poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Motywacja do treningów

O motywację do treningów pada baaardzo dużo pytań.
Skąd ją brać? Co mnie motywuje? Jak sobie pomagam, gdy na treningach naprawdę jest ciężko?
Na to wszystko odpowiedź znajdziecie w dzisiejszym wpisie, zapraszam!

Motywacja może mieć różne oblicza. Niektórych najbardziej motywuje wizja uznania w oczach innych, a pozostali wolą dostać kopa w tyłek w postaci niemiłych słów i to dla nich najlepsza motywacja.
Na mnie działają obie wersje i to nie tylko w sporcie, bo przecież oprócz tego jest jeszcze inne życie.
Jak ktoś mi kiedyś powiedział ''nie dasz rady się tego nauczyć, bez przesady'' to ja wzięłam sobie za cel, żeby mu udowodnić, że dam radę. I dałam!
Z drugiej strony, sama wizja, jaką wtedy ten ktoś będzie miał minę, gdy mu powiem ''dałam radę, widzisz?!'' była niezwykle zachęcająca i gdy siedziałam nocami i się uczyłam, właśnie wyobrażenie takiej sytuacji dawało mi siłę, żeby nie rzucić tego wszystkiego.

Tak samo z treningami.
Z jednej strony, kiedy słyszę, że słabo robię jakieś ćwiczenie, wkurzam się, bo to narusza moją ambicję sportową, ale biorę się też do mocniejszej roboty!
ALE gdy zaś usłyszę ''wow, dajesz radę!'' to działa to na mnie tak samo dobrze i wcale nie osiadam na laurach, tylko chcę udowodnić (przede wszystkim SOBIE), że mogę jeszcze lepiej!

Często słyszę, ze biorę naprawdę duże ciężary (tak, pochwalę się, choć jestem chyba jedną z nielicznych, jak nie jedyną, dziewczyną, która na mojej siłowni dźwiga ciężary, więc widok mnie, blond potworka który bierze wyciskania np. hantle 12 kg w rękę, jest dość dziwny dla wszystkich facetów tam! ;) i to mnie naprawdę motywuje. Nie znaczy jednak, że od razu rzucam się na jeszcze większe. Technika ćwiczeń i bezpieczeństwo są jednak najważniejsze.

Kiedy następnego dnia mam ciężki trening np. dzień nóg, zazwyczaj dnia poprzedniego oglądam motywujące zdjęcia i filmiki na yt. Najczęściej wpisuję po prostu nazwiska dziewczyn, których ciała mi się podobają, np. michelle lewin i ogladam filmiki z ich treningów. Bardzo lubię też Lazara Angelov, widać, że on na treningach się nie obija. Często też po prostu wpisuję w wyszukiwarce ''Bodybuilding motivation'' i oglądam co sie trafi :)

Chyba na większość z nas, bardzo dobrze działa muzyka. Zarówno przed treningiem, jak i w trakcie.
Choć czasami, kiedy już naprawdę jest ciężko, wyrzucam słuchawki z uszu, bo nawet muzyka mnie denerwuje! :D Na treningi preferuję szybkie, energiczne kawałki, które naprawdę dobrze znam, nie przypadkowe. Niekiedy łapię się na tym, że kiedy ćwiczę i słucham jakieś piosenki, której tekst znam, to w głowie podśpiewuję i lepiej mi idzie.
Ostatnio szczególnie ukochałam sobie utwór  Never Gonna Stop - JAY KILL & THE HUSTLE STANDARD (klik)- tekst idealny! Żaden kawałek mnie tak nie motywuje! :)

Jednak największą motywacją do regularnego ćwiczenia, jest to, że wiem, jak cudownie działa to na moje samopoczucie, nastrój. Jakoś przed treningiem jestem często taka nijaka, nic mi się nie chce, tylko jeść (niezdrowe rzeczy oczywiście) i spać. A po treningu - wulkan energii!!! Treningi nie odbierają mi energii, tylko ją dają w ilościach ogrooomnych. Dzięki nim czuję się silniejsza nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. 
Czuję, że mogę naprawdę wiele!

Poza tym, coś co chyba motywuje większość z nas na maxa - zmieniające się ciało!
Niektórym postęp idzie wolniej, niektórzy pierwsze efekty widzą bardzo szybko (kwestia nastawienia też), 
ale fakt faktem, przy odpowiedniej diecie i treningach, ciało się zmienia bardzo. 



Świadomość, że robię tyle dobrego dla siebie wynagradza mi każdy ból na treningu!
A endorfiny po treningu...cudowne uczucie!

Co pomaga mi podczas ciężkich treningów?:

-często żuję gumę i zauważyłam, że bardzo wiele osób tak robi. Ale nie kiedy idę na bieżnię!

-motywująca opaska na ręce - wystarczy, że spojrzę na napis ''PLAY HARD'' i od razu dostaję kopa

-myślę o efektach, jakie da mi to ćwiczenie i euforii po treningu - widzę siebie najszczęśliwszą na świecie, ze świadomością ''dałam radę''

-patrzenie w lustro - trochę jakbym sama sobie rzucała wyzwanie ''DASZ RADĘ CZY NIE?!''

-jasny, określony cel: chcę się jak najbardziej zmęczyć i spocić na treningu, a nie wyjść z siłowni całkowicie sucha i ze złym humorem - jestem wariatką (ostatnio tak usłyszałam na treningu!<3)!



NIKT ZA CIEBIE TEGO NIE ZROBI!
SAM WALCZYSZ O SWOJE SZCZĘŚCIE!
NIE POZWÓL, ŻEBY TWOJE SŁABOŚCI BYŁY SILNIEJSZE OD TWOICH MARZEŃ!
ROBISZ TO DLA SIEBIE!
BÓL JEST PRZEJŚCIOWY, DUMA TRWA WIECZNIE!
BO JAK NIE TY, TO KTO?
NIE REZYGNUJ ZE SWOICH MARZEŃ, DLATEGO, ŻE JEST CIĘŻKO!
GDYBY TO BYŁO ŁATWE, KAŻDY BY TO MIAŁ!
O RZECZY WARTE POŚWIĘCENIA, WARTO I TRZEBA WALCZYĆ!
TERAZ JEST CIĘŻKO, KIEDYŚ TO BĘDZIE TYLKO ROZGRZEWKA!
GDY TY NIC NIE ROBISZ, INNI PRACUJĄ NA SWÓJ SUKCES!
 



  Mój instagram: www.instagram.com/fitujemy

Napisz do mnie! e-mail: natalianalepa@o2.pl


Pozdrawiam, 
Natalia <3

sobota, 29 sierpnia 2015

Back To School: Jak znaleźć czas na treningi?

Dzisiaj mam dla Was już drugi wpis z serii ''Back To School''. Tym razem będzie o tym, jak w czasie roku szkolnego i akademickiego, który już niebawem się zacznie, znaleźć czas na regularne treningi.
Jeśli nie widzieliście pierwszego posta, w którym pokazuję przydatne gadżety i tricki związane ze zdrowym odżywianiem, zapraszam - KLIK.



Przede wszystkim, na samym początku tego wpisu, powtórzę coś, co powtarzam zawsze:

JEŚLI NAPRAWDĘ CHCESZ ZNALEŹĆ CZAS NA TRENING, TO GO ZNAJDZIESZ ZAWSZE

bo pamiętajcie:

JEŚLI CHCESZ, TO MOŻESZ WSZYSTKO! 

