poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Gdzie dobrze zjeść we Wrocławiu? - burgerownia Soczewka na rynku

Cześć!
Tym wpisem chciałabym rozpocząć nową serię na moim blogu - o miejscach, gdzie można dobrze zjeść! Dobrze, smacznie, w ładnym lokalu i z miłą atmosferą. Ale będą się też na pewno pojawiać miejscówki, których nie polecam - jeśli takie się trafią, to na pewno będę o nich wspominać.
Na pierwszy ogień na razie idzie mój kochany Wrocław i lokal znajdujący się na naszym najpiękniejszym rynku - Soczewka, kuchnia+bar. Jest to typowa burgerownia - to właśnie burgery grają tam pierwsze skrzypce.

O miejscu dowiedziałam się od koleżanki z klasy podczas prezentacji różnych ciekawych miejsc
we Wrocławiu - omawiała ona właśnie Soczewkę i mówiła, że jedzenie bardzo jej smakuje.

Kilka miesięcy później tak mi się o tym przypomniało i postanowiłam się przekonać na własnej skórze (własnym języku) co do jedzenia. Dlatego razem z przyjaciółką podczas babskiego wieczoru m.in. ten lokal właśnie wybrałyśmy :)

Nie mam zdjęć samego lokalu - ale mają oni swoją stronę internetową i tam można wszystko zobaczyć. Na ich stronie dostępne jest także menu, polecam zajrzeć : http://www.soczewka.wroclaw.pl/#

Ja też przed wyjściem sprawdzałam menu, żeby zobaczyć co ciekawego mają. Menu jest dość spore, mamy duży wybór zarówno pod względem mięs, jak i nawet kilka bułek do wyboru.
Są burgery wegetariańskie, wołowe, z szarpaną wieprzowiną, kurczakiem, królikiem, owocami morza. Mamy kilka przystawek do wyboru, mięs z grilla, sałatek ale także dania dla dzieci i desery.
Na prawdę można coś dla siebie wybrać.

Sam lokal - jak najbardziej w porządku, czysto, schludnie. My polowałyśmy na miejsca na dworze - przecież właśnie tam najlepiej czuć atmosferę rynku, i powiem Wam, że w godzinach szczytu (jak to na rynku - wieczornych) nie jest to łatwe zadanie.

Zamówiłyśmy sobie takie same burgery - wołowe : ''Soczewka burger'', za około 30 zł.
Ja miałam bez boczku, gdyż nie jem wieprzowiny. Zaś wołowe, ponieważ to moje ulubione mięso.
Burgery są w zestawie z frytkami i krążkami cebulowymi. Czas czekania też w porządku pomimo szczytu - około 20 minut.


Sam sposób podania mnie zachwycił! Nie raz widziałam na zdjęciach tak podawane burgery, ale tutaj jest to wyjątkowo ładnie zrobione. Frytki i krążki w zgrabnym koszyczku, sosy obok, a główny bohater - burger - zawinięty w firmowy papier z wbitym nożem. Widać, że dużą wagę przywiązują do higieny podania posiłku.

Co do jedzenia, zacznę od drobniejszych rzeczy. Krążki cebulowe - bajka! Świeże, nie obciekały tłuszczem, widać że robione na świeżo i na dobrym tłuszczu. Frytki tak samo - domowe, a nie mrożone karbowane z marketu. Pycha! Sosy też w porządku.
Zaś burger... niesamowicie pozytywne zaskoczenie!  Buła - świeża, miękka, a nie gumowata albo czerstwa, co się niestety często spotyka w burgerowniach. Ja miałam bułkę graham, przyjaciółka zwykłą z sezamem i też chwaliła. Oczywiście cały burger był taki wielki, że trudno było go ugryźć!
Porcja mięsa to dopiero było zaskoczenie! Takiego steka (wzięłyśmy te średniokrwiste, to też można samemu wybrać) w restauracji jeszcze nie widziałam! Dosłownie, ale to było jak porcja dla dwóch osób. Choć ja oczywiście wszystko zjadłam sama :) Mięso zrobione idealnie, idealnie przemielone, nic nie ''strzykało'' (mam do tego uraz), aromatyczne i świeże! Do tego ser i kilka dodatków i mówię Wam, cudo! Takim burgerem naprawdę może się najeść nawet największy łakomczuch.



