aktywność fizyczna to lek na wszystko. :)

Jeśli więc zdecydujemy się pójść na np. siłownię, pamiętajmy o odpowiednim stroju. Myślę, że długie czarne legginsy i dłuższa koszulka będą najlepiej się sprawować :)
Odpuściłabym natomiast sobie krótkie spodenki i koszulki odsłaniające brzuch.




Do następnego! :)

Mój instagram: www.instagram.com/fitujemy 


Kontakt: e-mail: natalianalepa@o2.pl


Pozdrawiam, 
Natalia <3

środa, 16 grudnia 2015

NIE WIDAĆ ABS? JAK ŻYC?!

Stało się u mnie to, czego wszyscy ''masujący'' się boją! Znikł abs! Co zrobić, jak żyć?! :)

ZIMA...rządzi się swoimi prawami. Większość  ''fit freak'ów'' zaczyna robić masę, ja podobnie, ale o tym już pisałam kilka postów temu.

 /Jest pączek -masa się zgadza!/

Jednym z tych najbardziej ''traumatycznych/dramatycznych/śniących się po nocach'' momentów,
jest zanik ABS. Bo przecież bez widocznych mięśni brzucha, nie da się żyć! Ponoć :)
A jednak! Nawet czasami jest to wskazane :) Zgadzam się z jednym zdaniem, które krąży w świecie sportu - można wyrobić abs naturalnie, ale nie da się go utrzymywać idealnego przez dłuższy czas.
Nam, kobietom, dodatkowo jest to trudniej osiągnąć, ponieważ dochodzi do tego budowa ciała,
hormony i ''te dni''.

Większość z tych osób doskonale wie, że ten brzuch będzie wyglądał gorzej, ale jak to się już dzieje, to robi się smutno i często pojawiają się nawet wyrzuty sumienia.

Co mogę doradzić?
Przede wszystkim - to przejściowe! I sama też to sobie powtarzam :)
Nie jest to łatwe, jak nagle przestaje być widać te ciężko wypracowywane mięśnie, ale przecież po coś to się robi. Na wiosnę wrócą ze zdwojoną siłą! Dosłownie!
Ja planuję masę pociągnąć do około końca lutego, a później redukcja. Wtedy zadbam o odpowiedniego odsłonięcie tego, co teraz dzięki dodatniemu bilansowi kalorycznemu buduję.
Czyli może być tylko lepiej!

Poszukajmy też pocieszenia...może już nie ma takich twardych kostek na brzuchu...ale za to barki jakieś takie bardzo twarde, mocne, bicepsy jakby dwa razy większe, a pośladki cóż...chyba trzeba wymieniać spodnie, bo jakby spuchły! Czy rośniemy!
No i kto powiedział, ze tylko superpłaskie brzuchy są ładne? NIE JEST TAK!
Teraz szykujemy swój organizm i swoją psychikę na dobre wycięcie na lato!
To naturalna kolej rzeczy!


Zgadzacie się ze mną? :)







Kontakt: e-mail: natalianalepa@o2.pl


Pozdrawiam, 
Natalia <3

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Nowy na siłowni - rady dla początkujących

Dzisiejszy wpis jest dla każdego, kto dopiero chciałby zacząć swoją przygodę z siłownią. Ponieważ dostaję wiele pytań o to, jak zacząć, co robić, jak się tam zachowywać - w kilku punktach wszystko opiszę i mam nadzieję, że uda mi się pomóc! A więc gorąco zapraszam! :)



1. Pamiętaj, że kiedyś każdy miał swój pierwszy raz tam - nikt się przecież na siłowni nie narodził :) A już na pewno nie ze sztangą w rękach ;) I każdy kiedyś zaczynał, każdy z innego miejsca, mając inną przeszłość.