To wszystko oczywiście brzmi bardzo banalnie i pewnie większość osób sobie pomyśli ''taa, łatwo mówić, ja mam przecież milion rzeczy do robienia''. Cóż, każdy ma. 

Nikt nam za trenowanie samych siebie może i nie płaci, no chyba, że jesteśmy zawodowymi sportowcami i przygotowujemy się do bardzo opłacalnych zawodów. Ale nawet te najbardziej znane trenerki, na których wiele dziewczyn się wzoruje, też mają milion prac i zadań, ale na ćwiczenie samych siebie muszą znaleźć czas. Podam tutaj mój przykład, choć pewnie nie różni się od przykładów wielu z Was:

W czasie ostatniego semestru, praktycznie całe moje życie musiało koncentrować się wokół egzaminów.
I rzeczywiście, jest to prawda.

Jak wyglądał wtedy mój dzień?

5:50 pobudka, szybkie ogarnianie, śniadanie, ubieranie, chwila na blog. Śniadanie szykowałam zawsze dnia wcześniejszego wieczorem, jedzenie do szkoły w całości miałam już zrobione.
O 7:15 już szłam do szkoły, żeby zdążyć na poranne zajęcia, dodatkowe zadania itp.
O 15 kończyłam lekcje, wracałam do domu, szybko się ogarniałam, robiłam i jadłam obiad. Odrabiałam lekcje i o 17 już zazwyczaj jechałam na trening (4 razy w tygodniu wtedy), kończyłam o 18:30 - 19:00.
Wtedy szybko kolacja, prysznic i do nauki. Do 22/23 cały czas się uczyłam, czasami na godzinkę robiłam przerwę i pisałam wpis na bloga, zajmowałam się sobą. 

I co? I przez cały czas trenowałam, cały czas sama dla siebie gotowałam, robiłam zakupy, spotykałam się z przyjaciółmi, ale też uczyłam się, egzaminy napisałam wszystkie na ok. 95%, a gimnazjum skończyłam z najwyższą średnią 5,82 - da się? DAAAAAAAAAAAAAA! 

Chciałam Wam tylko pokazać, że u mnie jak najbardziej sprawdza się powiedzenie, że im więcej mam do zrobienia, tym więcej mam czasu i więcej robię. Bo nie marnuję czasu na głupoty i bzdury.

A jak to jest u Ciebie? Wolisz przez godzinę leżeć przed TV i myśleć, ile masz roboty, a jak mało czasu, czy od razu wziąć się do pracy, zrobić wszystko na 100% i mieć czas na prawdziwe przyjemności? 
Jak bardzo jesteś ambitny? Jak bardzo pragniesz sukcesu?
Odpowiedz sobie na te pytania zawsze wtedy, kiedy mówisz, że nie masz czasu!

Oczywiście, pamiętajcie, że też nikt nie jest robotem! Jesteśmy ludźmi, czasami musimy zwolnić.
Ale jeśli robimy to, co kochamy i kochamy to, co robimy to w tym całym szaleństwie będziemy naprawdę bardzo szczęśliwi. Nawet jeśli ostatnio nie mieliśmy czasu podrapać się po nosie, bo chcemy wyciskać każdy dzień jak cytrynę! 

JEŚLI KOCHASZ TRENOWAĆ, ĆWICZYĆ, TO ZAWSZE ZNAJDZIESZ NA TO CZAS, BO BEZ MIŁOŚCI NIE MOŻNA ŻYĆ! 
Jakie patenty na trenowanie mogę polecić? :

-treningi interwałowe, HIITY - które trwają nawet tylko 15 min, max. 25 min (+rozgrzewka i rozciąganie konieczne są!), a są najlepszymi spalaczami tłuszczu. Ja nawet gdybym miała czas na godzinne kardio, wybrałabym 25 min interwałów (i tak też wybieram;)

-krótkie, intensywne treningi siłowe - dlaczego siłowe, już nie raz pisałam. Jeśli mamy siłownie blisko, mamy to jeszcze bardziej ułatwione. A może np. w ramach od razu rozgrzewki możemy na siłownię pobiec? 
Jeśli mamy dalej, to też nie szukamy wymówek! Krótkie, ale intensywne treningi siłowe, z krótkimi przerwami między seriami i ćwiczeniami, mogą być (i zazwyczaj są) dużo bardziej efektywne niż długie treningi, podczas których przerwy trwają 5 razy więcej niż samo ćwiczenie

-treningi TABATA - czyli cały trening właściwy trwający 4 minuty (8 razy - 20sek ruchu na maaaaaxa, 10 sek przerwy) + rozgrzewka przed i rozciąganie po, pamiętajcie też, żeby wybierać ćwiczenia angażujące jak najwięcej mięśni np. burpees, przysiady, pompki. To naprawdę działa! Tłuszcz się spala, metabolizm napędza, no i trwa tylko kilka chwil

Jak będą wyglądały moje treningi?  

W planach jest 4 razy w tygodniu (tak jak teraz), bo kardio nie będę już oddzielać od siłowego, a wykonywać właśnie po nim, 3 razy w tygodniu (za każdym razem oprócz dnia trenowania nóg).
Jak na razie taki plan bardzo mi pasuje, zamiast wieczorami biegać interwałów (6km w 23 min mniej więcej), po skończonym siłowym idę na bieżnię i na maksymalnym nachyleniu robię interwały w różnych kombinacjach (max 25 min). Powiem jedno - po treningu wychodzę caaaałkowicie mokra, a w aucie, jak wracam, szyby od mojej strony aż parują :D

Ciekawą opcją jest także WF w szkole. Jeśli tylko macie możliwość, że na lekcjach idziecie na siłownię, korzystajcie z tego! Ja jeszcze nie wiem, jak będzie to wyglądało u mnie, ale jeśli będziemy chodzić na siłownię (na co baaardzo liczę) to w piątki, kiedy WF mam na 6 i 7 lekcji, na pewno bym chciała robić konkretny trening - według obecnej rozpiski wypadają wtedy plecy, biceps, abs + kardio, więc pewnie wychodziłabym nieźle zajechana, ale co z tego! :D

Pamiętajcie, że każda chwila i każde miejsce może być dobre na trening!!! :)
Wykorzystujmy każdą okazję!

A jak to u Was jest z czasem na treningi? Dajecie radę? :) Dajcie znać! <3



Napisz do mnie! e-mail: natalianalepa@o2.pl



Pozdrawiam, 
Natalia <3

środa, 26 sierpnia 2015

Back To School: Zdrowe odżywianie - przydatne

Początek września zbliża się już wielkimi krokami, warto więc pomyśleć, jak można ''ogarnąć'' zdrowe odżywianie także w roku szkolnym i akademickim. Za pomysł na serię takich wpisów, bardzo dziękuję czytelniczce Patrycji, którą gorąco pozdrawiam! <3
W dzisiejszym wpisie znajdziecie kilka przydatnych gadżetów i trików, które zdecydowanie ułatwią nam zdrowe i racjonalne odżywianie nawet w momentach, kiedy z samego rana wyjeżdżamy na 8 godzin do szkoły. Zapraszam! :)

Dla mnie 1 września zacznie się wstawanie o 5 rano ( no może 5:20 :D) i wracanie do domu po 15.
Wstępnie sobie liczyłam, że dwa posiłki do szkoły na pewno będę musiała brać. Jeśli nie 3! Ale to już się okaże, jak dostanę plan zajęć. Wiadomo, jak jest w mieście. Raczej mało wygodnie i komfortowo czułabym się, gdybym musiała przez tłumy ludzi w pociągu czy autobusie, przeciskać się z dwiema torbami - jedna z książkami, druga z jedzeniem - hałasując już pustymi pojemnikami. Dlatego wszystko wstępnie już sobie rozplanowałam, ale jak to wyjdzie w praktyce - czas pokaże!