Muszę przyznać, że na pewno nie była to moja ostatnia wizyta w Soczewce!
Już planuję kolejny wypad tam :)

Ocena: 10/10




Dajcie znać czy Wy jadacie w takich miejscach? Lubicie burgery? :)



 
 
e-mail: natalianalepa@o2.pl
 
Pozdrawiam, 
Natalia <3



sobota, 20 sierpnia 2016

Sierpniowy Health Box!

Cześć i czołem!
Dziś mam dla Was wpis z sierpniowym wydaniem Health Box.
Mam przyjemność współpracować z tą firmą. Pierwszy raz dostałam taką świetną paczkę zdrowej żywności, o naprawdę najwyższej jakości. Jeśli jesteście zainteresowani co znajduje się w sierpniowym wydaniu, zapraszam!

Co to w ogóle jest Health Box? Jak nazwa sama mówi - po prostu paka zdrowej żywności!
Każdego miesiąca taka paka może do nas przychodzić. Dzięki temu nie tylko otrzymujemy
te produkty, które znamy i uwielbiamy, ale możemy także spróbować całkowitych nowości i perełek!
I zakochać się w nich :) W każdej paczce jest co najmniej 5 super produktów.

Muszę przyznać, że nie mogłam się doczekać swojego box'a :) Zdecydowanie cudowna niespodzianka! Jak dostałam paczkę, to w 3 sekundy ją rozpakowałam, żeby zobaczyć co skrywa:)


Jeśli chcecie zamówić takie box'y dla siebie - wystarczy wejść na stronę: http://health-box.pl/
Mamy trzy warianty zamawiania: wariant miesięczny, 3-miesięczny i 6-miesięczny.
Oczywiście 6-miesięczny wariant najbardziej opłaca się zamówić :)
Na stronie znajdziecie wszelkie informacje.

UWAGA! Mam też dla Was niespodziankę! :) 
Jeśli zdecydujecie się na te świetne boxy, to mam dla Was 5% kod rabatowy!
Wystarczy, że przy zamawianiu wpiszecie go w odpowiednie pole. 
Treść kodu: healthbox11 . 

Dajcie znać jak skorzystacie z kodu! :)


A teraz przechodzimy już do pokazania zawartości sierpniowego wydania naszych pudełeczek :)

1. Płatki orkiszowe z firmy Bio Avena.
Idealne jako płatki do ''owsianki'' (orkiszanki?) :) Kiedyś jak codziennie na śniadanie jadłam owsiankę, to właśnie najbardziej smakowała mi wersja z płatkami orkiszowymi :)
Owsianka z nich jest super gęsta, płatki są jak poduszeczki, ale mniej mdłe niż owsiane płatki.
Jeśli nie macie problemów z glutenem to jest to dobre źródło węglowodanów :)


2. Olej kokosowy EXTRA VIRGIN ViVio - co tu dużo mówić. Jeśli śledzicie mnie tutaj już trochę, to na pewno wiecie, że olej kokosowy to mój absolutny ulubieniec i numer 1. Extra Virgin to ten który polecam najbardziej - najmniej przetworzony, ''surowy''. Najlepszy tłuszcz do smażenia i jeden z nielicznych, na których smażenie jest zdrowe (a nie jak w przypadku niektórych tłuszczy nawet rakotwórcze! Zwracajmy na to uwagę!). Ja go stosuję i w kuchni (w chyba każdym posiłku) i...do pielęgnacji ciała, twarzy, włosów! I wszędzie sprawdza się IDEALNIE :)


 3. Nasiona CHIA (szałwia hiszpańska) z ViVio - chia to jeden z najbardziej znanych SUPERFOOD.
Pojawiają się w większości ''fit'', zdrowych przepisów. Cenili je już Aztekowie! Wiecie że płacono nimi podatek kapłanom i azteckiej szlachcie? My płacić nimi nie musimy, ale warto je jeść.
Są jednym z najbogatszych w składniki odżywcze, jedzeniem na świecie. Dodatkowo, polecane są osobom odchudzającym się - wchłaniają wodę, przez co znacznie zwiększają swą objętość
i sycą na długo.


