środa, 29 kwietnia 2015

Zdjęcia jak zmieniała się moja sylwetka dzięki ćwiczeniom! MOJA METAMORFOZA - DLA NIEDOWIARKÓW

Wiedziałam, że ten moment kiedyś nadejdzie, ale że tak szybko...jak to się stało? :D
Nadszedł czas, kiedy jestem gotowa podzielić się z Wami zdjęciami mojej sylwetki na różnych etapach życia i ćwiczeń. Jest to dopełnienie ostatniego postu, o które licznie prosiliście (dziękuję bardzo za wszystkie komentarze!:*). Moją historię, jak to się stało, że jestem tu, gdzie jestem i robię to, co robię, możecie przeczytać w zakładce ''Moja historia'' - KLIK :)
Tam dokładnie opisywałam, jak zmieniała się moja dieta i moje treningi. Więc teraz tylko streszczę to w zdjęciach :) ZDJĘCIA NIE BYŁY W ŻADEN SPOSÓB RETUSZOWANE!


Wakacje 2012


Lato 2013 - Waga 60kg







Lato 2014 - Waga 47/49 kg








 Teraz - waga 60kg


 
I ciągle do przodu!







A Wy lubicie oglądać swoje zdjęcia ''sprzed'' i ''po''?:)
Pozdrawiam! <3


poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Przytyłam 13kg! Czyli jak zrobić masę

Na każdej FITstronie czytamy, że nie wolno słuchać wagi, bo często dążąc do upragnionej sylwetki, kierujemy się jedynie jej wskazaniami. Jednak uważam, że warto wiedzieć, ile się mniej - więcej waży.
Dlatego urządzenie to nie jest tak do końca bezużyteczne :) Choć oczywiście najważniejsze w ocenie postępów jest to, co widzimy w lustrze, czy choćby pomiary (choć one też nie zawsze).

Kiedyś opisywałam Wam moją historię, jak zaczęłam zdrowo żyć i zmieniać swoją sylwetkę. 
Ważyłam wtedy 60 kg (przy wzroście ok 165 cm), a przez rok schudłam do wagi ...47 kg. Tkanki tłuszczowej nie miałam praktycznie wcale. Nie uzyskałam tego efektu głodówkami, bo jadłam normalnie!
Po prostu w treningach stawiałam na kardio, poza tym nadeszło lato i wtedy też jest inaczej.

We wrześniu postanowiłam, że muszę zrobić MASĘ. Bo ja chcę mieć mięśnie, kształty i trochę więcej tego ciała. Wtedy właśnie startowałam z wagą ok. 47 kg.

Aby łatwiej przedstawić Wam, co wtedy robiłam, wszystko to wypunktuje:
1. Zmieniłam plan treningów - 3/4 treningi w tygodniu, przy czym tylko 1 kardio (choć nie zawsze go robiłam :D) i to w formie HIIT'u
2. Zaczęłam duuużo więcej jeść! Białko ustaliłam na 2 gramy na 1 kg masy ciała, więc jadłam go około 100g. Ciężko mi określić, ile wcześniej kalorii jadłam, ale myślę, że było to około 1500 kcal, co jest oczywiście o dużo za mało biorąc pod uwagę, ile ćwiczyłam! Zaczęłam jeść stopniowo coraz więcej, aż teraz jem średnio około 2200 kcal. Zaczęłam codziennie jeść mięso. Ale zawsze zdrowo!
3. Na siłowni cały czas coraz większe ciężary (oczywiście w granicach rozsądku).
4. Bardzo dbam o odpowiedni posiłek przed treningiem (duża dawka węglowodanów), i po treningu (duża ilość białka).
5. Zaczęłam manewrować ilością spożywanych węglowodanów - najwięcej przed treningiem, szczególnie nóg, mniej w dni nietreningowe.
6. Zaczęłam jeść dużo zdrowych tłuszczy - awokado, łosoś, orzechy, oliwa, pestki.
7. MYŚLĘ RACJONALNIE - IM WIĘCEJ ĆWICZĘ, TYM WIĘCEJ JEM!
np. W ostatnim tygodniu na siłowni byłam 5 razy, więc jadłam naprawdę dużo, bo przecież energię czerpiemy z jedzenia!!!
8. Zawsze jem tak, żeby się najeść! Jeśli np. na podwieczorek zjem dwa chrupkie pieczywa z łososiem i sałatą i nie jestem po tym syta (a właśnie tak mam zawsze) to dojadam sobie surowe warzywa (marchewki)!

DECYZJI, ŻE CHCEMY PRZYTYĆ, NABRAĆ MASY, MUSIMY BYĆ PEWNI!
Jak już niedawno pisałam - NIE DA SIĘ IŚĆ W LEWO I W PRAWO JEDNOCZEŚNIE ;)


Jak się czuję po tym fakcie, że przytyłam 13 kg?
Niesamowicie! Bo wiem, że to poszło w mięśnie. Teraz naprawdę wyglądam, jak osoba, której pasją są ćwiczenia ;) 

Reakcje bliskich?
Nikt nie chce wierzyć w te 60 kg. A ja się cieszę, napinam mięśnie i im udowadniam.
Ciągle też słyszę, że ''nabita się zrobiłam'' i kształtna ;)
Czyli cel osiągnięty!


