sobota, 25 kwietnia 2015

Jak się przekonać do ryb? Czyli jak zaczęłam jeść ryby

Przez 15,5 lat życia nie przełknęłam ryby. Chyba sami przyznacie, że brzmi to STRASZNIE!
Ryby są wręcz symbolem zdrowej, odpowiednio zbilansowanej diety.
Ja od zawsze nie mogłam ścierpieć nawet ich zapachu, a gdy rodzice je we mnie chcieli wcisnąć, kawałki od razu stawały mi w gardle i je wypluwałam. Skąd miałam (i po części dalej mam) taki opór - nie wiem. To dość dziwne, bo w rodzinie wszyscy ryby uwielbiają, a ja jestem takim odmieńcem.
Kiedy zaczęłam się zdrowo odżywiać (wrzesień 2013), byłam pewna, że ryb dalej nie będę jadła. I tak trwałam w tym niejedzeniu ich. To nie to, że ja nie chciałam ich jeść - ja bardzo chciałam!
Przecież samo zdrowie, każdy powinien je jeść, niezastąpione dla zdrowia i urody. Po prostu nie mogłam.

Tak dla przypomnienia - dlaczego warto jeść ryby? Są cholernie zdrowe:
-wspaniałe źródło białka
-źródło zdrowych tłuszczy
-dbają o dobrą formę mózgu, odżywiają go
-opóźniają starzenie
-zbawienne dla naszej urody
-przyspieszają metabolizm
-dostarczają masy cennych składników odżywczych
-zawierają takie zbawienne cuda, jak nic innego na tym świecie
-wspomagają w odchudzaniu
-utrzymują nas w dobrej formie i o pięknej sylwetce

Przełomowy moment nastąpił jakoś pół roku temu.
Czas na obiad złapał mnie kiedy byłam na mieście, więc postanowiłam iść do Salad Story i coś sobie zamówić. Patrzyłam się na wszystkie pozycje wypisane na tablicy i rzuciłam się na głęboką wodę bo zamówiłam sałatkę... z tuńczykiem. Kiedy odchodziłam od kasy i niosłam swoje jedzenie, nie mogłam uwierzyć, że to zrobiłam. A kiedy spróbowałam, z duszą na ramieniu, musiałam przyznać, że tuńczyk smakuje trochę jak mięso! Że nie jest białą galaretowatą mazią, jak się spodziewałam.
W tym dniu włączyłam do swojej diety tuńczyka z puszki. I jadłam go wtedy prawie codziennie :D
Byłam z siebie niesamowicie dumna.

Następnym ogromnym dla mnie krokiem było kupienie (w lutym) fileta z łososia. Pamiętam, że bardzo dokładnie go przyprawiałam i piekłam, żeby czasem nie wyszedł niesmaczny, bo wtedy na pewno już nigdy go nie będę chciała jeść :D Na szczęście udał się doskonale i już byłam pewna, że kolejna rybka ze mną zostanie. Jednak ładne filety z łososia są ciężko dostępne i drogie. Raz więc postanowiłam kupić łososia wędzonego, choć wydawał mi się być śmierdzący i surowy (no tak, typowe uprzedzenia).
Zrobiłam sobie z nim kanapeczki, dodałam warzywa i ... pokochałam!
JEDNAK okazał się być przepyszny i rozumiem fakt, że wszyscy tak go zachwalają.

Jak to wygląda obecnie?
Łososia jem 2/3 razy w tygodniu, najczęściej w formie sałatki lub z pieczywem chrupkim.
Tuńczyka też jakoś 2 razy w tygodniu, głównie zależy to od tego, ile mięsa zjem.

Mój ulubiony przepis z tuńczykiem - NALEŚNIKI Z SEREM I TUŃCZYKIEM
ZAPRASZAM! ZAKOCHACIE SIĘ <3

Co z innym rybami?
Powiem tak: daję sobie czas. Małymi kroczkami wszystko, żeby się nie sparzyć, bo boję się, że znów mogę przestać całkowicie jeść ryby. Filety rybne i całe wędzone ryby niestety mnie nie przekonują... bynajmniej jeszcze. Ale wszystko przede mną!:D

Jestem bardzo z siebie dumna, że otwieram się na nowe smaki, nawet ryb, bo kiedyś to w życiu bym tego o sobie nie mogła powiedzieć.
Dowód na to, że zdrowo się odżywiając, możemy poznać wiele nowych smaków!:)

Pieczywo chrupkie z sezamem + sałata lodowa + łosoś wędzony + szczypiorek + kiełki na patelnie + pieprz
PYYYCHAAAA!




