wtorek, 20 września 2016

Recenzja książki: Dieta Ujemnych Kalorii Rocco DiSprito

Dziś mam dla Was wpis, na którym wiem, że wiele osób czekało! :)
Po tym, jak pochwaliłam się Wam na instagramie, że mam przyjemność być recenzentką książki
''Dieta ujemnych kalorii'' Rocco DiSprito, pojawiło się mnóstwo wiadomości, co myślę o niej,
czy warto się nią zainteresować. I o tym dzisiejszy post! :)


Na początku zraził mnie już podtytuł ''5 kg mniej w 10 dni...''. Ale rozumiem, chwyt marketingowy.
A wiadomo, reklama dźwignią handlu, dlatego jestem w stanie to wybaczyć, ale bez tego podtytułu książka wyglądałaby dużo lepiej :) Jednak zastanówmy się tak szczerze, która książka sprzeda się 
w większej ilości - z takim podtytułem, czy bez niego. Dlatego wybaczam to autorowi :)

Nie chcę Wam tutaj bardzo dokładnie opisywać, co znajdziemy w środku, gdyż wolałabym Was po prostu do zachęcić do przeczytania. Książki mają to do siebie, że warto przeczytać je wszystkie 
i samemu decydować, czy zgadzamy się z informacjami i wiedzą w nich zawartych.
Dlatego zawsze, jak ktoś się pyta, które książki o zdrowym odżywianiu i sporcie warto przeczytać, odpowiadam że wszystkie :)

W tej książce na początku znajdziemy wiele przydatnych informacji i dużo dużo wiedzy.
Co to są ujemne kalorie? Jak przyspieszyć metabolizm? Z tych pierwszych rozdziałów naprawdę możemy się dużo dowiedzieć. Mamy kilka ciekawych spisów, wymienione konkretne produkty, które warto włączyć do swojej diety, ale też sporo różnych ciekawostek.
Informacje te przydadzą się zarówno początkującym, którzy chcą zdobyć podstawową wiedzę,
jak i bardziej zaawansowanym osobom, bo można sporo doczytać i zweryfikować to, co wcześniej słyszeliśmy i co znamy.


W książce jest też przytoczonych wiele badań, które potwierdzają przeczytane przez nas informacje.
Dodatkowo, znajdziemy w niej także plan 10 dniowego detoksu oraz pełny jadłospis diety.
Jadłospis akurat uważam za kwestię bardzo indywidualną i sama bym się do niego nie stosowała, 
ale jeśli komuś taki pasuje to może się zainspiruje.


Sam układ książki też jest bardzo wygodny, czyta się przyjemnie, druk jest ''wygodny'' dla oczu.
Jednak część ''wiedzowa'' to tylko początek książki. 
Większość stron zapełnia 75 zdrowych przepisów!


Co do przepisów, to wszystkie wyglądają super :) Zdrowo, smacznie, prosto :)
Myślę, że nie raz i nie dwa jeszcze wypróbuję je, ale to na bieżąco będę Wam dawać znać!


Najbardziej podobały mi się propozycje deserów, ale dania główne też są smakowite :)




Co myślicie o takich książkach? Lubicie książki kucharskie?




 
e-mail: natalianalepa@o2.pl
Pozdrawiam, 
Natalia <3

piątek, 16 września 2016

Cel na resztę 2016 roku: BARKI - jak zrobić, wyrzeźbić, zwiększyć barki? Jak JA TO ZROBIĘ

Hey!
Często ostatnio pojawiały się pytania odnośnie barków, jak je wyrobić, powiększyć, sprawić, by były krąglejsze. Świetna sprawa, że wreszcie kobietki też zaczęły dbać o tę część ciała, a nie tylko nogi
i brzuch! :) A że często pokazuję na swoim instagramie, jak tam moje barki się mają i piszę, że teraz na nich najbardziej się koncentruję, postanowiłam poświęcić temu tematowi oddzielny wpis
na blogu i mam nadzieję, że skorzystacie! :)


Nie raz, nie dwa, przyznawałam się tutaj, do bycia posiadaczką strasznie ektomorficznych kończyn.
Taka już moja budowa, że mam chude, długie nogi i ręce. I niestety tyczy się to też barków u mnie.