Jedyne co, to muszę kupować nowe ubrania... bo wszystkie się rozrywają!
A spodnie przechodzą normalnie w nogach, ale...tyłek się już nie mieści! :D



Więc da się? JASNE, że się DA! <3

Co teraz?
Treningi  - dalej 3 razy w tygodniu siłowy, a raz interwały, ale też po części ze sprzętem. Uzależnienie;)
A dieta?
Na pewno nie mniej niż 2000kcal dziennie - kto ćwiczy, to może! :D (a nawet musi:D)

Macie może jakieś pytania jeszcze o to? A może pomysły na kolejne wpisy? :)
Piszcie koniecznie w komentarzach! <3
Pozdrawiam! :*

Zapraszam na mojego instagrama: https://instagram.com/fitujemy/

sobota, 25 kwietnia 2015

Jak się przekonać do ryb? Czyli jak zaczęłam jeść ryby

Przez 15,5 lat życia nie przełknęłam ryby. Chyba sami przyznacie, że brzmi to STRASZNIE!
Ryby są wręcz symbolem zdrowej, odpowiednio zbilansowanej diety.
Ja od zawsze nie mogłam ścierpieć nawet ich zapachu, a gdy rodzice je we mnie chcieli wcisnąć, kawałki od razu stawały mi w gardle i je wypluwałam. Skąd miałam (i po części dalej mam) taki opór - nie wiem. To dość dziwne, bo w rodzinie wszyscy ryby uwielbiają, a ja jestem takim odmieńcem.
Kiedy zaczęłam się zdrowo odżywiać (wrzesień 2013), byłam pewna, że ryb dalej nie będę jadła. I tak trwałam w tym niejedzeniu ich. To nie to, że ja nie chciałam ich jeść - ja bardzo chciałam!
Przecież samo zdrowie, każdy powinien je jeść, niezastąpione dla zdrowia i urody. Po prostu nie mogłam.

Tak dla przypomnienia - dlaczego warto jeść ryby? Są cholernie zdrowe:
-wspaniałe źródło białka
-źródło zdrowych tłuszczy
-dbają o dobrą formę mózgu, odżywiają go
-opóźniają starzenie
-zbawienne dla naszej urody
-przyspieszają metabolizm
-dostarczają masy cennych składników odżywczych
-zawierają takie zbawienne cuda, jak nic innego na tym świecie
-wspomagają w odchudzaniu
-utrzymują nas w dobrej formie i o pięknej sylwetce

Przełomowy moment nastąpił jakoś pół roku temu.
Czas na obiad złapał mnie kiedy byłam na mieście, więc postanowiłam iść do Salad Story i coś sobie zamówić. Patrzyłam się na wszystkie pozycje wypisane na tablicy i rzuciłam się na głęboką wodę bo zamówiłam sałatkę... z tuńczykiem. Kiedy odchodziłam od kasy i niosłam swoje jedzenie, nie mogłam uwierzyć, że to zrobiłam. A kiedy spróbowałam, z duszą na ramieniu, musiałam przyznać, że tuńczyk smakuje trochę jak mięso! Że nie jest białą galaretowatą mazią, jak się spodziewałam.
W tym dniu włączyłam do swojej diety tuńczyka z puszki. I jadłam go wtedy prawie codziennie :D
Byłam z siebie niesamowicie dumna.

Następnym ogromnym dla mnie krokiem było kupienie (w lutym) fileta z łososia. Pamiętam, że bardzo dokładnie go przyprawiałam i piekłam, żeby czasem nie wyszedł niesmaczny, bo wtedy na pewno już nigdy go nie będę chciała jeść :D Na szczęście udał się doskonale i już byłam pewna, że kolejna rybka ze mną zostanie. Jednak ładne filety z łososia są ciężko dostępne i drogie. Raz więc postanowiłam kupić łososia wędzonego, choć wydawał mi się być śmierdzący i surowy (no tak, typowe uprzedzenia).
Zrobiłam sobie z nim kanapeczki, dodałam warzywa i ... pokochałam!
JEDNAK okazał się być przepyszny i rozumiem fakt, że wszyscy tak go zachwalają.

Jak to wygląda obecnie?
Łososia jem 2/3 razy w tygodniu, najczęściej w formie sałatki lub z pieczywem chrupkim.
Tuńczyka też jakoś 2 razy w tygodniu, głównie zależy to od tego, ile mięsa zjem.

