poniedziałek, 28 września 2015

Hairvity - efekty miesiecznej kuracji - sposób na piękne włosy

W dzisiejszym wpisie zapraszam Was na podsumowanie kuracji Hairvity.
O samym produkcie i moich oczekiwaniach co do niego, pisałam - TUTAJ i mówiłam - TUTAJ
więc gorąco zapraszam, jeśli jeszcze nie widzieliście, ponieważ dzisiaj właśnie podsumuję, jak te oczekiwania mają się do obecnych rezultatów! Zapraszam Was także na filmik - KLIK.

STRONA PRODUCENTA - TUTAJ.

OPINIE O DZIAŁANIU HAIRVITY MOŻESZ PRZECZYTAĆ - TUTAJ.



Ja miałam jedno opakowanie (60 tabletek), a więc moja kuracja trwała 30 dni.
Tabletki brałam zazwyczaj po śniadaniu i nie było to w żaden sposób uciążliwe.
Sam fakt, że jest to produkt, który ma na nas działać ''od wewnątrz'' już do mnie przemawia, ponieważ zgadza się z moją filozofią życiową, że najskuteczniej działamy od środka.
Nawet same tabletki są bardzo ładne, pięknie niebieskie z literką H z logo marki :)

EFEKTY:

Myślę, że o efektach najlepiej mówić, kiedy mamy dowód w postaci zdjęć:


Zdjęcie po lewej było wykonane w dniu rozpoczęcia kuracji, a zdjęcie po prawej w dniu zakończenia jej.

Przede wszystkim, co jest niesamowite, włosy bardzo mi przez ten miesiąc urosły!
Mówię, że to niesamowite, ponieważ wydłużyły się o około 3/4 cm, a zwykle rosną mi około 1 cm miesięcznie, czyli tak jak przeciętnie nam one rosną.  
To może być dla niektórych już pierwsza i największa zaleta tego produktu :)


Następnym WIELKIM PLUSEM jest znaczna poprawa ogólnej kondycji włosów.
Jak widać, wcześniej miałam dość suche włosy, jeszcze dodatkowo był to okres wakacyjnych wyjazdów, wystawiania włosów na działanie promieni słonecznych, które mogą im bardzo szkodzić. Teraz wyglądają o wiele lepiej, są dobrze nawilżone, nawet dużo łatwiej się je modeluje.

I tu kolejna niespodzianka...włosy absolutnie przestały się puszyć! Puszenie to był mój odwieczny problem, zawsze wokół głowy lubiła mi się tworzyć ''korona'' i nie wyglądało to dobrze.
Pasma są przyjemnie gładkie i nie plączą się.
Moje włosy zawsze były wysokoporowate i wymagały specyficznych zabiegów. Teraz problem jakby ustępował, bo włosy inaczej reagują choćby na układanie - łatwo poddają się wszelkim próbom ułożenia i nie stawiają oporu :)


Rzadko przeczesuję włosy w ciągu dnia i dzięki temu, że są zdrowe i dobrze odżywione, nie muszę się martwić o to, że opadną, posklejają się czy poplączą. Świetnie się z nimi teraz ''współpracuje'' :)

Muszę też powiedzieć o ogromnej ilości nowych włosków, które się pojawiły! Mam wrażenie, że choć włosy są znacznie gładsze, to jest ich jakby dwa razy więcej!
Tak gęstej czupryny jeszcze nigdy nie miałam! I chyba muszę kupić lepsze gumeczki do włosów, bo te, które dotychczas zawsze używałam, już mi nie utrzymują włosów :)


I teraz pytanie, które pewnie najbardziej Was interesuje :) Czy mogę polecić tę kurację? TAK!
I to dla chyba dla każdej osoby, która nie jest zadowolona z wyglądu i kondycji swoich włosów.
Ten produkt potrafi wszystko, mam takie wrażenie :)
Jeśli szukasz czegoś na porost włosów...wzmocnienie...na poprawę kondycji...na gęściejszą czuprynę...
u mnie sprawdził się w każdym z tych aspektów! :)



A Wy używacie takich produktów? Działają u Was tak jak i u mnie? :) Dajcie znać!




Napisz do mnie! e-mail: natalianalepa@o2.pl



Pozdrawiam,
Natalia <3

czwartek, 24 września 2015

Moje ulubione produkty w ostatnim czasie

Co warto jeść? Z czego komponować posiłki?... Takie pytania pojawiają się w wiadomościach bardzo często, dlatego dziś wychodzę naprzeciw i tworzę wpis, w którym chciałabym Wam przedstawić produkty, które ja ostatnio najczęściej jem i które gorąco polecam, aby włączyć do swojej codziennej diety.
Zapraszam! :)



1. Płatki owsiane - poranek bez owsianki to już chyba byłby niemożliwy poranek jak dla mnie! Owsiankę jem praktycznie codziennie, choć przynajmniej 1 raz w tygodniu staram się zjeść coś innego. Moja ulubiona owsianka: płatki owsiane z dodatkiem cynamonu na noc zalewam w garnku gorącą wodą do poziomu płatków, rano dolewam mleko sojowe i gotuję. Płatki są cudownie zbite, gęste, a cała owsianka przepyszna.
I od razu mam energię na dłuuugi dzień! :) Wpis o płatkach (prawie sprzed roku!) - KLIK