2. Zabierz ze sobą wszystko, czego będziesz potrzebował - ja zawsze jak się pakuję na siłownię, czy na basen, to wyobrażam sobie jak tam wchodzę i co po kolei będę robiła, czego potrzebowała, żeby wziąć wszystko. Choć na siłownię mam torbę zapakowaną stale, bo większości rzeczy w ogóle z niej nie wyciągam. Na pewno będą Ci potrzebne: strój zmienny, buty zmienne, gumka na włosy, ręcznik,
woda (ja zawsze 1,5l!), opcjonalnie notatnik lub telefon do zapisywania progresów lub żeby zerknąć do rozpiski treningu, MP3 i słuchawki, szejker, kosmetyki.

3. Po wejściu nie zagapiaj się na osoby, które tam ćwiczą, a już na pewno nie zagaduj ich, kiedy wyciskają sztangę czy biją swoje rekordy w przysiadach. Raczej też komentarze typu ''ale tu śmierdzi'' też nie są mile widziane:))

4. Znajdź sobie miejsce, żeby się rozgrzać - nie musi to być przecież zaraz przy obleganej przy ludzi sztandze czy maszynie, rozgrzewka jest raczej nieinwazyjna, więc możesz sobie ją wykonać gdzieś na boku sali.

5. Jak już wybierzesz sobie urządzenie do ćwiczeń, nie zajmuj go na zbyt długi okres czasu - może ktoś też będzie go potrzebował. Albo zaproponuj wymienianie się po skończonej serii. Podobnie z ciężarkami, jeśli ich brakuje.

6. Nie szarżuj z ciężarami, jeśli dopiero co poznajesz ćwiczenie albo uczysz się techniki.
Technika zawsze jest ważniejsza niż obciążenie, ale też przede wszystkim nie narażasz siebie na kontuzje
 i urazy. Wszystkiego próbuj powoli, dostosuj maszyny i ciężary do swoich możliwości.

7. Nie bój się spojrzeń innych, jeśli patrzą na Ciebie z ciekawością. Ponoć ''nowicjusze'' na siłowni zawsze na tyle mocno się wyróżniają, że bez trudu można ich poznać. Coś w tym jest.
Ładnie się uśmiechnij i skup się na swoim ćwiczeniu, po to tu jesteś.

8. Nie martw się, że coś Ci idzie gorzej niż komuś innego - Ty dopiero zaczynasz, a ktoś już może długo ćwiczyć. Odbierz to jako motywację :)

9. Ciesz się z treningu! To czas tylko dla Ciebie, żeby zadbać o swoje ciało, ale też odpocząć psychicznie.
Możesz coś przemyśleć, ale też np mi na siłowni przychodzi najwięcej pomysłów :)

10. Po skończonym treningu, rozciągnij się i jak najszybciej zjedz posiłek potreningowy. To konieczność!
Bez tego w ogóle trening by był mało warty! :)




Mam nadzieję, że się przyda! :)
Wszystkim początkującym życzę powodzenia! :)






Kontakt: e-mail: natalianalepa@o2.pl


Pozdrawiam, 
Natalia <3

sobota, 12 grudnia 2015

Co mi dają cheaty?

Cheat'y, czyli robienie oszukanych posiłków, to temat często baaardzo sporny. Czy warto je robić, próbowałam odpowiedzieć już kiedyś w jednym wpisie. I ja uważam, że warto.
A że ostatnio na instagramie dostałam o to wiele pytań, postanowiłam tutaj odpowiedzieć,
co one takiego mi dają, bo TAK - DAJĄ MI DUŻO :)



Pierwszego września minęło dokładnie dwa lata odkąd jestem na zdrowej diecie, czyli zwracam uwagę na to co jem. Wcześniej jadłam wszystko - słodycze codziennie, fast foody. Kuchnia mojej mamy była i jest świetna. Przez 1,5 roku zdrowej diety do żadnego tego smaku nie wróciłam, pomimo, że pierogi i czekolada śniły mi się po nocach, a widząc kawałek ciasta, najpierw go przez 10 minut wąchałam, ale później i tak odstawiałam na stół. Cukiernie, piekarnie i imprezy rodzinne dosłownie omijałam, żeby nie musieć patrzeć na to kuszące jedzenie i jedzących pyszności ludzi. Potem za namowami zrobiłam cheata i po prawie dwóch latach, pierwszy raz zjadłam ukochaną pizzę. Jestem pewna, że wyglądałam jak dziecko, które pierwszy raz widzi kolorowego lizaka albo żyrafę w zoo :) Wtedy stwierdziłam, że moje podejście nie jest zdrowe.
Uwielbiam jeść pizze, słodkości, to, co robi moja mama. To jadłam kiedyś i często różne potrawy kojarzą mi się z dzieciństwem, dobrymi wspomnieniami.