4. Morwa czarna z Symbio - 100% organiczny produkt. Świetne źródło m.in witamin A, B i C oraz flawonoidów. Pomaga w okiełznaniu dużego apetytu. Może być spożywana samodzielnie jako przekąska lub jako dodatek do innych potraw. Jest świetnym źródłem cukrów prostych, idealnie sprawdzi się jako przekąska po treningu w celu uzupełnienia zapasów glikogenu w mięśniach, szybko doda nam energii. Co do smaku - pierwszy raz spróbowałam jej dopiero teraz, ale na pewno będę po nią sięgać częściej :) Smakuje i wygląda trochę żelki!


5. Liofilizowane warzywa i owoce Frupp (choć kukurydza to zboże:) - jeden z nielicznych produktów, które z tej paczki już znałam :) Kiedyś już o nich pisałam - przeczytacie o nich TUTAJ :)


6. Koktajl warzywny (3 saszetki) z firmy Warzywny Kubek - przyznam szczerze, że zawsze myślałam, że takie torebki to sama chemia. Zmieniłam zdanie. Ich skład to na prawdę same warzywa! Idealnie się sprawdzą na podróż, wyjazd, czy jakąkolwiek sytuację, gdy nie mamy dostępu do świeżych warzyw, a chcemy sobie zapewnić ich porcję i zjeść-wypić coś pyszneeego i zdrowego.
Wysoka zawartość błonnika, witamin, minerałów. Dodatkowo silnie oczyszczają organizm z toksyn i mają bardzo mało kalorii.
Warzywa znajdujące się w saszetkach pochodzą wyłącznie z certyfikowanych upraw.
Suszone są specjalną metodą, która pozwala zachować w nich UWAGA 80% witamin i 100% minerałów! A skład przykładowej torebeczki poniżej.






Dajcie znać, co myślicie o tych produktach! I czy skorzystacie z kodu! :)


 
 SNAPCHAT: fitujemy
e-mail: natalianalepa@o2.pl
Pozdrawiam, 
Natalia <3



czwartek, 18 sierpnia 2016

Sport Definition: Sticks i Bites

Dziś mam dla Was recenzję dwóch bardzo ciekawych produktów od firmy Sport Definition.
Pierwszy z nich to pałeczki z nadzieniem, a drugi to poduszeczki, które wyglądają jak jaśki - nie wiem jak Wy, ale ja te płatki śniadaniowe za dzieciaka kochałam!
I te poduszeczki mi je przypomniały :)


Zarówno sticks jak i bites dostaniemy w kilku smakach, jednak jak dla mnie w każdym najbardziej dominuje smak masła orzechowego (czy ktoś nie lubi masła orzechowego?:). Zawierają białko serwatkowe (z mleka) i ''przyjazny'' rozkład makroskładników.

Bites to właśnie takie poduszeczki, idealne żeby je zalać mlekiem i schrupać jak ulubione płatki.