Ręce już bardzo mocno nadgoniłam, aktualnie są jedną z moich najlepiej rozwiniętych partii.
Ale z barkami było gorzej. Niestety, redukcja też obnażyła w nich braki.
Dlatego kiedy wprowadzałam teraz nowy plan treningowy, powiedziałam sobie jasno:
CHCĘ MIEĆ BARKI I ZROBIĘ TAK, ŻEBY JE MIEĆ!

I tym sposobem trening barków wykonuję 2 razy w tygodniu i jest to mój całkowity priorytet treningowy. Na koszt treningu barków ucięłam trening klatki. Koncentruję się też przede wszystkim na ćwiczeniach na boczne aktony barków. Tylny akton barków robię na treningu pleców :)
Mój aktualny trening barków wygląda w taki sposób, że na początku treningu GÓRY wykonuję ćwiczenia na barki, następnie jedno ćwiczenie na klatkę i przechodzę do ćwiczeń na ręce.
Nie będę tutaj rozpisywać całych treningów, ale wymienię, jakie ćwiczenia na barki wykonuję:
TRENING GÓRY I:
-Wyciskanie hantli nad głowę 4x8-12
-Unoszenie hantli na boki 5x12-15 łączone z podciąganiem sztangi wzdłuż tułowia 5x15

TRENING GÓRY II:
-Wyciskanie żołnierskie 4x8-12
-Unoszenie hantli na boki 3x20 w siedzeniu łączone z unoszeniem w przód na wyciągu 3x15-20

Może się wydawać, że nie jest to dużo. Jednak według mnie 3 ćwiczenia w czasie treningu na konkretną partię, zdecydowanie wystarczą. Wtedy mamy możliwość pełnej kontroli ciężaru, stałego progressu, a to jest dla mnie bardzo ważne w trenowaniu.
Barki w większości ćwiczeń robię dużą ilością powtórzeń i serii. Dlaczego?

Mięśnie barków zbudowane są w znacznej większości z włókien czerwonych, czyli wolnokurczliwych. Włókna białe (szybkokurczliwe), stanowią tych mięśni niewielki procent.
Z tej właściwości wynika fakt, że najlepsze efekty przy treningu barków dadzą ćwiczenia wykonywane w większej ilości serii i na stosunkowo wysokiej liczbie powtórzeń.
Całkowicie zrezygnowałabym z ćwiczeń na barki wykonywanych na powtórzeniach typowo siłowych, tzn. 3-5 powtórzeń. A właśnie przede wszystkim polecam wykonywanie serii po około 10-20 powtórzeń, gdyż taka ilość pobudza włókna czerwone, na czym nam zależy.
Oczywiście ciężary używane na treningu nie będą wtedy ogromne, ale myślę, że warto w tym przypadku schować ego do kieszeni i zrobić trening po prostu DOBRZE :)

Troszkę o anatomii musiało być, mam nadzieję, że mi to wybaczycie :)

Dobór ćwiczeń u mnie nie jest oczywiście przypadkowy. Wybieram jak zawsze ćwiczenia, które najlepiej czuję, lubię, mam w nich możliwość progressu ciężaru, dobrą technikę i przede wszystkim działające na aktony, na których najbardziej mi zależy :)



JAK SIĘ TEN PLAN UDA? Podsumowanie za kilka miesięcy, być może jakieś modyfikacje po drodze też wyjdą, ale będę dawać znać na bieżąco! :)



 
e-mail: natalianalepa@o2.pl
 
Pozdrawiam, 
Natalia <3

sobota, 10 września 2016

Profilaktycznie i w czasie choroby: KISZONKI I WODA Z OGÓRKÓW KISZONYCH!

