środa, 25 lutego 2015

Odżywki białkowe - wszystko w jednym miejscu, moja odżywka

Wszyscy wiemy, jak ważne jest w naszej diecie białko (nie tylko dla osób ćwiczących).
Ja też pisałam już dwa posty na temat białka:
BIAŁKO W DIECIE i
CO SIĘ STAŁO JAK NIE JADŁAM BIAŁKA
Było też już wiele przepisów, gdzie szczególną uwagę zwracam na ilość białka. 
Jednak czasami, wspomagam się odżywką białkową.

Dlaczego?:
-dla wielu osób wydaje się konieczna, aby dobić do odpowiedniej ilości białka
-z wygody
-po prostu pasuje mi jej smak (dość specyficzny, ale bardzo mi odpowiada)
-znajduje ona zastosowanie w wielu przepisach
-jest to białko łatwo przyswajalne
-gdy nie mamy ochoty na mięso/ryby/twarogi możemy pokombinować z odżywką
-wymieszana z mlekiem i np. bananem, tworzy pyszny szybki posiłek, także potreningowy

Białko to jedynie sposób, by pomóc sobie zbilansować dietę. Samo jedzenie białka nie wyrobi nam mięśni, nie spali tłuszczu, nie uczyni z nas greckich bogów - PAMIĘTAJMY :)
Białko serwatkowe, które jest najbardziej popularne, pochodzi z mleka, oprócz niego dostępne jest także białko wołowe ''wołowina w proszku'', białko sojowe (dla wegetarian), białko drobiowe (bardzo mało znane, stosunkowo drogie). Jednak zarówno białko wołowe, jak i białko sojowe i drobiowe,są powszechnie komentowane i na ich temat jest wiele opinii. Do wołowego często dodawane są różne suplementy, których nie każdy chce spożywać i jest stosunkowo drogie. Sojowe jest podejrzewane o niepełny skład aminokwasów i słabe działanie, ale jego średnia cena jest dużo niższa niż innych odżywek. Drobiowe natomiast produkuje niewiele firm i mało się o nim mówi.


Na podstawie metod otrzymywania białka, wyróżniamy 3 rodzaje odżywek:

-koncentrat  (ja właśnie jego używam) - najpopularniejsze, ilość białka na 100g wynosi ok.70-80g

-izolat - posiada większą ilość białka (nawet 90 na 100g), dobry dla osób nietolerujących laktozę, gdyż większość jej nie zawiera

-hydrolizat - mało popularny przez wysoką cenę, białko jest już rozbite na pojedyncze aminokwasy, przez co wchłania się maksymalnie szybko





 
Ja używam odżywki z firmy Olimp, 100 % Naturalny Koncentrat Białka.
Nie ma ona żadnych substancji słodzących, chemicznych, co jest raczej stałym dodatkiem do odżywek białkowych, w celu poprawienia ich smaku. 
Na rynku mamy ogromny wybór odżywek białkowych, w różnych smakach (czekoladowe, waniliowe, o smaku dowolnego ciasta, truskawkowe itd.), więc można zaszaleć :)



JAK WYBRAĆ BIAŁKO?
Jeśli szukasz odżywki dla siebie, myślę, że ten post może pomóc :) 
Ja wybrałam białko, którego skład najbardziej mi odpowiada (czyste białko), jest łatwo przyswajalne i cena ok (na internecie możemy kupić za nawet 60zł).
Wybierając białko, kieruj się upodobaniami i celem, jaki chcesz, żeby pomogło Ci osiągnąć.
Jeśli dopiero zaczynasz treningi, białko będziesz wykorzystywać do owsianek/naleśników, Twoim celem nie są mięśnie jak u Lazara - nawet koncentrat białka serwatkowego wystarczy :)
Nie tolerujesz laktozy - izolat, a jeśli chcesz zaszaleć, zainwestować i mieć jak najszybsze wchłanianie - hydrolizat. Wybierajmy białka z dobrych, znanych firm (np. Olimp, SFD).
Możemy je znaleźć na internecie,w sklepach sportowych (np. Inter Sport, Go Sport, Decathlon), specjalistycznych sklepach, w sklepach ze zdrową żywnością.





Mam nadzieję, że dla poszukujących odpowiedzi, ten post się przyda :)
Pozdrawiam!


niedziela, 22 lutego 2015

Jak postawa ciała wpływa na nasz wygląd? Prawidłowa postawa ciała, a płaski brzuch

Tytuł wpisu bardzo długi, ale chciałam w niej zawrzeć wszystko, o czym będzie dzisiejszy post:)
Prawidłowa postawa ciała jest niezwykle ważna dla naszego zdrowia i może baaardzo poprawić wygląd naszej sylwetki, dlatego warto się jej przyjrzeć.
Jako, że forma wpisu, gdzie prezentuję podstawowe błędy, została przyjęta ostatnio z dużym entuzjazmem, dziś wykorzystam ten sam sposób :)

Odpowiednia postawa ciała sprawia, że brzuch staje się płaski.
Nawet jeśli nie mamy na nim grama tłuszczu, jest pięknie wyćwiczony, ale nie pilnujemy postawy ciała, to on nigdy nie będzie wyglądał ładnie. Dlatego zadbajmy o odpowiednią postawę!


NIEPRAWIDŁOWE POSTAWY CIAŁA:

1.

Na zdjęciu powyżej widzimy bardzo powszechny błąd: brak ściągniętych łopatek, wygięcie kręgosłupa, wypchanie brzucha do przodu. Sylwetka prezentuje się bardzo niekorzystnie, brzuch jest obwisły.
Co zrobić, gdy mamy tendencje do takiej postawy ciała?
Pilnujmy ściągania łopatek!


2.





Tutaj mamy problem z nadmiernym staraniem się o prostą postawę ;) Zbytnie wypychanie pupy do tyłu, a co za tym idzie - brzuch wypychamy do przodu. Efekt? Nawet najbardziej płaski brzuch będzie wyglądał na wydęty, a my jak kaczka.
Jak zaradzić?
Starać się zawijać delikatnie kość ogonową do przodu.


PRAWIDŁOWA POSTAWA CIAŁA:


Jak ją uzyskać?
1. Łopatki mocno ściągnięte
2. Plecy proste, kości ogonowej nie wyginamy do tyłu w łuk.
3. Głową ciągniemy zawsze delikatnie do góry, ale nie unosimy barków.
4. Klatkę piersiową otwieramy, nie garbimy się.
5. Pilnujemy by nie wysuwać brody do przodu.