Poniżej pokazuję ich skład. Nie są do końca zgodne z moją dietą, dlatego nie pozwalam sobie na nie codziennie. Przede wszystkim ja w diecie wykluczyłam orzeszki ziemne (tak, nawet masła orzechowego z nich nie jem!), mąkę graham też. Takie uroki mieć dość mocno zawężoną pulę produktów w diecie haha :) Warto też zaznaczyć, że cała paka tych poduszeczek to tylko 510 kcal :)


Sticks zaś (dwie sztuki) to 150 kcal. Zdecydowanie są jednym z najlepszych ''batonów'' proteinowych, jakie jadłam, a było tego już sporo :) One zaś przypominają mi takie wafelki rurki
z kremem. Bardzo kruche, z delikatnym nadzieniem. Niestety, ze względu na niektóre składniki, też nie jem ich dużo, ale całkowicie zaspokajają ochotę na słodkie i mają przyjaźniejsze makroskładniki niż typowy batonik :)


Kaszka kukurydziana, mąka graham, maltodekstryna....no i orzeszki ziemne...te rzeczy sprawiają, że na co dzień ich nie jem, ale gdy mogę sobie pozwolić to pozwalam!
Bo smak to zdecydowanie 11 na 10!





A Wy lubicie takie smakołyki? :)



 
 
 SNAPCHAT: fitujemy
 
e-mail: natalianalepa@o2.pl
 
Pozdrawiam, 
Natalia <3




poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Szkoła, trenowanie, gotowanie - jak wszystko pogodzić?

Dziś wpis nie z tych ''encyklopedycznych'', ale na temat bardzo życiowy - jak pogodzić szkołę
i trenowanie, zdrowe gotowanie i nie zwariować? Opowiem Wam jak wyglądają moje dni w czasie roku szkolnego, jak wszystko łączę. Było o to bardzo dużo pytań, a chyba mogę nieskromnie powiedzieć, że jestem w tym dobra - cały czas regularnie trenuję, sama gotuję i na dodatek w szkole idzie mi bardzo dobrze (średnia 5,20 w liceum na profilu biol-chem-fiz mnie zadowala) :)
Myślę, że ten wpis odpowie dobrze na wszystkie pytania, a też niedługo zaczyna się nowy rok szkolny, więc może kogoś zmotywuję i przekonam, że się da! :)


Od razu powiem, że pewnie dla większości osób, moje życie wyda się strasznie nudne, zero zabawy
i przyjemności itd. Cóż, ja nie zamieniłabym go na żadne inne :) Nie jestem typem imprezowym, zamiast alkoholu i papierosów wolę sobie kupić białko, a zamiast imprezy w klubie w piątek wieczorem, wolę iść na siłownię i rano, zamiast z bólem głowy, wolę obudzić się z DOMS'ami.


Do szkoły dojeżdżam pociągiem i to od niego uzależnione jest moje wstawanie. Jeśli mam na pierwszą lekcję, czyli na 8, to muszę jechać pociągiem o 7. Wtedy wstaje około 5:50 (kiedyś żeby zdążyć musiałam wstawać o 5, ale teraz nauczyłam się szybciej wyrabiać!).
Zazwyczaj dwa razy w tygodniu mam na drugą lekcję, i wtedy mogę sobie pospać do 6:40 :)
Śniadanie jem jak najpóźniej, na ile mogę sobie pozwolić (około 6:30 lub o 7:40). Prawie zawsze są to jajka, gotowane lub w formie jajecznicy, i warzywa.
W pociągu też spotykam się z moimi przyjaciółkami, więc mamy czas na plotkowanie.

W szkole lekcje idą swoim tokiem, tego już tu nie będę opisywać :)
Swój drugi posiłek jem około 11:00 - 12:00, czasami jak mogę to na lekcji...:)
Jest to białko, owoce i orzechy.
Lekcje kończę zazwyczaj o 14:20, ale zdarza się że po 15,a  innym razem po 13. W każdym razie zawsze wracam do domu najszybciej jak się da. Czas spędzony w autobusie, około 40 minut, poświęcam albo na naukę, robienie zadań, albo, gdy mogę, to na sprawy blogowe, instagramowe.