Nie wiem jak Wy, ale ja często spotykałam się ze stwierdzeniem, że ''na kaca najlepsza jest woda z ogórków kiszonych''. Woda raczej powinna być tutaj wstawiona w cudzysłowie, gdyż chodzi po prostu o płyn, sok, w którym nasze ukiszone (domowe!) ogórki sobie pływają.
I wiecie co? Na kaca nie mam zamiaru jej sprawdzać, ale w innych okolicznościach też jest idealna.
Jesteście zainteresowani? Zapraszam!


Nie raz pokazywałam tutaj i na swoim instagramie, propozycje obiadów czy kolacji, w których prawie zawsze występują kiszonki. Powód jest bardzo prosty!
Są bardzo bardzo zdrowe, smaczne, mają bardzo mało kalorii, więc jak ich tu nie kochać!

A co dobrego w samych kiszonkach siedzi?
Same w sobie są najlepszymi probiotykami, gdyż są źródłem kwasu mlekowego, który reguluje florę jelitową, a dodatkowo wspomaga trawienie. Bakterie żyjące w naszych jelitach wytwarzają też witaminy z grupy B i witaminę K. A te witaminy są niesamowicie ważne!
One same już ułatwiają trawienie, ale też sprawiają, że nasza skóra jest piękna, gładka, promienieje,
a włosy i paznokcie są mocniejsze, rosną szybciej.
Co ważne, kiszonki są też polecane osobom zmagającym się z anemią, gdyż zwiększają przyswajalność żelaza.

Ale! Często zapominamy niestety, że sok ze słoika ogórków kiszonych także jest bardzo bardzo dobry! Absolutnie nie powinniśmy go wylewać. W procesie fermentacji, cenne składniki przenikają
z warzyw do soku i może być on nawet bardziej wartościowy niż same ogórki.

Porcję kiszonej i właśnie soku z ogórków kiszonych w okresach, kiedy nasza odporność szwankuje, lub jesteśmy szczególni narażeni na złapanie jakiegoś choróbstwa, warto zjadać/wypijać codziennie.
Moja porcja w tym okresie chorobowym kilka ogóreczków dziennie i zazwyczaj pół słoika soku.
Kiedyś mi kompletnie on nie smakował, a teraz go uwielbiam :)

Oczywiście, są osoby, dla których nie są one wskazane. Zawierają dużo soli, więc osoby, które muszą jej unikać, powinny z kiszonkami uważać.

Ja polecam kiszonki wykonane w domu. Te sklepowe są zazwyczaj słabej jakości, często nas sprzedawcy oszukują i musimy być bardzo czujni, żeby zamiast kapusty kiszonej, nie kupić KWASZONEJ, która cennych wartości już nie ma.

Podsumowując - nie wylewajmy soku z ogórków kiszonych! Jest on równie cenny pod względem wartości zdrowotnych, co same ogórki. Wszystkie witaminy, naturalny probiotyk - to właśnie sok.
Rewelacyjnie wspomaga naszą odporność, zapewnia piękny wygląd skóry, włosów i paznokci.
Są najprostszych, najtańszym i najłatwiejszym sposobem na dodanie sobie zdrowia i urody! :)



A Wy stosujecie ten naturalny wspomagacz zdrowia i urody w postaci KISZONEK ? :)
I czy wykorzystujecie sok z nich? :)





 
e-mail: natalianalepa@o2.pl
Pozdrawiam, 
Natalia <3



niedziela, 4 września 2016

5 produktów, które absolutnie kocham i polecam! 5 ULUBIEŃCÓW JEDZENIOWYCH

Ponoć takie wpisy cieszą się dużą popularnością :) Takie - czyli krótko, zwięźle i na temat.
Dziś o 5 produktach spożywczych, które polecam włączyć do swojej diety (prawie) każdemu.
Muszę też przyznać, że są one podstawą mojej diety i nie wyobrażam sobie bez nich choćby dnia.
Jesteście ciekawi? Zapraszam! Od razu zaznaczam, że kolejność raczej przypadkowa jest :))