Przecież wszystko jest dla ludzi! Pomyślałam te pół roku temu i od tego czasu, praktycznie co tydzień w weekend, wpada coś niezdrowego. Zazwyczaj - pizza, słodycze, albo też pyszny obiadek u mamy.
Wiecie jakie to uczucie po dwóch latach znów jeść to, co się kocha?! :) A już zapomniałam, jak smakują pierogi od mamusi, albo rogaliki z marmoladą :)
I mogę iść do piekarni kupić ulubionego pączka, albo spróbować czekolady oreo, o której wszyscy tak mówią :) I zjeść o dowolnej godzinie, a nie co do minuty wtedy, kiedy wypada mi jedzenie!
Albo zjeść razem z rodzicami paczkę ciastek i cukierków i śmiać się, że my to lubimy pojeść :)

Wiele osób mi się też dziwiło, że nie mam wyrzutów sumienia po tym. A po czym mam mieć?! :)
Dzięki temu, że raz w tygodniu tak się podładuję energią, na treningu mam później piękne progresy siłowe     i świetnie się czuję :)  I głowa - psychika, jest całkowicie spokojna.
Przecież zdrowe odżywianie i czerpanie jak najwięcej z jedzenia, to nie jest dieta na miesiąc czy dwa.
To na całe życie = zdrowe nawyki żywieniowe! :)
Ja chcę się cieszyć z życia - wszystko jest dla ludzi! Chcę cieszyć się życiem, mamy je tylko jedno.
Ja i tak nie umiałabym tylko siedzieć i jeść!
W weekend mi wystarcza w 101%! Chętnie wtedy od poniedziałku latam na treningi i pilnuję diety - bo taki jest mój styl życia! :)

I mogę teraz raz na tydzień (i tak częściej niż kiedyś, kiedy nie zwracałam na to uwagi!) cieszyć się z mojego ulubionego dania, czyli...czerwonego barszczu do picia i krokietów z mięsem! :)
 



A jakie jest Wasze ulubione danie? Jaki macie stosunek do cheatów? :)






Kontakt: e-mail: natalianalepa@o2.pl



Pozdrawiam, 
Natalia <3

środa, 9 grudnia 2015

Motywacja: Progres mięśni bicepsów

W dzisiejszym wpisie chciałabym podzielić się z Wami jednym z moich sposobów motywowania się. Jest to chyba jeden z najbardziej znanych sposobów - porównywanie zdjęć ''PRZED" i ''PO'', czyli zdjęć z różnych okresów naszego życia. W tym wpisie ''pochwalę'' się zdjęciami bicepsów, bo ostatnio takie stare zdjęcie przypadkiem zobaczyłam na dysku, więc postanowiłam je wykorzystać.
Jeśli jesteście ciekawi, zapraszam! :)

O swoich ulubionych ćwiczeniach na bicepsy pisałam niedawno, znajdziecie wszystko z zakładce > Trening :)




Pierwsze zdjęcie wykonane w grudniu 2013 roku, drugie to stan aktualny.

Progres? To oceńcie sami, ja jednak jestem absolutnie zadowolona i dumna z siebie!
Jest to też dla mnie dowód, że naprawdę widać efekty, choć z dnia na dzień nie zauważamy zmian, to jednak one są. Dlatego stale trzeba pracować! TYLKO CIĘŻKA PRACA DAJE EFEKTY!




Co myślicie o takich wpisach? Dajcie znać!





