sobota, 12 grudnia 2015

Co mi dają cheaty?

Cheat'y, czyli robienie oszukanych posiłków, to temat często baaardzo sporny. Czy warto je robić, próbowałam odpowiedzieć już kiedyś w jednym wpisie. I ja uważam, że warto.
A że ostatnio na instagramie dostałam o to wiele pytań, postanowiłam tutaj odpowiedzieć,
co one takiego mi dają, bo TAK - DAJĄ MI DUŻO :)



Pierwszego września minęło dokładnie dwa lata odkąd jestem na zdrowej diecie, czyli zwracam uwagę na to co jem. Wcześniej jadłam wszystko - słodycze codziennie, fast foody. Kuchnia mojej mamy była i jest świetna. Przez 1,5 roku zdrowej diety do żadnego tego smaku nie wróciłam, pomimo, że pierogi i czekolada śniły mi się po nocach, a widząc kawałek ciasta, najpierw go przez 10 minut wąchałam, ale później i tak odstawiałam na stół. Cukiernie, piekarnie i imprezy rodzinne dosłownie omijałam, żeby nie musieć patrzeć na to kuszące jedzenie i jedzących pyszności ludzi. Potem za namowami zrobiłam cheata i po prawie dwóch latach, pierwszy raz zjadłam ukochaną pizzę. Jestem pewna, że wyglądałam jak dziecko, które pierwszy raz widzi kolorowego lizaka albo żyrafę w zoo :) Wtedy stwierdziłam, że moje podejście nie jest zdrowe.
Uwielbiam jeść pizze, słodkości, to, co robi moja mama. To jadłam kiedyś i często różne potrawy kojarzą mi się z dzieciństwem, dobrymi wspomnieniami.

Przecież wszystko jest dla ludzi! Pomyślałam te pół roku temu i od tego czasu, praktycznie co tydzień w weekend, wpada coś niezdrowego. Zazwyczaj - pizza, słodycze, albo też pyszny obiadek u mamy.
Wiecie jakie to uczucie po dwóch latach znów jeść to, co się kocha?! :) A już zapomniałam, jak smakują pierogi od mamusi, albo rogaliki z marmoladą :)
I mogę iść do piekarni kupić ulubionego pączka, albo spróbować czekolady oreo, o której wszyscy tak mówią :) I zjeść o dowolnej godzinie, a nie co do minuty wtedy, kiedy wypada mi jedzenie!
Albo zjeść razem z rodzicami paczkę ciastek i cukierków i śmiać się, że my to lubimy pojeść :)

Wiele osób mi się też dziwiło, że nie mam wyrzutów sumienia po tym. A po czym mam mieć?! :)
Dzięki temu, że raz w tygodniu tak się podładuję energią, na treningu mam później piękne progresy siłowe     i świetnie się czuję :)  I głowa - psychika, jest całkowicie spokojna.
Przecież zdrowe odżywianie i czerpanie jak najwięcej z jedzenia, to nie jest dieta na miesiąc czy dwa.
To na całe życie = zdrowe nawyki żywieniowe! :)
Ja chcę się cieszyć z życia - wszystko jest dla ludzi! Chcę cieszyć się życiem, mamy je tylko jedno.
Ja i tak nie umiałabym tylko siedzieć i jeść!
W weekend mi wystarcza w 101%! Chętnie wtedy od poniedziałku latam na treningi i pilnuję diety - bo taki jest mój styl życia! :)

I mogę teraz raz na tydzień (i tak częściej niż kiedyś, kiedy nie zwracałam na to uwagi!) cieszyć się z mojego ulubionego dania, czyli...czerwonego barszczu do picia i krokietów z mięsem! :)
 



A jakie jest Wasze ulubione danie? Jaki macie stosunek do cheatów? :)






Kontakt: e-mail: natalianalepa@o2.pl



Pozdrawiam, 
Natalia <3

11 komentarzy:

