poniedziałek, 21 września 2015

Cheat meal, cheat day, cheat life

Cheat meal, cheat day...a może cheat life? Ile ludzi, tyle może być głosów na ten temat. Jestem bardzo ciekawa też Waszej opinii, jak Wy do tego podchodzicie? Napiszcie w komentarzu, chętnie poczytam!

Kiedyś robiłam o tym wpis, ale było to 9 miesięcy temu i moje podejście do tego tematu trochę się zmieniło.
Jeszcze do czerwca tego roku cheat meal zdarzało mi się zrobić najpierw co pół roku, później może raz na 3 miesiące. W czerwcu po raz pierwszy, od prawie 2 lat (1 września pyknęło mi dwa lata zdrowego odżywiania), zjadłam pizzę i zaczęłam robić cheata co tydzień.


Co to w ogóle jest cheat meal? Cheat meal to tak zwany oszukany posiłek. Coś, czego nie jemy na co dzień, ponieważ nasza dieta (czyli sposób odżywiania, zdrowe odżywianie to więc także pewnego rodzaju dieta) wyklucza dany produkt czy danie, na przykład pizza, lody, słodycze, fast foody.
Czyli produkty, do których wiele osób ma słabość.
Cheal meal może być zamiast normalnego posiłku, lub pomiędzy posiłkami. W pierwszej opcji, jeśli jemy go np. zamiast obiadu, możemy zaoszczędzić trochę kalorii, których nie zjedliśmy na obiad, a w drugiej opcji, jedząc go pomiędzy normalnymi posiłkami, możemy mieć pewność, że zjemy mniej, bo nie będziemy tak głodni.

Cheat day to zaś oszukany cały dzień, kiedy przez cały dzień jemy to, na co mamy ochotę, bez martwienia się kaloriami, makro składnikami, godziną spożywanych posiłków i ich objętością.

Cheat life to trochę żartobliwe określenie sposobu żywienia osób, które na przykład w budowaniu wymarzonej sylwetki, skupiają się jedynie na treningach, a ich odżywianie pozostawia wiele do życzenia.
A przecież wiadomo, że odpowiednia dieta to 70% sukcesu!

Czy warto ''oszukiwać''?

Według mnie, warto! I wszyscy moi sportowi ''mentorzy'' także to polecają.
Jednak raczej w formie cheat meal'ów, a nie całych oszukanych dni, a tym bardziej nie w formie cheat life!


Jakie korzyści daje robienie cheat'ów?

Przede wszystkim, uspokaja naszą psychikę. Jeśli przechodzimy na dietę, myśli typu ''już nigdy nie zjem pizzy'' są bardzo dołujące i demotywujące. A zamiast myśleć ''nigdy'', dzięki cheat'om, możesz myśleć np. ''raz w tygodniu będę mógł chodzić ze znajomymi na pizze''. Nie musisz całkowicie wykreślać z życia swojej ulubionej czekolady. Zdrowe odżywianie to nie jest chwilowa dieta. To sposób życia. A myśląc, że już nigdy nie zjesz krokietów babci czy sernika cioci, nie wytrzymasz długo.
Z tej bardziej ''technicznej'' strony naszego organizmu, cheaty świetnie nakręcają nasz metabolizm i przyspieszają przemianę materii. Kiedy już dość długo jesteśmy na redukcji (ujemny bilans kaloryczny), metabolizm najczęściej mocno zwalnia, a takim oszustwem raz na jakiś czas, możemy go znów przyśpieszyć.
Można wiec powiedzieć, że cheaty (RAZ NA OKREŚLONY CZAS! jeszcze raz podkreślam;) pomagają nawet spalać tkankę tłuszczową.
No i zaspokajają nasze wewnętrzne żądze na ulubione potrawy, sprawiając, że dieta przestaje się wydawać straszna (bo taka nie jest!!!:). I nie musimy się martwić, że u znajomych na grillu dostaniemy ślinotoku czy że na randce pójdziemy do kawiarni, a nie na sałatki.

Kiedy jesteśmy na redukcji, oczywiście zależy nam na gubieniu kilogramów. Jeśli każdego dnia jemy, powiedzmy, około 300 kcal mniej niż jest nasze CPM, na przestrzeni tygodnia ujemny bilans wynosi 7x300kcal=2100 kcal. O ile kaloryczność naszego cheata nie będzie wyższa niż nasz ujemny bilans, możemy być w 100% pewni, że na pewno nie przeszkodzi nam w redukcji. A 2100 kcal to naprawdę musiało by być spoooro jedzenia, więc raczej możemy być spokojni :)

Jak często?

Tutaj większość trenerów i sportowych mentorów jest zgodna, a ja się pod tym podpisuję, że cheat najlepiej jest robić raz na tydzień. Po pierwsze - zawsze, kiedy będzie Ci ciężko, możesz pomyśleć ''Raz w tygodniu jem moją ulubioną pizze/ulubione ciasto'' i od razu dieta czy ciężki trening nie wydają się straszne. Po drugie, w ten sposób metabolizm będzie pracował na wysokich obrotach, raz w tygodniu zagrzejesz go do spalania, ale też nie będziesz go zbyt obciążać.


  Co wybierać?

Co lubisz! I o to w tym chodzi i to jest najpiękniejsze! Ja praktycznie zawsze wybieram swoją ulubioną pizzę, ale na przykład tydzień temu miałam trochę ''lżejszego'' cheata i były to 3 kawałki karkówki z grilla z sałatką i później kawałek ciasta (przepysznego miodownika!). Ostatnio chodzą też za mną krokiety moje babci i mam nadzieję,że nie będę musiała na nie czekać aż do Wigili :P 
Możesz zjeść na słodko, lub na słono...jak lubisz!