Kontakt: e-mail: natalianalepa@o2.pl



Pozdrawiam, 
Natalia <3

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Najlepsze kosmetyki: Pierre Renne

Już dawno nie było żadnego wpisu z kategorii tych kobiecych i dzisiaj mam coś z tego tematu!
Ostatnio przetestowałam kilka świetnych kosmetyków z firmy Pierre Renne, które koniecznie chciałabym Wam pokazać, tak więc gorąco zapraszam!
Jak chyba każda z nas, lubię czasami coś zmienić w swoim wyglądzie, inaczej się pomalować, użyć innego koloru. I tutaj z pomocą przyszły mi ekspertki urody z drogerii Kosmeteria w Jelczu - Laskowicach.
Profesjonalne podejście, a przy tym poczucie humoru i przemiła atmosfera - to uwielbiam!
Dopasowały mi kilka produktów firmy Pierre Renne, wszystkie okazały się strzałem w 10! 
Jakie to kosmetyki? Odpowiedź poniżej!

Firma Pierre Renne to polska firma, której kosmetyki cechują się naprawdę świetną jakością, przy niskiej cenie. I, może to tylko moje odczucie, ale firma wyraźnie nawiązuje do mojej ukochanej firmy Mac, tak więc to dla mnie wielki plus :)


Zacznę od produktów do ust i tutaj chciałabym Wam pokazać aż trzy rzeczy.
Pierwsze cudeńko to matowa pomadka SLIM LIPSTICK w odcieniu No 28 Atomic Red.
Trwałość jest niesamowita, jeśli śledzicie mojego instagrama to na kilku zdjęciach mogliście ją już u mnie zobaczyć. Jak rano nałożę ją na usta, to trzyma się cały dzień! Piękny, bardzo intensywny odcień czerwieni to coś, co sprawdzi się idealnie w nadchodzącym sezonie sylwestrowym. Opakowanie to też świetna sprawa, ponieważ nie jest duże i zmieści się w każdej, nawet najmniejszej torebeczce. Cena ok. 19zł*


Kolejne dwie perełki to kredki do ust Lip Matte - w odcieniu 01 i w odcieniu 06.
Używam ich na całe usta, ponieważ idealnie się do tego nadają i pięknie wyglądają. Ważne jest aby wcześniej nałożyć na usta balsam nawilżający, dopiero następnie kredkę. Kolory są bardzo wyraziste i bardzo trwałe, w ciągu dnia poprawiam je tylko po zjedzeniu. Cena ok. 15zł.




Podobnie, kilka perełek mam w produktach do oczu. Jest to przede wszystkim tusz do rzęs HI-TECH.
Odkąd nie mam problemu z asymetrycznymi rzęsami, mogę się nimi lepiej zajmować, to chcę się też nimi bardziej chwalić. Ten tusz jest świetny! Nie skleja rzęs, szczoteczka nabiera tuszu dokładnie tyle, ile potrzeba, rzęski są świetnie rozdzielone i pogrubione. I jest naprawdę mocno czarny, a nie jak niektóre tusze, które mam wrażenie, że są bardziej szare.Cena ok. 20zł*
Dodatkowo, do podkreślenia oczu, idealnie sprawdzi się eyeliner w pisaku. Dlaczego akurat taki? Taka wersja jest stosunkowo najprostsza w użyciu i dla osób początkujących najlepsza. I tutaj podobnie jak w przypadku tuszu do rzęs - jest naprawdę czarny. Są extra trwałe i w żaden sposób się nie przemieszczają w ciągu dnia. Cena ok. 19zł*
Trzeci produkt to kredka do brwi. Sama takich rzadko używam, bo moje brwi z natury są bardzo gęste i ciemne, ale jeśli macie problem z nierosnącymi włoskami czy niepełnym łukiem brwiowym - ta sprawdzi się świetnie. Ja mam wersję ciemniejszą, bo taka bardziej mi pasowała. Kredka jest dość miękka i łatwa w użyciu. Jest to specjalna kredka do brwi, a wiec nie uszkadza rosnących włosków i nie powoduje ich przerzedzenia, co bardzo wiele kredek robi! Z drugiej strony ma grzebyczek, idealny do rozczesywania brwi i rozcierania kredki. Cena ok. 19zł*



/Tak się kończy robienie sobie miliona zdjęć, z których każde wychodzi rozmazane!<3/