1. Jajka - zaczynam od nich listę, ponieważ zaczynam też od nich każdy dzień :) Po prostu kocham je w każdej postaci - jajecznicy, jajek sadzonych, jajek gotowanych. Jajka są nazywane pokarmem idealnym i to określenie całkowicie do nich pasuje. Zawiera pełnowartościowe, łatwo przyswajalne białko, którego zawartość aminokwasów jest wzorowa! Dodatkowo zawierają bardzo dużo witamin
i składników mineralnych, których wszystkich wręcz nie da się wymienić. Ale pamiętajmy, że prawdziwe bogactwo tego co dobre, znajduje się w żółtku jajka. Dlatego też podczas przygotowywania jajek nie ''uśmiercajmy'' żółtek - nie muszą być całkowicie surowe, ale niech ta jajecznica będzie tylko słabo ścięta, a jajka gotowane na miękko. Ja polecam jajka szczególnie na śniadania białkowo-tłuszczowe gdyż sycą na naprawdę długo i już od rana dostarczają nam wszystko co potrzebne :)

2. Wołowina - ja wybieram chudą polędwicę lub ligawę. Nie jem zbyt dużo rodzajów mięsa (tylko pierś indyka i właśnie wołowina), ale jednak mięso gości u mnie codziennie. Obawy przed czerwonym mięsem, podobnie jak przed zbyt dużą ilością jaj w diecie, są w większości przypadków bzdurne i całkowicie przesadzone. Słyszeliście na pewno kiedyś, że ''żeby mieć mięśnie trzeba jeść steki'' czy takie podobne opinie. Cóż, troszkę prawdy może i w tym jest, gdyż wołowina zawiera duże ilości białka, o dużo lepszej jakości niż większość mięs. Polecam ją też wszystkim osobom zmagającym się z anemią, gdyż zawiera duże ilości żelaza, łatwo przyswajalnego. Polecana jest też szczególnie dla sportowców ze względu na zawartość L-carnityny, która wspomaga naszą wytrzymałość ale też jest pomocna w procesach regeneracyjnych, szczególnie po mocnym treningu.

3. Olej kokosowy - jeśli istnieje jedno idealne źródło tłuszczy w diecie, to jest to olej kokosowy. Oczywiście nierafinowany, gdyż rafinowany jest mocno przetworzony i już niewiele dobrego w nim zostaje (bezzapachowy też jest przetworzony). Ten olej mogłabym wyjadać dosłownie łyżkami.
Uwielbiam jego zapach, bo w ogóle uwielbiam wszystko co kokosowe. Jest on zbudowany z cząsteczek, które zachowują się inaczej niż cząsteczki innych tłuszczy, gdyż są od razu zmieniane w organizmie do produkcji energii, a nie odkładane (tak w dużym uproszczeniu).
Pamiętajcie, że to właśnie tłuszcz daje nam poczucie sytości, nawet na redukcji, gdy porcje są nieduże. Polecam włączyć go do diety każdemu, nie tylko osobom odchudzającym się.
Dodatkowo można go wykorzystać także w pielęgnacji ciała - jako najlepszy balsam, lub w pielęgnacji włosów - ja go nakładałam przez kilka miesięcy dwa razy w tygodniu na włosy przed myciem (około 2 godziny go trzymałam) i efekty były piorunujące! Włosy odżywione, wygładzone i zdecydowanie zdrowsze! :)

