czwartek, 19 lutego 2015

Jak zaczęłam się zdrowo odżywiać? Historia cukroholika. TAK, TY TEŻ DASZ RADĘ!

Był już post o ćwiczeniach, dziś opiszę swoją drogę do zdrowego odżywiania.

Jeśli nie widzieliście posta, gdzie opowiadam swoją historię z treningami, zapraszam !!!!!!!!


Jako małe dziecko, nie jadłam dużo. Ba! Jadłam mało. Codziennie na obiad mama robiła jakieś inne danie, ale większość rzeczy mi nie smakowała. Jednak jak zrobiła gołąbki albo pierogi, to potrafiłam zjeść więcej niż tata. Mama sprytnie to wykorzystywała i często przygotowywała te potrawy, które miała pewność, że zjem. Najbardziej lubiłam pieczone ziemniaczki, kopytka, pierogi, gołąbki, kluski.
Rano jadłam jak chyba każde dziecko, płatki śniadaniowe. Do szkoły dostawałam batoniki z postaciami kreskówek, których nie jadłam, bułkę, banana. Nigdy jakoś nie czułam się głodna, nie zwracałam na to uwagi. Słodyczy nie jadłam, jedynie raz na jakiś czas chipsy albo czekoladkę. Ciast i tortów nienawidziłam. Napoje gazowane też średnio, ale piłam sklepowe soki. W jakoś 4/5/6 klasie także jadłam niewiele. Nie myślałam nad tym, o figurę się nie martwiłam, bo byłam ''szczypiorkiem''. Jednak zawsze jadłam solidne śniadanie - omlet z 3 jajek, z mąką (pszenną oczywiście) i dżemem. Po tym w ciągu dnia w szkole jadłam może jakąś kanapkę i po powrocie do domu obiad. Nie lubiłam schabowych i mielonych ziemniaków, ale mama przygotowywała mi zazwyczaj to co lubię. A gotuje ona świetnie (niestety:D), po czasie zaczęłam jeść coraz więcej. I gimnazjum to był dla mnie czas wielu zmian, także jeśli chodzi o jedzenie. Pokochałam słodycze (chyba z dnia na dzień).
Mój jadłospis wyglądał wtedy mniej więcej tak (nie przestraszcie się):
-rano na śniadanie - 5 naleśników z syropem klonowym albo omlet z 4 jajek i z mąką (pszenną), posmarowany dżemem + do tego wieeelka herbata z 4 łyżeczkami cukru
-w szkole: 2 batoniki princepolo albo lion white + duża bułka z serkiem + soczek cappy
-po powrocie ze szkoły jadłam obiad, np. 2 schabowe, wielka fura ziemniaków, popite sokiem,
po obiedzie szłam do pokoju z wielkim kubkiem herbaty (4łyżeczki cukru) i kubkiem kawy z mlekiem (4 łyż. cukru), 2 kawałkami ciasta (zawsze było, ja już o to dbałam) tabliczką czekolady i czasem jeszcze z lodami. Zjadałam to praktycznie wszystko od razu
-później właściwie ciągle coś jadłam, ciągle chodziłam do lodówki, a wieczorem robiłam sobie pizze (sklepową)/frytki/ grzanki z żółtym serem. Nie jadłam prawie wcale warzyw. Często zamawiałam sobie pizze, ciągle piłam energetyki. W fastfoodach jadłam tony kurczaka i frytek.
W ten sposób w kilka miesięcy z wagi jakoś 52 kg przytyłam do 60 kg, trwało to praktycznie całą I klasę. Nie byłam gruba, ale ''zatłuszczona''. Nigdy nie miałam gorszej kondycji niż wtedy (choć uprawiałam sport, ale o tym już mogliście przeczytać. Miałam nieładną cerę, słabe włosy i paznokcie. Czułam się kiepsko, nie miałam energii/

