piątek, 10 kwietnia 2015

Wypadek na siłowni, małe wyzywanie jedzeniowe, lunch w Wooku i szykowanie na trening Anny Lewandowskiej!

Dzisiejszy post będzie dokładnie o tym wszystkim, co jest zawarte w tytule :)
Aby ułatwić jego czytanie, napiszę o każdej sprawie w oddzielnym ''paragrafie'':)

1.WYPADEK NA SIŁOWNI

Mogę powiedzieć tylko jedno: AŁA.
Jednak, po namyśle, stwierdzam, że może to być dobra przestroga dla wszystkich, więc dokładnie opiszę co się stało. Nie bierzcie ze mnie przykładu!

Tydzień temu na naszej niedużej siłowni pojawiła się nowiutka suwnica do wypychania nóg i przysiadów.
Pomyślałam ''CZAD''. Jednak dopiero wczoraj miałam okazję jej użyć. Najpierw majstrowałam, żeby ustawić dobry ciężar do wypychania nóg. Jak już mi się to udało, zrobiłam wszystkie serie, to wzięłam się za kolejne ćwiczenie. Chciałam zrobić na tym przysiady. Ściągnęłam wszystkie talerze (jak się później okazało, na szczęście). Jednak nie umiałam się ustawić do tej maszyny. Próbowałam, zmieniałam, kręciłam i dalej nic.
W końcu stwierdziłam, że to na pewno trzeba najpierw delikatnie zsunąć tę górną część. Z ogromnym trudem przesunęłam ja delikatnie do góry, żeby ściągnąć ją z bolcy, a ona w trzy sekundy zsunęła się na sam dół, na moje nogi, bo zamiast stać na specjalnym podeście, stałam na podłodze. Dosłownie miażdżyła mi łydki, a co najgorsze, nie potrafiłam jej z siebie ściągnąć. Kobieta na bieżni obok nic nie zrobiła, a poza nią była tylko dziewczyna z chłopakiem, którzy ćwiczyli na drugim końcu ze słuchawkami w uszach i tyłem do mnie oraz pan w średnim wieku, który podnosił sztangę. Z bólu ciekły mi łzy i za nim udało mi się tak powiedzieć, żeby ten pan mnie usłyszał, że potrzebuję pomocy, maszyna bardzo boleśnie zmiażdżyła mi szczególnie prawą łydkę. Dziś siniaki i skóra wyglądają bardzo nieciekawie, ale póki tego nie dotykam, to mnie nie boli. A i wczoraj bez większych problemów, choć z trochę bolącą nogą, dokończyłam trening;)
Cały czas smaruję maściami i obserwuje te rany i siniaki.

 Zdjęcie zrobione po tym nieszczęśliwym wypadku, jak widzicie - nogi całe:D

2. WYZWANIE JEDZENIOWE - BEZ PRODUKTÓW MLECZNYCH.

Nad wyrzuceniem z diety nabiału, nie wliczając w to jajek, myślałam od dłuższego czasu.
Niestety, uwielbiam twarogi, serki wiejskie, jogurty naturalne. Jednak postanowiłam spróbować i zobaczyć, jakie da to efekty. Wyzywanie zaczęłam w poniedziałek, dziś dopiero piątek, więc jeszcze na te efekty muszę poczekać. Chcę się przekonać na własnej skórze, czy rzeczywiście będę mieć więcej energii i czy cera stanie się ładniejsza. O weganizmie czy wegetarianizmie nie myślę, po produkty pochodzenia zwierzęcego uwielbiam. Dosłownie. Mogłabym mieć na drugie imię ''Produkt pochodzenia zwierzęcego'':P

3. JEDZENIE W WOOKU

Celowo napisałam ''lunch'', bo choć dla mnie miał być obiadem, to nie był nim i obiad zjadłam dopiero po powrocie do domu. Jeżdżę teraz po szkołach, bo trwają w większości dni otwarte, a ja będę musiała wybrać następną, co nie jest dla mnie łatwe. I tak dzisiejszy dzień spędziłam chodząc po Wrocławiu (pozdrowienia dla mojej przyjaciółki, która musiała przejść ze mną 3 km do szkoły, po pomyliłam przystanki). A i pora obiadowa zastała mnie we Wro, czego się oczywiście spodziewałam. Jednak spodziewałam się także, że w wielkiej galerii, jaką jest pasaż grunwaldzki, uda mi się zjeść coś zdrowego i konkretnego, a nie chciałam jeść samej sałatki w Salad Story. Więc wybrałam się właśnie do Wooka, który wydawał mi się miejscem, gdzie coś ''raczej zdrowego'' można dostać. Niestety, klapa totalna.
Rzeczywiście, smaki mają niesamowicie ciekawe, różnorodne, ale wybrać coś ciężko mi było z tego.
Ostatecznie zdecydowałam się na sałatkę (450g) z kurczakiem (100g) i mango.
Powiem tyle - nic a nic się nie najadłam.