Przede wszystkim, ja do szkoły chodzę z plecakiem. Z torebką jedynie wtedy w te dni, kiedy mam naprawdę  mało zajęć i nie muszę nosić wielu rzeczy, bo nie chcę sobie krzywić pleców.
Do plecaka swobodnie mieści mi się wszystko, także pojemniki z jedzeniem.

Najwygodniejszym i najbardziej praktycznym pojemnikiem, jaki udało mi się znaleźć, jest ten, który widzicie na zdjęciu poniżej. Testowałam ich już naprawdę wiele, większość przeciekała w najmniej odpowiednim momencie, potrafiła się otworzyć w torebce, lub po prostu nie pasowała mi rozmiarowo. Ten jest jednak idealny i na prawdę szczelny i mocny.


Drugim pojemnikiem jest, to trochę mój mały patent, szejker SmartShake. Choć noszę go zawsze na siłownię z rozrobionym białkiem,świetnie sprawdza się także jako po prostu pojemniczek na jedzenie, choćby na owsiankę na II śniadanie czy jogurt z musli. Ja używam tylko ten głównej części, odkręcane przegródki zostają w domu.


Chcę Wam też pokazać pojemnik, który choć już kilka razy pojawiał się na blogu, to tutaj też powinien się znaleźć. Ten składany silikonowy pojemnik z firmy Jan Niezbędny często jest naprawdę jedynym pojemnikiem, jaki mieści mi się do torebki, więc bardzo często wyrusza ze mną w drogę!


Ciekawym rozwiązaniem są tej pojemniczki jednorazowe. Ja akurat kupiłam je w Mrówce, ok. 5 zł za opakowanie, gdzie są 4  pojemniczki z pokrywkami. Jedne są jeszcze dodatkowo z przegródką po środku. Jeszcze ich nie testowałam, ale jak to zrobię to dam znać!


                                            

Jeśli chodzi o wygląd moich posiłków, raczej nie będą się różnić od tego, co jem normalnie - tak jakbym cały posiłek z talerza spakowała do pojemnika. Jedyne co, to fakt, że niestety, ale wraz z rozpoczęciem roku szkolnego, mój czas na gotowanie znacznie się skurczy, więc wtedy pewnie będę stawiała na jeszcze szybsze do zrobienia posiłki (o ile się da! :D) i jeszcze prostsze rozwiązania. Ale przepisy będę Wam publikować na bieżąco. Jednak miasto jest nieprzewidywalne, warto czasami więc mieć coś na zabezpieczenie przed głodem. Polecam zawsze w torbie mieć paczkę orzechów czy innych bakali, które mają długą datę ważności, a naprawdę mogę czasami uratować. Moim trickiem jest też noszenie saszetki z jedną porcją białka, które zawsze w razie W mogę sobie szybko rozrobić w wodzie i wypić.
Tutaj akurat mam białko o smaku czekolady, które dostałam od mojego maniaka białek :P



Chciałabym Wam pokazać także kilka produktów, które dosłownie mogę wyratować z sytuacji, gdy wracamy do domu głodni i szybko chcemy coś zjeść.  Żeby uniknąć niezdrowych, szybkich przekąsek zamiast posiłku, polecam zawsze w domu mieć makaron ryżowy, który może być podstawą naprawdę wielu pysznych dań. Makaron wrzucamy na 5-6 minut do wrzącej wody i gotowe! Wystarczy dodać warzywa i już mamy posiłek na szybko :)


Oprócz tego, bardzo często sięgam też do swojego zapasu puszek: pomidory w puszce, fasola konserwowa, soczewica, ciecierzyca...wszystko bardzo się przydaje!




Mam nadzieję, ze dzisiejszy wpis Wam się przyda! <3
O czym chcielibyście zobaczyć kolejny post? Dajcie znać, a na pewno się o taki postaram!


Mój instagram: www.instagram.com/fitujemy 

Napisz do mnie! e-mail: natalianalepa@o2.pl


Pozdrawiam, 
Natalia :)

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Hairvity - sposób na piękne włosy?

Choć mój blog związany jest przede wszystkim ze sportem i zdrowym odżywianiem, to nie ukrywam, że moim małym maniactwem są także włosy. O to dostaję także bardzo wiele pytań od Was.
Zawsze powtarzam, że najważniejsze jest odpowiednie pielęgnowanie włosów ''od środka''.


I właśnie dzisiaj chciałabym Wam przedstawić jeden produkt działający właśnie w ten sposób.
Mowa o suplemencie diety Hairvity, który będę teraz przez dokładnie 4 tygodnie testować i dawać Wam znać o efektach. Która z nas nie marzy o pięknych, gęstych, mocnych włosach?
Takie włosy uważane są przecież za nieodłączny atrybut każdej zadbanej kobiety.
I takie efekty zapewnia nam producent produktu.
Zapraszam także na filmik na moim kanale yt, gdzie mówię o produkcie - KLIK.


Produkt jest w formie tabletek, których łykamy dwie dziennie, po posiłku. Nie są przesadnie duże i problematyczne w połykaniu. Opakowanie zawiera 60 tabletek i cała kuracja trwa 30 dni.

Dlaczego zdecydowałam się na Hairvity?

Po przeczytaniu opisu składu produktu na stronie producenta - http://www.hairvity.pl/ - byłam pewna, że jest to nie tylko suplement na włosy, ale dzięki obecności wielu substancji czynnych, witamin, może on wspierać pracę całego organizmu, co w okresie jesiennym naprawdę jest ważne.


Na jakie efekty liczę?

Po kuracji przede wszystkim chciałabym, aby moje włosy były mocniejsze i bardziej lśniące, bo niestety wakacje i słońce zostawiły na nich ślady w postaci wysuszonych pasm.
Efekty pokażę już za miesiąc, więc wyczekujcie!!! :)

 Moje włosy obecnie:






Co myślicie o takich produktach? Dajcie znać! :)


Mój instagram: www.instagram.com/fitujemy 

Napisz do mnie! e-mail: natalianalepa@o2.pl

Pozdrawiam, 
Natalia <3

sobota, 22 sierpnia 2015

Gadżety na siłownię - co jest naprawdę potrzebne? Rękawiczki i pas kulturystyczny

Zapraszam Was dzisiaj na kolejny wpis z serii ''Siłownia''!
Tym razem będzie o tym, co naprawdę jest potrzebne do trenowania na siłowni (poza motywacją, chęciami i dobrą wolą).
Czy warto kupować wszystkie gadżety, jakie tylko znajdziemy w sklepie?