2. Ryż basmati i jaśminowy - po prostu uwielbiam ryż w smaku. Te dwa są moimi faworytami. Na jeden posiłek zjadam pół woreczka, a drugie pół często zostaje w lodówce na drugi dzień. Wtedy go duszę na patelni, podlewam mlekiem sojowym i dodają kurkumę - PYSZNE <3


3. Kasza jaglana - szczególnie lubię ją na zimno, w zbitej formie. Nie dość, że bardzo zdrowa, to jeszcze można z nią wyczarować wiele pysznych dań!

4. Awokado - to jeszcze w temacie śniadania. Do owsianki obowiązkowo jem nutellę z awokado, którą już pewnie widzieliście u mnie milion razy. Nutella z awokado: pół awokado blenduję z połówką banana i płaską łyżeczką kakao - niebo w gębie! Lepsze niż najlepsza czekolada świata <3 Więcej o awokado (choć to owoc) - TUTAJ


5. Pierś indyka - oprócz śniadania, to mięso występuje u mnie w praktycznie każdym posiłku, czyli zazwyczaj 4 razy dziennie. Indyk zawiera mniej tłuszczu niż kurczak, nie można go tak doładować antybiotykami i sterydami i ma według mnie dużo lepszy zapach. Szczególnie lubię zmielone mięso z piersi.


6. Wołowina - polędwicy wołowej może nie jem codziennie, ale raz w tygodniu to absolutne minimum! Bardzo polecam wszystkim sportowcom i nie tylko! :) W formie steku do obiadu...pycha!


 7. Łosoś wędzony - może rybek nigdy nie polubię jak choćby mięsa, ale i tak łosoś bardzo mi pomaga w jedzeniu odpowiedniej ilości ryb w tygodniu. Takie plastry łososia przekładam jeszcze zawsze do grilla i przez 10 minut opiekam, żeby był bardziej kruchy.


8. Natka pietruszki - ostatnio podjęłam małe wyzwanie i codziennie rano, przed śniadaniem, piłam koktajl z natki pietruszki, ogórka i soku z cytryny. Aktualnie robię to już tylko kilka razy w tygodniu, co by nie przesadzić w drugą stronę. Kiedyś jej smak mi przeszkadzał, teraz go polubiłam!
Cudownych właściwości natki nie da się nawet zliczyć, więc powiem jedno - warto się z nią zaprzyjaźnić!



9. Koncentrat pomidorowy - mój ulubieniec do robienia sosów każdego rodzaju. Uwielbiam go dodawać rzem z cebulką do mięsa mielonego. Jest u mnie w użyciu prawie cały czas.




A jakie produkty rządzą ostatnio u Was? :)





Napisz do mnie! e-mail: natalianalepa@o2.pl



Pozdrawiam, 
Natalia <3


poniedziałek, 21 września 2015

Cheat meal, cheat day, cheat life

Cheat meal, cheat day...a może cheat life? Ile ludzi, tyle może być głosów na ten temat. Jestem bardzo ciekawa też Waszej opinii, jak Wy do tego podchodzicie? Napiszcie w komentarzu, chętnie poczytam!

Kiedyś robiłam o tym wpis, ale było to 9 miesięcy temu i moje podejście do tego tematu trochę się zmieniło.
Jeszcze do czerwca tego roku cheat meal zdarzało mi się zrobić najpierw co pół roku, później może raz na 3 miesiące. W czerwcu po raz pierwszy, od prawie 2 lat (1 września pyknęło mi dwa lata zdrowego odżywiania), zjadłam pizzę i zaczęłam robić cheata co tydzień.


Co to w ogóle jest cheat meal? Cheat meal to tak zwany oszukany posiłek. Coś, czego nie jemy na co dzień, ponieważ nasza dieta (czyli sposób odżywiania, zdrowe odżywianie to więc także pewnego rodzaju dieta) wyklucza dany produkt czy danie, na przykład pizza, lody, słodycze, fast foody.
Czyli produkty, do których wiele osób ma słabość.
Cheal meal może być zamiast normalnego posiłku, lub pomiędzy posiłkami. W pierwszej opcji, jeśli jemy go np. zamiast obiadu, możemy zaoszczędzić trochę kalorii, których nie zjedliśmy na obiad, a w drugiej opcji, jedząc go pomiędzy normalnymi posiłkami, możemy mieć pewność, że zjemy mniej, bo nie będziemy tak głodni.

Cheat day to zaś oszukany cały dzień, kiedy przez cały dzień jemy to, na co mamy ochotę, bez martwienia się kaloriami, makro składnikami, godziną spożywanych posiłków i ich objętością.

Cheat life to trochę żartobliwe określenie sposobu żywienia osób, które na przykład w budowaniu wymarzonej sylwetki, skupiają się jedynie na treningach, a ich odżywianie pozostawia wiele do życzenia.
A przecież wiadomo, że odpowiednia dieta to 70% sukcesu!