4. Ogórki kiszone - moja miłość do ogórków jest wielka i obejmuje chyba wszystkie rodzaje ogórków (no może oprócz konserwowych). Są one bardzo niskokaloryczne, a przyjemnie się je chrupie. A ogórki kiszone, te domowej roboty oczywiście, możemy mieć cały rok! I kiedy nie ma żadnych świeżych warzyw w lodówce, a przychodzi czas obiadu, ogórki kiszone mogą być wybawieniem. Poza tym, jak wszystkie kiszonki, są najlepszym naturalnym probiotykiem, źródłem kwasu mlekowego, który dba o odpowiednią florę bakteryjną jelit, wspomaga trawienie, ale też wspiera układ odpornościowy i ma działanie oczyszczające. A dodatkowo kiszonki są źródłem licznych witamin. Pamiętajmy jednak, że ze względu na wysoką zawartości soli, nie możemy ich jeść cały czas i bez ograniczeń.

5. Banany - były produkty odzwierzęce, olej, warzywo, to teraz owoc! Banany to jedne z moich ulubionych owoców (nie jestem zbyt wymagająca,  nie lubię jakiś cudaków). Niestety, ludzie odchudzający się często wykluczają te piękne żółte owoce ze swojego jadłospisu. Argumentują to ich dużą zawartością cukru i wysoką kalorycznością. Faktycznie, banany w 100 gramach mają aż
20 gram węglowodanów, ale też 100 gram to 1 średni banan, którym naprawdę jesteśmy w stanie się trochę najeść! Banany są przecież bardzo sycące. Co ważne, są wygodne w ''użyciu'' gdyż możemy je kupić wszędzie i w razie dużego głodu zjeść od razu, bo przecież nie wymagają mycia.
Idealnie się sprawdzają okołotreningowo, w celu szybkiego uzupełnienia glikogenu w mięśniach.
Są bogatym źródłem potasu, ale także wapnia i magnezu. Nadają się także dla dzieci i osób starszych lub z problemami trawiennymi, gdyż są lekkostrawne.






Jak Wam się podoba dzisiejszy wpis? :)
Dajcie znać!





 
e-mail: natalianalepa@o2.pl
Pozdrawiam, 
Natalia <3

środa, 31 sierpnia 2016

Czy jedzenie 5-6 posiłków w ciągu dnia ma sens?

Ile razy słyszeliśmy ''chcesz schudnąć, jedz 5 razy dziennie mniejsze porcje!'' ...?
Dzisiaj wpis, co ja o tym myślę. I jak to wychodzi w praktyce.



Muszę przyznać, że ja to stwierdzenie, żeby jeść jak najczęściej, co 2,5 - 3 godziny, ale małe porcje, traktuje już jako ogromny MIT. Dlaczego mówię ''już''? Bo sama na sobie to sprawdziłam!

Po pierwsze, takie jedzenie z zegarkiem w ręku co te niecałe 3 godziny jest po prostu męczące.
Nic nie robić, tylko myśleć o tym kiedy zjeść przez cały dzień...brzmi znajomo?
Poza tym, wyobraźmy sobie taką sytuację. Masz umówione spotkanie na 13, ale zgodnie z rozkładem posiłków o 13:30 musisz zjeść i co wtedy? Wyrzuty sumienia, stres, odwoływania spotkania?
No właśnie. A gdy wychodzisz z domu na dwie godziny a wtedy akurat wypada czas Twojego posiłku? I pomimo że kompletnie nie pasuje Ci wtedy jeść, bo masz ważne sprawy do załatwienia szybko, to przecież posiłek musi być...bo tak każe dieta.

Kolejna sprawa - szczególnie kiedy jesteśmy na redukcji, tego jedzenia nie ma być może zbyt dużo.
A rozkładając to na 5 posiłków...wyjdzie 5 malutkich porcji, którymi nie możesz się najeść i od razu po zjedzeniu posiłku zaczynasz myśleć o następnym i niczym innym nie możesz się zająć, bo przecież jesteś głodny. Niestety to bardzo częsty schemat, który jest prostą drogą do zaburzeń odżywiania, kompulsów, objadania się. Ale też takie ciągłe myślenie o jedzeniu, ciągły brak nasycenia, po prostu głód, fatalnie wpływają oczywiście na nasze samopoczucie, stosunek do reszty świata, do samego siebie.