Wyobraźmy sobie, że ciągnie nas do góry niewidzialny sznureczek - pomaga;)


Gdy obawiasz się, że zgubiłeś odpowiedni pion, podejdź do ściany i ''przyklej'' się do niej tyłem ciała, a później pilnuj, by być tak wyprostowanym przez cały czas.


W utrzymaniu odpowiedniej postawy ciała bardzo pomagają ćwiczenia pilatesowe, które gorąco polecam. Zdrowe plecy=zdrowe ciało :) Na wzmocnienie mięśni pleców oczywiście niezastąpione są także treningi siłowe. Czyli kolejne zalety regularnych treningów ;)




W tym poście zawarte są jedynie moje wskazówki, jeśli mamy problemy z kręgosłupem, jedynie odpowiedni lekarz specjalista może nam pomóc.
Pozdrawiam!

czwartek, 19 lutego 2015

Jak zaczęłam się zdrowo odżywiać? Historia cukroholika. TAK, TY TEŻ DASZ RADĘ!

Był już post o ćwiczeniach, dziś opiszę swoją drogę do zdrowego odżywiania.

Jeśli nie widzieliście posta, gdzie opowiadam swoją historię z treningami, zapraszam !!!!!!!!


Jako małe dziecko, nie jadłam dużo. Ba! Jadłam mało. Codziennie na obiad mama robiła jakieś inne danie, ale większość rzeczy mi nie smakowała. Jednak jak zrobiła gołąbki albo pierogi, to potrafiłam zjeść więcej niż tata. Mama sprytnie to wykorzystywała i często przygotowywała te potrawy, które miała pewność, że zjem. Najbardziej lubiłam pieczone ziemniaczki, kopytka, pierogi, gołąbki, kluski.
Rano jadłam jak chyba każde dziecko, płatki śniadaniowe. Do szkoły dostawałam batoniki z postaciami kreskówek, których nie jadłam, bułkę, banana. Nigdy jakoś nie czułam się głodna, nie zwracałam na to uwagi. Słodyczy nie jadłam, jedynie raz na jakiś czas chipsy albo czekoladkę. Ciast i tortów nienawidziłam. Napoje gazowane też średnio, ale piłam sklepowe soki. W jakoś 4/5/6 klasie także jadłam niewiele. Nie myślałam nad tym, o figurę się nie martwiłam, bo byłam ''szczypiorkiem''. Jednak zawsze jadłam solidne śniadanie - omlet z 3 jajek, z mąką (pszenną oczywiście) i dżemem. Po tym w ciągu dnia w szkole jadłam może jakąś kanapkę i po powrocie do domu obiad. Nie lubiłam schabowych i mielonych ziemniaków, ale mama przygotowywała mi zazwyczaj to co lubię. A gotuje ona świetnie (niestety:D), po czasie zaczęłam jeść coraz więcej. I gimnazjum to był dla mnie czas wielu zmian, także jeśli chodzi o jedzenie. Pokochałam słodycze (chyba z dnia na dzień).
Mój jadłospis wyglądał wtedy mniej więcej tak (nie przestraszcie się):
-rano na śniadanie - 5 naleśników z syropem klonowym albo omlet z 4 jajek i z mąką (pszenną), posmarowany dżemem + do tego wieeelka herbata z 4 łyżeczkami cukru
-w szkole: 2 batoniki princepolo albo lion white + duża bułka z serkiem + soczek cappy
-po powrocie ze szkoły jadłam obiad, np. 2 schabowe, wielka fura ziemniaków, popite sokiem,
po obiedzie szłam do pokoju z wielkim kubkiem herbaty (4łyżeczki cukru) i kubkiem kawy z mlekiem (4 łyż. cukru), 2 kawałkami ciasta (zawsze było, ja już o to dbałam) tabliczką czekolady i czasem jeszcze z lodami. Zjadałam to praktycznie wszystko od razu
-później właściwie ciągle coś jadłam, ciągle chodziłam do lodówki, a wieczorem robiłam sobie pizze (sklepową)/frytki/ grzanki z żółtym serem. Nie jadłam prawie wcale warzyw. Często zamawiałam sobie pizze, ciągle piłam energetyki. W fastfoodach jadłam tony kurczaka i frytek.
W ten sposób w kilka miesięcy z wagi jakoś 52 kg przytyłam do 60 kg, trwało to praktycznie całą I klasę. Nie byłam gruba, ale ''zatłuszczona''. Nigdy nie miałam gorszej kondycji niż wtedy (choć uprawiałam sport, ale o tym już mogliście przeczytać. Miałam nieładną cerę, słabe włosy i paznokcie. Czułam się kiepsko, nie miałam energii/

Równo na koniec wakacji, I września 2013 roku, postanowiłam wszystko to rzucić, zmienić siebie. Przestałam pić kawę, herbaty nie słodziłam i mi nie smakowała, więc jej też nie piłam.
Z dnia na dzień przestałam jeść słodycze (choć baardzo mnie ciągnęło na początku). Ale obiadki dalej były mamy. I w ten sposób wszystko powoli zmieniałam, wprowadzałam coraz więcej zmian. Doprowadziłam w niedługi okres czasu do tego, że moja dieta stała się w 100% czysta i racjonalna.
Umocniła to robiona w kwietniu 2014 roku książka Ewy Chodakowskiej, w której na cały miesiąc mamy rozpisaną dietę. Szybko zrzucałam zbędne kilogramy. W czasie wakacji trochę przesadziłam, bo dużo ćwiczyłam, a choć jadłam racjonalnie, to trochę za mało, jak na swoją aktywność. Jednak od września byłam ''na masie'' i mogę już szczerze powiedzieć, że wyglądam tak, jak powinnam i jak chcę :) I PRZEDE WSZYSTKIM CZUJĘ SIĘ REWELACYJNIE!!! :) I jestem w życiowej formie :)
Co i jak teraz jem, doskonale wiecie, bo na blogu ciągle o tym piszę :)
Jestem zdrowa, szczęśliwa. I MUSZĘ TO ZAZNACZYĆ, ALE PIERWSZY RAZ W ŻYCIU NA BADANIU KRWI WYSZŁO, ŻE NIE MAM ANEMII I ŻE MÓJ POZIOM ŻELAZA JEST NAPRAWDĘ BARDZO DOBRY. Widzicie? Jak się chce, to wszystko można!
Ja rzuciłam się na głęboką wodę i słodycze i fastfoody po prostu wyrzuciłam ze swojego życia w ciągu dnia, ale każdy może robić, jak chce, byle by działać!
Znacie moją historię, HISTORIĘ BYŁEGO CUKROHOLIKA, myślę, że może kogoś zmotywuję do zmian, bo SAMI WIDZICIE, WSZYSTKO JEST MOŻLIWE :)




Pozdrawiam! :)




poniedziałek, 16 lutego 2015

Czujesz się sennie w ciągu dnia? Sprawdź, czy nie popełniasz tego błędu!