Czy warto ''oszukiwać''?

Według mnie, warto! I wszyscy moi sportowi ''mentorzy'' także to polecają.
Jednak raczej w formie cheat meal'ów, a nie całych oszukanych dni, a tym bardziej nie w formie cheat life!


Jakie korzyści daje robienie cheat'ów?

Przede wszystkim, uspokaja naszą psychikę. Jeśli przechodzimy na dietę, myśli typu ''już nigdy nie zjem pizzy'' są bardzo dołujące i demotywujące. A zamiast myśleć ''nigdy'', dzięki cheat'om, możesz myśleć np. ''raz w tygodniu będę mógł chodzić ze znajomymi na pizze''. Nie musisz całkowicie wykreślać z życia swojej ulubionej czekolady. Zdrowe odżywianie to nie jest chwilowa dieta. To sposób życia. A myśląc, że już nigdy nie zjesz krokietów babci czy sernika cioci, nie wytrzymasz długo.
Z tej bardziej ''technicznej'' strony naszego organizmu, cheaty świetnie nakręcają nasz metabolizm i przyspieszają przemianę materii. Kiedy już dość długo jesteśmy na redukcji (ujemny bilans kaloryczny), metabolizm najczęściej mocno zwalnia, a takim oszustwem raz na jakiś czas, możemy go znów przyśpieszyć.
Można wiec powiedzieć, że cheaty (RAZ NA OKREŚLONY CZAS! jeszcze raz podkreślam;) pomagają nawet spalać tkankę tłuszczową.
No i zaspokajają nasze wewnętrzne żądze na ulubione potrawy, sprawiając, że dieta przestaje się wydawać straszna (bo taka nie jest!!!:). I nie musimy się martwić, że u znajomych na grillu dostaniemy ślinotoku czy że na randce pójdziemy do kawiarni, a nie na sałatki.

Kiedy jesteśmy na redukcji, oczywiście zależy nam na gubieniu kilogramów. Jeśli każdego dnia jemy, powiedzmy, około 300 kcal mniej niż jest nasze CPM, na przestrzeni tygodnia ujemny bilans wynosi 7x300kcal=2100 kcal. O ile kaloryczność naszego cheata nie będzie wyższa niż nasz ujemny bilans, możemy być w 100% pewni, że na pewno nie przeszkodzi nam w redukcji. A 2100 kcal to naprawdę musiało by być spoooro jedzenia, więc raczej możemy być spokojni :)

Jak często?

Tutaj większość trenerów i sportowych mentorów jest zgodna, a ja się pod tym podpisuję, że cheat najlepiej jest robić raz na tydzień. Po pierwsze - zawsze, kiedy będzie Ci ciężko, możesz pomyśleć ''Raz w tygodniu jem moją ulubioną pizze/ulubione ciasto'' i od razu dieta czy ciężki trening nie wydają się straszne. Po drugie, w ten sposób metabolizm będzie pracował na wysokich obrotach, raz w tygodniu zagrzejesz go do spalania, ale też nie będziesz go zbyt obciążać.


  Co wybierać?

Co lubisz! I o to w tym chodzi i to jest najpiękniejsze! Ja praktycznie zawsze wybieram swoją ulubioną pizzę, ale na przykład tydzień temu miałam trochę ''lżejszego'' cheata i były to 3 kawałki karkówki z grilla z sałatką i później kawałek ciasta (przepysznego miodownika!). Ostatnio chodzą też za mną krokiety moje babci i mam nadzieję,że nie będę musiała na nie czekać aż do Wigili :P 
Możesz zjeść na słodko, lub na słono...jak lubisz!


To jak to jest u Was z cheat'owaniem? Napiszcie koniecznie! :)



Napisz do mnie! e-mail: natalianalepa@o2.pl



Pozdrawiam, 
Natalia <3

piątek, 18 września 2015

Przerwa po skończonym planie treningowym - REGENERACJA, ROZTRENOWANIE

W dzisiejszym wpisie zapraszam Was na kilka słów o bardzo ważnej części treningów - REGENERACJI, a ponieważ jest to temat naprawdę bardzo obszerny, tym razem będzie tylko o regeneracji po skończonym planie treningowym, czyli okresie, którzy niektórzy nazywają roztrenowaniem (czasami błędnie).


Jeden plan treningowy, w którym nie zmieniamy ćwiczeń, najlepiej wykonywać, oczywiście ze stałą progresją ciężarów w miarę możliwości, około 6-8 tygodni. W zależności, jak bardzo wymagający jest ten plan, ile mamy treningów i jak bardzo odczuwamy zmęczenie.

Jeśli czytacie magazynu sportowe, dla kulturystów (który nota bene ja bardzo lubię) za pewne w wielu z nich zauważyliście, że przy rozpisce przykładowego planu treningowego, mamy obok podany okres czasu przez jaki go wykonywać i zalecenie, aby po skończeniu dać mięśniom odpocząć około tygodnia od treningów siłowych. Osoby mniej wtajemniczone w świat ćwiczeń, zazwyczaj lekceważą te zalecenia.