Mój ulubiony przepis z tuńczykiem - NALEŚNIKI Z SEREM I TUŃCZYKIEM
ZAPRASZAM! ZAKOCHACIE SIĘ <3

Co z innym rybami?
Powiem tak: daję sobie czas. Małymi kroczkami wszystko, żeby się nie sparzyć, bo boję się, że znów mogę przestać całkowicie jeść ryby. Filety rybne i całe wędzone ryby niestety mnie nie przekonują... bynajmniej jeszcze. Ale wszystko przede mną!:D

Jestem bardzo z siebie dumna, że otwieram się na nowe smaki, nawet ryb, bo kiedyś to w życiu bym tego o sobie nie mogła powiedzieć.
Dowód na to, że zdrowo się odżywiając, możemy poznać wiele nowych smaków!:)

Pieczywo chrupkie z sezamem + sałata lodowa + łosoś wędzony + szczypiorek + kiełki na patelnie + pieprz
PYYYCHAAAA!




A jak to u Was jest z rybkami? :) Jak często jecie? :)


P.S. Zapraszam Was na moje konto na instagramie - https://instagram.com/fitujemy/
CODZIENNIE NOWE ZDJĘCIA <3



 

czwartek, 23 kwietnia 2015

Jak dojść do wymarzonej formy i sylwetki? Najczęściej popełniane błędy + Mój przykład

Wyznaczasz sobie cel --->Starasz się go zrealizować--->Nie wiesz jak--->Nic z tego nie wychodzi
Znasz ten schemat? Jeśli tak, to zapraszam do tego postu! :)

Najczęstszymi błędami, które popełniamy są:
-brak wyznaczenia konkretnego celu/ zbyt wygórowany cel
-brak motywacji
-BRAK PLANU

99, 9% DZIAŁAŃ, KTÓRE PODEJMUJEMY BEZ PLANU, KOŃCZY SIĘ NA SAMYM POMYŚLE! MAJĄC PLAN, WIESZ CO MASZ ROBIĆ - CO SIĘ PRZYBLIŻA DO OSIĄGNIĘCIA CELU I CO CIĘ OD NIEGO ODDALA.

Te zasady sprawdzają się na każdej płaszczyźnie życia, ale skupimy się na naszej (mojej i Twojej pewnie też, skoro tu jesteś :) zajawce, czyli sporcie i osiąganiu wymarzonych efektów.

Zobrazujmy to w kilku sytuacjach:

I:
PANI X bardzo by chciała schudnąć. Wkupiła karnet na siłownie, chodzi kiedy jej się przypomni, robi tam to, co uzna za słuszne (raz na dwa tygodnie wejdzie na rowerek). Wie, że po treningu trzeba coś zjeść, więc po powrocie do domu rzuca się na lodówkę. Potem czuje, że się objadła, więc na drugi dzień nie je już śniadania.

Typowe - Pani X nie wie, co ma robić, żeby zyskać pożądaną formę. Z jednej strony wie, że ma ćwiczyć, z drugiej strony nie wie co. I tak samo z dietą - z jednej strony trzeba jeść, z drugiej - jeść mniej.
Jak tu się nie zgubić?


II:
PAN Y chce ''przypakować''.  Na siłownie chodzi kiedy tylko może, ćwiczy to, co podpatrzy u innych.
Po siłowni nic nie je, żeby czasem nie zapsuć efektów (?), bo jeszcze przytyje (?).

HALO! Po siłowni trzeba zjeść! Zjeść i to konkretnie.
Poza tym, ćwiczyć coś, a ćwiczyć, żeby zrobić to dobrze - jest różnica.


To są dwie częste sytuacje.
Kiedy chcemy schudnąć, powinniśmy być tego pewni. TAK, CHCĘ SCHUDNĄĆ, WIĘC MUSZĘ DZIAŁAĆ W TYM KIERUNKU - ĆWICZYĆ, OBCIĄĆ TROCHĘ KALORII, SPALAĆ.


Jeżeli zaś przypakować, trzeba być pewnym - ŻE CHCĘ PRZYPAKOWAĆ, CHCĘ ZWIĘKSZYĆ SWOJĄ MASĘ, NIE PRZESTRASZĘ SIĘ WZROSTU WAGI.

CZĘSTO  kiedy np. idziemy ''na masę'' i zjadamy dużo więcej, niż wcześniej zjadaliśmy, boimy się, że po prostu przytyjemy (co jest tak na prawdę często też wskazane), więc obcinamy sobie ilości jedzenia, a później krzywo się patrzymy widząc, że nasze ciało się nie zmienia.

MUSIMY ZDECYDOWAĆ, W KTÓRĄ STRONĘ CHCEMY IŚĆ!
NIE DA SIĘ IŚĆ W LEWO I W PRAWO JEDNOCZEŚNIE!