Jeśli w ciągu dnia czujesz osłabienie, znużenie, zmęczenie lub senność, choć w nocy spałaś/eś odpowiednią ilość czasu, w tym wpisie znajdziesz odpowiedź, dlaczego tak się dzieje i jak temu zaradzić. Zapraszam :)


Wiele ludzi praktykuje zasadę, że po sytym obiedzie trzeba iść się zdrzemnąć chociaż 30 minut, odpocząć. Problem się pojawia, gdy kompletnie brakuje na to czasu, a ogarniająca nas senność jest ogromna i nie do powstrzymania. Jednak wszyscy powoli stajemy się (jeśli jeszcze nie jesteśmy) społeczeństwem świadomym, że na nasze samopoczucie i energię do życia bezpośredni wpływ ma nasz sposób odżywiania i, oczywiście także, poziom aktywności fizycznej. Poza tym także wiele innych czynników, choćby otoczenie i środowisko, w którym przebywamy, jednak w tym poście skupimy się, zgodnie z tematyką bloga, na jedzeniu i ruchu :)


Najczęstsze sytuacje opiszemy na przykładzie pani X.

SYTUACJA I:

Pani X wstaje rano, szybko zbiera się do pracy, jako śniadanie wypija kawę i zjada szybko banana.
Po przyjeździe do pracy przez pierwsze 20 minut tylko biega między piętrami, później szybko jednak siada przy swoim biurku i poziom jej koncentracji nad pracą wynosi 0.  Przerażona spadkiem formy, biegnie do automatu i kupuje batonika, którego od razu zjada. Przez 20 minut znów biega, później jednak szybko następuje kolejny spadek energii, koncentracji i chęci do życia. Czas na kolejną kawę?
Nie.

Dlaczego tak się dzieje?
Podstawowym błędem jest tutaj brak konkretnego śniadania. Skąd mamy czerpać rano energię jak z niego? Dobrze zbilansowane śniadanie powinno nam zapewnić energię i chęć do pracy na cały poranek. Co zjeść? Polecam na śniadanie zjeść dobre węglowodany złożone, które uwalniają się stopniowo i są podstawowym źródłem energii.
Banan powinien być raczej dodatkiem do śniadania, gdyż jak każdy owoc, zapewnia nam energię bardzo szybko po zjedzeniu, ale też na krótko.
Jak to wygląda? Zjemy banana i w chwilę nasz poziom cukru, a za tym także energii, gwałtownie wzrasta. Jednak po upływie kolejnej chwili poziom cukru gwałtownie spada i następuje wtedy tak zwany ''spadek formy''. Dlatego banana lepiej dodać do np. owsianki, a nie kazać mu spełniać zadania śniadania :)


SYTUACJA II:

Pani X zasiadła do stołu do sytego obiadu: pół talerza ziemniaków, kotlet i jakaś surówka. Do tego jeszcze opiła się jak bąk. Ciężko nawet wstać od stołu, ale przecież ulubiony serial zaraz się zaczyna.
Szybko pomyła naczynia i poszła położyć się na kanapę. Zanim serial się skończył, poczuła ogromną senność. ''Drzymnęła się'' godzinkę. Po obudzeniu wcale nie czuła się lepiej. Ale pranie samo się nie zrobi, więc z klejącymi oczami i ciężką głową musiała wstać.

Dlaczego tak się dzieje?
Tutaj mamy do czynienia z bardzo częstym błędem - przejedzeniem. Nasz żołądek ma określoną pojemność i niekoniecznie podoba mu się, że chcemy go rozepchać, bo ten kotlet był najlepszy na świecie. Normalne jest, że po posiłku należy chwilę odpocząć, pozwolić organizmowi spokojnie zająć się trawieniem, ale gdy zjemy odpowiednią porcję, problem senności się nie pojawi!
Inną sprawą jest nadmiar węglowodanów (nawet tych złożonych).
Węglowodany spożyte w nadmiernej ilości, mają działanie usypiające. Dlatego należy pamiętać, że cały talerz ziemniaków, czy nawet brązowego ryżu, to nie zawsze jest posiłek dający super kopa energetycznego (choć przed treningiem powinniśmy zjeść dużą dawkę węglowodanów, ale to inna sprawa). Tutaj znów daje o sobie znać odpowiednie zbilansowanie diety (zapraszam na przykładowe przepisy z bloga ;).


SYTUACJA III:

Po powrocie z pracy Pani X, choć znajduje czas na 2 godziny oglądania telewizji, nie znajduje czasu na choćby najmniejszą aktywność fizyczną. Jej kondycja i forma pozostawia wiele do życzenia, co sama zaczyna powoli widzieć z lusterku, a już na pewno w życiu codziennym, gdy ma problem wejść po schodach na 2 piętro. Do pracy podjeżdża autem niemal pod same drzwi, a sklep spożywczy wybiera ze względu na bliskość wejścia do możliwego miejsca zaparkowania auta.

Dlaczego tak się dzieje?
Masz czas na oglądanie telewizji, to masz czas na ćwiczenia! Czas ruszyć dupkę do góry i, nawet przy ulubionym serialu, zrobić choćby 15 minutowy trening. Efekty przychodzą szybciej niż możemy sobie wyobrazić, a poprawa samopoczucia gwarantowana już po pierwszym 'użyciu'' ;)
Nie ma wyjaśnień! Kto nie chce, szuka wymówek, kto chce, szuka rozwiązań!


