czwartek, 9 lipca 2015

Dlaczego głodówki i diety 1200 kcal nie działają?

Dzisiejszy wpis, tak jak wcześniej zapowiedziałam i jak widać po tytule, będzie dotyczył głodówek i diet 1000 i 1200 kcal. Wszystkich zainteresowanych tym tematem zapraszam!

Głodówki, czyli bardzo rygorystyczne ograniczanie jedzenia na określony czas, szczególnie modne były kiedyś. Teraz dużo się mówi o ich szkodliwości i okropnych skutkach i spustoszeniach, jakie zostawiają później w naszym organizmie. Jednak rzadziej mówi się o tym, że diety 1000 kcal, czy 1200 kcal, to także dla naszego organizmu okres głodowania. Nawet kiedy nie odczuwamy silnego ssania w żołądku.

Organizm każdego z nas ma określoną dawkę potrzebnej energii, a więc i potrzebnej ilości kcal, które muszą być spożyte w ciągu dnia, aby móc prawidłowo funkcjonować. I nie chodzi tu tylko o sportowców, którzy muszą mieć siłę do treningów, ale o życie każdego człowieka. Ta minimalna ilość energii jest zużywana na podstawowe procesy, takie jak oddychanie, czy trawienie.
Dokładnie opisywałam to w poprzednim poście - TUTAJ.
Tam też podawałam wzór, według którego możemy obliczyć zarówno tę podstawową ilość potrzebnej energii, a więc potrzebnych dziennie kalorii z pożywienia, bo

JEDZENIE=ENERGIA

Ale także jest tam wzór na obliczenie całkowitego zapotrzebowania kalorycznego, jakie codziennie powinniśmy sobie dostarczyć, Bo przecież nikt nie leży i nie oddycha tylko, ale każdy ma jakąś pracę czy obowiązki codzienne. 

W momencie, kiedy to wyliczymy, widzimy, ile powinniśmy jeść. 
Nawet osoba całkowicie nieaktywna fizyczna, o wadze 60 kg, powinna dziennie spożywać minimalnie około 1440 kcal. Minimalnie!


Co się dzieje kiedy drastycznie obcinamy ilość potrzebnych kalorii w codziennym menu i jemu poniżej swojego minimalnego zapotrzebowania?

Odpowiedź jest bardzo prosta - ORGANIZM ZACZYNA SIĘ BUNTOWAĆ! I wysyła nam o tym znaki w różnej postaci:
-bóle, zawroty głowy
-apatia, obojętność
-ciągłe zmęczenie
-otępienie
-brak energii na podstawowe czynności
-łamanie się paznokci, wypadanie włosów
-brzydki kolor skóry, suchość
-ciągłe zdenerwowanie, wybuchowość
-stany depresyjne
-zanik miesiączki

Takie ucinanie kalorii często może się skończyć nawet anoreksją, bo jedząc 1000 kcal, możemy zacząć myśleć ''na 900 kcal też dam radę'' i tak to się toczy...

Takie rygorystyczne unikanie jedzenia wyniszcza cały organizm. 
I pomimo, że na początku może się udać zrzucić kilka kilogramów, wrócą one baaardzo szybko i to z nowymi! To tak zwany efekt jojo, o którym także niedawno pisałam - TU. 
Co ważne, nie schudniemy przy głodówkach z tkanki tłuszczowej, a z tkanki mięśniowej, na której przecież budowaniu nam zależy. 
A ile można ciągle głodować?
W końcu rzucimy się na pizze czy sernik i skończy się to wielkim obżarstwem.
Dodatkowo mamy zagwarantowany zepsuty metabolizm w stanie dosłownie opłakanym i każda porcja kalorii ponad te zamierzone 1200 kcal czy 1000 kcal, może znaleźć miejsce w oponce na naszym brzuchu.

Metabolizm przez takie głodówki spowalnia i niemal całkowicie przestaje działać i niestety, wtedy pojawia się problem, że dosłownie ''tyjemy z powietrza''.

Organizm to najmądrzejszy komputer na świecie i kiedy głodujemy, przestawia się na tryb ''oszczędzania'' i całą energię zaczyna magazynować w formie tkanki tłuszczowej, na czas ''biednych lat''.  W taki sposób się zabezpiecza. To jeszcze pamiątka po ewolucji, kiedy człowiek jadł rzadko, a energię musiał magazynować.