Wracam do domu i w zależności, ile mam czasu, siadam do zadań i jakiś drobnych rzeczy do uczenia lub od razu idę robić obiad. ''Robić obiad'' - po prostu szykuję mięso, wyciągam z lodówki ryż lub kaszę i warzywa, całość zajmuje mi max 20 minut :) Często też moja mama gotuje mi ryż/kaszę na kilka dni i po prostu wyciągam z lodówki gdy potrzebuję :) To ona też zawsze robi zakupy i dba o to, żebym zawsze miała co potrzebne :) W międzyczasie rozmawiam z rodzicami, opowiadam im o dniu itd. Po obiedzie szykuję się na następny dzień do szkoły, robię jakieś drobne porządki, śmieszkuję z rodzicami i po 17 jadę na siłownię. Wracam około 19, idę pod prysznic i następnie idę zjeść swój posiłek potreningowy, czyli płatki, owoce, białko i jakieś źródło tłuszczy.
W czasie posiłków zazwyczaj zajmuję się instagramem itd. Po tym siadam do nauki, którą kończę około 21:30 - 22. Wtedy też szykuję się do spania i możliwie jak najszybciej kładę się do łóżka.

W ciągu tygodnia moje dni wyglądają właśnie tak. Jeśli wieczorem nie jadę na siłownię to poświęcam te wolne godziny nauce, robieniu wpisu na bloga lub spędzam czas z rodzicami.
Moi znajomi też są zabiegani, każdy ma swoje pasje i każdy ma multum nauki, dlatego wolny czas spędzamy razem raczej w weekendy. Choć odkąd moja przyjaciółka ćwiczy na siłowni i jest ''dzikiem'', to często piątkowe wieczory razem spędzamy na siłowni. :)
Wtedy u mnie często śpi i w sobotę możemy jechać razem do kina i na cheata!

Jeden dzień w tygodniu zawsze przeznaczam na całkowitą regenerację - zero treningu, ale też zero nauki! Ale za to, jeśli stwierdzam, że w tygodniu nie mam nauki na bieżąco, a po prostu trochę materiału się zbiera do nauczenia, to jeden dzień z weekendu poświęcam na naukę :)
Tak robiłam w pierwszej klasie - w tygodniu tylko te przedmioty, które są ''lekkie'' i nauka z nich musi być z lekcji na lekcję, zaś w weekendy wszelkie problemowe materiały.


Jeśli sobotę poświęciłam na naukę (tak zazwyczaj robiłam) to w niedzielę miałam całkowicie wolne, spędzałam czas z rodziną, jechaliśmy na zakupy itd. Niestety w dni szkolne nie mam tyle czasu wolnego i niektóre rzeczy możemy zrobić razem tylko w weekend :)




Także to tyle! Mam nadzieję, że tym wpisem pokazałam, jak łączę naukę i trenowanie.
Naprawdę, wystarczy chcieć! :)


 
 
 SNAPCHAT: fitujemy
 
e-mail: natalianalepa@o2.pl
 
Pozdrawiam, 
Natalia <3



środa, 10 sierpnia 2016

Najlepsze ćwiczenia - czy istnieje coś takiego?

''Jakie jest najlepsze ćwiczenie na pośladki/brzuch/barki...?'' - takie pytania pojawiają się wszędzie, w co drugiej wiadomości i komentarzu. Tym wpisem mam nadzieję, że odpowiem na nie wszystkie :)
Jeśli jesteście zainteresowani, zapraszam!


Najlepsze ćwiczenie - czyli właściwie jakie? Ja przez to rozumiem, że chodzi o ćwiczenie dające najlepsze efekty. Ale dla kogoś może to być ćwiczenie, które go nie zmęczy, albo ćwiczenie którego wykonanie jest proste i może je wykonać wszędzie, nawet bez sprzętu.
Jak widać, już samo określenie ''najlepsze'' - nie jest precyzyjne i może oznaczać dla każdego coś innego. Jeśli to ja miałabym stworzyć definicję takiego ćwiczenia, to byłoby to ćwiczenie najlepiej działające na daną partię, takie podczas którego wykonania maksymalnie czujemy pracujące mięśnie (w odpowiednim miejscu a nie inną partię!), a po jego wykonaniu mięśnie są wymęczone, ale też mają bodziec do wzrostu. Dodatkowo w owym najlepszym ćwiczeniu mamy łatwą możliwość progresji ciężaru (to podstawa żeby cały czas móc się rozwijać), a samo ćwiczenie daje możliwość wykonania go na każdej siłowni, bez specjalistycznych sprzętów, czy pomocy innych osób.
A jego technika już nie sprawia nam kłopotów i wykonujemy je poprawnie, z maksymalnym czuciem mięśniowym. Jak dla mnie to jest dopiero idealne ćwiczenie :)