Jeśli regularnie trenujemy na siłowni, dobry plan treningowy to podstawa. O tym, jak powinien wyglądać, może innym razem. Jednak nieodłączną częścią każdego planu jest także regeneracja. Także w momencie, kiedy jeden plan skończymy i chcemy zaczynać kolejny.

Ja jestem zwolenniczką metody, aby zawsze w takich momentach zrobić kilka dni przerwy na całkowitą regenerację mięśni. Sama nie oszczędzam się na treningach ani trochę, trenuję na 110% procent i kiedy kończy mi się dany plan, naprawdę czuję, że moje ciało absolutnie potrzebuje regeneracji.

Na przykład teraz ostatni trening ze starego planu zrobiłam we wtorek i do końca tygodnia się regeneruję.
Nowy plan natomiast zaczynam w poniedziałek i szczerze nie mogę się już doczekać! :)

Mięśnie są wymęczone, to po pierwsze. A wiadomo, one rosną jak odpoczywają :) Muszą się odbudować, żeby następny plan zacząć na sto procent.
Ale treningi siłowe bardzo mocno obciążają także układ nerwowy, co w przypadku braku odpowiedniej regeneracji, może skutkować rozdrażnieniem, apatią, ciągłym zdenerwowanie. Brak odpoczynku powoduje także problemy z wysokim poziomem kortyzolu (hormon stresu), który jest często odpowiedzialny za oponkę na brzuchu, złym wyglądem ciała.
Przetrenowanie to niestety bardzo nieprzyjemny stan. Nie tylko odbiera chęci na treningi, ale całkowicie zabiera chęci i siłę do codziennego życia i cieszenia się z życia.

Dlatego, aby uniknąć przetrenowania, ta kilkudniowa przerwa co 6-8 tygodni jest bardzo wskazana.
Jednak nie oznacza to, że mamy wtedy tylko byczyć się w łóżku! Aktywny wypoczynek to jest to! :)
Pływanie, spacery, rower, czy inne formy kardio, jak na przykład bieganie.

Drugą opcją, która pozwala uchronić się od przetrenowania, a daje odpoczynek mięśniom i układowi nerwowemu, jest deload, czyli właśnie prawidłowe roztrenowanie. Deload to czas, kiedy kiedy treningów nie robimy na 100%, z obciążeniem, które naprawdę jest dla nas maksymalne. Treningi robimy wtedy jedynie na 50%, co może okazać się naprawdę nie łatwe dla osób, które są przyzwyczajone, żeby na treningach dawać z siebie 100%. Ile deload ma trwać, jest wiele szkół, podobnie jak z wszelkimi formami treningów. Najczęściej poleca się wykonywać go przez tydzień, czyli cały plan treningowy, wszystkie treningi z planu. Po tym czasie możemy zacząć nowy plan, albo powrócić do starego, z progresją ciężarów lub obciążeń,

Niestety, wiele osób nie myśli o regeneracji. O tym, jak bardzo jest ważna, zdają sobie sprawę często dopiero wtedy, kiedy przetrenowanie utrudnia lub uniemożliwia nawet codzienne funkcjonowanie i jako ogólne osłabienie przykuwa do łóżka. A to nie o to chodzi! Zdrowie jest najważniejsze! :)



A jak u Was wygląda ta regeneracja? Stosujecie którąś z tych metod? Dajcie znać! :)




Napisz do mnie! e-mail: natalianalepa@o2.pl

Pozdrawiam, 
Natalia <3

wtorek, 15 września 2015

KCAL I MAKRO W DIECIE. JAK LICZĘ?

Odkąd przy okazji jakiegoś wpisu czy zdjęcia na instagramie, wspomniałam, że codziennie liczę ilość zjadanych kalorii i makro, pojawiło się o to mnóstwo pytań i wątpliwości na ten temat, także tym wpisem chciałabym na wszystko odpowiedzieć i raz a dobrze wyjaśnić: PO CO, DLACZEGO I JAK :)


Większość osób, które zaczynają się odchudzać, czy po prostu zdrowo odżywiać, na samym początku wyliczają swoje zapotrzebowanie kaloryczne. Później starają się według tego wyznacznika jeść.
Jednak same kalorie to nie wszystko. Możemy dobijać do np. 1800 kcal samymi jabłkami, samym mięsem, albo samą pizzą. W pierwszym przypadku będziemy jeść tylko węglowodany (i to proste), w drugim praktycznie same białko, a w trzecim zjemy kilka kawałków pizzy dostarczając sobie prawdopodobnie ogromne ilości tłuszczu, a później i tak będziemy głodni.
Przykłady te mają jedynie zobrazować, że ważne jest, aby jedzenie było urozmaicone i dostarczało wszystkich niezbędnych nam składników, a więc i węglowodanów, i białka, i tłuszczy.