Jeżeli nie dostarczamy sobie odpowiedniej ilości jedzenia, nie mamy energii także na treningi, które, jak wiadomo, najlepiej rzeźbią nasze ciało! Dlatego lepiej jeść odpowiednie porcje i ćwiczyć.

Pamiętajcie, głodówką nie uzyskamy pięknego, silnego, wysportowanego i zdrowego ciała!
A raczej ciało typu ''skinny fat', czyli CHUDY GRUBAS...

I mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć,że odchudzanie się przez głodówki i diety 1000 kcal to najgłupsza z możliwych opcji i niszczenie własnego zdrowia, organizmu i szczęścia.

Poza tym, najważniejsze jest zachować ZDROWĄ GŁOWĘ, bo kiedy głodujemy i nie jemy wystarczających dla siebie porcji, zaczynamy obsesyjnie myśleć o jedzeniu i posiłkach i nie możemy cieszyć się życiem, a jedynym szczęściem staje się dla nas jedzenie.




Następny wpis będzie o wyjściu z diet głodówkowych. Zapraszam już w sobotę!

A Wy co myślicie o takich ''dietach''? Dajcie znać w komentarzu na dole!


Mój instagram: www.instagram,com/fitujemy
Napisz do mnie! E-mail: natalianalepa@o2.pl - Zawsze odpisuję! :)

Pozdrawiam,
Natalia

10 komentarzy:

  1. Dieta bez diety to jest dobra dieta. :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie mogłabym przetrwać żadnej diety, to zbyt męczące. Wierzę, że odżywiając się zdrowo możemy sobie zapewnić właściwą wagę :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja niestety mam skłonności do takich diet,. nie potrafię już normalnie jeść, ciągle myślę o jedzeniu, często miewam tzw. "ataki" i "napady".. Z niecierpliwością czekam na sobotni post, myślę, że dużo zmieni w moim życiu, stylu i żywieniu,, Jem zdrowo na tyle, na ile się da, ale waga to u mnie obsesja.. Kiedyś ważyłam 13 kg więcej i stąd takie zachowania.. Boję się przytyć, boję się jeść dużo, bo boję się przyrostu wagi.. Do soboty ! :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Najlepiej odżywiać się zdrowo i w małych ilościach.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja tam nigdy nie stosowalam diet bo jak jestem glodna to jestem wsciekla! Wiec to bez sensu :) Wole jesc zdrowo i przede wszystkim miec energie do cwiczen i ogolnie zycia! :) Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja zawsze unikam słowa dieta, po prostu staram sie racjonalnie odżywiać - kiedyś przechodziłam na takie różne ekstremalne diety, które tylko mi zaburzały mój rytm i przyzwyczajenia - a po dietach zawsze waga wracała z naddatkiem...

    OdpowiedzUsuń
  7. Szkoda zdrowia na takie diety, lepiej wolno tracić na wadze, ale przy tym mieć energię do życia :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wiele razy tak próbowałam czynić, głodzić się itd(chyba każda dziewczyna taki etap w życiu miała która była niezadowolona ze swojego wyglądu) no i fakt, ciągla myśl o jedzeniu..po małej porcji rosołu mamusi o godzinie 14 w niedzielę, nie myślałam o niczym innym jak tylko"boże kiedy ta 18...chcę zjeść D:

    OdpowiedzUsuń
  9. Moje zapotrzebowanie to 1800kcal, więc zmniejszam je do 1500, więc uważam, że jest to ok, ale schodzenie poniżej 1000 kcal jest samobójstwem :)

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja mam problem, bo... nigdy nie jadłam mniej niż 1500kcal, a mam te objawy... sucha skóra, wypadajace włosy, częste zmęczenie, brak energii, paznokcie mi się łamią ale to od tego, jakie czynności na codzień wykonuje hah. No i nie mam miesiączki, już z pól roku... schudłam, fakt. Ale to nie było drastyczne. Jadłam około 1700kcal, dużo się ruszałam (ciepłe dni, jak z tego nie korzystać? ) no i tak jakoś samo przyszło. Nie głodzę się a mój organizm tak to jakoś odbiera...

    OdpowiedzUsuń