Moja odpowiedź - NIE!
Właśnie myślenie ''a nie mam tego, ani tego, ani tamtego'' sprawia, że wiele osób unika siłowni jak ognia. A przecież treningi siłowe przynoszą wspaniałe efekty!
O tym, dlaczego ja tak uwielbiam trenować na siłowni, możecie przeczytać - TUTAJ.

Co koniecznie powinniśmy zabrać ze sobą na siłownię?:

1. Wygodne buty do ćwiczeń - buty zmienne to chyba na każdej, oprócz tej garażowej, siłowni, warunek wejścia na salę. No i wiadomo, w sandałach się nie ćwiczy. Mi już długo bardzo dobrze służą buty z firmy Kipsta, ale w każdym sportowym sklepie na pewno znajdziemy odpowiednie dla siebie.
Istnieją także specjalne buty do dźwigania ciężarów, ale sama nie mam o nich zdania, bo nigdy nie mierzyłam takich nawet.

2. Odpowiedni strój do ćwiczeń - taki, który nie będzie krępował ruchów, wykonany z możliwie najlepszego materiału, oddychającego. Więcej - TUTAJ.

3. Ręcznik - higiena to podstawa, także na siłowni. Nie zawsze wiesz, kto używał ławki przed tobą i czy sam używał ręcznika. Poza tym, warto mieć coś do wytarcia karku, a nie na każdej siłowni są dostępne ręczniki jednorazowe.

4. Butelka woda - wiadomo, podstawa podstaw. Nawet najmniejsze odwodnienie oznacza spadek koncentracji, formy i siły. Pijmy wodę!

DODATKOWE RZECZY:

5. Rękawiczki kulturystyczne - osobiście już nie wyobrażam sobie bez nich treningi. Skutecznie chronią przed odciskami. Te które widzicie na zdjęciu po lewej stronie, są z GoSport i służyły mi dzielnie 4 miesiące, niestety, po tym czasie zrobiła się w nich spora dziura. Te po prawej to mój ostatni nabytek. Mają one dodatkowo paski, które zapinamy na sztandze przy wykonywaniu martwego ciągu, dzięki czemu sztanga nie wyślizguje nam się z rąk, a my możemy wykonać więcej powtórzeń. Świetnie też stabilizują nadgarstki.






6. Pas kulturystyczny - on ma akurat swoich zwolenników, jak i przeciwników. Ci, którzy są na NIE, mówią, że przez wykonywanie ćwiczeń w pasie, zmniejszamy pracę mięśni głębokich, przez co na dłuższą metę, nasza siła spada. Zwolennicy zaś zachwalają, że chroni on plecy w czasie wykonywania ćwiczeń typu przysiady czy martwy ciąg. Ja używam go jedynie do wykonywania przysiadów ze sztangą na karku, dzięki temu udaje mi się też wziąć większy ciężar, a technika wykonywania jest lepsza. Niestety, ponieważ często ćwiczę w topach, a mój pas z Trec'a wykonany jest ze skóry, po dłuższej chwili czuję, że obciera mi skórę, ale nie przeszkadza mi to.


7. Paski do sztangi - a konkretnie do martwego ciągu. Planowałam je kupić, jednak teraz mam rękawiczki już z paskami, więc oddzielnie ich nie kupowałam. Rzeczywiście, są niezastąpione, jeśli nie chcemy przerywać ćwiczenia, gdy sztanga wyślizguje się nam z rąk, czy ręce słabną.

8. Modny shaker - to już oczywiście z przymrużeniem oka :D Ale chyba ostatnio zapanowała moda na shakery, bo różne firmy prześcigają się w coraz to piękniejszych kolorach i wzorach!
Ja używam SmartShakera, który kupiłam już kilka miesięcy temu w Tk Maxx. Oczywiście różowego!
Używam jedynie tej górnej części, dolne nakładki z przegródkami zawsze zostają w domu, bo białko mieszam jeszcze przed wyjściem na siłownię.


9. Opaska na rękę z motywującym napisem - teraz to już chyba tak samo modne jak szejkery hahha! :D
Moja opaska z Trec'a ma napis ''Play Hard'' który doskonale oddaje moje podejście do treningów :D




A Wy co uważacie za swoje niezbędniki? :) Koniecznie dajcie znać w komentarzu! :)




Napisz do mnie! e-mail: natalianalepa@o2.pl


Pozdrawiam, 
Natalia <3

środa, 19 sierpnia 2015

Rozmiar porcji a ROZMIAR BRZUCHA

Większość osób, która dopiero rozpoczyna swoją drogę z odchudzaniem albo zdrowym ''fit'' stylem życia, jest święcie przekonana, że może, a najczęściej nawet musi, wiązać się to z zdecydowanie mniejszą ilością jedzenia, niedojadaniem, ciągłym uczuciem głodu, porcjami jak dla dziecka.
Ile jest w tym prawdy? O tym właśnie w dzisiejszym wpisie! Zapraszam!


Prawda jest taka, że jeśli chcesz ćwiczyć, móc cieszyć się życiem, musisz mieć do tego siłę.
A skąd ją wziąć jeśli nie z jedzenia?
JEDZENIE=ENERGIA

Regularne posiłki, co 3-4 godziny, pozwalają nam utrzymywać stały poziom cukru we krwi, nie dopuszczają wilczego głodu, zapewniają nam energię przez cały czas. Ale najważniejsze jest to, CO JEMY.

Oprócz odpowiedniej kaloryczności diety, bardzo ważne jest, aby dostarczać sobie odpowiednie porcje węglowodanów, białka i tłuszczy. Ilości te zmieniają się w zależności od człowieka, jego sylwetki, celów sylwetkowych, stylu życia, aktywności. To wszystko możemy sobie wyliczać w odpowiednich aplikacjach, ja polecam myFitnessPal, dzieki czemu na smartfonie mogę sobie wszystko kontrolować ;)

JEDNAK CO Z WIELKOŚCIĄ PORCJI?

To już trochę inny temat....
Nasz żołądek ma ograniczoną pojemność (NA SZCZĘŚCIE!). Mówi się, że ma wielkość dwóch złączonych pięści (pewnie teraz popatrzyłeś się na swoje pięści hmm?:) i właśnie takiej wielkości porcje powinniśmy zjadać, aby po posiłku być sytym, nie odczuwać głodu, a czuć się przy tym lekko i witalnie.
Tak też ponoć robią ludzie wschodu, mnisi, którzy później cieszą się na długo zdrowiem i dobrą formą.

To teraz spójrz na swoje talerze...

Jeśli stwierdzisz, że wielkości dwóch pięści jest porcja ziemniaków na Twoim talerzu, a gdzie jeszcze mięso i warzywa...to spokojnie!

Jadając, tak jak jest zalecane, 5 posiłków dziennie, z których każdy wielkości dwóch piąstek, prawdopodobnie większość nabawiła by się anemii czy innego problemu.

Przykładowo, posiłek po treningu - 50g ryżu, 150g piersi z indyka - to już są dwie pięści! A gdzie warzywa?! Przecież do każdego posiłku należy dodać jedną porcję! Czyli np. chociaż jednego pomidora!

 JEDNAK należy pamiętać o tym, że jeśli zjemy posiłek z trzech talerzy, nawet jeśli będzie miał dla nas odpowiednią dawkę kalorii, to nasz brzuch na pewno nie będzie z tego zadowolony! Dostanie strasznie dużo pokarmu do trawienia, będzie obolały i wzdęty!

