środa, 11 lutego 2015

Ja i aktywność fizyczna - czyli jak bardzo człowiek może się zmienić

Dzisiejszy post może być długi, uprzedzam :)
Większość osób, które zajmuje się blogowaniem, prędzej czy później opisują, jak zaczynali swoją przygodę z ćwiczeniami, kiedy to było itp.
Ja też chciałabym Wam przedstawić moją historię. Dziś będzie jedynie o aktywności fizycznej, a niedługo pojawi się także o zdrowym odżywianiu.


Jako małe dziecko byłam raczej średnio ruchliwa, żeby nie powiedzieć ostrzej.
Wtedy mogłabym cały dzień się uczyć, rysować, później także czytać. No i oczywiście bawić lalkami itd. Jedynym zbawieniem dla poziomu mojej aktywności był mój starszy brat. Uczył mnie jak robić fikołki, przewroty. Z przyjaciółmi ciągaliśmy się wzajemnie na deskorolce, z tatą kopałam piłkę.
Po drzewach i płotach nigdy nie chodziłam.  Byłam bardzo szczuplutka.
W pierwszej klasie podstawówki zaczęłam chodzić na karate. Treningi były 3 razy w tygodniu i nieraz nieźle dawały w kość. Byłam wtedy tam jedną z najmłodszych, z najsłabszą kondycjąMiędzy drugą i trzecią klasą pojechałam na obóz karate, gdzie trenowaliśmy bardzo dużo, po kilka godzin dziennie.
Po tym obozie przestałam być największą łamagą. Karate trenowałam 2,5 roku, skończyłam, gdy zostałam tam jedyną dziewczyną i ciągle chodziłam bardzo posiniaczona.
W między czasie chodziłam na naukę pływania i w sumie skończyłam 4 kursy (ale pływać dalej nie umiałam i nie lubiłam). Sportowa dalej jakoś nie byłam. Najlepszą motywacją, jaką mogłam wtedy dostać, było 5 z wf na pierwszy semestr w 4 klasie, gdy byłam pewna, że będę mieć, jak większość, słabą czwórkę. Jeździłam na zawody z siatkówki i biegania, więc czułam się wyróżniona.
W domu nic nie ćwiczyłam.
Na początku 6 klasy (w październiku) spadł na mnie wyrok (tak się wtedy czułam) - ortopeda zlecił codzienne ćwiczenia na wzmocnienie kręgosłupa, zero biegania i różnego rodzaju skoków.
Przepłakałam kilka dni, bo jak to można tak ćwiczyć.
Wtedy się zaczęły codzienne ćwiczenia, coś jakby pilates. Jak przez całe wcześniejsze życie, byłam bardzo szczupła, więc szybko na ciele zaczęło być widać mięśnie. Nie widziałam jednak w tym żadnej przyjemności, ale obowiązek. Od zawsze jestem bardzo obowiązkowa, więc narzuciłam sobie mocny rygor. Ćwiczyłam codziennie, choćby nie wiem co. Taki trening trwał mi ok. 40 min.
Weszło mi to w krew i nie musiałam nawet nad tym myśleć, było to dla mnie tak naturalne, jak mycie zębów. W gimnazjum wróciłam na basen i chodziłam dwa razy w tygodniu na prywatne lekcje. Wreszcie nauczyłam się pływać. W między czasie tata kupił nieduży atlas. Ćwiczenia na nim dołączyłam do codziennych treningów. Przestałam go użytkować po kilku miesiącach, bo wszyscy zauważyli, że ''za bardzo rozrosły mi się barki''. W wakacje między 1 a 2 klasą gimnazjum postanowiłam wziąć się za siebie, bo zgrubłam jak nigdy w życiu (powód będzie we wpisie o diecie).
Spróbowałam Skalpel I Ewy Chodakowskiej. Po 15 minutach padłam na twarz i nie mogłam zejść po schodach. Ciągle robiłam swoje ćwiczenia na plecy. We wrześniu wzięłam się ostro do pracy. Równo  1 września wprowadziłam rewolucję także w ćwiczeniach. Zaczęłam codziennie robić zestaw: Mel B pośladki + Mel B ABS + Tiffany Rothe Small Waist i oczywiście moja gimnastyka.
Po dwóch miesiącach zrzuciłam 4 kilogramy, ale tak naprawdę nie zależało mi na chudnięciu, tylko na kondycji i formie. Czułam się znakomicie. 31 października spróbowałam jeszcze raz zrobić Skalpel i od razu zrobiłam cały! Choć było mi strasznie trudno. Robiłam go przez kilka miesięcy, dokładałam różne absy, ćwiczenia na pośladki, wyzwania. Ćwiczyłam codziennie i przez pewien czas tyle robiłam, że trening zajmował mi dwie godziny dziennie (!). Później przerzuciłam się na Turbo Spalanie i Skalpel Wyzwanie. I tak jakoś 2 miesiące. W lutym zaczęłam dwa razy w tygodniu, przed basenem, chodzić na siłownię. Ćwiczyłam dużo i intensywnie. Cały kwiecień robiłam książkę ''Zmień swoje życie z Ewą Chodakowską'', stosując zarówno dietę, jak i ćwiczenia. Czasami wychodziły trzy treningi dziennie - z książki, siłownia i basen. Wiem, że to przesada całkowita. Później do wakacji cały czas robiłam treningi z książki, ale 6 razy w tygodniu. W wakacje na siłkę ani na basen chodzić nie mogłam, ale dalej ćwiczyłam w domu. Treningi z książki nie były trudne, od maja dodawałam do nich trening na płaski brzuch Chodakowskiej, później także ćwiczenia na pośladki jakieś. Robiłam je na zmiane z treningiem HIIT. Czułam się wypalona, zaczęłam ćwiczyć 5 razy w tygodniu. Nie miałam sił na więcej. Po wakacjach zrozumiałam,że przesadzam i nic dobrego z tego nie wyjdzie, choć chciałam jak najlepiej.
Zaczęłam robić 3 razy w tygodniu Skalpel Wyzwanie i jakoś 2 razy inne ćwiczenia. Porzuciłam cardio. Odzyskiwałam powoli siły. W grudniu zaczęła nowy trening siłowy, na sprzęcie w domu, bo na siłownie już nie wróciłam. Czułam się już naprawdę super. Ten trening siłowy był do końca stycznia.
Najbardziej kocham treningi siłowe podzielone na splity - szybko, konkretnie, mocno i efektownie.
Po siłowych zawsze trochę przerwy na pilates. I po 2/3 tygodniach kolejny siłowy.