Wiele dziewczyn, które wkręcają się w ''FIT STYLE'' mają w głowie, co jest bardzo często powtarzane, że ''trzeba jeść jak najwięcej białka'', a więc na śniadanie jedzą omleta, na obiad kurczaka, na kolację rybę, a jako przekąski serki wiejskie. Jednak nadmiar żadnego składnika nie jest dobry. Nawet z tak lubianym białkiem nie można przesadzać, bo jego nadmiar szkodzi naszym nerkom!
A jeśli białkiem pokrywamy całe nasze zapotrzebowanie kaloryczne, gdzie będzie miejsce na węglowodany i tłuszcze?
Węglowodany to energia, pokarm dla mózgu. Tłuszcze poza tym, że pełnią rolę energetyczną, są także niezbędne do prawidłowego funkcjonowania układu hormonalnego.

Ile węglowodanów, białka i tłuszczu powinno być w diecie, każdy może mieć inne zdanie. Ogólnie najbardziej popularne są dwa sposobu podziału procentowego (% dziennego CPM)
1. 50%węglowodany, 30% białka, 20% tłuszcze
2. 50% węglowodany, 25% białka, 25% tłuszcze

Są jednak zwolennicy diet zarówno wysoko-węglowodanowych, jak i wysoko-białkowych i wysoko-tłuszczowych, kiedy kosztem dominującego składnika, obcinamy pozostałe.

Rozkład może się także zmieniać w zależności od naszego celu sylwetkowego, formy, aktywności fizycznej.

Mój aktualny rozkład to około: 50% węglowodany, 30% białko, 20% tłuszcze i ok. 1750 kcal.

Jak to zliczam?

Do zliczania spożywanych pokarmów używam aplikacji myFitnessPal na smartfona.
Jest to dla mnie najlepsza z wszystkich aplikacji, jakich używałam i najbardziej dokładna.
Każdego dnia wieczorem planuję posiłki na następny dzień i wpisuję w tej aplikacji w dziennik.
Wtedy kontroluję, czy nie muszę np. uciąć trochę białka i dodać węglowodanów.

Kiedyś myślałam, że takie codziennie wyliczanie jest strasznie trudne, męczące i zajmuje dużo czasu, ale dzięki takim aplikacją, wszystko naprawdę jest bardzo proste i trwa tylko chwilę :)
Mam też swoje ulubione posiłki, które często powtarzam, więc zapisuję je w dzienniku jako konkretne dania, co też później ułatwia choćby szukanie pomysłu na obiad.

Dopilnowanie diety często, nawet kiedy nie obcinamy kcal, powoduje zmianę składu ciała na dużą korzyść, i poprawę samopoczucia, dlatego mam zamiar dalej pilnować tego, nawet kiedy skończę już redukcję :)




Co myślicie o takich wpisach z bardziej praktycznymi poradami niż suchymi informacjami? Dajcie znać! :)





Napisz do mnie! e-mail: natalianalepa@o2.pl


Pozdrawiam, 
Natalia <3


niedziela, 13 września 2015

Wreszcie widać abs! Jak? Jak wyrzeźbić i odsłonić płaski brzuch?

Jeśli śledzicie mnie na instagramie, to za pewne wiecie, że od powrotu z wakacji na Krecie, jestem na redukcji. Czyli aktualnie skończyłam już 5 tydzień redukcji, ale o niej powstanie oddzielny wpis, kiedy nadejdzie na to czas (planuję na koniec września/początek października). Redukcja wiąże się z wieloma zmianami w wyglądzie. Jedną z nich jest zmiana wyglądu brzucha. A ponieważ po dodaniu wczoraj na instagrama zdjęcia mojej formy, pojawiło się dużo wiadomości z pytaniami, jak odsłoniłam mięśnie brzucha, jak go trenowałam itp. I dziś właśnie o tym wpis, więc jeśli interesuje Was taki temat, zapraszam! :)



DIETA:

Redukcja wiąże się z ujemnym bilansem kalorycznym. Znaczy to tyle, że jemy delikatnie mniej niż wynosi nasze CPM (wszystko o obliczaniu - TUTAJ). Ujemny bilans kaloryczny, dobry rozkład węglowodanów, białka i tłuszczy, połączone z odpowiednimi treningami, pozwalają na spalanie tkanki tłuszczowej, która może nam skutecznie zasłaniać ''kostki'' na brzuchu. Prawda jest taka, że mięśnie brzucha ma każdy, mniej lub bardziej rozwinięte, ale nie u każdego mogą one być widoczne właśnie przez tłuszczyk.
Dlatego utrzymywanie BF (body fat, poziom tkanki tłuszczowej w organizmie) na odpowiednim poziomie, ani za wysokim (nadwaga, otyłość), ani (w żadnym wypadku!!!) zbyt niskim, jest ważne, jeśli chcemy cieszyć się widocznymi mięśniami. Ja właśnie musiałam trochę ten warstewki tłuszczu spalić, żeby mięśnie zaczęły się pokazywać, więc utrzymywałam lekko ujemny bilans kaloryczny. Od 5 tygodniu liczę także dokładnie rozkład makro składników, białka, węglowodanów i tłuszczy i muszę przyznać, że jest to naprawdę bardzo proste, a mogę dokładnie monitorować spożywane pokarmy. Używam do tego aplikacji myFitnessPal.