A teraz, załóżmy, że zamiast 5 malutkich posiłków, jemy 3 duże? Nie ma ciągłego myślenia o jedzeniu, rygoru jedzenia z zegarkiem w ręku co 2,5 godziny. Jemy mniej posiłków, ale do syta, wtedy kiedy jesteśmy głodni i kiedy pasuje nam zjeść. Brzmi super wygodnie prawda?
Ja to zbadałam na sobie i u wielu osób to też zauważyłam, że najlepiej sprawują się 4 większe posiłki w ciągu dnia lub nawet tylko 3. Szczególnie będąc na redukcji, kiedy uczucie sytości jest na wagę złota można by zażartować, taka ilość posiłków która umożliwia nam właśnie odczuć sytość jest bardzo porządana.

Wiele razy słyszeliśmy argumentację co do 5 posiłków dziennie, że właśnie taka ilość umożliwia utrzymanie stałego poziomu cukru we krwi, pomaga w unikaniu wilczego głodu i napędza tempo metabolizmu. A wiecie co teraz udowadniają nam co rusz kolejne nowe badania? Że to nie prawda!
Wcale te 5 posiłków nie wpływa na tempo naszego metabolizmu. A właśnie jedzenie do syta może go poprawić, ale też ułatwia chociażby wypróżnianie (większa ilość jedzenia przepycha jedzenie zalegające w jelitach - to w strasznie dużym uproszczeniu oczywiście).

No a przede wszystkim...zdrowie psychiczne. Nie chodzi o to, żeby czuć nad sobą rygor jedzenia co 3 godziny, porcji jak dla dziecka. Dobrze się czujesz jedząc 3 razy dziennie? To tak jedz!
Pasują Ci dwa posiłki dziennie i tak się czujesz najlepiej? Tak rób.
Tak naprawdę jeśli całe swoje zapotrzebowanie z zachowaniem odpowiednim makroskładników zjesz na 1 posiłków, to nic Ci się nie ''stanie''. Często zapominamy, że to właśnie odpowiedni bilans kalorii i makro zapewnia nam to, że chudniemy, utrzymujemy wagę lub tyjemy.
A nie to czy zjemy śniadanie godzinę po wstaniu czy trzy godziny. To może mieć wpływ oczywiście na nasze samopoczucie, ale bilansu kalorii nie zmieni (jeśli jemy to samo).
Oczywiście w układaniu jedzenia w ciągu dnia należy uwzględnić jedzenie przed i po treningu, co wtedy potrzebujemy, co wspomoże nasz trening :)


Mam nadzieję, że tym wpisem odpowiedziałam na pytanie, czy jem 5 posiłków dziennie :)
Jem wtedy, kiedy jestem głodna i kiedy mi pasuje :)
Warto słuchać swojego organizmu. 





 
 
e-mail: natalianalepa@o2.pl
 
Pozdrawiam, 
Natalia <3






niedziela, 28 sierpnia 2016

Nudne interwały? NIGDY!

Interwały - czasami mam wrażenie że jest to coś, co się albo kocha, albo nienawidzi.
Nienawidzę ich kiedy ma je zrobić, a kocham po ich zrobieniu. Kocham za to jak działają, ile endorfin wyzwalają i jak pożerają tkankę tłuszczową.
A że od dłuższego czasu robię je aż 4 razy w tygodniu, to stany ''nienawidzenia'' i ''kochania'' są u mnie bardzo częste. I zawsze robiłam je na orbitreku, kilka razy na bieżni, zwykle metodą 1 minuta sprint, 1 minuta trucht  i najczęściej przez 15 minut. Ostatnio jednak całkowicie mi się to znudziło
i na samą myśl o nich robiło mi się niedobrze.
Jak sobie z tym poradzić? Co zrobić, żeby urozmaicić trening interwałowy?
O tym w dzisiejszym wpisie!


