wtorek, 30 czerwca 2015

Rady dla początkujących

Dzisiejszy wpis skierowany jest do wszystkich osób, które dopiero zaczynają swoje życie w stylu ''fit'', chcą polepszyć poziom życia, poprawić swoje samopoczucie, wygląd. Dlaczego warto to zrobić, staram się udowodnić w chyba każdym wpisie, który zamieszczam na blogu. Odsyłam do:
ZDROWE ODŻYWIANIE A KONDYCJA I WYGLĄD WŁOSÓW
MOJA METAMORFOZA

Wiem, że takich osób jest wiele, więc właśnie specjalnie dla Was jest ten post!
Zapraszam! :)

1. Nie rzucaj się od razu na głęboką wodę - oczywiście trzeba stawiać sobie wyzwania, stale nowe, ale kiedy np. dopiero zaczynasz biegać i od razu masz w zamiarze przebiec 12 km, a padniesz po 4, po prostu się zniechęcisz. Lepiej załóż sobie, że dasz z siebie po prostu 110%.

2. Nie zniechęcaj się małymi potknięciami czy porażkami - zdarzają się każdemu i traktuj je po prostu jako naukę na przyszłość. Jeśli teraz się potknąłeś, to otrzep się i wstawaj!

3. Dobierz odpowiednią dziedzinę sportu dla siebie - sport ma to do siebie, że nie każda dziedzina jest dla każdego, wiadome. Dlatego znajdź coś, co sprawia Ci przyjemność, bo o to właśnie chodzi.
Nie każdy przecież musi kochać siłownię, inni wolą spinning, jeszcze inni basen.

4. Nie zmieniaj od razu całego swojego życia - metoda małych kroczków najczęściej okazuje się w tym przypadku najlepsza. Jeśli nigdy nie miałeś nic wspólnego ze sportem czy zdrowym odżywianiem, to nagła zmiana na treningi 5 razy w tygodniu i ściśle określoną idealną dietę może być trochę szokiem dla organizmu.
Dlatego, powoli eliminuj z jadłospisu produkty niezdrowe, zastępuj je tymi ''dobrymi'', zaczynaj od prostszych, nie obciążających tak ciała treningów, i po czasie dopiero zacznij się rozkręcać.
Poza tym, taki szok psychiczny może spowodować, że poczujesz, że nie dasz sobie rady z tym wszystkim.

5. Nie przesadzaj - bardzo popularny problem. Najpierw naczytamy się Men's Health, a potem, pomimo, że nigdy tak nie robiliśmy, biegniemy na siłownię, gdzie próbujemy zrobić, tak jak było w rozkładzie treningu jakiegoś gwiazdora, martwy ciąg z 150 kg. Jak to się skończy? Pewnie nie inaczej, niż kontuzją.
I urazem w pamięci do treningów.

6. Nie porównuj swoich wyników do wyników innych - oczywiście, warto mieć wzorce i ideały, ale jeśli porównujesz, że przebiegłeś 5 km i jesteś po prostu padnięty, a X biega regularnie i po przebiegnięciu 15 km wygląda jakby dopiero się rozgrzewał, to raczej na dobre Ci to nie wyjdzie. Jeśli odbierasz to jako motywację do regularnych treningów - super, patrz więcej na tego X.
Jeśli jednak masz zamiar rzucić wszystko, bo przecież i tak nie będziesz w formie jak X, więc po co się starać, to pamiętaj, że wystarczy się bardzo postarać, a osiągniesz wszystko.

7. Nie zapominaj po co to robisz - odpowiednia motywacja jest niesamowicie ważna i często to ona warunkuje sukces. Dlatego, jeśli tylko zwątpisz i uznasz, że nie warto się starać, pomyśl, dlaczego to robisz!

8. Znajdź wsparcie i zrozumienie wśród bliskich osób - a może nawet ktoś się dołączy do Ciebie?
Nie ukrywaj tego, że starasz się zmienić swoje życie. Wręcz przeciwnie! Chwal się tym! Bo przecież naprawdę jest czym, w końcu nie jest to łatwe zadanie, ale na pewno warto.

9. Kontroluj swoje postępy - jeśli chcesz schudnąć, to na pewno ucieszy się każdy zgubiony centymetr. Tak, nie zgubiony kilogram, bo waga jest złym wyznacznikiem, o czym pisałam TUTAJ.
Lepiej sprawdzi się centymetr krawiecki lub...lustro. Warto sobie cykać co jakiś czas zdjęcia, najlepiej o tej samej porze, w tym samym lustrze. Każdy postęp w dążeniu do upragnionej sylwetki powinien być dla nas powodem do radości i dumy oraz wspaniałą motywacją do dalszej pracy.

10. Ciesz się z każdego małego sukcesu - Twoim marzeniem było zrzucenie całej opony z brzucha i właśnie zauważyłeś, że zgubiłeś tam 2 cm? Brawo! Koniecznie pochwal się bliskim! Możesz czuć ogromną dumę, bo to dzięki Twojej ciężkiej pracy. Ale nie osiadaj na laurach, bo jeszcze dużo pracy przed Tobą!
Ciągle do przodu! :)




Pozdrawiam,
Natalia

P.S Mam pytanie do wszystkich czytelników! Co sądzicie o tym, aby na blogu powstał dział o suplementach?Bartek by się tym zajął, więc na pewno wszystko byłoby dopracowane na sto procent. Dajcie znać co myślicie!


Mój instagram: www.instagram,com/fitujemy

Napisz do mnie! natalianalepa@o2.pl

niedziela, 28 czerwca 2015

Efekt jojo, powracająca waga - jak to ominąć? Niskokaloryczne diety, szybkie odchudzanie

Jest pięknie, jesteś z siebie zadowolona/zadowolony jak nigdy wcześniej. Schudłeś, waga pokazuje dokładnie tyle, ile sobie wymarzyłeś (o wadze pisałam w poprzednim poście, wiec zapraszam, żeby sobie poczytać)...ale mija trochę czasu, kilka tygodni i już nie jest tak kolorowo. Waga coraz bardziej rośnie, widzisz, że tyjesz, w końcu wracasz do swojej dawnej masy, od której zaczynałeś, a w końcu nawet ją przekraczasz i stajesz się jeszcze grubszy...wraca jak JOJO.
Tak, to właśnie jest EFEKT JOJO. Ten, którego wszyscy się boją.

EFEKTEM JOJO nazywamy szybki powrót wagi, który następuje po odchudzaniu (diecie), a nawet jej wzrost w stosunku do wagi sprzed diety.

Skąd się bierze efekt jojo?:

-stosowałeś diety niskokaloryczne lub głodówki, które wyniszczają organizm, spowalniają metabolizm, rozregulowują działanie organizmu, zaburzają gospodarkę hormonalną. Jeżeli przez kilka miesięcy stosowaliśmy głodówki, diety 1200 kcal, organizm na każdą dodatkową ilość kalorii będzie reagował tyciem, a kiedyś przecież będziemy musieli zacząć jeść normalnie, bo organizm zacznie się tego domagać, włosy wypadać, samopoczucie będzie okropne, zdrowie zacznie się rujnować. Ciało w obawie przed ''biednymi czasami'' zacznie magazynować wszystko, co zjedliśmy w formie tkanki tłuszczowej. I przytyjemy, i to znacznie.

-schudłeś zbyt szybko - zdrowe tempo to ok. 0,5 - 1 kg tygodniowo, ale jest to zależne od tego, ile mamy do zrzucenia i od własnych predyspozycji, trybu życia, tempa przemiany materii. Jeśli schudłeś przez diety z punktu powyżej  i/lub przez przesadne codzienne katorżnicze treningi, bądź gotowy na to, ze waga wróci, kiedy tylko trochę sobie poluzujesz.