Ja popełniałam te błędy przez długi czas. Na początku znacznie przypakowałam, co bardzo mi się podobało, ale zatraciłam się gdzieś, bo nie miałam żadnego planu działania. Mięśnie sobie po prostu spaliłam treningami cardio, bo źle je łączyłam, źle dobierałam dietę.
Na szczęście, gdy opracowałam sobie metodę i plan działania, ustaliłam, czego potrzebuję i co chcę i zaczęłam działać w dokładnie tym kierunku - uzyskałam formę taką, jaką chciałam i dalej nad nią pracuję. Wiem, że to, co robię, przybliża mnie do mojego celu!
Jaki był mój cel? 
Silne ciało, które mnie nigdy nie zawiedzie :)





Kochani, zapraszam Was na mojego instagrama https://instagram.com/fitujemy/.
Codziennie nowe zdjęcia! <3
Pozdrawiam!

MAM TEŻ DO WAS PROŚBĘ :)
Biorę udział w konkursie ''Wygraj metamorfozę z Leszkiem Czajkom'', a ponieważ żadnych wyzwań się nie boję (sport tego uczy każdego z nas!<3, a nagrody są rewelacyjne, nie ukrywam, że zależy mi na tym, żeby wygrać. Jeśli chcecie wspomóc mnie swoim głosem, a każdy z nich jest niezwykle dla mnie ważny, wystarczy kliknąć kciuka w górę przy moim zdjęciu. To nic nie kosztuje i potrwa 2 sekundki <3
Jeśli każdy z Was chociaż raz zagłosuje, to na pewno mi się uda, dlatego bardzo Wam z góry dziękuję <3
Tutaj jest link do strony, gdzie można na mnie zagłosować (wystarczy zjechać stroną na dół i będzie m.in. moje zdjęcie) http://covergirl.bellissima.com/pl/galeria?page=2




poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Zdjęcia kwiecień, urodziny, nowy telefon i konto na instagramie, egzaminy

W dzisiejszym wpisie chciałabym Wam przedstawić trochę, co się u mnie dzieje, czym teraz żyję i co planuję, więc nie przedłużając, od razu zaczynam, żeby nie rozpisywać się o bzdurach! :)

W tym tygodniu miałam urodziny (15 kwietnia) i choć nie miałam żadnej typowej imprezy urodzinowej, to były naprawdę cudowne. Ogólnie wiele niespodzianek, a jedną z nich jest coś, co pozwoli mi w tworzeniu lepszego bloga - otóż, jako, że mój stary HTC padł ze starości i nie nadawał się do niczego, nowy telefon był konieczny, a ten okazał się dobrym wyborem. A że dobrze chroniące etui to podstawa - poznajcie pana Królika :) i moją szaloną fryzurę :D


I w związku z tym, że teraz mam smartfona z internetem, ogłaszam, że w tym tygodniu
ZAKŁADAM KONTO NA INSTAGRAMIE! LINK NA PEWNO PODAM NA BLOGU! :)


 Taki piękny przepiśnik znalazłam w Tesco <3 Trochę żałuję, że go nie kupiłam, ale przepisów i tak nie zapisuję w takiej formie... :P


Tym razem zamiast napadu na Lidla, zrobiłam napad na Tesco!:D



No tak...miałam się uczyć.... :D







Goi się! :D Opisywałam Wam niedawno, co sobie zrobiłam na siłowni. Było dużo gorzej, ale już na szczęście widać efekty używania tysiąca maści i kremów. Z przodu i na lewej nodze też ;) ZDJĘCIE KU PRZESTRODZE, ABY UWAŻAĆ!


Co się robi, jak się zostaje na siłowni samemu? Zdjęcie! :D Zajechana i szczęśliwa po treningu! <3
 


Już dawno szukałam rękawiczek do ćwiczeń i w końcu wybrałam te. Dziś pierwszy raz je wypróbuję :)




No i tradycyjnie trochę jedzenia (nie jest ktoś głodny przypadkiem?:D)


Próba makaronu ryżowego z Tesco - w tym wydaniu z indykiem i warzywami na patelnię - smak jest bardzo oryginalny, ale polubiłam od razu!



Ostatnio mój hit - łosoś wędzony :) Tutaj na chrupkim pieczywie z sezamem, z sałatą, kiełkami na patelnię, szczypiorkiem i czarnym pieprzem



Kiełki na patelnię próbowałam pierwszy raz w takim właśnie wydaniu, z jajecznicą - i od razu się zadziwiłam, jakie są dobre!







Uwielbiam ryż! Tutaj curry :)



Kochani! Na koniec chciałam powiedzieć, że od jutra zaczynam egzaminy! Na szczęście to tylko trzy dni, więc miną szybko. Czy się stresuje? Nie! A jeśli zacznę, to stres mam zamiar zamienić na energię do treningów! Z resztą, w tym tygodniu planuję też być 4 razy na siłowni, więc energia się przyda ;)
Jednak ciągle będę aktywna - uczyłam się regularnie przez te kilka lat, więc jedynie mogę teraz to wszystko trochę powtarzać. Proszę, trzymajcie za mnie kciuki! Sama świadomość tego bardzo mi pomoże! :)
Pozdrawiam!:)


sobota, 18 kwietnia 2015

Co powinniśmy jeść? Jak poznać czy coś nam szkodzi?