KLUCZEM do zdrowych porcji, po których czujemy się dobrze, jest jedzenie określonej ilości np. tego ryżu i mięsa (nie każę liczyć co do grama, ale sama kontroluję ile jem) i dojadanie porcją warzyw, aby poczuć, że głód został zabity, ale nie jesteśmy tak najedzeni, że nie możemy wstać od stołu.

Sama kiedyś miałam z tym problem - JADŁAM ZA DUŻE PORCJE. I wiecznie czułam, że mój żołądek jakby nie ma dna. Coś w tym było prawdy chyba. Latem, kiedy przyszły upały, zaczęłam zmniejszać porcje, najczęściej kosztem dodatkowych warzyw (ale przynajmniej 1 porcja zawsze obowiązkowo, dla zdrowia i urody!).  Teraz dużo szybciej czuję nasycenie,  nie muszę się tak objadać, mój brzuch wszystko lepiej trawi, zawsze czuję się lekka, pełna sił. I nigdy nie jestem głodna!!! :)

TO KONIEC WYMÓWEK ''nie widać abs, bo właśnie po obiadku jestem'' - teraz o każdej porze dnia i nocy mogę się pochwalić płaskim (w każdym razie bardziej płaskim niż kiedyś:D) brzuchem!
A wystarczyło zadbać o odpowiedni rozmiar porcji.

Kolejnym plusem, jaki zauważyłam, jest to, że mam więcej energii i siły na treningi!
Nawet z rana, po śniadaniu, co kiedyś było dla mnie nie do pomyślenia!
Teraz właśnie rano chodzę na treningi i przerzucam ciężary i naprawdę jest super! :)




KONIECZNIE dajcie mi znać w komentarzu, co myślicie na ten temat! Przykładacie do tego szczególną wagę? Czy może Wam większe porcje nie sprawiają przykrości trawiennych i nie obciążają? Napiszcie! :)



Mój instagram: www.fitujemy.blogspot.com

Napisz do mnie! e-mail: natalianalepa@o2.pl


Pozdrawiam,
Natalia <3

wtorek, 18 sierpnia 2015

Najprostszy i najlepszy makaron w sosie pomidorowym z indykiem!

Dziś mam dla Was przepis na tak banalny makaron z mięsem w sosie pomidorowym, że aż dziwnie mówić o jakimkolwiek przepisie! Danie powstało całkowicie przypadkiem, kiedy cierpiąc z powodu bolącego żołądka, postanowiłam ratować jakieś resztki z lodówki i zrobić obiad w 15 minut.
Jeśli więc szukacie sposobu na niesamowicie pyszny makaron, szybki, prosty do wykonania i z resztek, zapraszam!


PRZEPIS:
-makaron ryżowy gruby 50g
-pierś indyka, wcześniej upieczona i pokrojona w kostkę, 150g - ratowanie wcześniej zrobionego obiadu:D
-dwie łyżki przecieru pomidorowego
-pół cebuli pokrojonej w drobną kosteczkę
-przyprawy: papryka słodka, papryka ostra, majeranek, pieprz czarny

Makaron gotuję według przepisu na opakowaniu. Na patelni duszę cebulkę, kiedy zmięknie, dorzucam indyka, dodaję przecier, dosypuję przyprawy i wszystko mieszam, podlewam wodą (ok. pół szklanki).
Chwilę razem wszystko gotuję. Woda ma rozrzedzić sos, a nadmiar ma odparować.
Dodaję do ugotowanego makaronu.

Jak to mówi mój przyjaciel - SZTOS! :D


Co myślicie o takich prostych, szybkich daniach? :) Dajcie znać w komentarzu!


Napisz do mnie! e-mail: natalianalepa@o2.pl


Pozdrawiam, 
Natalia

niedziela, 16 sierpnia 2015

Podsumowanie wyzwania śniadaniowego z @kkupczak - WSZYSTKIE PRZEPISY!

Dzisiaj zapraszam Was na wpis podsumowujący tygodniowe wyzwanie śniadaniowe, którego podjęłam się na instagramie, razem z Kasią z bloga http://coffee-roaster.blogspot.com/.
Wyzwanie polegało na tym, że codziennie przez 7 dni, zaczynając od poniedziałku 10 sierpnia, wrzucałyśmy zdjęcia naszego zdrowego śniadania i za każdym razem musiało to być inne śniadanie!
Wyzwanie miało na celu propagowanie zdrowego odżywiania, które może być pyszne i naprawdę dla każdego. Dzięki wyzwaniu przełamałam swoją rutynę codziennego jedzenia owsianki (którą i tak uwielbiam), zaczęłam kombinować, szukać nowych przepisów. Z jakim efektem? Sami oceńcie! :)


PONIEDZIAŁEK:

 OWSIANKA Z JAJKIEM, KREMEM CZEKOLADOWYM Z AWOKADO I BORÓWKAMI: 460 kcal

Płatki owsiane (50g) zalewam na noc wodą. Rano gotuję i do gotującej się owsianki, wbijam jajko. Szybko mieszam, najpierw widelcem, później łyżką. Kiedy jajko się zetnie, przelewam do miseczki. Dodają krem z awokado, posypuję borówkami i dodają cynamon.

Krem z awokado - miksuję pół awokado i pół banana, dodają łyżeczkę kakao. 


WTOREK:

PLACUSZKI Z DŻEMEM BEZ CUKRU I OWOCAMI:
460 kcal


Ubijam pianę z jednego białka, dodaję jedno żółtko i 50g mąki gryczanej. Smażę placuszki na oleju kokosowym, gotowe smaruję dżemem bez cukru o smaku mango lub jeżyny, dodaję świeże owoce.


ŚRODA:

 KASZA JAGLANA Z KREMEM Z AWOKADO, DŻEMEM BEZ CUKRU I PUDDING CHIA:
536 kcal

Do kielicha leję pół szklanki mleka sojowego, dodaję łyżkę nasion chia, dokładnie mieszam, odstawiam na noc do lodówki.
Kaszę jaglaną (50g) gotuję na wodzie, przelewam do miseczki. Dodaję krem z awokado (przepis - patrz: poniedziałek), łyżeczkę dżemu bez cukru i łyżeczkę płatków migdałowych. Wyciągam z lodówki deser z chia.
CZWARTEK:
 OWSIANKA NA MLEKU SOJOWYM Z NEKTARYNKĄ, PESTKAMI DYNI I ORZECHAMI:
390 kcal

Płatki owsiane (50g) na noc zalewam pół na pół wodą i mlekiem sojowym. Rano gotuję, przelewam do miseczki. Dodaję pokrojoną nektarynkę, pestki dyni i nerkowce, posypuję cynamonem.


PIĄTEK:

CHLEBEK CZYSTOZIARNISTY Z DŻEMEM BEZ CUKRU, MUS Z TRUSKAWEK:
620 kcal

Wieczorem wyciągam do rozmrażania szklankę musu z truskawek.
Chlebek Czystoziarnisty do domowego wypieku z Biedronki (niecałe pół), smaruję dżemem bez cukru w dwóch smakach.