-wróciłeś do starych nawyków żywieniowych i porzuciłeś regularne treningi - nawet jeśli schudłeś w zdrowy, racjonalny sposób, ale Twoja zmiana trybu życia była tylko ''na chwilę'' i po osiągnięciu swojej wymarzonej wagi, wracasz do swoich dawnych złych nawyków żywieniowych i omijasz treningi, to spodziewaj się, że szybko efekty znikną.

Jak ominąć efektu jojo?

-pamiętaj:TO NIE JEST DIETA, TO STYL ŻYCIA!
-odchudzanie w zdrowy sposób - powoli, ale na trwałe
-omijanie głodówek, diet niskokalorycznych, niskowęglowodanowych, niskotłuszczowych itp.
-zdrowe, racjonalne żywienie! 
-dostosowanie odżywiania i treningów pod siebie
-pamiętaj, że nawet zdrowe odchudzanie trzeba kiedyś skończyć! i przejść na odpowiednią dla siebie ilość kalorii i makroskładników 
-staraj się być zawsze jak najbardziej aktywny
-regularne treningi, a nie wielogodzinne sesje treningowe w czasie ''diety''
-trwała zmiana stylu życia - nie zawsze trzeba odmówić kawałka ciasta czy lodów, przecież do końca życia nie będziemy odmawiać!



Pozdrawiam Wszystkich, którzy razem ze mną walczą! <3


Zapraszam na mój instagram: www.instagram.com/fitujemy
Napisz do mnie! E-mail: natalianalepa@o2.pl  Zawsze odpisuję :)



czwartek, 25 czerwca 2015

Dlaczego waga jest złym wyznacznikiem? Moje 60 kg kiedyś i 60 kg teraz.

Waga nie jest dobrym wyznacznikiem naszych postępów. To jest dla mnie pewnik i na własnym przykładzie mogę to udowodnić wszystkim, którzy jeszcze w to nie wierzą.

By chyba nie można zaprzeczyć, że moja sylwetka i forma z tych dwóch zdjęć znacznie się różni?



Zdjęcia po lewej stronie, zrobiłam pod koniec 2013 roku, gdy ważyłam 60 kg.
Zdjęcia po prawej zrobiłam kilka tygodni temu i tu ważę... też 60 kg.
Różnica w wyglądzie? Ogromna.
Różnica w wadze? Żadna.

Moje 60 kg dwa lata temu, to była waga ciasteczek i Nutelli.
Po prostu 60 kg tłuszczu.

Moje 60 kg teraz to waga...no właśnie czego? Ciasteczek?
Nie. To waga mięśni.

Niektórzy na pewno mogą uznać, że to głupie...ćwiczyć, pilnować diety, żeby nic nie schudnąć.
Otóż Kochani, schudłam bardzo (na początku nawet za bardzo, co mogliście przeczytać TU),
ale oprócz zrzucenia zbędnego balastu, zajęłam się także budową mięśni.
 Bo właśnie taka umięśniona sylwetka podoba mi się najbardziej.
To co u mnie teraz AŻ tyle waży?

TO:





I ta cała reszta bardzo bardzo ciężko wypracowanych mięśni.

Jak to się stało, że choć mam dwa razy węższy brzuch niż kiedyś, ważę tyle samo?
 Powiem krótko - przypakowałam.

A tkanka mięśniowa jest znacznie cięższa niż tkanka tłuszczowa. Ot, to jest właśnie cały sekret!

Dlatego waga nie jest sprawiedliwą miarą naszych osiągnięć. Bo ćwicząc, możemy i spalać tkankę tłuszczową, i budować mięśniową (znacznie cięższą). Dlatego nawet czasami zdarza się, ze waga rośnie!
I to bardzo dobrze.

Kochani, nie sugerujmy się wagą. Już lustro i centymetr są znacznie lepszymi wyznacznikami osiągnięć!
Polecam także co jakiś czas wykonać analizę składu ciała - to dopiero jest dokładne;) i nie da się oszukać!


Pozdrawiam!
I już biorę się za odpowiadanie na maile! :)

Mój instagram: www.instagram.com/fitujemy

Napisz do mnie! natalianalepa@o2.pl  Zawsze odpowiadam :)

wtorek, 23 czerwca 2015

Moja lekka redukcja - aktualna dieta i treningi

Dzisiejszy wpis będzie aktualizacją mojej diety i treningów.
Kiedy dochodzimy już do wcześniej zamierzonego celu, wyznaczamy nowy i dalej ciśniemy! Pamiętajcie!

I tak właśnie, kiedy osiągnęłam cel - zrobienie masy mięśniowej do 60 kg - pojawił się nowy.
Nie chcę chudnąć,ani tracić tkanki mięśniowej, ale przypilnować tkanki tłuszczowej.
Jak na razie byłam na czymś pomiędzy masa/utrzymanie wagi. Teraz już na pewno nie chcę znacznie przybierać masy. Skupiam się na tym, aby utrzymać wagę, a nawet lekko zredukować poziom tkanki tłuszczowej. Aktualnie czuję, że poziom, przy którym czuję się dobrze, jest przy górnej granicy.
Nie chcę jednak wracać do 11%! Pamiętam, jak się wtedy czułam i wyglądałam.
Aktualny poziom wydaje mi się być dość optymalny, ponieważ ani nie jestem zatłuszczona, ani wysuszona;)
Pomimo to, myślę, że przyszedł czas na lekkie obcięcie kalorii.

DIETA
Aktualnie spożywałam ok.1900 - 2100 kcal, w zależności od dnia (w treningowe jadłam najwięcej).
Teraz planuję zmienić to do ok.1700 - 2000 kcal, więc różnica nie jest duża.
1700 kcal będzie w dni nietreningowe (czyli najrzadziej :D)
1800-1900 kcal w 4 dni treningowe (wszystkie oprócz leg's day)
2000 kcal to opcja na dzień nóg i barków, ponieważ wtedy na treningu potrzebuję ogromnej ilości energii, a po treningu dobrego zestawu naprawczego

To jedyne zmiany. Makroskładników jakoś specjalnie nie liczyłam, jednak ilość białka przyjmuję ok. 2g/1 kg masy ciała, więc około 120g dziennie.

Węglowodany jem zawsze na śniadanie oraz przed i po treningu.
Na śniadanie jest to zazwyczaj 50g płatków owsianych + owoc, na II śniadanie owoc, najczęściej jabłko, przed treningiem (obiad) w zależności od treningu 70-85g węglowodanów, najczęściej kaszy jaglanej, przy czym 85g jest tylko w dzień nóg. Po treningu najczęściej 2 kromki chleba żytniego i/lub owoc (w zależności od treningu).


TYPOWE ŚNIADANIE - płatki (tym razem gryczane 40g) zalane wieczorem wodą i mlekiem sojowym,
z orzechami i pestkami i cynamonem + krem z awokado, banana z kakao - najbardziej czekoladowe śniadanie jak się da :D


OBIAD przed treningiem interwałowym na bieżni - 60g makaronu ryżowego, 150g kurczaka i pół paczki warzyw mrożonych, polane delikatnie oliwą,w przyprawach



TRENINGI:
Tradycyjnie, 5 razy w tygodniu. 3 razy trening siłowy, według takiego schematu jak zawsze:
1. plecy + triceps + abs
2. klata + biceps + abs
3. nogi + barki

oraz 2 treningi interwałowe:
1. 25 min na bieżni - 1 min ok. 14 km/h - 1 min ok. 7 km/h
2. 25 min interwały mieszane - orbitrek/rowerek/pedałowanie + wplecione ćwiczenia na abs

Na każdym treningu oczywiście daję z siebie 100% :)

Oprócz tego...już prawie wakacje! <3 Więc zacznie się jeżdżenie rowerem, spacery... :)



JEŚLI CHCECIE BYĆ ZE MNĄ NA BIEŻĄCO, ZAPRASZAM NA MOJEGO INSAGRAMA!
www.instagram.com/fitujemy  codziennie nowe zdjęcia!
Tam też możecie zobaczyć zdjęcia moich przykładowych posiłków.