Przede wszystkim pamiętajmy, że trening ma sprawiać radochę! Ma być ciężko, mamy wypluwać płuca i w myślach przeklinać, ale nie możemy się zanudzać na śmierć!

I tym sposobem wymyśliłam sobie nowy sposób na interwały.
Idę na salę fitness, biorę matę i...improwizuję. Dalej robię interwał, gdyż wykonuję przez 1 minutę ćwiczenie na maxa, następnie przez 30 lub 60 sekund wykonuję trucht i wracam do ćwiczeń.
I szczerze? Po skończonym treningu nie mam już sił nawet wstać z maty.
Jeśli jesteśmy już na etapie, kiedy możemy sobie pozwolić na takie improwizacje, bo wiemy, co i jak ćwiczyć, warto to robić! Przede wszystkim nie ograniczamy się do jednej maszyny, cały czas dajemy nowe impulsy naszym mięśniom, nakręcamy metabolizm, ale też dobrze się bawimy!

Ja polecam wykonywać ćwiczenia, które angażują jak największą ilość mięśni, całe ciało, przez co spalamy maksymalną ilość kalorii także...no i najbardziej się męczymy :)
Moje ulubione to:

1. Burpess (padnij-powstań)
2. Lunges
3. Przysiady z wyskokiem
4. Sprint w miejscu
5. Pajacyki z odwodzeniem rąk do góry
6. Pajacyki z odwodzeniem rąk do boków
7. Mountain Climber

Sposób wykonania zależy całkowicie od nas. Ja zazwyczaj robię interwał przez około 15 minut.
W zależności ile mam siły - np. 1 minuta ćwiczenia NA MAXA, następnie 30 sekund lub 60 sekund trucht w miejscu i kolejne ćwiczenie. W czasie wykonywania nie nudzę się tak jak na orbitreku, czuję, że daję z siebie 200%. A po zrobieniu np. lunges naprawdę można mieć tak obolałe mięśnie nóg jak po dobrym treningu siłowym :)

Warto też wykorzystywać sprzęt, np. uchwyty do pompek, kettlebell, worek treningowy!
Takie zabawy na treningu są świetne - urozmaicają nasz trening, sprawiają, że możemy cały czas zaskakiwać nasze ciało i cały czas dawać mu nowe bodźce.

Po dobrym treningu interwałowym naprawdę powinniśmy paść na matę i z trudem łapać oddech - to może być wyznacznik czy był on dobry. Dobry czyli intensywny, męczący.
Interwały mogą być samodzielnym treningiem, wtedy pamiętajmy o odpowiedniej rozgrzewce przed ich wykonaniem, ale mogą być też wykonywane np po treningu siłowym.

Warunkiem dobrego treningu jest przede wszystkim wykonywanie ćwiczeń poprawnie technicznie, pomimo największego możliwego tempa wykonywania - pamiętajmy o tym.

Gwarantuję, że takie robienie interwałów szybko się nie znudzi! :)





Mam nadzieję, że taki krótki wpis okaże się pomocny :)



 
 
e-mail: natalianalepa@o2.pl
 
Pozdrawiam, 
Natalia <3



poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Gdzie dobrze zjeść we Wrocławiu? - burgerownia Soczewka na rynku

Cześć!
Tym wpisem chciałabym rozpocząć nową serię na moim blogu - o miejscach, gdzie można dobrze zjeść! Dobrze, smacznie, w ładnym lokalu i z miłą atmosferą. Ale będą się też na pewno pojawiać miejscówki, których nie polecam - jeśli takie się trafią, to na pewno będę o nich wspominać.
Na pierwszy ogień na razie idzie mój kochany Wrocław i lokal znajdujący się na naszym najpiękniejszym rynku - Soczewka, kuchnia+bar. Jest to typowa burgerownia - to właśnie burgery grają tam pierwsze skrzypce.