TRENINGI:

Przede wszystkim muszę zaznaczyć, że odkąd trenuję siłowo, czyli już naprawdę długo, jestem typem NO CARDIO, choć w sumie chyba nigdy nie przepadałam za nim. Kiedyś musiałam się naprawdę zmuszać, żeby chociaż raz w tygodniu iść na bieżnię na 25 minut zrobić interwały. Był to też zawsze całkowicie oddzielny trening. Aktualnie kardio robię 3/2 razy w tygodniu i jest ono w postaci 20 minutowych interwałów na bieżni, którą ustawiam na największe możliwe wzniesienie. Oprócz tego znacznie wzrosła moja aktywność w ciągu dnia, ponieważ codziennie rano idę z dworca do szkoły 1,6 km szybkim marszem, a potem najczęściej wracam biegiem żeby w kilka minut zdążyć na pociąg. Dodatkowo w szkole ciągle latam między pierwszym a czwartym piętrem ;) Kardio nie da się zastąpić żadnym innym treningiem, a jest bardzo ważną częścią w budowaniu wymarzonej sylwetki.
Jeśli chodzi o ćwiczenie samych mięśni brzucha, trenuję je aktualnie 3 razy w tygodniu, zawsze po treningu siłowym innych części ciała, i zajmuje mi to ok. 5 minut ;) Zawsze są to 2 ćwiczenia powtarzane w 3 lub 4 seriach.

POSTAWA TO...PODSTAWA!

Jeśli jeszcze nie wiecie, jak ważna jest odpowiednia postawa, zapraszam na ten wpis - KLIK i wszystko będzie jasne :)



Mam nadzieję, że dzisiejszym wpisem odpowiedziałam na wszystkie pytania! <3
Macie jakieś propozycje na następne posty? Dajcie znać! :)



Napisz do mnie! e-mail: natalianalepa@o2.pl

Pozdrawiam, 
Natalia <3

czwartek, 10 września 2015

Dzień ze mną 08.09.2015: szkoła, blog, trening + wszystkie posiłki

Ponieważ pojawiło się wiele propozycji, żebym przedstawiła Wam mój przykładowy dzień i pokazała, jak łączę szkołę i trenowanie, także dzisiaj na taki właśnie wpis Was zapraszam! :)


Pobudka jest u mnie o godzinie 5. Mogłabym wstawać trochę później, ale nie lubię się rano śpieszyć, a wstając o tej godzinie, akurat się wyrabiam. Wstaję automatycznie, nie ma już żadnych drzemek.
Po szybkim ogarnięciu w łazience, od razu idę do biurka i zaczynam się malować. Około 5:20 schodzę do kuchni zrobić mój zielony koktajl:  1-2 ogórki gruntowe (lub kawałek zielonego), duża garść natki pietruszki i sok z połowy cytryny + woda. Taki koktajl zabieram ze sobą do pokoju, gdzie dalej się maluję i szykuję, najczęściej przy okazji od razu się ucząc, wtedy akurat powtarzałam na biologię.


Ale każdy poranek jest piękny z takimi dodatkami! <3


Około  6 jestem już całkowicie ogarnięta i idę zjeść śniadanie, które zawsze przygotowuję dzień wcześniej.
Ostatnio cały czas zajadam się owsianką z kremem czekoladowym z awokado.


Jedzenie do szkoły przygotowuję sobie zawsze poprzedniego wieczoru i najczęściej teraz wybieram dania raczej typowo obiadowe, które jem w szkole około 12:30. Czasami przygotowuję je na dwa posiłki, tym razem jednak jako przekąska o 9:30 był batonik proteinowy (prawie cały, musiałam dzień wcześniej spróbować :D).


Po śniadaniu szykuję się już do końca, układam szybko włosy i ubieram się (zawsze najtrudniejszy wybór!:P).


O 6:45 wychodzę na pociąg, stację mam w swojej miejscowości. Pociąg jest o 7:02 i jeszcze nigdy się ten nie spóźnił :)


O 7:20 już jestem na dworcu głównym i idę do szkoły pieszo około 1,6 km (zawsze można iść na tramwaj, ale tak to podbijam kardio) :D


We wtorki akurat mam 6 lekcji i kończę o 13:20. Pociąg powrotny mam o 14:40, a nie lubię jeździć autobusami (straaaszne korki), więc mam ponad godzinę dla siebie. Chodzę po sklepach, wyszukuję ciekawe miejsca...i robię zdjęcia! :) W pociągu przez te 20 minut odpisuję na maile, sprawdzam instagrama, czytam artykuły.



W domu jestem o 15 i od razu biorę się do ''roboty''. Tego dnia nagrywałam filmik, który od razu przerabiałam i wrzuciłam na kanał (kto nie widział, zapraszam!).


Następnie robię obiad i od razu posiłek potreningowy, i o 16 już jem. Nie mam dużo czasu, wiec są to dania bardzo proste, ale też bardzo smaczne.