Pozdrawiam! :)
Natalia

niedziela, 21 czerwca 2015

Moje SUPERFOODS - Moje TOP 5 WARZYW

Ostatni wpis, który powstał w oparciu o książkę Davida Wolfe, dotyczył SUPERFOODS, które niestety w większości są bardzo ciężko dostępne, strasznie drogie i wymyślne i z którymi na co dzień rzadko (a szkoda) możemy mieć coś wspólnego. Wtedy też odpisywałam, czym są SUPERFOODS, co do nich zaliczamy, ale według książkowej wiedzy. Wszystkich, którzy jeszcze nie widzieli tego wpisu, zapraszam - KLIK. Dziś natomiast chciałabym Wam przedstawić moją własną SUPERŻYWNOŚĆ, która jest powszechnie dostępna, w większości znana i nie nadwyręża tak naszego portfela :)
Te magiczne 5 produktów naprawdę warto włączyć do swojej diety.
Bo tak naprawdę mamy dostęp do wielu wspaniałych rzeczy, których potencjału po prostu nie wykorzystujemy. 

Bo tak naprawdę, SUPERŻYWNOŚCIĄ każdy z nas może nazywać coś innego.
Oto moja lista:

-AWOKADO - mój mały cud. Tygodniowo zjadam około 3 sztuki.
Jego niesamowite właściwości ciężko zliczyć:
-zawiera prawdziwe bogactwo (!) najzdrowszych kwasów tłuszczowych, we właściwych proporcjach, które dbają zarówno o nasze zdrowie, prawidłowe działanie wszystkich układów, ale także o naszą urodę - włosy, skórę i paznokcie - sprawdzone info!!!
-jednonienasycone kwasy tłuszczowe  z awokado gwarantują zdrowe serce, obniżają poziom ,,złego'' cholesterolu przy jednoczesnym wzroście ,,dobrego'' cholesterolu
-bogate w witaminy B, E i K
-zawiera więcej potasu niż słynące z jego bogactwa banany
-zapobiega chorobie Alzhaimera
-zawiera kwas foliowy, szczególnie polecany kobietom w ciąży!
-zawiera chroniącą oczy luteinę
-obfite w polifenole i flawonoidy, posiadające właściwości przeciwzapalne
-chroni przed nowotworem prostaty u mężczyzn i piersi u kobiet
-spowalnia proces starzenia

Awokado można spożywać w wielu formach i kombinacjach, np. może zastąpić zwykłe masło do chleba.

Najczęściej awokado jem w formie kremu z kakao i bananem (wiele razy prezentowałam na swoim ig).



-JARMUŻ - choć dopiero uczę się jego smaku, jego właściwości powalają mnie na kolana.
Nie bez powodu jest uważany za jedno z najzdrowszych warzyw świata:
-jest skarbnicą przeciwutleniacza sulforanu, który ma działanie silnie przeciwnowotworowe i niszczy bakterie, które mogą się przyczyniać do powstania w żołądku wrzodów i innych chorób żołądka
-źródło beta karotenu, więc gwarantuje m.in. piękną skórę i luteiny, dbającej o zdrowe oczy
-pomaga w usuwaniu toksyn z organizmu
-bogactwo witaminy K, o działaniu przeciwnowotworowym, konieczna do prawidłowego krzepnięcia krwi
-wspaniałe źródło potasu i wapnia
-zmniejsza nadmierne krwawienia miesiaczkowe
-wspomaga pracę całego organizmu i wszystkich układów
-szczególnie polecany ludziom z problemami z sercem
-niskokaloryczny

Najlepszy jest świeży jarmuż.

Ja go zjadam najczęściej w formie chipsów z piekarnika, do sałatek i w koktajlach, gdzie w ogóle nie wyczuwam jego smaku.




-SZPINAK - moja miłość. Poza tym, że uwielbiam jego smak, to kocham go za jego właściwości:
-działanie antynowotworowe
-bogactwo przeciwutleniaczy - beta karotenu, luteiny i witaminy C
-źródło magnezu, potrzebnego szczególnie sportowcom i osobom narażonym na przewlekły stres
-zapobiega bólom i zawrotom głowy
-bogactwo potasu, polecany osobom z nadciśnieniem
-spora ilość żelaza, koniecznego szczególnie u kobiet, ale nie tylko!
-podobnie jak awokado, zawierają pokłady kwasu foliowego, koniecznego dla kobiet w ciąży!
-zawiera witaminy z grupy B, które uczestniczą w procesie spalania węglowodanów i tłuszczów
-przyspiesza metabolizm
-bardzo niskokaloryczny - 16 kcal na 100 gram!

Najwięcej właściwości zachowuje świeży szpinak, lub duszony chwilkę na patelni.

Przepisów na szpinak na moim blogu było chyba najwięcej ze wszystkich produktów, odsyłam więc do zakładki ''Przepisy''. Duszony na patelni szpinak z serem, albo z jajkiem, to jedno z moich ulubionych dań.

-CZOSNEK - lubię nawet jego aromat! Od dziecka jadłam nawet po kilka ząbków dziennie. Warto, bo:
-to najlepszy naturalny antybiotyk
-hamuje rozwój bakterii
-zwalcza infekcje
-ma właściwości przeciwzakrzepowe, pomaga zapobiegać zawałom i udarom
-zmniejsza zmiany miażdżycowe
-obniża ciśnienie krwi
-usprawnia pracę jelit, zapobiega powstawaniu wzdęć
-skuteczna broń przeciwko pasożytom układu pokarmowego
-zwalcza wolne rodniki - ODMŁADZA!
-hamuje proces starzenia
-zawiera witaminy z grupy B i wiele innych witamin, które zapewniają m.in piękną skórę
-zapobiega powstawaniu żylaków
-pomaga leczyć wypryski i zmiany grzybicze
-bogactwo soli mineralnych

Czosnek wraz z obórką termiczną traci część swych właściwości, dlatego najlepiej jest spożywać go w formie surowej.

Mi smakuje w każdej możliwej kombinacji. Czy to do jajecznicy, czy do pasty do kanapek, czy do szaszłyków, czy sos czosnkowy...zawsze jest pyszny!





-BROKUŁY - poczciwe brokuły to kolejny cud natury! I zawsze jak już może się wydawać, że o brokułach powiedziano wszystko, to mądrzy naukowcy odkrywają ich kolejne właściwości i moce:
-podobnie jak wszystkie wyżej wymienione, zawiera bogactwo sulforafanu, więc ma działanie przeciwnowotworowe
-mogą złagodzić objawy autyzmu (!)
-chronią przed wrzodami żołądka i dwunastnicy
-skarbnica potasu, luteiny, witaminy B2 i C
-polecane dla osób z nadciśnieniem tętniczym
-wzmacniają i uelastyczniają stawy
-zmniejszają ryzyko wystąpienia chorób układu sercowo - naczyniowego
-pomagają utrzymać odpowiedni poziom cukru we krwi
-zawierają ogromne ilości błonnika
-jedzone regularnie, przyspieszają metabolizm
-niskokaloryczne - 100g ugotowanych brokułów dostarcza jedynie ok. 35 kcal

Podczas długiego gotowania brokuły mogą tracić swe wspaniałe właściwości, dlatego lepiej jest je blanszować kilka minut w gorącej wodzie lub gotować na parze.

Brokuły najczęściej jem właśnie blanszowane, albo same, albo z sosem czosnkowym i prażonymi płatkami migdałów (przepis jest na blogu!).





Mam nadzieję, że taki wpis przypadnie Wam do gustu.
Pozdrawiam! :)


Mój instagram: www.instagram.com/fitujemy

Napisz do mnie! natalianalepa@o2.pl - Zawsze odpisuję! :)
Dziękuję za wszystkie wiadomości <3

piątek, 19 czerwca 2015

SuperFoods - Co to jest? Czy warto inwestować w SuperŻywność? David Wolfe

SuperFood to termin, który stał się ostatnio bardzo modny. Na większości blogów i stron o tematyce zdrowego stylu życia, możemy się spotkać z tym określeniem i to w wielu tematach.
Jeśli jesteś ciekawy, jakie produkty nazywane są SuperŻywnością i dlaczego, zapraszam!