4. JUTRO TRENING ANNY LEWANDOWSKIEJ WE WROCŁAWIU!

Chyba nie wspominałam o tym na blogu, ale jak tylko przeczytałam na stronie Anny Lewandowskiej, że 11 kwietnia na sali awf we Wro odbędzie się trening z nią, tego samego dnia zamówiłam swój bilet.
Do wyboru były dwa pakiety: silver za 60 zł oraz gold za 90 zł, w którym dostajemy także jej książkę z autografem i który ja właśnie wybrałam. Nie mogę się już doczekać jutra! Cała impreza ma trwać od 10 (wejściówki itd.) do 14:30 (pamiątkowe zdjęcia), a ja jeszcze na 9 jadę na dni otwarte do jednej szkoły.
Więc jutrzejszy dzień wykorzystuję w 100%! <3 Zdjęcia z treningu jutrzejszego na pewno pojawią się na moim blogu :)





Tyle Kochani!
Jestem bardzo ciekawa, czy Wam zdarzają się wypadki na siłowni, gdzie jecie na mieście i co myślicie o nabiale w diecie? Koniecznie napiszcie w komentarzach! Pozdrawiam!:*

26 komentarzy:

  1. Ała współczuję wypadku.. Z suwnicami tak jest że niestety trzeba uważać.. Zazdroszczę treningu z Lewandowską :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. już jakoś przestałam lubić tę nową suwnicę :D na pewno będzie relacja na blogu <3

      Usuń
  2. Dobrze,że nic poważniejszego się nie stało.

    OdpowiedzUsuń
  3. To znak od losu - więcej przysiadów ze sztangą.
    Nie jest prawdą, że jajka to nabiał, tylko często jest to mylone. Nabiał to produkty mleczne. Gdybyś zmieniła zdanie to wróć do twarogu tłustego, a o pozostałych produktach mlecznych możesz zapomnieć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przysiady robię tylko ze sztangą:)
      z tymi jajkami to każdy mówi coś innego...bardzo sporny temat :)

      Usuń
  4. Współczuje, ale na szczęście będziesz miała wspaniały trening z p. Lewandowską. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czekam na duuużo zdjęć i opis treningu :))

    OdpowiedzUsuń
  6. Miałaś dużo szczęścia! Konsekwentna z ciebie dziewczyna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. więcej szczęścia niż rozumu, ale trzeba żyć dalej :D pozdrawiam :*

      Usuń
  7. interesujacy blog, fajnie się go czyta :) zapraszam do mnie może Cię cos zaciekawi : http://silownia-swiatynia.blogspot.com pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję, bardzo chętnie wpadnę, pozdrawiam! :*

      Usuń
  8. O kurczę, dobrze,że nic gorszego się nie stało!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a było blisko! jednak los mi sprzyja na siłowni! :D

      Usuń
  9. Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. :)
    Bez nabiału nie chcę nawet żyć! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam z nim podobnie, ale próbuję dalej :D

      Usuń
  10. Biedna.. szybkiego powrotu do zdrowia życzę :-* ciekawa jestem efektow odstawienia nabialu, a prxede wszystkim zazdroszczę treningu z Anią!:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o treningu niebawem wszystko napiszę, czekam tylko, aż na stronie pojawią się zdjęcia z niego :)
      jakoś się z tego wyliżę! :D
      o odstawieniu nabiału także napiszę post

      Usuń
  11. Mam nadzieję, że siniaki szybko znikną i już nie będziesz pamiętać o wypadku :) Daj znać o treningu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o treningu napiszę jutro, bo czekam na zdjęcia.
      te siniaki i opuchlizna są straszne, ale co zrobić... tylko uważać bardziej następnym razem! :D

      Usuń
  12. Koniecznie następnym razem zabezpiecz suwnicę, wtedy nie zjedzie tak nisko. Współczuje wypadku, bo musiało strasznie boleć :/

    Powodzenia na treningu z Lewandowską :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. już po treningu :)
      następnym razem poproszę kogoś o pokazanie jak i co, choć w sumie nawet nie wiem czy będę chciała się do niej zbliżać... :D

      Usuń
  13. ah te suwnice, potrafią nieźle skrzywdzić. Całe szczęście, że nie było obciążenia.
    Co do porzucenia nabiału - sama nie spożywam produktów nabiałowych (pomijając jajka) od ponad 2ch miesięcy i czuję się bardzo dobrze (wcześniej cierpiałam na wzdęcia i strasznie trzymałam wodę). Lubiłam twarożki, jogurty, ale...radzę sobie bez nich świetnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a miałam obciążenia nie ściągać ehhh...
      ja już o nabiale wyrobiłam sobie zdanie, i wiem, że mi na pewno on nie szkodzi :)

      Usuń