środa, 25 listopada 2015

MOJE 3 NAJZABAWNIEJSZE HISTORIE Z SIŁOWNI

Dziś mam dla Was baaardzo pozytywny wpis, ponieważ chciałabym się z Wami podzielić kilkoma historiami, które naprawdę się zdarzyły i z których bardzo się śmieję, choć wtedy do śmiechu absolutnie mi nie było.
Jeśli chcecie się pośmiać - zapraszam! :)



Ułożyłam chronologicznie, bo zaczynam od pierwszego dnia na siłowni :)

1. Tak więc był to mój pierwszy dzień na nowej siłowni. Karnet wykupiony, ja już przebrana, wychodzę z szatni i idę na salę. Wchodzę, szybka ''obczajka'', sporo ludzi na tej małej siłowni, więc od razu byłam dużo bardziej zestresowana. Myślałam, że najbezpieczniej będzie ewakuować się na bieżnie, szybko więc namierzyłam ją wzrokiem. Idę idę i...BUM! Pięknie weszłam w lustro...dziś naprawdę nie chcę sobie nawet wyobrażać, jak musiało to wyglądać, ale po tym jak prawie złamałam sobie nos, chciało mi się już tylko płakać. Miny ludzi były bezcenne, ale ich myśli na ten temat wolę nie znać, Jednak pamiętam, że zrobiłam wtedy mocny trening nóg po którym zakwasy miałam przez tydzień :)


2. Z tego akurat teraz się śmieję, choć mogło skończyć się dla mnie o wiele gorzej. Był to pierwszy raz kiedy poszłam na siłowni na nową suwnicę. Zaczęłam od wypychania nóg, ale postanowiłam spróbować także przysiadów. Przestawiłam wszystko, ustawiłam się, odblokowałam maszynę i...w ciągu trzech sekund cały ciężar maszyny zjechał mi na nogi, które w ostatniej chwili przełożyłam do przodu tak, że suwnica miażdżyła mi ''jedynie'' łydki. I tak wisiałam, a maszyna wrzynała mi się w nogi, bo nie byłam w stanie sama się uwolnić.
Dopiero po długiej chwili jakiś pan mi pomógł, gdy go zawołałam. Łydki fioletowo-sine miałam kilka tygodni, a kuśtykałam przez bolącą stopę przez około tydzień.


3. Moje ulubione. To już był maj, dokładnie środa, pojechałam na siłownię zrobić interwały na bieżni, bo umówiłam się tam z kolegą. Chwilkę jeszcze poczekałam aż on skończy ćwiczyć brzuch, rozgrzałam się i razem ustawialiśmy bieżnie. Ja jeszcze powiedziałam, że szybko pobiegnę wyrzucić gumę, poszłam, wracam i chciałam zgrabnie wskoczyć na bieżnię... I BUM! Leżę metr za nią, a co najlepsze, zamiast od razu się poddać, jeszcze się na nią wspinam i wdrapuję, z nóg krew mi się lała, ja już ze łzami w oczach...niestety nie zauważyłam, że kolega mi już uruchomił bieżnię. Przez 25 min interwałów mieliśmy straszny ubaw, ja nie chciałam się nad sobą użalać i zrobiłam trening. A potem miałam zapewnioną najlepszą opiekę lekarską na siłowni :)



Mam nadzieję, że to historie Wam się spodobały! A jakie są Wasze najzabawniejsze wspomnienia z siłowni?
Dacie znać w komentarzu! :)



Mój instagram: www.instagram.com/fitujemy 



Kontakt - e-mail: natalianalepa@o2.pl


Pozdrawiam, 
Natalia <3







9 komentarzy:

  1. Uuu patrząc na tą drugą przygodę z suwnicą, nawet teraz nie jest mi do śmiechu. Za to historia numer trzy już zdecydowanie mnie ubawiła, kiedy to wyobraziłam sobie, jak musiałaś z tej bieżni wystrzelić ^^ No i jakby nie patrzeć... Wyszło Ci to tylko na dobre, skoro kolega nie jest już tylko kolegą ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cóż mi się też zdarzały wpadki. Największa jak trafiłam na siłownię niemal z samymi wolnymi ciezarami, taki folklor. Bylo dziwnie, ale trening skończyłam i o dziwo wszyscy byli zajęci sobą.

    OdpowiedzUsuń
  3. Faktycznie ślizg na bieżni się opłacił, skoro kolega się tak ładnie Tobą zajął i awansował na "nie tylko kolegę" :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Hahaha "kolega", to się nazywa porządne rozpoczęcie znajomości :D
    Ale historia z lustrem wygrywa wszystko <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Niby zabawne, ale mogły się skończyć konkretną kontuzją. Ja kurczę nie mam, żadnych zabawnych historii... poza taką drobną jedną, kiedy bo intensywnym dniu na uczelni, zaliczeniach i egzaminach taka zmęczona poszłam na fitness i robiłam wszystko na odwrót: trenerka mówi lewa ręka, a ja prawa i odwrotnie :D :D :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Ty to masz zawsze ciężkich przypadków na tej siłowni :P ja za to pamiętam jak kiedyś się ze mnie śmiali, ze może sobie wyjdę z tej siłowni kiedy robiłam wykroki "chodzone" :D

    OdpowiedzUsuń
  7. ...ale masz przygody na siłowni :) grunt to mieć dystans do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Hah, Swietne!
    Ja pamiętam pewnego razu na siłowni, były to początki mojej przygody, Chodziłam może z miesiąc, postanowiłam zrobić przysiady na suwnicy smitha, i oczywiście u nas na siłowni pełna kultura panowie nigdy nie wezmą ławki z pod suwnicy. Ja oczywiście myślę sobie co tam ławka, i próbuję z jednej strony z drugiej, i po jakiś 15 minutach udało mi się ją przeciągnąć, jak o tym myślę z perspektywy czasu było to przekomiczne.
    Jeszcze jedna sytuacja. Jak już mówiłam u nas pełna kultura i nikt po sobie nie sprząta na siłowni, i przedemną facet włożył na sztange 25 kg na stronę, były to moje początki z siłwonią. Ja oczwiście ostro się biorę za sciąganie tych tależy, nie mogłam ich nawet przesunąć, a co dopiero ściagnąć! Naszczęście zjawił się rycerz na białym koniu i mi pomógł. ;)

    OdpowiedzUsuń