W przygotowaniu tego wpisu pomogła mi książka David'a Wolfe ''Superżywność'', którą wygrałam w konkursie Pipilotki, jeszcze raz dziękuję!


Do książki dołączona była kartka, za którą niesamowicie dziękuję! W momencie otworzenia książki, była to dodatkowa wspaniała niespodzianka! <3

SuperFoods - SuperŻywność nie można w jednoznaczny sposób zdefiniować, bo dla każdego z nas termin ''super'' może oznaczać coś innego.
Ogólnie SuperŻywność to jedzenie, które oddziałuje wspaniale na nasz organizm, wręcz leczy, w wielu płaszczyznach, bo posiada wiele wyjątkowych właściwości i unikalnych cech.

Co daje wydzielenie konkretnych produktów jako SuperŻywność?
W obecnym czasie jako społeczeństwo, stajemy się coraz bardziej świadomi mocy spożywanego jedzenia i jego bezpośredniego oddziaływania na nasze samopoczucie, humor, ciało, formę i przede wszystkim zdrowie. Coraz większa część z nas zaczyna zwracać uwagę na to, co w ciągu dnia je.
Wydzielenie konkretnych pokarmów jako SuperŻywność ma za zadanie pomóc takim osobom w dokonywaniu zdrowych wyborów i kierowaniu ich odżywiania na jak najlepszy tor.
Obecnie świat w większości (niestety, nie wszyscy ludzie...) ma dostatek pożywienia, co jest tak naprawdę nowością w stosunku do ubiegłych wieków, biorąc pod uwagę fakt, że dawniej o pokarm ludzie musieli walczyć. I czasami ten nadmiar nam znacznie szkodzi, bo przyczynia się do chorób takich jak cukrzyca czy otyłość. Dlatego odpowiednie żywienie jest niesamowicie ważne i już każdy powinien to wiedzieć!

Czym charakteryzują się produkty zaliczane do SuperFoods?
Jest to coś pomiędzy lekarstwem, a żywnością, gdyż spełnia wymagania oby tych grup i to w samych najlepszych aspektach. Leczy, odżywia organizm, ma wiele wspaniałych i cennych właściwości.
A jeśli można tak powiedzieć, a myślę, że nikt nie zaprzeczy, sprawia, że nasze życie w jakimś stopniu staje się lepsze, bo my sami tacy się stajemy.



Produkty zaliczane do NAJLEPSZEJ NAJZDROWSZEJ ŻYWNOŚCI NA ŚWIECIE:
(autor książki opiera swoją wiedzę na bardzo licznych, dokładnych badaniach, doświadczeniu i obserwacjach, często wieloletnich)

Wszystkie te produkty charakteryzują się m.in. jedną bardzo ważną rzeczą - są adoptogenami, czyli posiadają szereg właściwości terapeutycznych. A to tylko jedna z nieskończonej ilości ich zalet.

-Jagody Goji - myślę, że duża część osób zna je, chociaż z nazwy, gdyż swego czasu zrobiło się o nich bardzo głośno.Występują odmiany azjatyckie i amerykańskie, ale wszystkie łączy jedno - są naprawdę SUPERFOOD i to nie przypadek, że autor opisuje je jako pierwsze i nazywa ''Źródłem młodości'':
-Kakaowiec - surowa czekolada. Kakao pił kiedyś chyba każdy, ale wyglądu nasion kakaowca mało z nas raczej zna. Właściwości kakaowca docenia się już od wieków, kiedyś został nazwany pokarmem bogów, co przez jego właściwości jest całkowicie uzasadnioną nazwą.
-Maka - afrodyzjak z Andów. Korzeń tej rośliny uchodzi za prawdziwy cud. Znana i doceniana od tysięcy lat. Należy do rodziny krzyżowych, podobnie jak znane nam dobrze brokuły, kalafior, jarmuż, rzepa i rzodkiew.
-Produkty pszczele - pierwsza superżywność:
miód - uniwersalne lekarstwo
pierzga - pyłek pszczeli
mleczko pszczele - złożone z miodu i pierzgi
propolis - kit pszczeli
-Spirulina - królowa białka. O spirulinie w formie tabletek robiłam kiedyś oddzielny wpis - TU
-Algi AFA (Niebieskozielone)- pierwotna żywność z jeziora Klamath w stanie Oregon, postać fitoplanktonu, mieszkająca w wodach słodkich.
-Fitoplankton morski - podstawa wszelkiego życia, pierwsze ogniwo łańcucha pokarmowego.
Najmniejszy tym mikroalg, dzięki czemu działa w naszym organizmie już na poziomie DNA.
-Aloes - esseńska i egipska tajemnica nieśmiertelności , zaliczamy do niego ponad 200 gatunków roślin, te najbardziej znane już tysiące lat temu rozpowszechniali Egipcjanie.
-Siemię konopne - superżywność jutra, należy do rodziny morwowatych, potrafi więc przetrwać w niemal każdym klimacie. Nasiona konopi słyną przede wszystkim jako źródło kompletnego białka.
-Orzechy kokosowe - symbol raju. Kokos to naturalny filtr wody, a woda kokosowa to jedno z najbogatszych naturalnych źródeł izotoników. Oprócz wody kokosowej cudowne właściwości wykazują także inne produkty pochodzące z kokosa - miąższ kokosowy, śmietanka kokosowa oraz olej kokosowy.


Czy warto inwestować w tak wyszukane produkty? 

Zawsze powtarzam, że jak w coś inwestować, to tylko w siebie :) więc według mnie - TAK!
Oczywiście, nie we wszystko na raz. Te organiczne produkty są niestety najczęściej drogie.
Ale jeśli miałabym wybrać między nowymi butami a czymś, dzięki czemu poprawię swoje zdrowie, więc i komfort życia, wybieram tę drugą opcję ;)
Co wybrać na początek, zależy od tego, czego potrzebujemy i do czego mamy dostęp. 
Po zapoznaniu się z wspominaną wcześniej książką, jestem zakochana całym sercem w SuperFood i otwarta na nowe cuda, ale podchodzę do tego z dużym dystansem i nie do końca pewnie, bo też nie zakładam klapek na oczy i głupio nie idę od razu do sklepu wszystkiego kupować. Przecież nie wszystkiego od razu w tym momencie potrzebuję :)
Gdzie możemy je dostać?

Fitoplanktonu czy siemienia konopnego raczej nie dostaniemy w pierwszym lepszym sklepie, choć jagody goi już często możemy spotkać w supermarketach. Warto zwracać uwagę, by były to produkty organiczne i z zaufanego źródła. Warto rozejrzeć się w sklepach ze zdrową żywnością i dobrych sklepach internetowych.



Jeśli chcielibyście abym dokładnie przybliżyła jakiś konkretny SuperFood (albo kilka z nich), to piszcie w komentarzach, a chętnie zrobię taki wpis.

Następny post będzie w podobnej tematyce, więc wszystkich zainteresowanych zapraszam już w niedzielę!
Pozdrawiam!


Mój instagram: www.instagram.com/fitujemy
Napisz do mnie! natalianalepa@o2.pl   - Zawsze odpisuję! :)

środa, 17 czerwca 2015

Kobiece sprawy: zanik miesiączki w wyniku intensywnych ćwiczeń i restrekcyjnej diety

Dzisiejszy wpis należy do tych z gatunku ''nie dla płci męskiej'', gdyż dotyczy problemu, który pojawia się tylko u kobiet. Jest to kolejny temat, który budzi wiele kontrowersji i pytań, więc chciałabym coś o tym skrobnąć i na blogu, nie tylko w wiadomościach prywatnych :)

Mianowicie, jak wskazuje tytuł, dzisiejszy wpis będzie dotyczył zaniku miesiączki, co niestety często ma miejsce u ćwiczących i będących na diecie kobiet i spędza im sen z powiek.