Także określenie z góry, że jakieś ćwiczenie dla wszystkich będzie najlepsze, jest bardzo ryzykowne.
Mogę podać prosty przykład - dla niektórych najlepszym ćwiczeniem na pośladki są przysiady sumo, bo właśnie przy nim mogą się pochwalić najlepszym czuciem mięśniowym i najlepszą separacją ruchu. A dla innych najlepszym ćwiczeniem na pośladki mogą być hip trusty - bo to w nich najlepiej odczuwają pracę mięśni pośladków, potrafią cały ruch wykonać pracą pośladków, a nie np. dolnego odcinka pleców.

Hasła ''najlepsze ćwiczenia'' mają być po prostu chwytliwe, przyciągnąć uwagę, ale oczywiście często jest w nich dużo prawdy. Ponieważ np. podczas badań na jakiejś grupie ludzi, wykazano,
że te ćwiczenie u większości badanych w największym stopniu angażuje dany mięsień.
Albo po prostu uznano, że z wykonaniem danego ćwiczenia raczej większość osób nie będzie miała problemu - więc to są rzekomo najlepsze ćwiczenia.

Przyznam, że na początku swej przygody z mocnymi treningami na siłowni, nie zdawałam sobie sprawy, jak ważne jest czucie mięśniowe, prawdziwa praca mięśni, napinanie, przytrzymywanie w odpowiednim czasie, spowalnianie ruchu, lub jego przyspieszanie w różnych fazach. A możemy dane ćwiczenie zrobić takim samym obciążeniem jak zawsze, ale cały czas kontrolując ruch i stosując kilka zasad i poczuć pracę mięśni milion razy lepiej niż gdy robimy na odczepnego.

Kiedyś wszystkie wskazówki, które dostałam od ćwiczących na siłowni, chłonęłam jak gąbka.
Ktoś mi powiedział, że właśnie TO jest najlepsze ćwiczenie, to ja starałam się w to uwierzyć.
Ale zazwyczaj pomimo odpowiedniego obciążenia i pilnowania techniki, jakoś nie mogłam aż tak dobrze poczuć pracujących mięśni. Nie znaczy to, że ktoś mi źle doradził. Dla niego mogło to być najlepsze ćwiczenie, ale dla mnie już nie. Wszystko przecież też zależy od naszej anatomii - stosunków długości naszych kości, mięśni, ułożenia ich głów, przyczepów.

Jak widać, czynników wpływających na to, jakie ćwiczenie będzie dla kogoś najlepsze, jest bardzo dużo. I nie da się tego komuś doradzić tak od razu.

Ja np. mogę powiedzieć, że dla mnie najlepszym ćwiczeniem na pośladki są przysiady bułgarskie i martwy ciąg na ''prostych'' nogach bo tam najlepiej czuję pracę mięśni, potrafię najlepiej kontrolować ruch, całą technikę, wiem i czuję, w jakiej fazie ruchu, jak spiąć pośladek, pod jakim kątem ułożyć stopy żeby maksymalnie angażować te mięśnie na jakich mi zależy, potrafię separować ruch.
A ktoś inny mi powie, że dla niego absolutnie najlepszym ćwiczeniem na pośladki jest odwodzenie nogi w tył na wyciągu - i skoro tak mówi, to widać tak jest! Bo ta osoba właśnie tam najlepiej czuje pracę tych mięśni.