Ile osób, tyle zdań o tym, co warto jeść, co wykluczyć ze swojej diety, co jest dla nas dobre, a co nam szkodzi. I osoba, która dopiero wchodzi w świat zdrowego odżywiania, może się naczytać o milionach badań, z których każdy mówi coś innego i łatwo się zniechęcić. Z resztą, osoby wprawione w boju, też łatwo może się pogubić. Pierwsza część tego posta, będzie trochę z przymrużeniem oka;)
A w drugiej zajmiemy się tym, jak poznać, co MY (każda osoba indywidualnie) powinniśmy jeść:)


CO (NIE) POWINNO BYĆ W NASZEJ CODZIENNEJ DIECIE (?):

-SUROWE WARZYWA - niskokaloryczne, witaminy, ALE na surowe warzywa długo zalegają w brzuchu, są ciężkostrawne, na pewno będziesz miał od nich wzdęcia!

-GOTOWANE WARZYWA - z jednej strony najlepsza forma obróbki warzyw, ALE wysoki indeks glikemiczny! Więc ''na pewno od nich przytyjesz''!, np.

-FASOLKA - źródło roślinnego białka, ALE brzuch jak balon zagwarantowany...

-SOJA - tak jak fasolka + jeszcze modyfikują ją genetycznie!

-KISZONKI - źródło dobrych bakterii dla trawienia, ALE.. brzuch podobnie jak z fasolką

-OWOCE - same witaminy, zbawienne dla zdrowia i urody, ALE przecież mają tyyyyle cukru!



-PRODUKTY ZBOŻOWE - główne źródło energii, błonnika, ALE kaloryczne, większość zawiera gluten, węglowodany powodują tycie!

-KASZE - bardzo zdrowe, podobnie jak powyżej - główne źródło energii, ALE tak samo to węglowodany, więc powodują tycie i są ciężkostrawne!

-JOGURTY NATURALNE - pożyteczne kultury bakterii, ALE przecież to nabiał, a nabiał nam szkodzi i się odkłada w wałeczkach i nie trawimy go dobrze!

 -DRÓB - bogate źródło białka, ALE na pewno nafaszerowane antybiotykami!

-CZERWONE MIĘSO - białko wspaniałej jakości, ALE ... człowieku, Ty chcesz, żeby tłuszcz Cię zabił?

-RYBY - niby suuuper zdrowe, ALE:

-ŁOSOŚ - tyle kalorii? taki tłusty?!

-DORSZ - a gdzie to pływało?!

-TUŃCZYK - a z nim to nigdy nie wiadomo!

-ORZECHY - tak samo, bardzo zdrowe, ALE w małej garstce tyle kalorii?!

-OLIWA - do sałatek niezastąpiona, ALE tyle tłuszczów?!

-WODA - podstawa życia, ALE przecież wypłukuje minerały itp.!

-HERBATA ZIELONA - przyspiesza metabolizm, pyszny, orzeźwiający napój, ALE przecież od niej żółkną zęby!

-JAJKA - białko najwyższej jakości,  ALE przecież cholesterol!



Jak widzicie, można by coś dobrać do dosłownie każdego produktu.
To co powinniśmy jeść? Bo z takiego analizowania, to wychodzi, że NIC.
A jak naprawdę jest?
Ja jestem zwolenniczkę ''testowania na sobie' - obserwując swój organizm, sami jesteśmy w stanie określić, po czym czujemy się najlepiej, a po czym raczej średnio. 
Oczywiście testy dotyczą tylko zdrowych produktów! :D Sklepowe słodycze, napoje gazowane, słone przekąski, fast foody - one już dawno w zapomnieniu są!

Po czym poznać, czy dany produkt Ci szkodzi?

Pierwsze sygnały daje nam nasz brzuch - wzdęcia, problemy z wypróżnianiem, złe trawienie, ''przelewanie się'' w brzuchu, kłucie, ból brzucha, oraz jego nienaturalny wygląd - wydęcie, pojawia się ''balonik''.
 
A poza tym:
-czujesz się senna, osłabiona, nie masz energii, brak Ci witalności-czujesz się ciężka, nie masz chęci na trening
-wszystko Cię denerwuje
-masz złe samopoczucie
-na skórze pojawiają się wypryski
-pogarsza się kondycja włosów i paznokci

Gorzej, jeśli objawy pojawiają się nawet kilka dni po spożyciu danego produktu. Wtedy jest ciężej określić, co dokładnie nam nie służy. Ale wszystko jest do zrobienia! ;)
Polecam notowanie, robienie sobie małych wyzwań, dopatrywanie się efektów.
Ja niedawno robiłam sobie, jak już mówiłam, właśnie takie małe wyzwanie ''tydzień bez nabiału''.
Dokładnie możecie przeczytać o tym TUTAJ :) Dzięki temu testowi, wiem, że MI nabiał nie szkodzi, a wręcz służy. ALE każdy z nas jest inny, ma inny organizm, inne potrzeby. 
Dlatego wszystko to jest sprawą bardzo indywidualną!!!