Zanik okresu może być spowodowany zbyt intensywnymi ćwiczeniami i/lub zbyt restrykcyjną dietą, kiedy dostarczamy sobie za mało kalorii lub spożywamy jedynie śmieciowe jedzenie, które nie pokrywa zapotrzebowań naszego organizmu.

Często jest to pierwszy znak, jaki dostrzegamy, że dzieje się coś złego w naszym ciele
Choć wcześniej za pewne występowały bóle głowy, złe samopoczucie, wypadały włosy, pogorszył się stan skóry i paznokci, ale nie chcieliśmy tego widzieć.
Jednak braku miesiączki przez dłuższy czas nie da się nie zauważyć, szczególnie, jeśli wcześniej mieliśmy je w miarę regularnie.

W takim momencie należy naprawdę przyjrzeć się swojemu trybowi życia, jeśli wcześniej tego nie zrobiliśmy. Lepiej późno niż wcale.
Większość pewnie pomyśli - przecież zdrowo się odżywiam, ćwiczę, prowadzę aktywny tryb życia, jestem więc SUPERzdrowa.  Buu. Niestety.
Często chcemy aż za dobrze i wychodzi odwrotnie, niż chcieliśmy. Szczególnie narażeni są na to wszyscy perfekcjoniści, pedanci, ci, którzy zawsze robią wszystko na 120%, którzy nie odpuszczają i co chcą jak najlepiej.

Baaardzo często się słyszy, że we wszystkim trzeba zachować umiar i zdrowy rozsądek - TAK!
Bo możemy sami sobie zrobić krzywdę, zbyt intensywnymi treningami, przetrenowaniem, zbyt małą ilością jedzenia, nie wystarczającą ilością kalorii i składników odżywczych.

Dlaczego akurat miesiączka?

Miesiączka, atrybut kobiet, jest konieczna i choć zazwyczaj nie jest przyjemna, to świadczy o prawidłowym funkcjonowaniu układu hormonalnego. Kobiece hormony oczywiście różnią się od męskich, tak jak kobiety różnią się od mężczyzn, m.in. tym, że do prawidłowego funkcjonowania organizmu potrzebujemy większej ilości tkanki tłuszczowej w ciele. Dlatego kobiety powinny spożywać większą ilość tłuszczy w diecie (tych zdrowych oczywiście!) i utrzymywać odpowiedni procent tkanki tłuszczowej w organizmie. 
Nie ma konkretnej liczby, ale najczęściej jako dolną granicę podaje się ok.18%. Choć są wyjątki - m.in. sama Ewa Chodakowska zdradziła kiedyś w wywiadzie, że u niej ilość tkanki tłuszczowej wynosi ok. 10-11%, więc jak u zawodowej sprinterki, ale jest przy tym w 100% zdrowa i nie ma żadnych problemów hormonalnych.
Kobiece hormony potrzebują tłuszczu, a ponieważ hormony regulują pracę całego organizmu, kiedy mamy ich niedobór, pojawiają się problemy nie tylko z miesiączką. Także przysadka mózgowa, tarczyca i inne bardzo ważne narządy cierpią!

Co zrobić, kiedy pojawia się ten problem i miesiączka od dłuższego czasu nie występuje?

Przede wszystkim - iść do swojego lekarza! Ale oczywiście, od niego zazwyczaj usłyszymy przede wszystkim jedno - że koniecznie musimy przytyć. Tak, to jest konieczne.
Jeśli z różnych przyczyn, wyredukowałyśmy się z tłuszczu, musimy nabrać trochę masy.
Taką sytuację ma większość, jeśli nie wszystkie, zawodniczek bikini fitness itp, które na czas zawodów spaliły jak największą ilość tkanki tłuszczowej, żeby jak najlepiej móc zaprezentować wypracowane mięśnie.
Pamiętajmy jednak, że one ten stan utrzymują zaledwie kilka dni/kilka tygodni i przechodzą na tryb naprawy wyniszczonego organizmu;)
Dlatego należy utrzymywać dodatni bilans kaloryczny i dbać o odpowiednią ilość wszystkich witamin i składników odżywczych w diecie.

Bardzo ważną rolę odgrywają zdrowe tłuszcze w codziennej diecie!
Na stałe, do codziennej diety należy włączyć awokado, to super-food naprawdę jest SUPER FOOD!
Jeśli jeszcze się o tym nie przekonałyście na sobie, to uwierzcie mi na słowo, że awokado to najlepszy przyjaciel kobiety :) I zasługuje na całkowicie oddzielny wpis :)
Oprócz tego, źródłem bardzo zdrowych tłuszczy, są orzechy, nasiona słonecznika, pestki dyni, siemię lniane, oliwa z oliwek, niezliczona ilość olejów roślinnych, ryby morskie...
 I TE PRODUKTY TAKŻE NALEŻY JEŚĆ NA CO DZIEŃ!

Dla kobiet, które walczą o powrót regularnej miesiączki, poleca się często także produkty sojowe, gdyż soja zawiera fitoestrogeny, których działanie jest nieco podobne do działania estrogenów.

Z ćwiczeń, jeśli nie ma wyraźnych, uzasadnionych zakazów od lekarza, nie musimy rezygnować, ale muszą być one mniej intensywne. Tylko zamiast treningów kardio wybieramy albo ćwiczenia z obciążeniem własnego ciała, pilates, jogę, albo w miarę możliwości siłowe.

I przede wszystkim - SPOKÓJ! Obsesyjne myślenie o powrocie miesiączki i ciągły stres z powodu braku efektów w krótkim czasie, sprawią, że będzie nam jeszcze gorzej, a absolutnie nie o to chodzi.
Po prostu musimy o siebie dbać, a wtedy, po czasie, wszystko powinno wrócić do normy :)
Wszystko co robimy, róbmy z głową! I pamiętając o zdrowiu, bo zdrowie mamy jedno.


/Mój bal gimnazjalny, 11.06.2015 r, dostaliśmy piękne zdjęcia ze szkoły/



POZDRAWIAM! :)

Mój instagram: www.instagram.com/fitujemy

Mój e-mail: natalianalepa@o2.pl

niedziela, 7 czerwca 2015

Ćwiczenia i odchudzanie a rozmiar biustu

Jeśli czytasz ten wpis, może to znaczyć, że jesteś jedną z ogromnej ilości kobiet, które w wyniku ćwiczeń i schudnięcia, straciły kilka rozmiarów z biustu i są z tego powodu oczywiście bardzo niezadowolone.
 kg Ja miałam podobnie. Kiedy schudłam do 47 kg i zredukowałam tkankę tłuszczową do minimum, biust mi praktycznie zanikł. Dopiero w momencie, kiedy zbudowałam masę do obecnych 62 kg, biust wrócił na swoje miejsce i to w zdwojonej sile! ;) Co ciekawe, wrócił do rozmiaru z czasu, kiedy ważyłam 60 kg i była to prawdziwa waga tłuszczu. Teraz ważę 62, rozmiar biustu wrócił, a tłuszcz z brzucha czy nóg - nie. Kolejny dowód, że warto ćwiczyć!!!


Niestety, rzeczywistość jest przykra, bo jak się okazuje, kiedy chcemy schudnąć z np. brzucha i na nim się skupiamy, robimy treningi cardio, chudniemy z całego ciała, a z biustu spada najpierw.
Bo pamiętajcie, nawet jak chcemy schudnąć z tego brzucha, to nie da się schudnąć w jednym, wybranym miejscu, bo tkanka tłuszczowa spala się z całego ciała. 

Dlaczego w wyniku chudnięcia zmniejsza się biust?