I czas na produkty do twarzy! Pierwszy z nich to puder sypki, idealnie utrwalający makijaż. Matuje skórę, ale nie wysusza skóry. Co ważne, nie żółknie na twarzy, nie utlenia się, ani nic się z nim nie dzieje, także mając go na sobie, możemy być spokojne o wygląd naszej skóry. Cena ok. 20zł*
Muszę wspomnieć też o różu do twarzy, który okazał się świetny - nie robi plan, jest bardzo łatwy do nakładania. Nawet w momencie, kiedy nałożymy go zbyt dużo, to bardzo łatwo możemy go rozetrzeć pędzlem. Nasycenie możemy sami stopniować. Mi pani idealnie dobrała odcień, dzięki czemu nie wyglądam ani jak marchewka, ani jak jabłuszko, a zazwyczaj taki miałam problem z różami. Cena ok. 19zł*







Do nakładania różu idealnie sprawdził mi się także pędzelek z tej firmy. Zawsze używałam pędzla Hakuro, który jednak był dla mnie za duży i nie dość precyzyjny. Ten z Pierre Renne jest dużo mniejszy, a kształtem  taki sam, więc idealnie mi pasuje. Cena ok. 25zł* Dodatkowo, tak samo dobrze sprawdza się pędzelek do cieni, ponieważ też ma dobry rozmiar i jest bardzo wygodny. Cena ok. 12zł*



 I KONIECZNIE muszę Wam powiedzieć o MAGICZNYCH pyłkach, które są jakby odwzorowaniem pyłków z firmy Mac, tylko kilka razy tańsze! Pod te błyszczące pyłki stosujemy bazę, która zapewnia im doskonałą trwałość. Ja na razie dorwałam trzy odcienie i wszystkie trzy są piękne. Cienie sypkie - ok. 9,5zł*
Myślę, że to idealna opcja na sylwestra - aktualnie mocno już ich próbuję i na bieżąco będę Wam dawać znać! Może Wy macie jakieś pomysły na makijaże z ich wykorzystaniem? :)



* - są to średnie ceny tych produktów, podane na stronie producenta. W drogerii ''Kosmeteria'' w Jelczu-Laskowicach, skąd mam te produkty, większość tych cen jest niższa :)




Znacie produkty z tej firmy? Lubicie? Może możecie polecić mi coś jeszcze?
Proszę o odpowiedzi w komentarzach! :)






Kontakt: e-mail: natalianalepa@o2.pl



Pozdrawiam, 
Natalia <3

piątek, 4 grudnia 2015

Ciekawy gadżet i sposób na wodę: SodaStream

Aby być zdrowym i cieszyć się cały czas dobrym samopoczuciem, należy pić codziennie nie mniej niż 1,5 litra wody. Zapotrzebowanie na wodę zwiększa się wraz ze wzrostem aktywności fizycznej,
długością dnia – zależy jeszcze od wielu innych czynników, jak np. od temperatury. Tak więc, należy jej pić naprawdę sporo. Nie każdemu smak zwykłej wody odpowiada. Co wtedy zaradzić?

Chciałabym Wam pokazać ekspres do wody gazowanej SodaStream, który może okazać się dla wielu osób wybawieniem od monotonnego picia! Jest to też super opcja na różne imprezy, kiedy chcemy przygotować ciekawe napoje dla gości.


SodaStream to ekspresy do robienia świeżej wody gazowanej. Dzięki urządzeniu szybko możemy przygotować orzeźwiający napój. Po dodaniu do wody  różnych owoców, czy też swoich ulubionych soków, możemy stworzyć własne softy, a nawet drinki. Mi najbardziej smakuje wersja z kawałkami pomarańczy. :)

Jest to bardzo ekonomiczny i przyjazny dla środowiska ekspres, ponieważ pozwala oszczędzić plastikowe butelki, a nam zbędnego dźwigania.

Jak to działa? Do ekspresu jest załączona butla z CO2, dzięki której nasycamy wodę i w naturalny sposób otrzymujemy przyjemne bąbelki. Butla jest wkręcana z tyłu urządzenia i zakryta obudową. Z przodu zaś podczepiamy plastikową butelkę wypełnioną wodą. Po zgazowaniu wody, możemy do niej dodać dowolne soki czy owoce. Kombinacji jest mnóstwo!