Wszystko należy przebadać na sobie. Możecie mi jednak wierzyć, że po jakimś czasie i z jakimś doświadczeniem , które już nabyliśmy, takie rzeczy wychodzą same z siebie i po prostu już to wiemy.
No i pamiętajcie - efekty naszych treningów są najbardziej zależne od diety, odpowiedniego bilansu kalorii i makroskładników.
Same treningi bez odpowiedniego żywienia, nie zagwarantują nam sukcesu.



Mam nadzieję, że wpis będzie przydatny! :)


 
 
 SNAPCHAT: fitujemy
 
e-mail: natalianalepa@o2.pl
 
Pozdrawiam, 
Natalia <3

sobota, 6 sierpnia 2016

JAJECZNICA IDEALNA - PRZEPIS! + Collagen Prosper Labs

Dziś wreszcie mam dla Was TEN PRZEPIS. Choć nie wiem czy na tak proste danie, jak jajecznica, może istnieć coś takiego jak przepis :)
To chyba bardziej tajemniczy, sekretny sposób na wykonanie jej :)
Jesteście ciekawi? ZAPRASZAM!


Muszę na wstępie powiedzieć, że jajecznica to jedno z tych dań, które mogłabym jeść do końca życia :) Ale nie taką suchą jak wiór, tylko taką wersję jaką często dostajemy w bufetach śniadaniowych
w hotelach - gęstą, wręcz soczystą. Dodatki typu cebula czy boczek są opcjonalne.
Ponieważ jednak ostatnio zaczęłam jeść dużo jajek, praktycznie codziennie na śniadanie, to postanowiłam że muszę je robić w sposób możliwie najsmaczniejszy.
Zainspirowana przepisem na jajecznicę od Gordona Ramsay'a , postanowiłam stworzyć jej zdrową wersję, dopasowaną do mojego makro.
I tak zrobiłam.
Nie wiem czy wiecie, jak Ramsay robi jajecznicę. Przede wszystkim, jajka wraz z kawałkiem masła wrzuca do garnka razem i dopiero wtedy stawia na ogniu. Cały czas miesza i ściąga garnek z ognia, pozwalając jej ''działać'' samej. I to naprawdę działa. Jajecznica jest niesamowicie puszysta, delikatna i pyszna! Każdy, komu ją robię, mówi, że to najlepsza jajecznica na świecie :)

Moja wersja - bez masła, ale z olejem kokosowym. Do rondelka (wygodniejszy niż patelnia z której podczas mieszania mogłyby się jajka wylać) wrzucam 10 ml oleju kokosowego i 3 jajka.
Dopiero wtedy stawiam na malutkim gazie i cały czas mieszając, doprowadzam do powolnego ścinania się jajek. Wtedy co chwila ściągam z gazu i daję jajecznicy działać. Cały czas mieszam!
W gruncie rzeczy jajka są więcej poza gazem, niż na gazie. Mieszam dokładnie, żeby nigdzie się za bardzo nie ścięło. Taką półpłynną całkowicie ściągam z gazu, wyłączam go i mieszam, mieszam, aż zetnie się sama do takiego stopnia, jaki mi odpowiada. Gotowe!
Czasami wraz z jajkami dodaję cebulkę, czasami ozdabiam szczypiorkiem - to już według uznania :)


Spróbujecie tego sposobu?
Polecam obejrzeć filmik na yt gdzie Gordon Ramsay robi jajecznicę - tam najlepiej widać, jak to trzeba robić :)

Na zdjęciu powyżej widzicie też ostatnią nowość u mnie - Collagen z firmy Prosper Labs.
Jak zwykle firma mnie nie zawiodła i to kolejny ciekawy produkt od nich :) Pomaga zadbać o piękną skórę - nawilża ją od wewnątrz, ale także pomaga zachować jej elastyczność i młody wygląd.
Super prezent dla każdej kobiety! :)


 
 
 
 
 SNAPCHAT: fitujemy
 
e-mail: natalianalepa@o2.pl
 
Pozdrawiam, 
Natalia <3

czwartek, 4 sierpnia 2016

Trening w domu: NOGI

Hey!
Dziś mam dla Was kolejną odsłonę treningu do wykonania w domu - tym razem NOGI.
Moje poprzednie propozycje na inne części ciała znajdziecie w zakładce ''Trening'' :)
A dziś...będzie ogień, będzie pot i NA PEWNO będą efekty gdy dacie z siebie 102% na treningu!
Wiem, że nie każdy ma możliwość chodzenia na siłownię, ale chce ćwiczyć.
Dlatego właśnie m.in. dla takich osób jest ta seria na blogu :)
Dajcie znać w komentarzu jak spróbujecie!