Jest to po prostu związane z budową piersi. Składają się one przede wszystkim z tkanki gruczołowej i tkanki tłuszczowej, która ją otacza. I to właśnie od ilości tkanki tłuszczowej jest zależny rozmiar i wygląd naszych piersi. Dlatego, im więcej tłuszczu mamy w całym ciele, tym i większe są piersi.
Kiedy chudniemy, redukujemy ilość tkanki tłuszczowej w naszym ciele, biust normalną rzeczą jest, że się zmniejsza i zmienia swój kształt. I tak niestety będzie.

Czy da się temu zapobiec? 

Niestety, przy redukowaniu tkanki tłuszczowej w całym ciele, nic na to nie poradzimy. Jeśli jesteśmy na deficycie kalorycznym i wykonujemy treningi kardio, chudniemy i z biustu, nie da się go odseparować, oddzielić czy w inny sposób zabezpieczyć, aby się uchronił.

Jaki więc trening jest najlepszy na poprawę wyglądu biustu?

Myślę, że nie będzie zaskoczeniem, jeśli napiszę, że...siłowy! Trening kardio może go zmniejszyć, ale trening siłowy na pewno tego nie zrobi. A dodatkowo, trenując klatkę piersiową, uzyskujemy piękne, jędrne piersi jak i całą klatkę piersiową.


Jakie ćwiczenia polecam? 

Wszystkie, które angażuję mięśnie klatki piersiowej. Dla osób początkujących i nie tylko, na pewno sprawdzą się pompki, także wersja typowo kobieca. Dla bywalców siłowni polegam wszelkiego rodzaju wariacje w wyciskaniu sztangi, rozpiętki, odwrtotne pompki na TRX, przenoszenie hantla za głowę, ściąganie wyciągu do klatki....ćwiczeń jest bardzo dużo, wystarczy poszukać w atlasach ćwiczeń!


Co jeszcze możemy zrobić?

To też chyba nikogo nie powinno zdziwić, ale najważniejszą sprawą jest...odpowiednia postawa!
Jakiś czas temu wstawiałam wpis o odpowiedniej postawie, zainteresowanych zapraszam.
Bardzo często same robimy sobie krzywdę, garbiąc się, chowając klatkę do środka i wypinając przy tym brzuch. Pamiętaj! Plecy proste, klata dumna, brzuch wciągnięty!:)

Moja recepta na piękny biust:

Trening siłowy połączony z treningiem kardio + prosta postawa = piękna sylwetka, piękny biust! :)


 



Wiem, że temat wpisu może się wydać niektórym dość kontrowersyjny, ale do każdego tematu można podejść naukowo i z dystansem ;)
Pozdrawiam!

Zapraszam na mojego instagrama: www.instagram.com/fitujemy

piątek, 5 czerwca 2015

Ubrania na siłownię. Czy warto inwestować w firmowe ubrania? Nike Pro recenzja.

Jednym z częstych tematów pytań, jakie mi zadajecie, jest temat ubioru na siłownię.
Wychodzę naprzeciw wszystkim pytaniom i tworzę o tym oddzielny wpis, więc gorąco zapraszam!

Na początku muszę zaznaczyć, że ubraniami do treningu zaczęłam się bardziej przejmować kiedy wróciłam  kilka miesięcy temu do trenowania na siłowni. Kiedy ćwiczyłam w domu, nie zwracałam na to szczególnej uwagi, bo nikt mnie nie widział, a dla mnie było najważniejsze, żeby strój do ćwiczeń był wygodny, stanik sportowy dobrze trzymał biust, a buty były odpowiednio dobrane. I na tym moje wymogi co do stroju się kończyły :D Dlatego dopiero po czasie mogę szczerze powiedzieć, jakie ubrania naprawdę się przydają, a jakie są mi zbędne.

Podstawą jest dobrze dobrany stanik/top sportowy. Ja teraz mam dwa i używam ich zazwyczaj zamiennie. Musi on dobrze trzymać biust i nie krępować ruchów.
Wiem, że dobranie topu to rzecz straszna, bo większość strasznie spłaszcza biust i poszerza optycznie ramiona, ale naprawdę nie da się bez niego obyć. Ja pod top zakładam jeszcze zwykły sportowy stanik z ramiączkami i dopiero wtedy czuję się całkowicie bezpieczna na treningu :D
Pamiętajcie, że warto czasami przymknąć oko na wygląd, a bardziej pomyśleć o komforcie ćwiczeń i zdrowiu :)  Ten czarny stanik z Nike jest dość obcisły na mnie i chyba będę musiała pomyśleć o większym rozmiarze. Wykonany jest z materiału Dri Fit, więc jest dosłownie stworzony do pocenia się w nim. Natomiast różowy jest z Decathlonu i bardzo go polecam, bo kosztuje 30 zł, a sprawdza się dobrze. Jedynie co, to jeśli zakładamy pod niego stanik, musimy się liczyć z tym, że jest dość mocno wycięty i może nam odsłaniać trochę stanika i wykonany jest z materiału, który może się spierać i z czasem gorzej wyglądać.



Dobrym rozwiązaniem jest także koszulka z wszytym topem, który naprawdę dobrze trzyma wszystko na miejscu. Ja pod tę swoją  z Nike zakładam jeszcze tylko zwykły stanik sportowy i ćwiczy mi się bardzo wygodnie w niej. Nie znalazłam jeszcze niestety tańszej alternatywy tej koszulki, której cena niestety nie jest niska, ale gwarantuję, że jak chcecie 2 w 1 to warto na nią zwrócić uwagę. Materiał ubrań z serii Dri Fit jest świetny, nie pocimy się w niej.


Trochę gorzej sprawuje mi się ta koszulka. Nie ma ona żadnego usztywnienia na biust i niestety, pod nią musimy już ubrać osobno stanik sportowy. Tak jak powyższa, jest z serii Dri Fit, materiał tak samo jest niezwykle przyjemny do ćwiczeń.


Luźna koszulka Just Do It też okazała się moim częstym wyborem na siłowni - czuję się w niej swobodnie i czasami przydaje się coś,co nie opina aż tak ciała. Pod nią obowiązkowo stanik sportowy.
Materiał niestety nie sprawuje się tak dobrze jak w powyższych, kiedy się spocimy, ale daje radę.


Na siłownie preferuję koszulki na ramiączkach, ale miejsce w mojej szafie znalazła także jedna koszulka z krótkim rękawem. Obecnie najczęściej wykorzystuję ją tylko na wf, bo jednak te rękawki trochę krępują mi ruchy podczas treningu z ciężarami, a że jest dość krótka, to zawsze się gdzieś podwija i muszę ją obciągać.
Materiał jest trochę grubszy niż w przypadku koszulek z Nike, co jak dla mnie na trening, jest minusem. 


Na wf często zakładam trochę koszulki bawełniane z krótkim rękawem o rozmiar za duże, ale na siłownię kompletnie mi się one nie sprawdzają. Kompletnie nie widzę mięśni, kiedy ćwiczę, ciągną się wszędzie i nie jest mi wygodnie. Dlatego takie koszulki jak ze zdjęcia poniżej odpadają! Chciałam też zwrócić Waszą uwagę na jedną rzecz. Koszulkę kupiłam dwa lata temu, ale już po dwóch praniach wyglądała okropnie...
Znaczek Nike się zrobił szary, materiał się porozciągał po bokach. A przyjaciółka kupiła wtedy taką samą i to samo się z nią stało. Więc firmowe nie zawsze znaczy dobre.


 W chłodniejsze dni zawsze zabierałam ze sobą też bluzę i moim absolutnym ulubieńcem była ta rozpinana na zamek z Nike. Najlepsze, że kupiłam ją sobie dwa lata temu na urodziny, a pomimo upływu czasu i ciągłego chodzenia w niej, dalej wygląda tak samo, a materiał jest tylko w niewiele gorszej kondycji. Jeden z najlepszych moich zakupów w życiu ;) Mimo, że nie jest na mnie luźna, to nie krępuje mi ruchów podczas ćwiczeń i nie pocę się w niej. A w czasie ćwiczeń często zarzucałam jeszcze na głowę kaptur, odcinałam się od całej siłowni i trzaskałam serie :D


Dużo gorzej sprawuje mi się ta bluza. Niestety, nie ma zamka, a jedynie z góry kilka guzików, przez co jest nie wygodna do noszenia i strasznie mnie krępuje. Poza tym, coś szybko się skurczyła (albo ja urosłam) i nie mieszczę się w biuście. Bardziej do noszenia na co dzień, niż do treningów.