Ważne są też badania. Zachęcam do wykonywania regularnych badań, także tych na alergie - czy to pokarmowe, czy każde inne. Ja takie badania wykonywałam w listopadzie i wyszło mi, że nie mam żadnych problemów z nietolerowaniem laktozy, orzechów czy jajek, a jedynie uczulona jestem na kurz (albo jakiś tam jego składnik).
Wyniki dokładnie nam pokazują, czy coś nam nie szkodzi, są więc podstawą to ustalania swojej diety!


A takim najbardziej codziennym wyznacznikiem, czy nasz sposób odżywiania jest dla nas dobry, jest oczywiście nasze samopoczucie! :) I dzięki temu wiem, że moja dieta naprawdę mi służy :)




POZDRAWIAM KOCHANI! :)
P.S. Jaki post chcielibyście teraz zobaczyć? Proszę dajcie mi znać w komentarzu na dole!






czwartek, 16 kwietnia 2015

Wyzwanie ''Tydzień bez nabiału'' - dlaczego? czego się spodziewałam? jakie efekty? co dalej?

Już kiedyś pisałam o tym, ale na drugie imię mogłabym mieć ''Produkt pochodzenia zwierzęcego'',
bo uwielbiam i mięso, i jajka, i nabiał (produkty mleczne). Dlatego jestem pewna, że dieta wegetariańska czy wegańska, nie są dla mnie (ponoć nigdy nie mów nigdy;). Jednak tyle się słyszy (i czyta, i widzi, i wmawiają Ci, i przekonują), że przetwory mleczne nie są dla nas dobre, powodują obrzęki, wzdęcia, zaparcia/biegunki, zapychanie porów, trądzik, pogorszenie kondycji włosów, skóry, paznokci itd.
A jako, że ja jestem ciekawska i lubię próbować wszystkiego, postanowiłam spróbować żyć bez nabiału.
UWAGA! Są dwie szkoły - pierwsza, że nabiał to tylko produkty mleczne, a druga, że nabiał to i produkty mleczne i jajka. Ja dalej nabiałem będę nazywać tylko produkty mleczne (tak nawet będzie po prostu prościej). Tak więc jajka jadłam i to codziennie.

Na tydzień zerwałam z moimi ukochanymi produktami, które jadłam codziennie, czyli:
-serki wiejskie
-jogurty
-twarogi
-ser żólty
-mozzarellę

Postanowiłam na początku zacząć od tygodnia, a jeśli zauważę jakiekolwiek pozytywne zmiany, okres ten przedłużę.

Jakich efektów się spodziewałam (bo takie były ''obiecane'' wszędzie) już po tygodniu:
-lepszy stan skóry (może zniknięcie części zanieczyszczeń)
-lepsze trawienie
-jeszcze lepszego samopoczucia
-przyspieszenia metabolizmu
-uregulowania wypróżniania
-zniknięcie ''opuchnięć'' z brzucha
-więcej energii

To było tylko na tydzień, więc na superextra efekty też oczywiście nie liczyłam, ale po prostu chciałam dostać jakiś sygnał od organizmu, że porzucenie nabiału mu służy.

Czy dostałam taki sygnał?
Nie. I z jednej strony trochę mi szkoda, że nie, bo myślałam, że z tej mąki będzie chleb, ale z drugiej...
mam pewność, że moje ulubione przetwory mleczne mi nie szkodzą, a nawet służą!

Przez ten tydzień wyzwania mój brzuch wyglądał średnio, co było dla mnie pierwszą oznaką, że organizm źle reaguje na ten odwyk. Dodatkowo miałam straszne problemy trawienne, o najpilniejszych potrzebach nie wspominając:/
Dlatego przekonałam się, że nabiał mi służy. Nie mam też żadnej nietolerancji laktozy, więc dlaczego miałabym z niego rezygnować? Bo taka jest moda? Ile osób, tyle zdań o nim. Najlepiej przekonać się o tym na własnym ciele! :) Jednak nie mam już zamiaru znowu jeść codziennie po kilka razy produktów mlecznych, a po części zastępować go jak największą ilością ryb (łosoś!:)), którego poznałam od nowa dzięki temu odwykowi. Dieta musi być jak najbardziej urozmaicona przecież :)




 Już dwa dni po powrocie do serków i jogurtów, mój brzuch i trawienie wróciły do normy :)