To jak to jest u Was z cheat'owaniem? Napiszcie koniecznie! :)



Napisz do mnie! e-mail: natalianalepa@o2.pl



Pozdrawiam, 
Natalia <3

17 komentarzy:

  1. Ja jestem jak najbardziej za tym, żeby zrobić od czasu do czasu oszukany posiłek :) uwielbiam wtedy pizzę <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale cheat meal to nie jest "to na co mam ochotę" tylko posiłek, którego nie wliczamy do puli kalorii danego dnia, ja np codziennie jem to, na co mam ochotę, bo nie wyobrażam sobie żeby czegoś sobie odmawiać, po prostu liczę kcal i makrosy i lecę a cheaty robię jak mi wypadnie, jak mam ochotę np na pizze z baru czy coś (oczywiście w rozsądnych odstępach, to np tydzień xd), wtedy meale, ale ostatnio zrobiłam cheat Day bo miałam wesele i stwierdziłam, że co mi szkodzi i na drugi dzień rano waga była niższa niż dzień wcześniej :p także pozdrawiam i zachęcam do oszustwa raz na jakiś czas :p a co do posta to fajnie napisała, tylko nie do końca z cheat mealem wyjasnilas, być może o to co chodziło, ale nie napisałaś tego, co najważniejsze że go nie wliczamy, bo nie jesteśmy w stanje :p przykładowo chipsy nie koniecznie są cheatem, bo możemy je zwazyc i wliczyc, to smieciowe i nic dobrego nie wnoszace do naszego organizmu, ale jeśli to wliczymy to nie są cheatem :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, ja takie rzeczy jak chipsy wliczałabym w cheata, ale to chyba zależy od założeń diety. Ty jesteś na IIFYM? ;)

      Usuń
  3. Co tydzień i tak wydaje się być często :D Przykładowo, gdybym co tydzień jadła pizzę, to miałabym jej raczej dość, chociaż bardzo ją lubię. Szkoda tylko, że nie mogę tak powiedzieć o słodyczach :D Na razie robię sobie od nich porządny detoks, ale kiedy tylko zakład z moim chłopakiem dobiegnie końca, myślę, że wprowadzę sobie właśnie takie "oszukane posiłki" w formie słodyczy, które uwielbiam ;) Obym tylko poprzestała na cheat day, zamiast robić z tego cheat week albo co gorsza cheat life!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też robię chaty co jakiś czas, ale i tak wychodzi na to, że te oszukańce przygotowuję sama i się nie obżeram, a delektuję. Ta błogość podniebienia mmm <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja jem coś słodkiego/słonego raz w tygodniu :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dla mnie cheat to świetny sposób na kryzys, kiedy to mogę sobie pomyśleć "spokojnie, niebawem będziesz mogła zjeść tę czekoladę!" :) i dzięki temu wygrywam, choć nie zawsze i w takich sytuacjach zdarza się, że cheat np. z soboty wpada w środę :/

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo fajny blog.
    Zapraszam na mojego a tam super okazje.
    http://superokazije.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. robiłam kiedyś dokładnie to samo, jakiś cheat zaledwie parę razy w roku, teraz od niedawna zaczęłam raz w tygodniu :)

    OdpowiedzUsuń
  9. dla taki cheat meal to coś fajnego, bo dokładnie tak jak napisałaś.. każdy człowiek potrzebuje czasem czegoś słodkiego, czy zjeść np pizze. jeśli mielibyśmy myśleć ze już nigdy nie zjemy loda albo ulubionego batona to człowiek by zwariował :)
    http://provethem.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Też od jakiegoś czasu robię cheat'a raz w tygodniu :)

    OdpowiedzUsuń
  11. zrob cos z tymi brwiami! proszee!

    OdpowiedzUsuń
  12. o nieee D: To znaczy, że moje całe życie dotychczasowe było "czitlajfem" ? :( To prawie rozczarowanko na miarę cukru wanilinowego :D

    OdpowiedzUsuń
  13. czekalam az ktos napisze cos odnosnie twoich brwi, ale ma racje, zrob cos z nimi bo wygladaja strasznie

    OdpowiedzUsuń
  14. Sama to stosuje raz na tydzień i dzięki temu mam ciekawą połowę tygodnia :D Zrobiłam taki dzień w środę, by było to miłym urozmaiceniem pracującego tygodnia ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja mam inne podejście. Dla mnie nie istnieje coś takiego jak cheat. Słucham siebie i swojego organizmu. Odżywiam się zdrowo, ale jeśli mam ochotę na coś "niezdrowego" jem to i nawet nie myślę, że to oszukańczy posiłek itd. Wg mnie wszystko jest dla ludzi. Nie chcę się zadręczać, nie chcę pilnować kalorii, nie wiążę swojej przyszłości ze sportem czy zawodami sylwetkowymi. Dlatego wg mnie w życiu "przeciętnego Kowalskiego" można jeść wszystko - tylko z głową :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Wszystko jest dla ludzi, ale z umiarem. Niestety wiele osób nie potrafi tego umiaru zachować. Dlatego też zarówno cykl żywieniowy jak i treningowy muszą mieć ujęte w karby określonych planów. Planów, które jasno mówią co i kiedy robić. Pozostawienie dowolności w tej kwestii zawsze wiąże się z wyborem łatwiejszej opcji a więc NIE trenuję i NIE zwracam uwagi na to co jem...

    OdpowiedzUsuń