Wybór spodni, podobnie jak topu, nie jest prosty. Przynajmniej ja mam takie szczęście, że większość, jakie znajdywałam, strasznie prześwitywały na pupie, a jeśli nawet nie było tego od razu widać, to wystarczyło zrobienie przysiady i wypięcie się. Na szczęście legginsy Nike Pro okazały się pod tym względem sprawować idealnie. Choćbym nie wiem, jakie ćwiczenie wykonywała, to żaden kolor bielizny się nie przebija. Do zrobienia zdjęcia specjalnie ubrałam bieliznę w jaskrawym kolorze i z wzrokami, ażebyście zobaczyli, co jak się odbija na nich. Poza tym, są niezwykle wygodne, nie spadają, nie zsuwają się, a materiał, podobnie jak w pierwszych koszulkach, jest po prostu świetny. Mam wrażenie, ze są nie do zdarcia i długo będą mi służyć.


Poniższe zdjęcie obrazuje, jakie spodnie najczęściej znajdywałam, Materiał według założenia miał absolutnie nie prześwitywać, a zawsze wychodziło, jak na zdjęciu. Tutaj mam na sobie spodenki z kolekcji sportowej H&M, w której znajdziemy naprawdę ładne ubrania, choć czasami zwyczajnie nie praktyczne.


Dobre legginsy w przystępnej cenie możemy znaleźć także w Decathlonie. Ja miałam 3/4 i długie i naprawdę dobrze się sprawują, a kosztują dużo mniej niż te z Nike. Co prawda, jak widzicie na zdjęciu na tych 3/4 które są po lewej stronie, kolor po czasie schodzi, ale mi służyły 2 lata, więc już miały prawo się trochę sprać ;) Te długie po prawej stronie dalej męczę i są bardzo wygodne! A do wyboru mamy wiele kolorów i długości :)


Fajne legginsy możemy też znaleźć w niektórych sklepach czy internecie, nawet jak nie są firmowe.
Te ze zdjęcia poniżej bardzo mi się podobają, ale niestety dość mocno prześwitują, szczególnie przy przysiadach. Koszulka zaś jest z H&M i noszę ją często na siłownię.


Zazwyczaj wybieram długie spodnie, ale kiedy idę robić interwały, albo jest po prostu gorąco, wybieram krótsze spodenki. Bardzo cenię wygodę, więc zwracam uwagę, żeby materiał mi nie szeleścił w momencie, kiedy biegam, ale też żeby nie świecić gołym tyłkiem. Niestety, spodenki ze zdjęcia poniżej, ubieram bardzo rzadko, bo są wykonane z grubego materiału i są za bardzo sztywne jak dla mnie. Tutaj firma Adidas mnie trochę zawiodła, ale też nie spodziewałam się nie wiadomo czego, bo spodenki nie pochodzą z kolekcji na siłownię, a bardziej właśnie jako część stroju na wf.



Więc kiedy idę latem poćwiczyć na dworze, czy na wf, najczęściej zamiast spodenek ze zdjęcia powyżej, wybieram krótkie spodenki...męskie. Są dużo wygodniejsze! I nie muszę się martwić, że się podwiną, gdzie nie trzeba ;) I szerokie nogawki zapewniają mi dobrą wentylację, więc nie jest w nich też gorąco w tyłek :D
Te po lewej stronie są z Nike z kolekcji dla fanów FC Barcelona i bardziej odczuwam, że są męskie, ponieważ mają wszytą siatkę, coś jakby majtki. Z tymi czarnymi z Pumy tego problemu nie ma, układają się bardzo dobrze ;)


Jeśli miałabym polecić jakąś kurtkę czy okrycie wierzchnie, mogę szczerze polecić tylko jedną kurtkę, w której kiedyś chodziłam biegać. Ta kurtka z Nike na prawdę nie krępowała ruchów, jest bardzo wygodna i muszę przyznać, że naprawdę praktyczna, bo całość jest bardzo lekka. Ale rzadko jej używam w celach treningowych, tylko wtedy kiedy idę ćwiczyć na dwór i pogoda tego wymaga.











Dobra, to chyba tyle na dzisiaj!
Szczególnie chcę podziękować mojemu tatkowi, za to, że męczył się ze mną długo przy robieniu zdjęć i spokojnie wykonywał wszystkie moje polecenia!:D A roboty było!
Jeśli macie jeszcze jakieś prośby odnośnie wpisów, piszcie śmiało w komentarzach.
Przypominam, że możecie do mnie pisać! Mój e-mail: natalianalepa@o2.pl/
Zawsze odpisuję :)
Pozdrawiam


Zapraszam na mojego instagrama:  https://instagram.com/fitujemy/ . Codziennie nowe zdjęcia!



wtorek, 2 czerwca 2015

Co do jedzenia na dwudniowy wyjazd? Co zabrałam do Warszawy? Zdjęcia z sejmu SDiM + Liebster Blog Award drugi raz

Jeśli śledzicie mnie na instagramie (https://instagram.com/fitujemy/) to wiecie, że uczestniczyłam w obradach kolejnej edycji Sejmu Dzieci i Młodzieży. Do Warszawy wyjeżdżałam w niedzielę o 5:50, a wróciłam w poniedziałek o 20, tak więc przez dwa dni musiałam się żywić praktycznie cały czas poza domem.
Jak ogarnęłam dietę?
Co wzięłam do jedzenia?
Jak dokonywałam zdrowszych wyborów?

Przede wszystkim, nie miałam żadnych ograniczeń w bagażu, więc ilość pojemników nie była problemem na szczęście. I na całą niedzielę wzięłam jedzenie w pojemniczkach ze sobą.


Jako, że musiałam wstać o 4:30, śniadania nie jadłam już w domu. Planowałam jeszcze trochę przespać się w autobusie, choć raczej średnio to wyszło niestety. W domu wypiłam jedynie ciepłą wodę z cytryną i kleik z siemienia lnianego, czyli jak zawsze po przebudzeniu.

Śniadanie zjadłam po obudzeniu się w autobusie, około 8 rano, czyli tak jak chciałam.
Naszykowałam sobie wcześniej płatki owsiane, które wieczorem zalałam wodą i krem z awokado, banana i kakao (mój ulubiony), do tego trochę pestek i orzechów, czyli tak jak jem w domu.
Całe śniadanie było w szejkerze Smart Shaker, z którego wygodnie było mi zjeść łyżeczką.

II śniadanie też jeszcze jadłam w autobusie i była to sałatka z łososiem wędzonym, a chwilę później jabłko.


Obiad zjadłam w przerwie między zajęciami, kiedy wszyscy zajadali się słodyczami. Ja na szczęście miałam przygotowany makaron żytni z kurczakiem i sałatka. Wszystko w jednym pojemniczku, zjadłam i miałam energię do dalszej pracy!


Czwarty posiłek to była sama sałatka z kurczakiem, zjedzone podczas czekania na autobus.

Kolację już zjadłam w hotelowym pokoju, a mianowicie świeżutkie warzywa i serek wiejski.