SOBOTA:

OWSIANKA NA MLEKU SOJOWYM Z KREMEM Z AWOKADO:
436 kcal

Płatki owsiane na noc zalewam wodą i mlekiem sojowym, rano gotuję, wlewam do miseczki, dodaję krem z awokado i płatki migdałowe.


NIEDZIELA:

CZEKOLADOWY OMLET Z BANANEM W ŚRODKU I NEKTARYNKĄ:
479 kcal

Dwa białka ubijam na sztywną pianę, dodaję dwa żółtka, 2 łyżki mąki gryczanej i 1 łyżkę mąki z nasion amarantusa, łyżeczkę kakao, delikatnie mieszam. Wylewam na patelnię delikatnie posmarowaną olejem kokosowym. Na masę kładę pół banana pokrojonego w plasterki, zasłaniam masą omleta. Smażę chwilkę na jednej stronie pod przykryciem, aż zetną się boki, przewracam na drugą stronę. Usmażonego przekładam na talerz, ozdabiam plasterkami nektarynki i łyżeczką wiórków kokosowych.
Macie pomysły czy propozycje na następne wyzwania? Jeśli tak, dajcie znać w komentarzu! :)


Mój instagram: www.instagram.com/fitujemy 
Napisz do mnie! e-mail: natalianalepa@o2.pl

Pozdrawiam, 
Natalia <3 

piątek, 14 sierpnia 2015

Dzienny jadłospis 14.08.2015: REDUKCJA

Ponieważ dostałam kilka próśb o pokazywanie moich przykładowych jadłospisów na redukcji, wychodzę na przeciw wszystkim prośbom i właśnie taki wpis Wam dziś serwuję, więc zapraszam!
O mojej redukcji możecie przeczytać w poprzednim wpisie - KLIK i na bieżąco jej przebieg i efekty możecie śledzić na moim instagramie - link na dole wpisu!
Co do dzisiejszego jedzenia, może dla większości wydać się monotonne, nudne, niesmaczne.. jednak od kilku dni mój żołądek przechodzi gorszy czas (stres niestety zawsze tak na mnie działa) i kompletnie nie chce mi się jeść, więc moje porcje ograniczone są do minimum, a smakowo jedzenie mi odpowiada.
Jeszcze dwa tygodnie temu na myśl, że obiad czy kolację jadłabym z średniego talerza i po tym czułabym się całkowicie najedzona, chyba bym ze śmiechu spadła z krzesła, a tu proszę jak wszystko się zmienia! :)
Każdy dzień od strony jedzenia jest też trochę inny, co także pokazuję na instagramie, więc nie ma u mnie nudy :)


PIĄTEK, 14.08.2015:

Przed śniadaniem (ok.25 min) wypiłam szklankę ciepłej wody z cytryną i kisiel z łyżki siemienia lnianego.

ŚNIADANIE 8:40:

-pół chlebka Czystoziarnistego (z biedronki do własnego wypieku), 50g dżemu bez cukru (jeżynowy i mango z Łowicza), szklanka musu z truskawek


PO ŚNIADANIU OD 10:40 DO 12:10 TRENING NA SIŁOWNI - PLECY+BICEPS+ABS

POSIŁEK POTRENINGOWY:

Zaraz po treningu wypiłam porcję białka, 
a o 12:40 pełny posiłek:

-130g indyka grillowanego + łyżka koncentratu pomidorowego na nim, 50g kaszy owsianej, 1 gotowany burak


OBIAD 16:00:

-80g indyka grillowanego, 50g makaronu ryżowego, 250g brokułów mrożonych


PRZED KOLACJĄ, od 18:20 - INTERWAŁY - BIEG, OK. 25 MIN - 6 KM

KOLACJA 19:00:
-omlet z 3 białek jaj, 50g kaszy owsianej, 200g brokułów mrożonych 


Przed snem jeszcze szklanka ciepłej wody z cytryną, jak zawsze.
Oprócz tego BAARDZO dużo wody w ciągu dnia i kilka herbat zielonych.


CAŁOŚĆ: 1822 kcal: 205g węglowodany, 169g białko, 57g tłuszcz



Mam nadzieję, że ten wpis przypadnie Wam do gustu i będzie dobrą odpowiedzią na te najczęściej zadawane pytania co do redukcji! :)

Napisz do mnie! e-mail: natalianalepa@o2.pl - Zawsze odpisuję! :)

Pozdrawiam,
Natalia :)

środa, 12 sierpnia 2015

Moja redukcja

W dzisiejszym wpisie chciałabym podzielić się z Wami najważniejszymi informacjami i przemyśleniami, co do mojej redukcji, którą rozpoczęłam po powrocie z urlopu, 06.08.2015. Ponieważ dostawałam o to wiele pytań, postaram się na wszystko tutaj odpowiedzieć, tak więc zapraszam! :)



Redukcja w wakacje? Ma to swoich przeciwników - wakacje to przecież wakacje, czas rozpusty, cheatowania, wyjazdów. Ale też zwolenników - w wakacje nie myślimy o jedzeniu, nie mamy ochoty na tłuste, ciężkie potrawy. Ja jestem gdzieś pomiędzy, ponieważ swoją redukcję rozpoczęłam po niemałym grzeszeniu na wakacjach na Krecie (poprzedni wpis).

Planuję ją zakończyć albo na samym początku września, albo w połowie, w zależności, jak będzie wyglądało moje ciało i jak ja się będę czuła. Tak więc potrwa albo trochę ponad 3 tygodnie, albo w drugiej wersji, 5 tygodni. Nie jest to długi okres czasu, większość pewnie pomyśli, że w takim czasie nie da się uzyskać efektów. Jednak ja swoje cele w tym czasie powinnam zrealizować i tego się trzymam.

O mojej formie na wyjeździe, także można przeczytać w poprzednim wpisie, ogólnie mówiąc, nie byłam z niej zadowolona pod koniec wyjazdu. Więc w dzisiejszym filmiku na moim kanale na yt, gdzie gorąco Was zapraszam. Wtedy zdecydowałam się właśnie na redukcję.

Jeśli chodzi o dietę, dotychczas jadłam ok. 2000-2100 kcal, trochę powyżej 2g białka na 1 kg masy ciała, ok. 60 g tłuszczu, reszta węglowodany.
Podczas redukcji mój rozkład wygląda następująco: 
1850 kcal, ok. 140g białka, 230g węglowodanów, 50 g tłuszczu.

Aktualnie jem 4 posiłki dziennie, gdyż wstaję trochę później niż w czasie roku szkolnego.

Zmienił się mój typowy posiłek potreningowy - kiedyś zawsze to były dwie kromki chleba żytniego + 2 jajka + owoc, teraz zawsze jest to 50g ryżu/kaszy + 130g mięsa + warzywa.

Inaczej wygląda także rozkład węglowodanów w ciągu dnia. Kiedyś jadłam je tylko na śniadanie, obiad i po treningu (na kolacje po treningu też). Wtedy jeśli obiad był posiłkiem przedtreningowym, jadłam do niego 70-80g węglowodanów np. kaszy/ryżu.
Aktualnie jem do posiłków 50g śniadanie, zarówno na śniadanie, II śniadanie, obiad i, jeśli jest to posiłek po treningowy, także na kolację.