/Ryż basmati, mielony indyk z koncentratem pomidorowym i cebulką i gotowane warzywa/

O 17 jadę na trening. Tego dnia robiłam jeden z moich ulubionych treningów (o każdym tak mówię),
czyli barki (<3), triceps, abs i kardio na bieżni. Po treningu oczywiście od razu wypijam białko. 
Do domu wracam o 18:40, rozciągam się i o 19 jem posiłek.

/Ryż basmati, mielony indyk, gotowane warzywa i marcheweczka do pochrupania/

Następnie szykuję jedzenie na następny dzień, a w między czasie zabieram się trochę za domowe obowiązki.
O 20 idę się kąpać, a od razu po tym siadam do nauki.

/brokuły z kaszą jęczmienną perłową i indykiem/

 Dwie godziny nauki umilała mi herbata z rumianku. A przed snem jeszcze szklanka ciepłej wody z cytryną wpadła jak zawsze. W krótkich przerwach zaglądałam na instagrama i szykowałam ubrania na następny dzień.





Tak właśnie wygląda mój przykładowy dzień. Łączenie nauki czy pracy i treningów może nie zawsze jest proste, ale na pewno się da, wiec nie warto z góry zakładać, że nam się nie uda!
Pamiętaj, jak chcesz, możesz wszystko! :)



Jakie następne wpisy chcielibyście u mnie zobaczyć? Dajcie znać w komentarzu! :)



Napisz do mnie! e-mail: natalianalepa@o2.pl

Pozdrawiam, 
Natalia <3

poniedziałek, 7 września 2015

Najlepsze kosmetyki: Odżywka do rzęs LashVolution - Efekty po miesiącu stosowania

Nie mogłam się doczekać, aż wreszcie zrobię ten wpis! Minął już miesiąc, odkąd używam serum do rzęs LashVolution, czas więc na podsumowanie pierwszych efektów! Zapraszam!
Wersja mówiona tego wpisu na moim kanale na YT - KLIK :)

serum do rzęs LashVolution

Maksymalne efekty widoczne są po 8-12 tygodniach kuracji, ale producent zapewnia, że już po pierwszym miesiącu pierwsze efekty będą na pewno zauważalne. Strona producenta - http://lashvolution.pl/.
Więcej o samym produkcie przeczytacie -TUTAJ, oraz zapraszam na filmik o nim -  KLIK.

Jak to wygląda teraz u mnie?

Serum do rzęs LashVolution

Efekty
Muszę przyznać, że już jestem absolutnie zachwycona! A co dopiero będzie po pełnej kuracji!
Jak widać na zdjęciu, rzęsy są na prawdę dużo dłuższe, ale też mocniejsze, ciemniejsze, gęstsze, grubsze i kompletnie nie wypadają przy demakijażu, a kiedyś po każdym znajdywałam na waciku po kilka rzęs!
Oraz, co dla mnie jest bardzo ważne, malowanie rzęs przestało być katorgą, a stało się prawdziwą przyjemnością! Kiedyś ciągle narzekałam, że moje rzęsy są słabe, krótkie i strasznie asymetrycznie rosną i przygoda z każdym tuszem, nawet takim za 150 zł, i tak kończyła się źle, bo nie dało się ich ładnie pomalować.Teraz o tym problemie zapomniałam! Mogę używać każdej maskary, o dowolnym kształcie szczoteczki, a rzęsy i tak wyglądają naprawdę ładnie. Pięknie się układają, rosną bardzo równo i są niezwykle pięknie podkręcone. Jestem dosłownie zakochana, bo dla mnie to prawdziwa nowość!

Jak stosowałam?
Według zaleceń na opakowaniu, jeden raz dziennie, wieczorem, po dokładnym demakijażu, serum nakładałam na górną linię rzęs. Aplikacja jest bardzo prosta i zajmuje dosłownie mniej niż 10 sekund.


Co dalej?
Aktualnie został mi jeszcze jeden miesiąc kuracji, więc będę dalej codziennie stosować serum i już nie mogę się doczekać efektów! Za dwa miesiące pojawi się kolejny wpis i filmik, więc wyczekujcie!

Czy polecam?
Takie efekty już w połowie kuracji to chyba największy argument na TAK dla tej odżywki i już nie muszę mówić nic więcej! Absolutnie zachwycona, polecam każdemu! :)


Napisz do mnie! e-mail: natalianalepa@o2.pl


Pozdrawiam, 
Natalia <3

sobota, 5 września 2015

Reakcje ludzi na zdrowe odżywianie

Każdy, ale to dosłownie każdy kto nie objada się w szkole czy pracy chipsami czy batonikami, tylko nosi swoje zdrowe jedzonko w pojemniczkach, na pewno chociaż raz słyszał na ten temat jakieś komentarze.

No tak, bo przecież jedzenie na II śniadanie paczki chipsów czy słodkiego rogalika, popijając coca-colą, to dla wielu ludzi całkowita norma i codzienność. Ale już wzięcie sobie do jedzenia pojemniczka pełnego zdrowych smakowitości, nie jest normalne. Znacie to?