A jak to u Was jest z rybkami? :) Jak często jecie? :)


P.S. Zapraszam Was na moje konto na instagramie - https://instagram.com/fitujemy/
CODZIENNIE NOWE ZDJĘCIA <3



 

30 komentarzy:

  1. ja z ryb to tylko łosoś, makrela i śledzie, reszta mnie odrzuca :D No chyba, że to cheat day to w panierce lubię każdą bez ości :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam ryby, ostatnio bardzo rozsmakowałam się w polędwicy z dorsza. Jest droga, ale mięsista i bez ości. Jak lubisz kanapki z wędzonym łososiem, to dodaj do niego jajk. Moje ulubione połączenie :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiem jak się czujesz ! Miałam podobnie,ale z mięsem jadłam go lecz przestałam jeść(no dobra skłamałam troszkę inna sytuacja) ale teraz jest lepiej po 2 latach nie jedzenia zaczęłam jeść. Lecz nie wszystkie postaci.

    PS
    Ryby uwielbiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja bym wolała właśnie chyba mięsa nie jeść :D

      Usuń
  4. Pozdrowienia od odmieńca który od 23 lat nie je i nie zamierza spróbować tego zdrowego świństwa :D OKEY. Wyjątkiem były pierwsze obiady piątkowe w nowej pracy, gdzie ze stresu wstydziłam się odmówić i zjadłam ze 2 szybko popijając kompotem bo zwróciłabym je za chwilę... No i jeszcze przypominam sobie spotkanie z dawno niewidzianą koleżanką która zapomniała że nie lubię ryb i rybopodobnych rzeczy i poszłyśmy do North Fish... myślałam że jednak..coś tam znajdę nie rybnego..poszłam zająć stolik a Ona przyłazi z jakimś filetem czy czymś...a ja powiedziałam pamiętam wprost- oddam Ci kase, ale ja tego nie tknę..ale tknęłam..i znów mało nie zwróciłam. Pech trafił, że tata jest zapalonym wędkarzem...łby szczupaków porozwieszane mam po mieszkaniu na ścianach...o karpiu wigilijnym nawet nie wspomnę..nigdy nie ruszyłam..To sie na prawde chyba prędko nie zmieni :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i wiem po sobie,że to nie jest kwestia tylko dobrych chęci niestety :/

      Usuń
  5. Dobrze, że się przekonałaś, ale to fakt- przekonałaś się do dwóch specyficznych ryb :) ze zwyczajnymi może być nieco ciężej, ale nie poddawaj się :) Możesz spróbować całej makreli (nie wiem jak z dostępnością w Polsce, bo rodzice kupują wędzone, ale świeże w Irlandii są za 1 euro :P), bo to też tłusta, morska ryba, a upieczona w całości, ze środkiem wypchanym ziołami i masełkiem czosnkowym potrafi być pyszna :) Ja z ryb nie tykam tylko karpia, ale w jednej bardzo dobrej restauracji zrobili mi takiego, że wsunęłam z mlaskaniem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. własnie teraz będę podbijała albo do makreli albo do dorsza :D

      Usuń
  6. Ja znów mam na odwrót - uwielbiam ryby a z mięsem u mnie ciężko.. Jakoś tak jem tylko indyka i to bardzo rzadko..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja w sumie też głownie indyka. Wolałabym mieć tak jak TY! :D

      Usuń
  7. Ja uwielbiam ryby <3 świetnie, że się też do nich przekonałaś :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Jezu... przez tyle lat nie jadłaś ryb? Przecież one są takie pyszne. Uwielbiam je np. wędzone-łosoś, z ogniska-pstrąg, z patelki rekin :) Można zjeść w tatarze, w sushi.. jest tyle kombinacji, że z pewnością znajdziesz coś dla siebie :)
    Pozdrawiam:
    fit-healthylife.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. miałam uraz do ryb przez przedszkole i zaczęłam je jeść dopiero... 5 lat temu? :) ale było warto się przemóc, można je naprawdę rewelacyjnie przyrządzić!

    http://www.pretty-perfection.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja właśnie szukam przepisów na dobre rybki :D

      Usuń
  10. tyle lat bez ryb? szok! ale dobrze, że się otwierasz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiem, że szok hahhaha :D ciągle się staram ! :)

      Usuń
  11. Z rybami mam tak ciężko jak ty na początku. Ale próbuje próbuję próbuje...

    OdpowiedzUsuń
  12. U mnie to tylko makrela wchodzi w grę, cała reszta jak bym musiał to zjem, ale sam z siebie to raczej nie;p

    OdpowiedzUsuń
  13. Warto się przekonywać do nowych smaków ;). Powodzenia w dalszym odkrywaniu "morskiej śpiżarni".
    Ja nie jem nic co z morza pochodzi, nie liczę na to, że się to zmieni, więc skupiam się na innych zdrowych nowinkach :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahha, morska spiżarnia - super to brzmi! :D

      Usuń
  14. Bardzo lubię ryby, w każdej postaci. Ale im mniej ości tym lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie ości jeszcze przerażają.... :D

      Usuń