SYTUACJA IV:

Pani X pół dnia spędza w biurze, a drugie pół w mieszkaniu. O 16 zasypia nad gazetą, która przecież była tak interesująca...

Dlaczego tak się dzieje?
Brak świeżego powietrza! Nie bez powodu poleca się chodzić na spacery, biegać, albo wykonywać wszelkiego rodzaju innego aktywności na dworze. Mózg potrzebuje odpowiedniego dotlenienia!
Gdy mu go nie dostarczamy, nasza efektywność spada niemal do 0, głowa zaczyna boleć, stajemy się drażliwi, samopoczucie to już w ogóle szkoda gadać, oczy się kleją.
Tak więc, albo należy jak najczęściej dotleniać się na dworze, albo chociaż, gdy nie mamy możliwości na nawet najkrótszy spacer, otwórzmy okno, wystawmy głowę i pooddychajmy chwilę powietrzem z dworu (nawet gdy jest to powietrze w mieście).


SYTUACJA V:

Pani X pilnuje posiłków, chodzi na spacery, wszystko pięknie, cudnie, ale senność niestety dopada ją i tak.  Jedyne co, to w buzi ma pustynie... ups, przez cały dzień wypiła jedynie rano herbatę...

Dlaczego tak jest?
Cały nasz organizm bardzo potrzebuje stałego nawadniania, dlatego jeśli nie pijemy nic zbyt długo, zaczyna się wody domagać. Herbata i oczywiście inne napoje także się sprawdzają, jednak słodzone napoje itp. to rzecz okropna dla naszego organizmu i to wiemy, więc lepiej zamiast nich pić zwykłą wodę. Mózg oczywiście także potrzebuje wody, więc gdy jej mu brakuje, to zaczyna gorzej pracować, głowa boli. Jak głosi tekst na wielu butelkach H2O ''Choćby najmniejsze odwodnienie powoduje pogarszanie się samopoczucia'' i jest to szczera prawda. Dlatego butelka wody jest obowiązkowym wyposażeniem torebki/plecaka :D




Jak widzimy, sytuacji wpływających na pojawienie się senności w ciągu dnia, jest wiele.
Gdy zmagamy się z takim problemem, najlepiej przeanalizować nasz plan dnia i zapisać wnioski.
I oczywiście wprowadzić zmiany w życie! :)


 Ja się właśnie na taki spacer, żeby się dotlenić, wybrałam wczoraj z przyjaciółką. Pogoda była przepiękna! 1,5 godziny na świeżym powietrzu to wspaniały reset dla mózgu :)
A teraz powiedzcie mi proszę...czy mój kot naprawdę ma przerażoną minę?:D





Pozdrawiam



piątek, 13 lutego 2015

Przydatne, ciekawe pojemniki na jedzenie

Zdrowe, racjonalne odżywianie od wielu z nas wymaga zabierania ze sobą jedzenia do szkoły/pracy.
Niektórzy nazywają to ''dietą pudełkową'', a to po prostu dbanie o to, by nigdy nie być głodnym :)
Ile ludzi, tyle sposobów na II śniadanie w szkole, przekąskę w pracy itd.
Dziś Wam pokażę kilka pojemników na jedzenie, które są według mnie warte uwagi.

W takich pojemnikach zazwyczaj zabieram ze sobą do szkoły kanapkę, a w sytuacjach gdy na cały dzień wyjeżdżam gdzieś, nawet cały obiad.

Jako pierwsze pokażę Wam dwa ostatnio kupione pojemniki z Tesco. Nie były one tanie, a wręcz moim zdaniem znacznie za drogie.


Ten pojemnik kosztował ponad 20 zł,  odpowiedni do mikrofalówki i zamrażania w nim.
Zawiera pojemniczek na sos, składany widelec i nóż. Urzekł mnie też ten malinowy kolor...:)



Ten także kosztował ok. 20 zł i tak samo nadaje się do mikrofalówki i zamrażarki. Jak widać na zdjęciach - na górze mamy trzy przegrody, na dole mamy  jedną dużą przegrodę.


 



Fioletowy pojemnik pochodzi z firmy Jan Niezbędny, która ma wiele ciekawych gadżetów.
Ja swój kupiłam w Selgrosie za około 10 zł. Dostaniemy go w dwóch rozmiarach, ja mam ten mniejszy i kilku kolorach do wyboru. Do kupienia go zachęcił mnie fakt, że możemy go złożyć po zjedzeniu jego zawartości albo chowając do szafki. Dostaniemy go w wielu sklepach, widziałam także w Rossmanie.
W Empiku jest podobny za 30 zł.;)


Jeśli chodzi o koktajle, to niezastąpione są bidony. Ten pierwszy pochodzi z promocji w Tesco i kosztował 5 zł. Drugi jest z TK MAXX i kosztował ok. 12 zł. Obydwa są bardzo szczelne.




Niestety, większość pojemników, które widzimy, są po prostu drogie. Niedawno widziałam piękne pojemniki z przegródkami, w których możemy zabrać ze sobą cały obiad, sałatkę i napój, ale kosztowały co najmniej 30zł. Dla mnie gruba przesada. Jednak gdy szukacie tanich, a naprawdę dobrych i ślicznych pojemników bardzo polecam PEPCO. Większość pojemników kosztuje tam naprawdę niewiele, a i wybór jest ogromny. Pojemniki na dwóch zdjęciach powyżej, właśnie stamtąd pochodzą i jestem z nich niezwykle zadowolona :) Z pepco pojemników mam kilkanaście, ale większość jest pozajmowana, w ciągłym użytku, albo mam w nich pomrożone np. owoce.
Więc wcale nie trzeba wydawać dużo pieniędzy, aby mieć fajne pojemniki. A ja przyznam się, że i tak właśnie je najczęściej wykorzystuję:)



A Wy jakich pojemników używacie, gdy nosicie jedzenie ze sobą? :)

środa, 11 lutego 2015

Ja i aktywność fizyczna - czyli jak bardzo człowiek może się zmienić

Dzisiejszy post może być długi, uprzedzam :)
Większość osób, które zajmuje się blogowaniem, prędzej czy później opisują, jak zaczynali swoją przygodę z ćwiczeniami, kiedy to było itp.
Ja też chciałabym Wam przedstawić moją historię. Dziś będzie jedynie o aktywności fizycznej, a niedługo pojawi się także o zdrowym odżywianiu.