A jak to u Was jest z nabiałem? Jestem bardzo ciekawa, koniecznie napiszcie!
Pozdrawiam! :)

wtorek, 14 kwietnia 2015

Co do jedzenia zabieram ze sobą do szkoły na 8 godzin? + moje zdjęcie życia z treningu Anny Lewandowskiej

Niedawno pytałam się Was, jaki post chcielibyście zobaczyć na moim blogu.
Jednym z nich było pokazanie, co biorę ze sobą do jedzenia do szkoły (pozdrawiam pomysłodawczynie:*:).
Jako, że do szkoły zwykle wychodzę o 7:15, a wracam po 15, jestem w niej strasznie długo, to i jeść muszę mieć co. Śniadanie zawsze jem w domu i kończę je około 7, obiad po powrocie do domu, więc można powiedzieć, że biorę dwa posiłki ze sobą - coś jakby II i III śniadanie.
A może mówiąc bardziej modnie - brunch i lunch? :D

Więc dziś pokażę, co zabierałam ze sobą w trzech kolejnych dniach. Zapraszam!

Od razu zaznaczam, że zawsze biorę ze sobą także dwie małe butelki wody niegazowanej.

I:

1. Dwa jajka na twardo, papryka, ogórek i rzodkiewka posypane pieprzem + dwa wafle ryżowe do tego
2. Kanapka z chleba żytniego z miodem + banan + kiwi + orzechy brazylijskie i nerkowce (kilka)


II:

1. Dwa wafle ryżowe z łososiem, sałatą i ogórkiem, posypane pieprzem + sałatka z tych warzyw i łososia, który został, posypane pieprzem
2. Dwa kawałki ciasta fasolowego + jabłko

III:


1. Serek wiejski + banan + kiwi + orzechy
2. Sałata lodowa z tuńczykiem, papryką i szczypiorkiem z przyprawami + dwa fale ryżowe




*

Jak widzicie, ostatnie jedzenie na wynos zawiera serek wiejski - skończyłam swoje małe wyzwanie ''tydzień bez nabiału''. O efektach i zmianach, jakie zauważyłam napiszę na blogu w najbliższym czasie, jeśli jesteście ciekawi zapraszam!

Chciałam także zapowiedzieć, że w następnym tygodniu stworzę nowe konto na instagramie, na które na pewno codziennie będę coś wrzucać :) Mam już do tego odpowiedni sprzęt, więc i jakość zdjęć na blogu znacznie się poprawi! 

Pod koniec tego tygodnia przedstawię Wam także post z rodzaju urodzinowych - tak się składa, że jutro mam urodziny, więc być może, że nasunie mi to jakiś temat na wpis :)


I już całkowicie na koniec mam dla Was jedną informację i chcę się czymś pochwalić.
W ostatnim poście pisałam swoją relację z treningu Anny Lewandowskiej we Wrocławiu, który odbył się 11.04. 2015 roku, więc wiecie, że miałam przyjemność uczestniczenia w nim. 
Wstawiłam też trochę zdjęć, które jednak są raczej bardzo słabej jakości.
Otóż, na całej imprezie, zdjęcia robiła firma Fuji Film, która udostępniła je na swojej stronie na fb - KLIK.
Jakie było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłam, że w większości zdjęć grupowych, jest i moje zdjęcie ze wspaniałą Katrin! <3 Popatrzcie tylko! :) Może moja mina nie jest zbyt... ''wyjściowa'', ale liczy się dla mnie energia, jaka z niego płynie!
Zdj. FujiFilm Sky Tower Wrocław