Niestety, nie każde ćwiczenie opatrzone jest zdjęciem, na niektórych nie widać dokładnie techniki wykonania ćwiczenia - takie coś najlepiej jest zademonstrować na filmiku, a nie na zdjęciu.
Dlatego, jeśli macie wątpliwości jak zrobić jakieś ćwiczenie - na youtube jest mnóstwo filmików pokazujących jak wykonać poprawnie technicznie każde ćwiczenie, wystarczy wpisać w wyszukiwarkę nazwę ćwiczenia i na pewno znajdziemy :) A co do wykonania zdjęć - robił je mój tato, a on raczej fotografem dobrym nie jest..;)

Zaczynamy!

Przed treningiem koniecznie co najmniej 10 minut rozgrzewki. Zestaw ten możecie połączyć z innymi zestawami lub potraktować jako samodzielny trening.
Do każdego ćwiczenia bardzo polecam dodać obciążenie w postaci np. plecaka z butelkami wody (pełnymi!) na plecach albo z butelkami w rękach. Naprawdę spróbujcie, warto!
A kto da radę zrobić cały trening ten...za jakiś czas będzie miał super nóżki! :)



1. Zakroki - robimy nogi naprzemiennie. Pilnujemy kolan, plecy proste, łopatki ściągnięte. 
5 serii x 60 (30 na nogę)


2. ZAKROKI PO SKOSIE - wykonanie podobnie jak ćwiczenie nr 1 jednak tutaj nogę zakraczamy wyraźnie po skosie, co bardzo mocno aktywuje pośladki do pracy. UWAGA! Na dole nogą pulsujemy, żeby maksymalnie zmęczyć pośladki. Niestety tutaj na zdjęciach właśnie widać, jak ciężko jest zrobić ujęcie ćwiczenia żeby wyglądało dobrze - zdecydowanie za bardzo ustawiałam się do zdjęć i skręcałam tułów.
5 serii x 60 (30 na nogę)


3. PRZYSIADY BUŁGARSKIE - ja tutaj nogę oparłam o łóżko, ale możecie użyć krzesła, pufy.
Plecy proste, staramy się zejść możliwie jak najniżej, żeby uzyskać co najmniej kąt 90 stopni.
5 x 20 na nogę - nogi robimy naprzemiennie


4&5. Przysiady z wyskokiem 5x30 łączone z trzymaniem pozycji krzesełka przy ścianie 5x60-90 sekund. Podczas wykonywania przysiadów na dole zatrzymujemy się na chwilkę i pulsujemy, a następnie na górze robimy wyskok i od razu wracamy do przysiadu.
Podczas ''krzesełkowania'' pamiętajmy to tym, żeby być w rzeczywistej wysokości, na jakiej siedzimy na krześle (mniej więcej 90 stopni!). A plecy mają przylegać do ściany.

6. Unoszenie bioder w oparciu o łóżko/krzesło - górę ciała opieramy na czymś wyższym i pracujemy tutaj tylko pośladkami - trochę jak HIP TRUST ale bez sztangi :) Na górze pośladki spinamy na 3 sekundy bardzo mocno i schodzimy na dół, po czym szybciej wracamy na górę i znów spinamy.
5 serii x 30




Dajcie znać jak spróbujecie!!! :)



 
 SNAPCHAT: fitujemy
e-mail: natalianalepa@o2.pl
Pozdrawiam, 
Natalia <3