Jako małe dziecko byłam raczej średnio ruchliwa, żeby nie powiedzieć ostrzej.
Wtedy mogłabym cały dzień się uczyć, rysować, później także czytać. No i oczywiście bawić lalkami itd. Jedynym zbawieniem dla poziomu mojej aktywności był mój starszy brat. Uczył mnie jak robić fikołki, przewroty. Z przyjaciółmi ciągaliśmy się wzajemnie na deskorolce, z tatą kopałam piłkę.
Po drzewach i płotach nigdy nie chodziłam.  Byłam bardzo szczuplutka.
W pierwszej klasie podstawówki zaczęłam chodzić na karate. Treningi były 3 razy w tygodniu i nieraz nieźle dawały w kość. Byłam wtedy tam jedną z najmłodszych, z najsłabszą kondycjąMiędzy drugą i trzecią klasą pojechałam na obóz karate, gdzie trenowaliśmy bardzo dużo, po kilka godzin dziennie.
Po tym obozie przestałam być największą łamagą. Karate trenowałam 2,5 roku, skończyłam, gdy zostałam tam jedyną dziewczyną i ciągle chodziłam bardzo posiniaczona.
W między czasie chodziłam na naukę pływania i w sumie skończyłam 4 kursy (ale pływać dalej nie umiałam i nie lubiłam). Sportowa dalej jakoś nie byłam. Najlepszą motywacją, jaką mogłam wtedy dostać, było 5 z wf na pierwszy semestr w 4 klasie, gdy byłam pewna, że będę mieć, jak większość, słabą czwórkę. Jeździłam na zawody z siatkówki i biegania, więc czułam się wyróżniona.
W domu nic nie ćwiczyłam.
Na początku 6 klasy (w październiku) spadł na mnie wyrok (tak się wtedy czułam) - ortopeda zlecił codzienne ćwiczenia na wzmocnienie kręgosłupa, zero biegania i różnego rodzaju skoków.
Przepłakałam kilka dni, bo jak to można tak ćwiczyć.
Wtedy się zaczęły codzienne ćwiczenia, coś jakby pilates. Jak przez całe wcześniejsze życie, byłam bardzo szczupła, więc szybko na ciele zaczęło być widać mięśnie. Nie widziałam jednak w tym żadnej przyjemności, ale obowiązek. Od zawsze jestem bardzo obowiązkowa, więc narzuciłam sobie mocny rygor. Ćwiczyłam codziennie, choćby nie wiem co. Taki trening trwał mi ok. 40 min.
Weszło mi to w krew i nie musiałam nawet nad tym myśleć, było to dla mnie tak naturalne, jak mycie zębów. W gimnazjum wróciłam na basen i chodziłam dwa razy w tygodniu na prywatne lekcje. Wreszcie nauczyłam się pływać. W między czasie tata kupił nieduży atlas. Ćwiczenia na nim dołączyłam do codziennych treningów. Przestałam go użytkować po kilku miesiącach, bo wszyscy zauważyli, że ''za bardzo rozrosły mi się barki''. W wakacje między 1 a 2 klasą gimnazjum postanowiłam wziąć się za siebie, bo zgrubłam jak nigdy w życiu (powód będzie we wpisie o diecie).
Spróbowałam Skalpel I Ewy Chodakowskiej. Po 15 minutach padłam na twarz i nie mogłam zejść po schodach. Ciągle robiłam swoje ćwiczenia na plecy. We wrześniu wzięłam się ostro do pracy. Równo  1 września wprowadziłam rewolucję także w ćwiczeniach. Zaczęłam codziennie robić zestaw: Mel B pośladki + Mel B ABS + Tiffany Rothe Small Waist i oczywiście moja gimnastyka.
Po dwóch miesiącach zrzuciłam 4 kilogramy, ale tak naprawdę nie zależało mi na chudnięciu, tylko na kondycji i formie. Czułam się znakomicie. 31 października spróbowałam jeszcze raz zrobić Skalpel i od razu zrobiłam cały! Choć było mi strasznie trudno. Robiłam go przez kilka miesięcy, dokładałam różne absy, ćwiczenia na pośladki, wyzwania. Ćwiczyłam codziennie i przez pewien czas tyle robiłam, że trening zajmował mi dwie godziny dziennie (!). Później przerzuciłam się na Turbo Spalanie i Skalpel Wyzwanie. I tak jakoś 2 miesiące. W lutym zaczęłam dwa razy w tygodniu, przed basenem, chodzić na siłownię. Ćwiczyłam dużo i intensywnie. Cały kwiecień robiłam książkę ''Zmień swoje życie z Ewą Chodakowską'', stosując zarówno dietę, jak i ćwiczenia. Czasami wychodziły trzy treningi dziennie - z książki, siłownia i basen. Wiem, że to przesada całkowita. Później do wakacji cały czas robiłam treningi z książki, ale 6 razy w tygodniu. W wakacje na siłkę ani na basen chodzić nie mogłam, ale dalej ćwiczyłam w domu. Treningi z książki nie były trudne, od maja dodawałam do nich trening na płaski brzuch Chodakowskiej, później także ćwiczenia na pośladki jakieś. Robiłam je na zmiane z treningiem HIIT. Czułam się wypalona, zaczęłam ćwiczyć 5 razy w tygodniu. Nie miałam sił na więcej. Po wakacjach zrozumiałam,że przesadzam i nic dobrego z tego nie wyjdzie, choć chciałam jak najlepiej.
Zaczęłam robić 3 razy w tygodniu Skalpel Wyzwanie i jakoś 2 razy inne ćwiczenia. Porzuciłam cardio. Odzyskiwałam powoli siły. W grudniu zaczęła nowy trening siłowy, na sprzęcie w domu, bo na siłownie już nie wróciłam. Czułam się już naprawdę super. Ten trening siłowy był do końca stycznia.
Najbardziej kocham treningi siłowe podzielone na splity - szybko, konkretnie, mocno i efektownie.
Po siłowych zawsze trochę przerwy na pilates. I po 2/3 tygodniach kolejny siłowy.

Taka moja historia :)
Chciałam pokazać, jak wszystko może się zmienić i jak my sami możemy się zmienić :)
Pozdrawiam!


poniedziałek, 9 lutego 2015

Problemy z płytką paznokcia - o czym świadczą, jak im zaradzić?