Równo na koniec wakacji, I września 2013 roku, postanowiłam wszystko to rzucić, zmienić siebie. Przestałam pić kawę, herbaty nie słodziłam i mi nie smakowała, więc jej też nie piłam.
Z dnia na dzień przestałam jeść słodycze (choć baardzo mnie ciągnęło na początku). Ale obiadki dalej były mamy. I w ten sposób wszystko powoli zmieniałam, wprowadzałam coraz więcej zmian. Doprowadziłam w niedługi okres czasu do tego, że moja dieta stała się w 100% czysta i racjonalna.
Umocniła to robiona w kwietniu 2014 roku książka Ewy Chodakowskiej, w której na cały miesiąc mamy rozpisaną dietę. Szybko zrzucałam zbędne kilogramy. W czasie wakacji trochę przesadziłam, bo dużo ćwiczyłam, a choć jadłam racjonalnie, to trochę za mało, jak na swoją aktywność. Jednak od września byłam ''na masie'' i mogę już szczerze powiedzieć, że wyglądam tak, jak powinnam i jak chcę :) I PRZEDE WSZYSTKIM CZUJĘ SIĘ REWELACYJNIE!!! :) I jestem w życiowej formie :)
Co i jak teraz jem, doskonale wiecie, bo na blogu ciągle o tym piszę :)
Jestem zdrowa, szczęśliwa. I MUSZĘ TO ZAZNACZYĆ, ALE PIERWSZY RAZ W ŻYCIU NA BADANIU KRWI WYSZŁO, ŻE NIE MAM ANEMII I ŻE MÓJ POZIOM ŻELAZA JEST NAPRAWDĘ BARDZO DOBRY. Widzicie? Jak się chce, to wszystko można!
Ja rzuciłam się na głęboką wodę i słodycze i fastfoody po prostu wyrzuciłam ze swojego życia w ciągu dnia, ale każdy może robić, jak chce, byle by działać!
Znacie moją historię, HISTORIĘ BYŁEGO CUKROHOLIKA, myślę, że może kogoś zmotywuję do zmian, bo SAMI WIDZICIE, WSZYSTKO JEST MOŻLIWE :)




Pozdrawiam! :)




30 komentarzy:

  1. Świetny, bardzo inspirujący post :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Też jestem cukroholikiem i ciągle nie moge rzucić słodyczy...grrr....

    OdpowiedzUsuń
  3. To jest niesamowite ile brak zainteresowania i takiej świadomości odnośnie żywienia może sprawić problemów. Też kiedyś kompletnie na to nie zwracałam uwagi. Ale jak tu się interesować gdy nie było ku temu wcześniej powodów. Podziwiam, że z dnia na dzień potrafiłaś tak zmienić swoje przyzwyczajenia. I to tak wcześnie - przy wzroście wagi o 8 kg niektórzy się jeszcze nie orientują, że coś się dzieje. Na prawdę warto brać z Ciebie przykład.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi milo ze tak twierdzisz:)
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Bardzo motywujące :D Ja wcześniej też nie zwracałam uwagi na to co jem, a teraz nie wyobrażam sobie włożyć kukurydzy do koszyka i nie sprawdzić składu.. To jak zabójstwo :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo wejsc na dzial ze slodyczami :D my z rodzicami zawsze jak idziemy do sklepu, to zartujemy, zeby kupili mi cole i chipsy:D

      Usuń
  5. Bardzo mądry wpis :) Fajnie, że udało Ci się nad tym wszystkim zapanować :) Podobną historię miała moja koleżanka, która w 1 klasie gimnazjum odkryła świetny kiosk ze słodyczami przy przystanku i niemal codziennie robiła tam spore zakupy i wszystko to jadła oczekując na autobus. Na szczęście szybko się opamiętała i powróciła do normy. A od cukru ja jestem ciągle uzależniona, ale głównie jest to fruktoza z owoców :P
    I nie mogę wyobrazić sobie smaku kawy czy herbaty z 4 łyżeczka mi cukru :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. teraz też sobie tego nie mogę wyobrazić :P
      akurat owoce też kocham, to moje ulubione słodycze :3