  1. Podobnie, jak u Ciebie- zdrowo odżywiam się już 3 lata z kawałkiem, ale cheat'ować zaczęłam dopiero w tym roku i była to jedna z lepszych decyzji, jakie podjęłam! Psychika spokojna, kubki smakowe zadowolone, a ponadto nie muszę się czuć niekomfortowo na spotkaniach rodzinnych, czy tych ze znajomymi, bo czegoś 'nie wolno mi jeść' :) nie wyobrażam sobie powrotu do dawnej, śmieciowej diety, ale odskocznia raz na jakiś czas, to według mnie doskonała opcja! :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo mnie zastanawia pewna rzecz. Skoro na co dzień nie jesz maminych obiadów, to musisz gotować sobie sama. Teraz pytanie - co na to twoja mama? (czy się za to nie wkurza?) i czy produkty, z których przygotowujesz jedzenie, kupujesz sama, ze swoich pieniędzy?
    Wybacz, jeśli są to pytania, według ciebie, zbyt osobiste. Jednak bardzo zależy mi na odpowiedzi. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. absolutnie się moja mama nie denerwuje i jeszcze mi pomaga :) moi rodzice to dla mnie ogromne, największe wsparcie! :) rodzice kupują mi jedzonko. Mama już po tak długim czasie sama doskonale wie, co mi potrzebne jest i gdy jedzie na zakupy do bierze dla mnie moje mięsko, warzywa, awokado, kasze, orzechy, pestki...:) I zawsze kiedy widzi, że coś mi się kończy, to dba o to, żebym miała z czego gotować :)

      Usuń
  3. Dokładnie, cheat to świetna rzecz, która doskonale wpływa na naszą psychikę :) a jak się tak pomyśli to możliwość zjedzenia czegoś niezdrowego raz w tygodniu to całkiem często i warto cały ten tydzień jeść czysto, zeby doczekać TEGO momentu :D też uwielbiam pizzę na cheata :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właśnie, aż chce się jeść czysto, bo i tak można zjeść co się lubi! <3
      oo tak, pizza pycha :)

      Usuń
  4. Ja kiedyś robiłam cheat'y zaledwie parę razy w ROKU np. na urodziny. Moja psychika cierpiała, bo weź czekaj na cheat'a ileś miesięcy :D Od sierpnia wprowadziłam raz na tydzień i nie żałuję :) Na figurze się to absolutnie nie odbija, a w głowie lepiej :) Chociaż teraz do świąt już nie ma cheat'a :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. widzę, że miałyśmy takie same podejście :D

      Usuń
  5. A jak dlugo Twoja waga wraca do normy po takim cheacie?;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Po roku ścisłej diety doszłam do wniosku ze czas na cheata! Jutro lecę na pizzę którą kocham <3 dziękuję bo dzięki Tobie zrozumiałam jak ważne jest zdrowie psychiczne :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja niestety podczas mojej przygody (wciąż trwającej) ze zdrowym odżywianiem, trybem życia, ćwiczeniami i siłownią zafundowałam sobie anoreksję i ortoreksję. Na szczęście ogarnęłam się dwa lata temu, chociaż w bardzo krytycznym momencie, ale do tych świąt Bożego Narodzenia od wyjścia ze szpitala (czyli sierpień 2014) trzymałam czystą michę aż za bardzo.
    W poprzednie święta bałam się spojrzeć na wigilijny stół i skończyło się na skubnięciu karpia i barszczu, restrykcyjne myślenie było zbyt silne. A w tym roku na szczęście przełamałam się, zjadłam każdą z potraw w rozsądnych ilościach, w sylwestra stwierdziłam że czas się przełamać do słodyczy, najlepiej zacząć od własnych, więc upiekłam pierniczki: rozsądna ilość - zero żalu! I do tego wczoraj weszły dwa kawałki domowej pizzy na obiad, niebo w gębie, tak jak Ty wyglądałam pewnie niczym małe dziecko w zoo, bo pizzy w ustach nie miałam aż sześć lat. Zrozumiałam, że krzywdzę siebie tak ostrymi i wąskimi granicami, przecież wszystko jest dla ludzi, od czasu do czasu nie zaszkodzi, a wręcz pomoże, zwłaszcza w aspekcie psychiki, co widzę po sobie.
    Super, że masz tak zdrowe podejście do jedzenia! :)

    OdpowiedzUsuń