Piękne, mocne paznokcie to marzenie chyba każdej kobiety.
Często jednak, zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn, występuję nieładne zmiany na płytkach paznokci.
Warto się tym zainteresować, gdyż mogą one świadczyć o problemach zdrowotnych.
Nawet częściej dotyczą zdrowia, niż nieodpowiedniej pielęgnacji.
O moich 5 ulubionych perełkach na paznokcie - TU.



ZMIANY W STRUKTURZE I FORMIE PŁYTKI:

- rozdwajanie i łamanie - bardzo częsty problem u większości kobiet, które chcą zapuścić paznokcie. Oprócz użytkowania mocnych detergentów, może być wynikiem niedoboru wielu witamin i składników mineralnych oraz za małej ilości białka w diecie. Witaminy i składniki mineralne znajdziemy w owocach i warzywach, polecam także orzechy, pestki dyni, słonecznika, ryby morskie, czyli źródła  zdrowych tłuszczy i cennego białka.

-podłużne paski (bruzdy) na płytce - mogą świadczyć o nadczynności tarczycy, nadciśnieniu, anemii, łuszczycy, osteoporozie, zaburzeniach pracy układu pokarmowego, może też sygnalizować problemy kobiece (paznokcie są wtedy dodatkowo kruche). Mogą powstawać z wiekiem (u osób starszych są bardzo częste i niekoniecznie świadczą o chorobie). Jednak gdy w wieku młodszym zmagamy się z tym problemem, powinniśmy iść na odpowiednie badania.

-poprzeczne bruzdy - mogą być następstwem silnego stresu, przebytej antybiotykoterapii lub efektem nieodpowiedniego obcinania paznokci. Staraj się unikać stresu lub znajdź sposób na jego odreagowanie (np.TRENING!:), dbaj o skórki i odpowiednie obcinanie paznokci (nie za krótko!).


ZMIANY W UBARWIENIU PŁYTKI:

-białe plamki - mogą być efektem urazu mechanicznego (np. uderzenia), ale utrzymujące się dłużej świadczą o niedoborze żelaza, wapnia, cynku lub witaminy H (biotyny) albo sugerować nadmiar mocznika w organizmie. W przypadku nadmiaru mocznika należy udać się do lekarza, gdyż może to wynikać z problemów z nerkami. Cynk znajdziemy w pestkach, nasionach, żelazo w np. wołowinie, szpinaku, wapń w nabiale, biotynę w np. wątróbce, orzechach, sardynkach, szpinaku, marchwi, pomidorach.

-barwa różowa przechodząca w połowie płytki w białą -  może świadczyć o anemii, problemach z wątrobą, tarczycą albo nerkami. Konieczna jest wizyta u lekarza, który zleci kolejne badania.

-nieładna żółtawo-zielona barwa - oprócz mechanicznych zabrudzeń i działań (np. malowanie ciemnym lakierem) czy palenia papierosów, może sygnalizować grzybicę paznokci, łuszczycę, albo być zapowiedziom przewlekłego zapalenia zatok. Aby pozbyć się tego problemu, należy ograniczyć (najlepiej rzucić) palenie papierosów i malowanie ciemnymi lakierami paznokci, a w przypadku grzybicy czy łuszczycy - udać się do lekarza, który zleci odpowiednie postępowanie.






Inspirację i wiedzę do tego posta zaczerpnęłam od zaprzyjaźnionej kosmetyczki, z ''Poradnika Domowego'' i stron medycznych.

Pozdrawiam! :)

niedziela, 8 lutego 2015

Podsumowanie tygodnia 01.02. - 08.02.2015

Dziś mało zdjęć, więc w tytule specjalnie zaznaczyłam, że jest to podsumowanie :)
W tym tygodniu byłam bardzo zajęta nauką (2 wielkie sprawdziany i z 12 kartkówek + oczywiście nauka na wszystkie bieżące lekcje, opracowanie lektury itd.), a czwartek dodatkowo upłynął pod znakiem międzyszkolnych zawodów z siatkówki. Powiem krótko - wygrałyśmy! ale łatwo nie było :) Strasznie dużo emocji, większość osób bardzo się stresowała, ciągły hałas z trybun (byliśmy gośćmi, więc na nas buczano;), ale też masa śmiechu i radości po meczu.
Na blogu jednak staram się być jak najbardziej aktywna :)
Jeśli chodzi o treningi, w tym tygodniu, jako, że rozpoczęłam regeneracje po siłowym, był pilates:
w poniedziałek SECRET Ewy Chodakowskiej, i w piątek jej SKALPEL I, oraz w środę i sobotę robiłam HIITY. Przyznam się, że już tęsknie za spiltami, ale to kwestia czasu na regenerację i wracam do nich.

Jak już mogliście przeczytać powyżej, jestem posiadaczką nowej płyty Ewy Chodakowskiej - Secret.
Przyszła do mnie w poniedziałek, więc tego samego dnia ją wypróbowałam. Po jednym razie nic nie mogę o niej napisać, ale muszę przyznać, że bardzo podoba mi się fakt, że ćwiczymy bez butów:)
Ćwiczenia najbardziej odczułam w mięśniach pleców, ale żadnych zakwasów nie miałam (nawet się ich nie spodziewałam, bo program nie jest dużym wyzwaniem).
Zamawiałam na bebio.pl i z przesyłką nie było żadnych problemów, szła do mnie 6 dni (zamawiałam we wtorek, przyszła w poniedziałek w następnym tygodniu).