Moje ''ulubione komentarze'':

,,Serio masz zamiar to jeść?''

,,Co to za papka dla dzieci?''

,,Fuj, jak ty możesz to jeść''

''Kolejna się odchudza''

''EEEE co to w ogóle jest?''

''Ale to śmierdzi''

''Co masz zamiar z tym zrobić?''

''Ja bym nie dała rady tak się głodzić''

''Ale wymyślasz''

''Długo już tak jesz?''

TAK. DŁUGO JUŻ TAK JEM. TAK. ZDROWO SIĘ ODŻYWIAM. SMAKUJE MI TO, CO JEM. NIE GŁODZĘ SIĘ. CHCĘ BYĆ ZDROWA I SPRAWNA JAK NAJDŁUŻEJ!
I tyle w temacie!

 /Przykładowe jedzenie do szkoły: jabłko+wafle ryżowe+migdały i sałatka z indykiem/

Dlaczego utarło się, że zdrowe jedzenie jest niesmaczne, a każdy, kto zwraca uwagę na to, co w siebie pakuje, uchodzi za osobę odchudzającą się? Nie każdy się przecież odchudza. Ale każda taka osoba po prostu chce zadbać przede wszystkim o swoje zdrowie i samopoczucie.


Ja już przez te dwa lata (tak, to już dwa lata!) zdecydowanie przyzwyczaiłam się do głupich komentarzy, docinek czy podśmiewania. Ale wiecie co powiem?
Ci, którzy kiedyś  pytali się: PO CO?!, teraz się pytają: JAK?!
MOTYWUJĄCE NA MAXA!

Ale nie może też być tak, że za każdym komentarzem my się denerwujemy, jesteśmy opryskliwi.
Trzeba wytłumaczyć! Pokazać! Może ktoś po prostu szuka inspiracji i motywacji?


BLISKIE OSOBY

Jak zaczynamy naszą FIT drogę, nasi bliscy mogą się trochę dziwić, i reagować jak inni ludzie, podśmiewaniem, podkładaniem pod nosem kotleta schabowego czy pieczeniem co drugi dzień ulubionego ciasta. Ja też to przechodziłam!
Zaciskałam pięści i mówiłam ''Nie dziękuję, jestem najedzona, nic już nie zmieszczę!''.
A Ty jak reagujesz? Na początku nie każdy rozumie, bo czasami po prostu nie chce, dlaczego to robimy.
Ale kiedy pojawiają się pierwsze efekty, a Ty pokazujesz, jak dobrze na Ciebie wpływa zdrowe odżywianie, to ludzie wokół Ciebie widzą to i w końcu będą chcieli tak samo! Pamiętaj! :)




A Wy jakie komentarze najczęściej słyszycie? Jak reagujecie?



Napisz do mnie! e-mail: natalianalepa@o2.pl



Pozdrawiam, 
Natalia <3

środa, 2 września 2015

Smaki Grecji - duszony bakłażan w sosie pomidorowym z mozzarellą

Dzisiaj mam dla Was przepis na niesamowicie pyszne danie, które jest dla mnie powrotem do wakacji na Krecie i tamtejszych smaków. Jeśli macie ochotę na coś innego, a, jak zawsze, bardzo zdrowego i prostego do wykonania, zapraszam!



Składniki:
-bakłażan (ważne, żeby był dość świeży, stare mają nieprzyjemny posmak)
-koncentrat pomidorowy (lub świeże pomidory, pomidory z puszki)
-mozzarella (ja na całego bakłażana zużyłam 1/3 mozzarelli)
-przyprawy: oregano, bazylia (według  uznania)

Bakłażana kroimy na plasterki grubości ok. 1 cm, solimy je, wykładamy na papierowy ręcznik i odstawiamy, żeby puściły wodę. Po 15 minutach zmieniamy ręcznik, odwracamy krążki i czekamy drugie tyle czasu, żeby na pewno cały sok wypłynął. Jest to konieczne, bo sok ten zawiera bardzo nieprzyjemną w smaku goryczkę, a dzięki tym zabiegom się jej pozbędziemy.
Następnie krążki wykładamy na rozgrzaną patelnię, zalewamy wodą (ok. do połowy wysokości plasterków) i dusimy na niedużym ogniu, aż zmiękną. Wtedy odlewamy wodę, krążki smarujemy koncentratem pomidorowym (lub kładziemy plasterki świeżego pomidora), a następnie kładziemy na nie po kawałku mozzarelli. Posypujemy wybranymi przyprawami i chwilę jeszcze dusimy, aż ser całkowicie się rozpuści.
Gotowe!

Banalnie proste i niesamowicie smaczne! :) I dla mnie bardzo wakacyjne...





Wypróbujecie ten przepis? Jeśli Wam też posmakuje, dajcie znać! Myślę już nad kolejnymi daniami zainspirowanymi Grecją, więc może niedługo nowy przepis! :)


 Mój instagram: www.instagram.com/fitujemy

Napisz do mnie! e-mail: natalianalepa@o2.pl


Pozdrawiam,
Natalia <3