 Wspaniały prezent urodzinowy <3



Pozdrawiam! :*




niedziela, 12 kwietnia 2015

Relacja z treningu z Annną Lewandowską 11.04.2015 we Wrocławiu

Dziś zapraszam Was na obiecaną relację z wczorajszej imprezy.
Wejściówkę na trening kupiłam chyba około miesiąca temu, dosłownie w tym samym dniu, w którym Ania napisała o nim na swoim fb. Do wyboru były dwa pakiety:
-pakiet silver za 60 zł (wejście na trening, butelka wody, mata do ćwiczeń)
-pakiet gold za 90 zł (wejście na trening, butelka wody, mata do ćwiczeń + książka ''Żyj zdrowo i aktywnie z Anną Lewandowską'' z podpisem Ani)
Ja wybrałam pakiet z książką, ponieważ bardzo chciałam ją mieć i już od dawna się na nią ''czaiłam''.
Plan całego spotkania:
-10:00 - 12:00 wejście
-12:00 - rozpoczęcie
-12:00-12:55 trening zumby z Katrin Kargbo 
-5 min przerwy
-13:00 - 14:00 trening prowadzony przez Annę Lewandowską
-robienie wspólnych zdjeć
Cała impreza odbywała się w wielofunkcyjnej hali sportowej na AWF, tam gdzie odbywają się wszystkie tego typu wydarzenia, także treningi z Ewą Chodakowską, co mi bardzo pasuje, bo mieszkam dokładnie po tej stronie Wrocławia;)
Miejsce jest do tego dobrze przystosowane, nawet dla 600 osób, bo tyle nas było!
Od razu przy wejściu czekały osoby, które wskazywały gdzie mamy się udać, na początku w zależności od pakietu po opasek na rękę i książek, następnie aby się przebrać. Szatni było kilka otwartych i ścisku raczej nie było, ale ja byłam tam już chwilę po 10, kiedy po prostu jeszcze w ogóle nie było dużo ludzi.
Torby z rzeczami mogłyśmy wziąć ze sobą na salę i zostawić na trybunach, z czego wszyscy się ucieszyliśmy, bo szatnie pilnowane raczej nie były. Od razu też większość zajęła sobie miejsca na sali, ja zaraz pod sceną, a co! :D  Byłam sama i starałam się z innymi dziewczynami trochę pogadać, co czasami się udawało, a czasami nie :P Jakoś około 11 na scenie przywitał nas jeden z organizatorów, bardzo sympatyczny pan w pomarańczowej marynarce :) Muszę przyznać, że świetnie minął ten czas czekania dzięki niemu :)
Po przywitaniu zadał pytanie ''Czy jest tu jakaś pani, co się nie boi mówić?'' i moja ręka automatycznie powędrowała do góry (jako jedyna), więc usiadł koło mnie pod sceną i przeprowadził ze mną ''wywiad'':D
Był bardzo zabawnie. 
Później jeszcze za przeprowadzenie przez chwilę ćwiczeń na scenie dostałam koszulkę :P
O 12 wpadła Ania z Katrin i oficjalnie rozpoczęły imprezę.
Najpierw zumba poprowadzona przez Katrin - pot i szczęście :D
Muzyka była świetna, naprawdę doskonale dobrana. A co do samej Katrin - niesamowity wulkan energii!
Według mnie, jej ciało idealnie pokazuje pracę nad nim wykonaną, forma do pozazdroszczenia!
Podczas treningu były chwile na łyk wody, więc nawet pomimo strasznego gorąca na sali, dało się wytrzymać:)
Gdy Katrin zeszła ze sceny, od razu podeszłam do niej z prośbą o zrobienie zdjęcia. Mimo, że nawet nie zdążyła się napić, zgodziła się bez wahania :)
Po chwili przerwy, swój trening rozpoczęła Ania. Przyznam szczerze, że pot lał się strumieniami, dosłownie!
Ale wynikało to też w dużym stopniu z właśnie duchoty na sali ;/ A 600 osób pocących się w jednym czasie to naprawdę dużo. Trening podzieliła na 4 bloki, w których wykonywaliśmy różne ćwiczenia na różne partie mięśni. Większość z tych ćwiczeń jest dobrze znana (przysiady, wykroki, podskoki itd.), były też ćwiczenia w parach, więc mogliśmy* kogoś poznać, ja akurat ćwiczyłam z bardzo sympatyczną dziewczyną, z którą nawzajem się motywowałyśmy w trudnych momentach:D
*mogliśmy, a nie mogłyśmy - wśród tych 600 osób było 5 mężczyzn :D
 Ania ciągle utrzymywała z nami kontakt, mówiła, zapewniała,że wszystkich widz, co też bardzo motywowało.
Co do samej Ani - bardzo skoczna na scenie, potrafi motywować, ale całkowicie inaczej ją sobie wyobrażałam (wiadome, zawsze tak jest). Widziałam na zdjęciach, że jest drobna, ale nie spodziewałam się jej aż tak chudziutkiej! Myślałam, że jest bardziej umięśniona i zbudowana, a tu wyglądała jak taka w sumie raczej ''nie za duża'' nastolatka o zaskakująco ciemnym kolorze skóry. Dlatego, co do sylwetki, wzorem jest dla mnie Katrin :) Choć Ani oczywiście, nic zarzucić nie można, bo wiem, że dla wielu jest idealna. Jednak na żywo każdy wygląda całkowicie inaczej.

Najgorszym momentem było, kiedy po treningu wszyscy rzucili się by zrobić sobie z Anią zdjęcia. Istny szał!Naprawdę, w takim ścisku nie stałam chyba nigdy, jak wtedy pod sceną :D
I mimo, że wszyscy powinni być w endorfinowym raju, raczej większość dziewczyn okazywała się wtedy nerwowa...

Ogólnie zaliczam całą tę imprezę jako bardzo udaną, ale już na kolejny trening za rok raczej nie pójdę :)
Warto w życiu przeżyć takie coś (ale na trening z Ewą na pewno kiedyś pójdę!:D).
Choć przez te wszystkie zachwyty, ochy i achy, które są w chyba każdej relacji z treningów z Anią nastroiły mnie na coś innego i czegoś innego się spodziewałam (niestety chyba).

CZAS NA ZDJĘCIA!















Bywacie na takich imprezach? Koniecznie dajcie znać!
Pozdrawiam! <3