      Usuń
  6. Trochę się tego jadłospisu przestraszyłam... ;p Ale ja np miewałam ochotę na coś słodkiego, czekoladowego, słonego i kwaśnego jednocześnie to kupowałam czekoladę, chipsy, żelki i potrafiłam zjeść wszystko naraz. A teraz? Nie mam zwyczajnei ochoty, dostarczam sobie pierwiastków, których brak wywoływał te słodyczowe napady w formie zdrowej i dużo bogatszej. Ale wszystko zaczyna się w głowie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. rzeczywiście śmieszna mieszanka :D gdy dostarczamy sobie wszystkie potrzebne składniki odżywczych, to nie mamy żadnych problemów

      Usuń
  7. Ahhahahahahah, a mnie nigdy jakoś szczególnie słodycze nie ciągnęły, nawet jak miałam je przed oczami :D

    przyznam, że miałaś tragiczną dietę, ale dobrze, że już zmądrzałaś, uff! Trzymaj się tego :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. trzymam się z całych sił i z przyjemnością! <3

      Usuń
  8. No ja ze słodyczami nie mam problemu, dla mnie kłopotem jest ser żółty i wszelkie słone przekąski oraz oczywiście piwo :) ale ostatnio mam ładne postępy, praktycznie nie piję alkoholu i odżywiam się coraz lepiej. Też czuję się dobrze, do tego treningi - dam radę! Do wakacji jeszcze sporo czasu, za niedługo będzie cieplej więc chętniej i częściej będę wychodzić z domu na treningi i spacery :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. także uwielbiam ser żółty i go jem, ale tylko ten dobrej jakości i w normalnych ilościach, i sprawa załatwiona :)
      po co czekać do wakacji? formę trzeba mieć zawsze! :D

      Usuń
  9. ,,Nie jadłam prawie wcale warzyw. Często zamawiałam sobie pizze, ciągle piłam energetyki. W fastfoodach jadłam tony kurczaka i frytek''. - widzę, że byłyśmy w jednym klubie :D
    Ja byłam miłośniczką KFC, potrafiłam kurczaka zagryźć czekoladą, bo zaraz po słonym chciało mi się słodkiego i tak w kółko.
    Potrafiłam również o pierwszej w nocy smażyć sobie frytki - bo tak.
    Jadłam w dużej mierze z nudów, nie da się ukryć.
    To tylko potwierdza to co napisałaś, tak, oczywiście, wszystko się da :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nuda nas dosłownie może zabijać... :P
      kurczak z czekoladą? musiało być....ciekawe :D

      Usuń
  10. Bardzo fajny wpis! Słodycze najlepiej rzucić od razu a nie tak jak większość ludzi po jednym batoniku mniej dziennie, fajnie że tobie się to udało z dnia na dzień. Ja teraz również staram się patrzyć na to co wkładam do koszyka. Colę zastąpiłam wodą gazowana z cytryną, niestety do niegazowanej nie mogę się przyzwyczaić.
    Pozdrawiam i zapraszam: www.homemade-stories.blogspot.be

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też się zgadzam. uu, kiedyś nienawidziłam wody, a teraz tylko ją piję, więc kwestia przyzwyczajenia :D

      Usuń
  11. Świetny motywujący wpis, że jak się chce to można. Gratuluję wytrwałości i osiągnięcia celu.
    Też zawsze miałam problem z kopytkami, pierogami itp. - chyba każdy je uwielbia.:) Jednak jeśli mam na nie ochotę, nie odmawiam, ale i nie przesadzam z ilością.:)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję :) ojj, uwielbiam uwielbiam, ale nie jem.
      również pozdrawiam!

      Usuń
  12. Gratuluję zerwania ze słodyczami. To jest coś z czym nie potrafię się rozstać, ale walczę ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Gratuluję,gratuluję !

    zapraszam do mnie może obs za obs ? :)
    http://heartgulmira.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Dobre nawyki żywieniowe trzeba wprowadzać dziecku już od najmłodszych lat :)
    Zjadłabym pierogi ... ale mają dużo kalorii i tak mało wartości odżywczych.. :)

    Pozdrawiam!

    _______________________________________________________________________

    Zapraszam na mój blog o zdrowym trybie życia

    OdpowiedzUsuń
  15. Pewnie jak każda osoba chuda gardzisz osobami otyłymi i naśmiewasz się z takowych...

    OdpowiedzUsuń