Większość z tego już widzieliście, ale właśnie tak wygląda moje jedzenie, kiedy nie mam czasu kombinować...
(od lewej)
1. Śniadanie:Owsianka na mleku sojowym z dodatkami
2. Śniadanie:Jaglanka na wodzie z cynamonem, bananem i dodatkami
3. Część II śniadania: BOMBA WITAMIN ! :) Jabłko, dwa owoce kiwi, szklanka soku pomarańczowego wyciśniętego przez tatę (kocham!) i orzechy
4. Obiad: frytki, dwa jajka sadzone i szpinak z mozzarellą



Próbowanie przepisów na ciastka :)




Tyle u mnie!A jaki ten tydzień był dla Was? :)
Miłej niedzieli wszystkim!

piątek, 6 lutego 2015

Kolejny pomysł na proste, delikatne placuszki

Dziś kolejna wersja placuszków. Te są niezwykle delikatne i puszyste, niczym chmurka.
Dalej próbuję mąki z nasion amarantusa, więc to kolejny przepis z nią:)




Składniki:
-2 białka i 1 żółtko
-płaska łyżka mąki ryżowej
-kopiasta łyżka mąki z nasion amarantusa
-opcjonalnie: dobry tłuszcz do smażenia, np. olej kokosowy
-dodatki wedle uznania, u mnie: jogurt naturalny, kiwi, borówki

Białka ubijamy na sztywną pianę. Dodajemy żółtko i mąki. Delikatnie mieszamy łyżką. Wykładamy porcjami na rozgrzaną patelnię. Smażymy chwilkę pod przykryciem i odwracamy na drugą stronę. Po krótkiej chwili są gotowe.







Lubicie takie proste przepisy? :)


czwartek, 5 lutego 2015

Łączenie produktów - przyczyny WZDĘTEGO BRZUCHA c.d.

Zapraszam na kolejny post dotyczący brzucha, ale nie tylko. Wzdęty, odstający brzuch jest sygnałem, że to, co zjedliśmy, niekoniecznie pasuje naszemu organizmowi. Może być także objawem różnych chorób, nietolerancji, alergii, ale nie o tym dzisiaj.
W tym wpisie skupimy się na łączeniach różnych produktów, które mogą mieć przykry dla nas skutek, właśnie np. odstający brzuch, wzdęcia.
Więc jeśli przeanalizowałeś już wszystkie czynniki, które mogą mieć wpływ na wygląd brzucha, a on dalej jest wydęty, zobacz, czy odpowiednio łączysz ze sobą produkty.
Zasady łączenia produktów są BARDZO wymagające, ale nie każde działają na wszystkich tak samo.
Jeden może łączyć w sposób ''zakazany'' i nic mu nie będzie, a drugi może mieć później rewolucję w brzuchu. Warto więc przeanalizować te zakazy i nakazy, jeśli zmagasz się z takim problemem.


''ZABRONIONE'' POŁĄCZENIA i JAK TO JEST W PRAKTYCE:

-białko i węglowodany - np. indyk z ryżem (czyli mój typowy obiad). Węglowodany można zjeść
 ok. 10 min po białku (ja tak robię mniej więcej), albo przed białkiem (np. domowe ciasto przed obiadem). Dlaczego? Cukry utrudniają proces trawienia.
Jak to wygląda w praktyce?
Najpierw jem mięso, później warzywa, np. sałatkę, a na końcu ryż.

-białko z innymi rodzajami białek - np.mięso i ryba

-różne rodzaje węglowodanów - np.ryż i chleb

-mleko krowie i warzywa

-duża ilość owoców zjadanych z innymi produktami powoduje ich fermentacje.
W praktyce:
owoc, np. jabłko, 20 min przed posilkiem


Do wszystkiego jednak - i do białek, i do węglowodanów, i do zdrowych tłuszczy - możemy (i powinniśmy) jeść warzywa. Mogą być gotowane, albo surowe, jeśli nam nie szkodzą.

SKĄD TAKIE ZAKAZY?
Węglowodany, tłuszcze i białka trawią się w innym czasie, potrzebują innych soków trawiennych.


JAK WIĘC ŻYĆ?
Te zakazy nieźle mieszają. Wyżej podałam, jak wygląda to w praktyce w niektórych przypadkach.
Możemy się tego ściśle trzymać, możemy jedynie kierować. Ja sama nie uważam, że to żelazne zasady i nie praktykuję ich w 100%. Jednak jem według pewnej kolejności, która teraz jest dla mnie naturalna.
Jak już wyżej jest napisane: przy obiedzie jem najpierw mięso, później sałatkę, na końcu ryż.
I mi tak pasuje :)


Jest masa zakazów i nakazów, ale pamiętajmy, że należy przede wszystkim słuchać swojego organizmu.

Przykładowe ''poprawne danie'': zupa krem z pomidorów i papryki z brązowym ryżem




JESZCZE RAZ PODKREŚLAM, ŻE TO WIEDZA KSIĄŻKOWA, NIKT NIE MUSI JEJ PRAKTYKOWAĆ, JEŚLI NIE CHCE, DO NICZEGO NIE NAMAWIAM, NIKOMU NIE POLECAM, GDYŻ KAŻDY JEST INNY I MA INNY ORGANIZM.

A Wy stosujecie te zasady? Jestem bardzo ciekawa, koniecznie napiszcie! :)
Pozdrawiam! :)

wtorek, 3 lutego 2015

Co zrobić, gdy ciągnie do słodyczy? Jak przestać podjadać?

Większość z nas ma ogromną słabość do słodyczy.
Patrzysz na tabliczkę czekolady, wciągasz jej zapach, już widzisz jej pyszne nadzienie... i bum! Czekolady nie ma. Zazdrościsz tym osobom, które nienawidzą słodyczy (a są takie), bo wydaje Ci się, że one nie mają problemów. Pilnujesz diety, jak pies swojej kości, ale jak zobaczysz snickersa, to rzucasz się na niego, jak tygrys na zajączka. Obrazowo powiedziane, ale szczerze :)

Jak więc sobie pomóc, by zmniejszyć, a nawet wyeliminować ochotę na słodkości w ciągu dnia?
Jak przestać podjadać słodycze?

-regularne posiłki - jeśli jemy odpowiednio zbilansowane posiłki co około 3 godziny, utrzymujemy stały poziom cukru we krwi i nie mamy napadów wilczego głodu (czytaj: po powrocie z pracy po 8 godzinnej głodówce nie rzucisz się na lodówkę i nie pochłoniesz całej jej zawartości)

-jedzenie słodkich śniadań - bez śniadania nie wychodzimy z domu! Dodatkowo zjedzenie śniadania na słodko sprawia, że już w ciągu dnia nie mamy ochotę na słodycze. To co słodkiego zjeść na śniadanie?
Owoce, coś z miodem, dobrym masłem orzechowym itd, np. owsianka z bananem - pysznie słodka :)
PRZEPISY NA SŁODKIE ŚNIADANIA:  NALESNIKI AMARANTUSOWE, PANCAKES, RACUCHY,
OWSIANKA Z KLUSKAMI

-stosuj przyprawy dające słodki posmak - cynamon, kardamon

-zamiast cukru używaj do dosładzania np. stewii

-odpowiednia ilość cynku w diecie - pierwiastek ten hamuje nasz apetyt na słodkie. Bogactwo cynku znajdziemy m.in. w pestkach dyni, wątróbce, kakao. Można go także kupić w formie tabletek.