Wszystko zmieściło mi się spokojnie w torebce, a nie musiałam się martwić o to, że nie zjem i będę głodna.
Ale wygoda! Dlatego właśnie lubię nosić wszystko ze sobą i nie musieć się prosić ;)


Z poniedziałkiem było już trochę gorzej. Z wszystkich osób tam, ja czułam się dość specyficzna, bo jedyna z wszystkich, których widziałam, nie jadłam słodyczy, parówek, lodów itp. Ach, to fit życie :D
W swoich zapasach miałam jeszcze owoce na dzisiaj, banana, jabłka, nektarynki, orzechy i pestki w pojemniczkach, siemię do zrobienia do picia, serek wiejski i puszkę tuńczyka. Ja jeżdżę przygotowana jak na wojnę :D
Na śniadanie wieczorem naszykowałam sobie owsiankę, ale okazało się, że w samym hotelu jedzenie jest naprawdę różnorodne. I gdy zobaczyłam pyszną jajecznicę, płatki wylałam do kosza, a wybrałam jajka :D
Jak widzicie na zdjęciu, na stołach szwedzkich były także gotowane i surowe warzywa a nawet ciecierzyca!
Uwielbiam :) Nie pamiętam, kiedy ostatnio jadłam tak warzywa na śniadanie, chyba nigdy :D
Śniadanie zjedzone było już przed 7.


Drugie śniadanie zjadłam jeszcze przed rozpoczęciem obrad, około 9:30. Był to tylko banan i kilka orzechów, więc raczej po prostu mała przekąska.

Po obradach, które skończyły się o 12:40, mieliśmy zapewniony obiad w restauracji sejmowej.
I tutaj niestety się bardzo zawiodłam, ponieważ, kiedy organizatorzy kilka tygodni temu zbierali informacje na temat diet, wyraźnie zaznaczyłam, że proszę o danie bezglutenowe i takie miałam mieć zapewnione (część osób wybierała wegańskie i wiem, że takie dostali). Dlaczego bezglutenowe, skoro na co dzień nie mam problemów z glutenem? Bo za pewno dostałabym coś lekkiego i nie schabowego. To dobry sposób na wszelkie pobyty na koloniach, wyjazdach, wycieczkach itd, polecam :D A tak to dostaliśmy wszyscy ''zupę w szklance'' (miseczce wielkości filiżance), której ja nie brałam nawet, oraz ziemniaki, kotleta schabowego w płatkach kukurydzianych i łyżkę surówki w majonezie. Kotleta obrałam z panierki i zjadłam jedynie z ziemniakami, których może były dwa małe łyżki. Swoją drogą, porcje wyglądały bardzo biednie, ciekawe, czy prawdziwi posłowie tak jedzą? ;)

Podwieczorek spokojnie zjadłam w autobusie i był to serek wiejski, nektarynka, jabłko i kilka orzechów.

Na kolacje już załapałam się w domu, więc mogłam zjeść po domowemu :D

Wyjazd ogólnie zaliczam do bardzo udanych. Potrzebne mi było takie wyluzowanie i złapanie dystansu do wszystkiego. Jeśli ktoś nie wie, co to jest SDiM to polecam poczytać w google. Cieszę się, że uczestniczyłam w tym, choć kosztowało to bardzo wiele pracy;)
Łapcie też trochę zdjęć!










I teraz druga część: dostałam kolejną nominację do zabawy Liebster Blog Award, więc kolejny raz odpowiadam na pytania, zadaję swoje i nominuję kolejne osoby <3 Nominowała mnie Alicja w Krainie Ciężarów, dziękuję! :*



Przypominam zasady zabawy:
 „Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Po przyjęciu LBA należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował. Obowiązkiem jest też wklejenie znaku LBA do wpisu.”
Moje pytania: 
1. Czy blog stanowi ważną część Twojej codzienności, czy tylko dodatek?

To bardzo przyjemna część mojego życia i mnie, ponieważ wkładam w niego wiele serca :)
2. Czy jesteś zadowolony/a z tego jak prowadzisz swojego bloga? Co chciałbyś/chciałabyś zmienić?
Chciałabym, żeby było więcej piękny zdjęć. Z samego bloga jestem zadowolona, choć chciałabym, żeby był coraz coraz lepszy i zawsze mi mało! :)
3. Skąd pomysł na nazwę Twojego bloga?
Chciałam coś prostego i chwytliwego.
4. Czy Twoi przyjaciele/znajomi/rodzina czytają Twojego bloga? Jaka jest ich opinia?
Wszyscy moi bliscy wiedzą i najczęściej im się to podoba, niektórzy coś komentują, albo wysyłają mi niektóre fragmenty wpisów i razem się śmiejemy :D
Mama pokazuje wszystkim koleżankom, więc chyba jest dumna :D
5. Czy umiesz odpoczywać? Jaki jest Twój sprawdzony sposób na relaks? 
Trening, poleżeć z książką. Choć tak naprawdę odpoczywam tylko na wakacjach :D nie lubię leżeć i nic nie robić na co dzień.
6. Czy uważasz, że w dzisiejszym szybkim świecie ważne jest to aby umieć na chwilę się 'zbuntować' i zwolnić?
Tak! ''Slow life'' powinien być tak samo modny jak ''fit food''.
7. Wolisz spędzać czas w domu z książką i ulubioną muzyką czy z gronem znajomych na szalonej imprezie?
Zależnie od humoru i siły :D
8. Czy lubisz/umiesz gotować? Kto zaszczepił w Tobie pasję/nienawiść do gotowania?
Lubię i naprawdę potrafię, choć niektóre kombinacje, które sobie wymyślę, nie wychodzą :D
Mam w rodzinie bardzo wiele REWELACYJNYCH kucharek. Pochodzę z rodziny, gdzie w niedzielę jedzie się do babci na wspólny obiad, komunie i inne imprezy przygotowują ciocie, a nie zamawia się cateringu.
Poza tym, moja mama to mistrzyni w tym fachu, bo są dni, kiedy gotuje dla 15 osób i wszyscy się zachwycają:D
9. Czy masz jakieś zwierzątko? Jeśli tak to jakie? Ze schroniska czy hodowli? 
Kotkę, ma 7 lat i to moje najukochańsze zwierzątko. Dostałam ją od cioci, kiedy jej kotka się okociła ;)
Mam też 3 letniego owczarka niemieckiego.
10. Trening na świeżym powietrzu czy w murach siłowni? Cardio czy siłowy? Zajęcia zorganizowane czy samotne ćwiczenia, podczas których skupiasz się na 100% na wykonaniu planu?
Na siłowni, siłowe! Samotne, bo nie mam z kim ćwiczyć hahah :D
 11. Co sądzisz o rozwoju branży fitness w Polsce? Myślisz, że sprawa zmierza w dobrym kierunku czy wręcz przeciwnie - denerwują Cię atakujące zewsząd motywatory i nowe fitness-celebrytki?
Fitness-celebrytki to jedyne celebrytki, które mogę znieść, choć też nie wszystkie:D  Myślę, że dobrze, że to wszystko tak się rozwija i to w szybkim tempie, bo powstaje wiele ciekawych miejsc, dostępnych jest wiele ciekawych produktów, a motywatory są przecież dobre!

I teraz moje pytania:
1. Co myślisz o ''fit couple'', wszystkich fit parach, które razem trenują itd?
2. Jaki masz stosunek do osób początkujących na siłowni?
3. Którą partie mięśni lubisz ćwiczyć najbardziej?
4. Lubisz styl sportowy na co dzień?
5. Gdzie najczęściej kupujesz swoje zdrowe produkty?
6. Masz ulubioną sportową markę?
7. Czy masz za wzór jakąś sylwetkę, do której dążysz?
8. Co Twoja rodzina myśli o Twojej pasji?
9. Czy Twoi znajomi prowadzą podobny tryb życia?
10. Co przygotowujesz/jesz na spotkaniach ze znajomymi?
11. Największa jedzeniowa słabość?

Nominuję:
Homemade Stories 
Kama 
The student cookbook 
Różowa Klara 
Savannah's place 
moni.w 
Katnova 
Truskawkowa fiesta 
Kingaemigrantka 
Nebeskaa 
Ilovehowitfeels 
Fitnessada 

Liczę, że weźmiecie udział i czekam na odpowiedzi!
Pozdrawiam!:*