Oprócz tego, przez cały sierpień - 0 cheatów! :)


Jeśli chodzi o treningi - na siłowni ćwiczę 4 razy w tygodniu, według planu rozpisanego przez wspaniałą trenerkę, ale o tym będę mówić jeszcze w osobnym wpisie, po zakończeniu redukcji, na podsumowanie:)
Oprócz tego 3 razy w tygodniu wykonuję trening kardio - teraz cały czas było to bieganie 25-30 min,
trasa 6 km, w zmiennym tempie, przed kolacją.


Nie liczy się dla mnie waga, przed rozpoczęciem redukcji także się nie ważyłam. Najważniejsze jest dla mnie to, żebym widziała efekty  przede wszystkim bardziej odkryte mięśnie.

Jak na razie mogę Wam się pochwalić, że pięknie zeszła ze mnie woda, a ciało jak najbardziej współpracuje.

Na moim instagramie na bieżąco będę Was informować, jak mi idzie. Zapraszam!


Napisz do mnie! e-mail: natalianalepa@o2.pl - Zawsze odpisuję :)
Mój kanał na yt: www.youtube.com/user/NataliaRose8

Pozdrawiam,
Natalia

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Najlepsze kosmetyki: Odżywka do rzęs LashVolution - Pierwsze wrażenia

W dzisiejszym wpisie chciałabym Wam przedstawić produkt, który, gdy tylko go zobaczyłam, bardzo mnie zainteresował. Mowa o serum do rzęs LashVolution, które przez następne kilka tygodni będę testować i na bieżąco dawać Wam znać o efektach. Bo efektów się oczywiście spodziewam. Więc jeśli Twoje rzęsy, podobnie jak moje, są słabe i nie możesz się nimi chwalić, a marzysz o długiej, gęstej firance rzęs, zapraszam do przeczytania tego postu, śledzenia moich postępów kuracji, oraz na mój kanał na YouTube, gdzie także będę mówić o tym produkcie - www.youtube.com/user/NataliaRose8 :)


Piękne, mocne, długie rzęsy zawsze uważałam za niesamowity atrybut kobiecości.
Niestety, sama nigdy nie mogłam się nimi pochwalić. Przez całe życie moje rzęsy były słabe, rzadkie, strasznie wypadały. Codzienne malowanie tuszem, jeszcze pogorszyło ich stan.
Do tego stopnia, że już zaczynałam myśleć, czy przedłużenie ich w gabinecie kosmetycznym nie jest jedynym wyjściem z tego problemu. Marzyły mi się rzęsy, które nawet bez kilograma tuszu, wyglądałyby pięknie. 
Przecież na treningi, które zajmują mi tyle czasu, specjalnie się nie maluję, a nawet wtedy chcę się czuć dobrze! 
Wtedy właśnie pierwszy raz spotkałam się z odżywką do rzęs LashVolution i baaardzo wieloma pozytywnymi opiniami na temat jej działania.
O odżywce można także wszystkiego się dowiedzieć na stronie producenta: http://lashvolution.pl/

 
Dla kogo: 
-dla wszystkich osób, które chcą mieć długie, gęste i mocne rzęsy
-idealny dla osób, których rzęsy zniszczone są częstym malowaniem i wiekiem

Co nam obiecuje producent:

-stymulacja i przyspieszenie wzrostu rzęs
-zwiększenie objętości i gęstości rzęs
-rzęsy staną się mocniejsze i bardziej lśniące

Badania wykazały, że serum LashVolution to zauważalnie:
87% dłuższe rzęsy
80% gęstsze rzęsy
wyraźnie bardziej podkręcone, ciemniejsze i w dużo lepszej kondycji!

A pierwsze efekty możliwe już po dwóch tygodniach!!!



Dlaczego serum LashVolution jest takie skuteczne?:

,,Dzięki wykorzystaniu peptydów, jak również unikalnemu połączeniu substancji aktywnych
serum LashVolution bezpiecznie i skutecznie stymuluje wzrost rzęs. Obecna w recepturze niacyna oraz ekstrakt z pokrzywy zwyczajnej, stosowane w preparatach przeciwko wypadaniu włosów, zapewniają długotrwałe efekty. Ekstrakt z rumianku działa regenerująco oraz bakteriostatycznie.
LashVolution został również wzbogacony o ekstrakt z zielonej herbaty, który będzie działał tonizująco
w miejscu nakładania serum.''

Stosowanie:
Używanie serum jest banalnie proste, gdyż wyposażone jest w specjalny pędzelek, którym nakładamy niewielką ilość odżywki bezpośrednio z pojemniczka na linię górnych rzęs. Cała aplikacja trwa niecałe 10 sekund! LashVolution zawsze nakładamy wieczorem, po demakijażu i tylko jeden raz dziennie.
Najlepsze wyniki daje codzienne nakładanie odżywki przez 8-12 tygodni.
Po tym czasie, aby utrzymać efekty, zaleca się aplikowanie produktu 2-3 razy w tygodniu.



Wraz z odżywką otrzymujemy ulotkę z dokładnym opisem produktu oraz specjalną linijkę do mierzenia długości rzęs, dzięki czemu dokładnie będziemy mogły sprawdzać swoje efekty. Produkt przychodzi w pięknym pudełeczku, całość wykonana jest bardzo starannie.


Moje pierwsze wrażenia:
Serum jest bardzo ładnie zapakowane, pudełeczko było imiennie podpisane.
Sama odżywka jest w bardzo wygodnym i ładnym aplikatorze, pędzelek jest idealnie wyprofilowany, przez co cała kuracja jest bardzo prosta do przeprowadzenia.

Jakich efektów się spodziewam?:
Po dwóch miesiącach kuracji chciałabym widzieć wyraźną różnicę przede wszystkim w grubości i gęstości moich rzęs. Liczę, ze po tym czasie będę miała firankę naprawdę pięknych i mocnych rzęs, które nie będą wypadać po każdym przetarciu oka czy każdym demakijażu.




Co myślicie o takich produktach? Używacie, lubicie? Koniecznie dajcie znać! :)

Już za miesiąc pojawi się kolejny wpis i filmik, gdzie zobaczycie moje postępu w kuracji!
Nie mogę się doczekać! :)



Napisz do mnie! e-mail: natalianalepa@o2.pl
Pozdrawiam,
Natalia

piątek, 7 sierpnia 2015

Wakacje w Grecji - CZĘŚĆ 1: Jedzenie

Jak dobrze tu wrócić! Witam Was bardzo gorąco po tej ponad tygodniowej przerwie, kiedy to urlopowałam się na Krecie. I tak jak zapowiedziałam, wracam do Was od razu z serią wpisów o moim wyjeździe.
Wpisów i uwaga...filmików na youtube! Już jutro nagrywam pierwszy, i mam nadzieję, że jeszcze w ten weekend się on pojawi! :) Będzie on mówioną wersją dzisiejszego wpisu, który dotyczy jedzenia na wyjeździe. Uprzedzam, że dziś będzie dużo smakowitych zdjęć, więc jeśli akurat jesteście głodni...to wybaczcie! :) Zaczynam od części jedzeniowej, gdyż wydaje mi się, że to ona jest najbardziej wyczekiwana:)