Taka moja historia :)
Chciałam pokazać, jak wszystko może się zmienić i jak my sami możemy się zmienić :)
Pozdrawiam!


21 komentarzy:

  1. Karate! I tak super!
    Ja to z tych co wiecznie zwolnienie na w-f brali. A teraz hantelkami wymachuje:) Jak to się mówi: tylko krowa zdania nie zmienia :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie byłam entuzjastką zajęć WF w szkole - migałam się na wszystkie sposoby ;)
    Ostatnio wracając z siłowni rozmawiałam z chłopakiem na temat tego, że gdyby mi ktoś powiedział jak byłam w liceum, że będę uważać na to co jem, ciężko trenować i paradować po mieście z szejkerem to bym go wyśmiała - także święte słowa, wszystko może się zmienić ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja jestem pod wrażeniem, jak (nie)zwykła aktywność moze wpłynąć na nasz humor, zachowanie, nastwienie i całokształt. Po treningach czuję się jak nowo narodzona, paradoksalnie mam o wiele wiecej energii niż przed. Jeśłi ktos nie "wsiąkł" w sport to nie wie o czym mówie :) to te endorfinki, o któych mówi Chodakowska.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie tez to zadziwia. WSZYSCY KOCHAMY ENDORFINY <3

      Usuń
  4. Najważniejsze robić to co się kocha. :) Zapraszam do mnie - kilka rad na tłusty czwartek :)

    OdpowiedzUsuń
  5. A jak ktoś nie lubi ćwiczyć? Boi się sportu i robi to z musu? :(

    OdpowiedzUsuń
  6. Zwykle jem zdrowo ale w tłusty czwartek mam ochotę nażreć się jak świnia - czy to bardzo wpłynie na moje zdrowie? :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, dzis mozesz zjesc paczka, spokojnie:)byle nie przesadzic, bo mozesz sie pozniej zle czuc

      Usuń
  7. Ja na wf zawsze miałam 6 z gimnastyki i 3 z dyscyplin drużynowych -.-'

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pierwszy raz słyszę,żeby mieć oddzielne oceny z tych kategorii :D ale chyba miałabym podobnie... :P

      Usuń
  8. Super historia, pokazuje, że kiedy widzi się postępy i zaczyna się "czuć" to, co się robi, to o wiele łatwiej się żyje :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Fajnie, że opisałaś historię od swojego dzieciństwa :)
    Pośladki z Mel chyba większość ćwiczy, bo czuć , że coś się robi :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mel B jest naprawdę skuteczna i przyjemna, a przy tym dobrze motywuje :D
      cieszę się,że się podoba! :)

      Usuń
  10. Początek też do mnie pasuje. Ale karate - szacun! Ja zaczęłam z koszykówką :D Też lubię Mel B, jest dobra na leniwe dni, na rozpoczynanie sezonu po jakiejś przerwie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahahahhh :P nie robię przerw, ale na Mel B i tak często mam ochotę :D

      Usuń
  11. Piękna zmiana..:) Oby tak dalej..:)

    OdpowiedzUsuń