-nie zapominaj, dlaczego nie jesz cukru i innych słodyczy (albo nie powinieneś jeść)

-zanim zjesz jakiegoś sklepowego batonika, przeczytaj jego skład i naprawdę się zastanów...

-jeśli masz już tego batonika w ręce, odłóż go na biuro i zajmuj się czymś na 10 minut, np. umyj naczynia, czy, jeśli jesteś w pracy/szkole, podejdź do koleżanki. Po 10 min ochota powinna Ci przejść

-zastanów się dwa razy czy jesteś głodny, czy to zachcianka

-pamiętaj, że człowiek je przede wszystkim oczami. Kolorowe babeczki w cukierni obok są piękne,    to prawda. Ale zdrowiu nie pomogą, a figurze zaszkodzą...

-jedna czekolada nie zaprzepaści roku ćwiczeń na siłowni, ale na pewno nie pomoże w uzyskaniu efektów. Chcesz więc przeszkodzić samej sobie w uzyskaniu wymarzonej sylwetki?

-ciasta, ciastka czy inne ulubione słodycze rób sama w domu, wtedy możesz skontrolować co w nich jest. Zmodyfikuj przepis, aby był jak najzdrowszy i jak najlepiej Ci się przysłużył. Gwarantuję, że takie domowe wypieki w wersji fit są najlepsze :) PRZEPIS NA CIASTO Z FASOLI - TU

-dbaj o różnorodność diety, próbuj nowych smaków

-nie myśl o słodyczach jako o ''zakazanych produktach'', ale jak o ''PRZESZKODACH NA DRODZE DO CELU''

-nie wynagradzaj się słodyczami, więc jeśli np. schudłaś wymarzone 5 kg, nie kupuj sobie za to Rafaello, ale zrób sobie jakąś inną miłą niespodziankę, np. spodnie mniejsze o jeden rozmiar :)

-pomyśl, jaka to jest oszczędność nie jeść słodyczy :) (OGROMNA)

-dbaj o to, by dostarczać organizmowi wszystkich potrzebnych składników odżywczych
Słodycze często mają nam zastępować całkowicie inne pokarmy, np.
jeśli masz ochotę na czekoladę - zjedz migdały, bo Twój organizm po prostu domaga się magnezu, a czekolada jest mu najlepiej znanym źródłem tego pierwiastka ;)

-bądź dla siebie dobra!!! :) Pamiętaj, że zjedzenie batonika nie psuje całego życia, nie miej wtedy wyrzutów sumienia, bo to nie o to chodzi. Nie traktuj tego jak końca zdrowego odżywiania, końca diety. To wcale nie zaprzepaszcza wszystkiego co robiłaś wcześniej, wszystkiego o co walczyłaś.
Raz na jakiś czas jest nawet wskazane, dla spokojnej psychiki. Potraktuj to jako cheat.
POST W KTÓRYM PISAŁAM, CZY WARTO ROBIĆ CHEAT - TUTAJ


 








A jak to jest u Was ze słodyczami? :)

niedziela, 1 lutego 2015

Tydzień w zdjęciach 22.01 - 01.02.2015

Ale ten tydzień błyskawicznie mi minął! Ale tak to jest, gdy ma się ferie i one już się kończą... :D
Więc od jutra znów nauka, nauka i nauka. W tym tygodniu już się nie uczyłam, jedynie odpoczywałam.
Napisałam wiele postów na bloga, które będę publikować na dniach, bo boję się, że teraz nie będę mieć tyle czasu. Muszę się mocno skupić teraz na szkole.

Jeśli chodzi o treningi, to, jak już pisałam w postach wcześniejszych, skończyłam trening siłowy, który wykonywałam 6 tygodni - podsumowanie TUTAJ.
Nim zacznę kolejny trening siłowy, przez co najmniej 2 tygodnie poświęcę na pilates, dla dobrej regeneracji, która jest niezwykle ważna :)

Na pierwszy ogień idzie oczywiście jedzenie:

ŚNIADANIA


(od lewej)
1. Jaglanka na wodzie z dodatkami:nerkowce, orzechy brazylijskie, orzechy laskowe, siemię lniane, miód, pestki dyni, słonecznik i bananem
2. Owsianka kokosowa na mleku sojowym z białkiem jajka i mąką kokosową i dodatkami: wiórki kokosowe, siemię lniane, orzechy brazylijskie, nerkowce, pestki dyni i słonecznik i bananem
3. Jaglanka z mlekiem sojowym z dodatkami:pestki dyni, słonecznik, siemię lniane, płatki migdałów, orzechy, borówki i banan

Pudding chia na mleku sojowym z borówkami; Dwa tosty francuskie - 2 kromki chleba żytniego, dwa jajka, troszkę jogurtu naturalnego, na nie pokrojony plasterek żółtego sera



 OBIADY

(od lewej)
1. Makaron żytni, szpinak i wołowina
2. Ryż i mięso mielone z indyka w sosie pomidorowym + fasolka
3. Krem z pomidorów i papryki z ryżem brązowym (do tego zjadłam mięsko)




 Nowa ozdoba na biurko :) Nie przepadam za żółtym kolorem, ale w tym wydaniu mi się podoba ;)



Wczoraj wieczorem sprawdzałam, co leci teraz na kanałach, gdzie kiedyś leciały moje ulubione kreskówki. Nie rozumiem dlaczego lecą one teraz w godzinach, kiedy większość osób śpi...


Taki piękny widok zastał mnie we wtorek rano :) Szkoda, że do wieczora już NIC nie było.


Przeczytałam już lektury, więc mogę teraz poczytać książkę, którą sama wybrałam :)
Film jest świetny, więc książka pewnie jeszcze lepsza. Czytaliście może? :)


Nowe :) Wcześniej miałam bardziej szalone, więc teraz spokojnie, gładkie różowe :)




Życzę nam wszystkim abyśmy w nowy tydzień weszli z pozytywnym nastawieniem! :)
Pozdrawiam :)