Ja mam model Source, ale do wyboru mamy jeszcze trzy modele: Crystal, Jet i Genesis. Jeden nabój z gazem wystarcza do 60-80 litrów napoju gazowanego – w zależności każdorazowego nasycania wody. Dzięki trzem wskaźnikom sami możemy decydować, jak bardzo ma być nagazowana nasza woda.
Muszę przyznać, że ekspres jest bardzo elegancki i w kuchni prezentuje się na prawdę świetnie.

Wydaje mi się, że produkt spodoba się też każdemu dziecku. Mój bratanek był zachwycony, że ze zwykłej wody może przygotować swój ulubiony soczek. :)

Wszystko o tych ekspresach możecie przeczytać na stronie producenta - http://sodastream.pl/ :)







Kontakt: e-mail: natalianalepa@o2.pl



Pozdrawiam, 
Natalia <3

środa, 2 grudnia 2015

Trening kształtuje charakter

Tak...trening to robi. To nie jest tylko złapanie torby i pójście na sale! To jest coś więcej. Dużo dużo więcej.
Każdy trening to walka z samym sobą. Ze swoimi słabościami! Bo tak naprawdę jedyną osobą, jaka może Ci naprawdę przeszkadzać w realizacji marzeń, jesteś Ty SAM. Tak Ty. Bo nie chcesz.
Bo jakbyś chciał, to byś to robił! O czym mówię?
Zapraszam do przeczytania dzisiejszego INNEGO WPISU!


Bardzo często spotykam się z opiniami, nie wiem jak Wy, że wszyscy trenujący na siłowni, to puste ''karki'', bez jakichkolwiek ambicji, nafaszerowani testosteronem jak kurczaki na rosół.
Jeśli w ten sposób do jednego gara mają być wkładani, to cóż...ja też taka jestem. I połowa osób czytających mojego bloga.

A dlaczego ludzie, którzy tylko siedzą na kanapie przed TV i skarżą się, że ich życie jest beznadziejne, nic nie zrobią? Dlaczego nie chcą zauważyć, że ci wszyscy trenujący...każdy się potyka...ale zawsze wstają!


To nie jest tylko kark z siłowni...To może być człowiek, który jest niezwykle inteligentny. Zdobywa wiedzę cały czas, uczy się na błędach, osiągnął już bardzo wiele, czego efekt może stanowić forma...ale się nie poddaje! To nie jest tylko biegacz....Ten człowiek poświęca się dla tego, co kocha. Zamiast siedzieć i milion razy przeglądać facebooka, on niezależnie od pogody idzie na trening.

Bo trening uczy. Uczy tego, żeby nigdy się nie poddawać. I NIE BAĆ SIĘ porażek. Bo te zdarzają się każdemu. Nawet mistrzowie popełniają błędy, przecież wszyscy jesteśmy ludźmi...

Nie powiem ''tylko'' ludźmi, bo według mnie lepiej pasuje - AŻ ludźmi.
Bo coś zostaliśmy stworzeni. A ja uważam, że tym czymś mają być wielkie rzeczy.

Jeśli nie jesteś w stanie sobie wyobrazić, ile zyskasz podczas każdego treningu,
pomyśl...że przecież nic nie stracisz! A chyba warto zaryzykować? Dla marzeń, dla spełnienia, dla siebie!

Może Ci się wydawać - nie chce mi się iść na trening, co mi da ten jeden raz, kiedy tak bardzo mi się nie chce? - DA CI BARDZO WIELE! Właśnie w takich momentach powinieneś wiedzieć, że to najlepsza pora na trening. Bo to Twoje ciało o niego się domaga, Twoja dusza.

Nie bój się potu i zadyszki! Przekraczaj swoje granice komfortu!  ~ moje dwie najważniejsze zasady treningowe. Sprawdzą się u Ciebie?



Mam nadzieję, że wpis się przyda :)







Kontakt: e-mail:natalianalepa@o2.pl