O miejscu dowiedziałam się od koleżanki z klasy podczas prezentacji różnych ciekawych miejsc
we Wrocławiu - omawiała ona właśnie Soczewkę i mówiła, że jedzenie bardzo jej smakuje.

Kilka miesięcy później tak mi się o tym przypomniało i postanowiłam się przekonać na własnej skórze (własnym języku) co do jedzenia. Dlatego razem z przyjaciółką podczas babskiego wieczoru m.in. ten lokal właśnie wybrałyśmy :)

Nie mam zdjęć samego lokalu - ale mają oni swoją stronę internetową i tam można wszystko zobaczyć. Na ich stronie dostępne jest także menu, polecam zajrzeć : http://www.soczewka.wroclaw.pl/#

Ja też przed wyjściem sprawdzałam menu, żeby zobaczyć co ciekawego mają. Menu jest dość spore, mamy duży wybór zarówno pod względem mięs, jak i nawet kilka bułek do wyboru.
Są burgery wegetariańskie, wołowe, z szarpaną wieprzowiną, kurczakiem, królikiem, owocami morza. Mamy kilka przystawek do wyboru, mięs z grilla, sałatek ale także dania dla dzieci i desery.
Na prawdę można coś dla siebie wybrać.

Sam lokal - jak najbardziej w porządku, czysto, schludnie. My polowałyśmy na miejsca na dworze - przecież właśnie tam najlepiej czuć atmosferę rynku, i powiem Wam, że w godzinach szczytu (jak to na rynku - wieczornych) nie jest to łatwe zadanie.

Zamówiłyśmy sobie takie same burgery - wołowe : ''Soczewka burger'', za około 30 zł.
Ja miałam bez boczku, gdyż nie jem wieprzowiny. Zaś wołowe, ponieważ to moje ulubione mięso.
Burgery są w zestawie z frytkami i krążkami cebulowymi. Czas czekania też w porządku pomimo szczytu - około 20 minut.


Sam sposób podania mnie zachwycił! Nie raz widziałam na zdjęciach tak podawane burgery, ale tutaj jest to wyjątkowo ładnie zrobione. Frytki i krążki w zgrabnym koszyczku, sosy obok, a główny bohater - burger - zawinięty w firmowy papier z wbitym nożem. Widać, że dużą wagę przywiązują do higieny podania posiłku.

Co do jedzenia, zacznę od drobniejszych rzeczy. Krążki cebulowe - bajka! Świeże, nie obciekały tłuszczem, widać że robione na świeżo i na dobrym tłuszczu. Frytki tak samo - domowe, a nie mrożone karbowane z marketu. Pycha! Sosy też w porządku.
Zaś burger... niesamowicie pozytywne zaskoczenie!  Buła - świeża, miękka, a nie gumowata albo czerstwa, co się niestety często spotyka w burgerowniach. Ja miałam bułkę graham, przyjaciółka zwykłą z sezamem i też chwaliła. Oczywiście cały burger był taki wielki, że trudno było go ugryźć!
Porcja mięsa to dopiero było zaskoczenie! Takiego steka (wzięłyśmy te średniokrwiste, to też można samemu wybrać) w restauracji jeszcze nie widziałam! Dosłownie, ale to było jak porcja dla dwóch osób. Choć ja oczywiście wszystko zjadłam sama :) Mięso zrobione idealnie, idealnie przemielone, nic nie ''strzykało'' (mam do tego uraz), aromatyczne i świeże! Do tego ser i kilka dodatków i mówię Wam, cudo! Takim burgerem naprawdę może się najeść nawet największy łakomczuch.



Muszę przyznać, że na pewno nie była to moja ostatnia wizyta w Soczewce!
Już planuję kolejny wypad tam :)

Ocena: 10/10




Dajcie znać czy Wy jadacie w takich miejscach? Lubicie burgery? :)



 
 
e-mail: natalianalepa@o2.pl
 
Pozdrawiam, 
Natalia <3