My miałyśmy wykupione wczasy z opcją all inclusive, więc posiłki jadłyśmy w hotelu, a także napoje i woda były w ilościach nielimitowanych (teoretycznie). Przynajmniej tak to wygląda właśnie z założenia.
Niestety w hotelu Manos Maria, w którym byłyśmy, all inclusive okazało się być najsłabszą stroną.
Bar przy basenie otwarty był od godziny 11 do 22, więc jeśli załóżmy o 10 czy 23 chciało się pić, co jest normalne w tych upałach, niestety trzeba było iść do sklepu i za własne pieniądze kupić butelkę wody.
Automatów z wodą czy kawą, niestety nie było. Co gorsze, w ciągu dnia obsługa z baru nagle gdzieś znikała więc i po 20 minut trzeba było czekać, aż ktoś się zjawi i da coś na zaspokojenie pragnienia. Raz jak już stwierdziłam po 20 minutach, że to już przesada, po prostu weszłam i tylko nalałam sobie z automatu wodę.
Akurat w tym momencie kelnerka przyszła i łagodnie mówiąc, nie była zadowolona, że ktoś wszedł za ladę;)
Niestety, kelnerki nie były zbyt sympatyczne i pomocne. Jednego razu, gdy poprosiłam o dwie kawy z mlekiem, mleka dolała tylko do jednej. Gdy poprosiłam, żeby do drugiej także dodała, usłyszałam jedynie, że mleko się skończyło - jaki był problem, żeby wziąć nowe, nie wiem.

ŚNIADANIA trwały od godziny 8 do 9:30, co jest zarówno według większości osób przebywających tam na wakacjach, jak i według mnie, o dużo za wcześnie. Nie każdy lubi się zrywać na 8 na śniadanie... Gdyby trwało choćby godzinę dłużej, więcej osób mogłoby z niego spokojnie skorzystać. Choć czy było warto...
Śniadania wyglądały praktycznie codziennie tak samo. Zawsze była jajecznica, którą ja brałam i która wyglądała całkowicie inaczej niż taka ''nasza''. W sumie byłam pewna, że to jajka z proszku, jednak przemiła Polka, która pracuje w tym hotelu na recepcji, gwarantowała, że jajka są prawdziwe, tylko kucharz inaczej ją przygotowuje. Oprócz tego jajka sadzone - mi się one kojarzyły z takimi gumowymi jajkami sadzonymi, którymi bawią się małe dziewczynki w plastikowych kuchniach ;) Nie miały smaku i wszystkie wyglądały jak od linijki. Oprócz tego kilka rodzajów słodkich rogalików i mini bułeczek oraz tradycyjny chleb z masełkiem i dżemami w kostkach, i płatki śniadaniowe z mlekiem. Z owoców jedynie plasterki pomarańczy, a z warzyw zawsze ogórki i pomidory oraz jakieś warzywa gotowane - fasolka, marcheweczki albo groszek.
Ja zawsze jadłam jajecznicę i warzywa :)






OBIAD zaczynał się o 12:30 i trwał do 14, co jak dla mnie także jest za szybko. Szczególnie, że do kolacji była po nim długa przerwa. Na obiad zawsze były frytki (niestety takie zwykłe mrożone), kilka rodzajów sałatek, surówek i zupa krem. Zupę wzięłam tylko raz, bo kiedy poszłam po dokładkę, moja kuzynka stwierdziła, że to śmierdzi, a ja znalazłam naprawdę sporą ość... Do warzyw można było wybrać wśród kilku rodzajów sosów. Mięsa w sumie żadnego nie było. Często były także pieczone ziemniaczki i zawsze, ale to zawsze był, na każdy posiłek, makaron do spaghetti, a do tego sos pomidorowy, bez mięsa i rzadki jak zupa pomidorowa...Ludzi przed głodem ratowała chyba tylko robiona tam pizza, na którą zawsze były dużo chętnych i która, razem z frytkami najszybciej schodziła. Raz trafił się przepyszny jarmuż duszony z groszkiem - przepis do powtórzenia! :) Kilka razy była też frittata, najczęściej z szynką.
Niestety, ale tam do większości dań dorzucają szynkę (niewiadomego smaku i pochodzenia) - nawet do marchewki z groszkiem. Mnie ratowały jeszcze gotowane warzywa (w większości mrożonki, takie jak jem w Polsce). Zawsze na obiedzie były też dostępne kawałki arbuza i melona.








KOLACJA od 19 do 21:30 zawsze była zdecydowanie najlepszym posiłkiem. Największy wybór dań, ale też najbardziej urozmaicona. I dobrze, bo po zjedzeniu obiadu o 13 do tej 19 wszyscy byli naprawdę głodni! I też niestety zawsze wtedy były największe kolejki, a nawet brakowało stolików w restauracji.
Oprócz warzyw, surówek, sałatek, pojawiały się pieczone ziemniaczki, kotleciki mięsne, szaszłyki, warzywa zapiekane pod czymś w rodzaju ciasta naleśnikowego, skrzydełka z kurczaka, oczywiście frytki i moi ulubieńcy...bakłażany z nadzieniem i ciasto francuskie ze szpinakiem! Jeśli na kolację była któraś z tych dwóch opcji, ja już byłam najszczęśliwsza i wszystkie inne niedobre posiłki szły w zapomnienie :D Co jak co, ale szpinak umieli tam zrobić! Szkoda, że to danie pojawiło się tylko 2 razy... Zapiekanki z bakłażanami były także w sumie może z 3 razy. Oprócz tego dużo fasolki, także tej szparagowej, która była naprawdę bardzo smaczna. Do kolacji także były owoce, te same co na obiad i słodkości w postaci różnych galaretek, puddingów i ciast ich własnego wypieku.







CHEATY... Są wakacje, są cheaty! Oprócz posiłków spożywanych w hotelu, gdzie starałam się wybierać i tak najzdrowsze opcje, wpadło kilka cheatów. Pierwszego dnia była to na podwieczorek paczka ciastek oreo (pierwszy raz jadłam i przepadłam!) i jakoś o 2 w nocy trzy kawałki pizzy na mieście.
Drugiego dnia poleciałam na całość i najpierw około 23 na mieście zjadłam lody oreo (1 gałkę), a później około 3-4 w nocy najpierw ogromnego naleśnika (robionego przy mnie, placek miał około 50 cm średnicy), z prawdziwą nutellą (duuuuużo jej) i bananem (całość po złożeniu większa była od mojej głowy) i na ''zagryzkę'' i 3 kawałki pizzy (1/4 całej pizzy, tak sprzedają). Na swoje usprawiedliwienie nic nie mam, no może oprócz głodu w czasie imprezy, szalejących hormonów przed ''tymi'' dniami i tęsknoty :D
Oprócz tego wpadło kilka koktajli w nocy na mieście, ale w sumie jak przez cały dzień jadłam 3 posiłki, ostatni do 20 był zjedzony, a wracałam i szłam spać w godzinach już raczej porannych, to raczej byłam głodna :) Ale powiem Wam szczerze, że naprawdę tęskniłam za moją czystą michą!




 Następny wpis o wyjeździe pojawi się w niedzielę! :)
Jeśli macie jakieś pytania, piszcie w komentarzach, a postaram się odpowiedzieć.


Mój instagram: www.instagram.com/fitujemy - codziennie nowe zdjęcia! 
Napisz do mnie! e-mail: natalianalepa@o2.pl - Zawsze odpisuję! :)

  Pozdrawiam, 
Natalia